sobota, 24 stycznia 2015

Nowy blog

Tu macie linka:
http://dangerousbag.blogspot.com/
Mam nadzieje, że będziecie czytać ;) (ZACHĘCAM)
To do zobaczenia ;)

Epilog

Szłam jedną z londyńskich ulic. Wydarzenia ostatnich lat powywracały moje życie do góry nogami. Po chwili znalazłam się na cmentarzu. Stanęłam przy nagrobku. Westchnęłam.
                                                            Emma Emeral
                                                       Kochająca matka i żona
Mamo, szkoda, że nie widzisz jak dorasta Nina. Byłabyś z niej dumna. W szkole zbiera same dobre oceny. Czasem opowiadam jej o tobie.  Ona chce wiedzieć jaka byłaś. Nigdy nie powiem jej dlaczego zabrałam ją z Polski. Nie powinna tego wiedzieć. Może zrozumiałaby to dopiero gdy naprawdę się zakocha. Nina ma 7 lat. Myślę, że na razie dla niej byłby to szok. Mam nadzieje, że rozumiesz. Kocham ją i zawsze będę się nią opiekować. Nic nie zmieni się w tej kwestii. A co u mnie? Po staremu.
Złożyłam czerwoną różę na kamiennej płycie płycie i ruszyłam do domu. Po chwili otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zawiesiłam kurtkę na wieszaku i przeszłam do salonu. Opadłam na fotel. Usłyszałam cichy szmer w kuchni. Po cichu poszłam tam. Zayn stał przy blacie.
- Hej. - powiedział z uśmiechem i pocałował mnie.
- Hej. - odparłam również uśmiechnięta.
- Wszystkiego najlepszego pani Malik. - mruknął mi do ucha a w drzwiach pojawiła się mała dziewczynka.
Była ubrana w białą sukienkę, a w rączkach trzymała tort. Ślicznie śpiewała "sto lat". Zayn zabrał od niej ciasto. Wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Dziękuję kochanie. - powiedziałam i ucałowałam małą w policzek.
- Ślicznie zaśpiewałaś mamie, Emily. - powiedział Zayn i obie nas mocno przytulił.






*Kilka lat wcześniej*












_____________________________
Tak jak mówiłam to już koniec. Według mnie epilog wyszedł najlepszy ;) trochę szkoda, że to już koniec
To do zobaczenia w kolejnym blogu ;)

Rozdział 20

Obudziło mnie płakanie Niny.
- Louis... - szepnęłam.
Chłopak bez marudzenia wstał i nakarmił małą. Skoro tak zajmuje się nią, to będę najszczęśliwszą matką na świecie. Zaśmiałam się w myślach. Po chwili chłopak położył się. Mocno się do niego przytuliłam co odwzajemnił.
- Też chcę taką mała córeczkę. - poskarżył się.
Zaśmiałam się cicho.
- Nie za szybko? - odparłam patrząc w jego oczy.
- No tak, najpierw zorganizuję nam ślub i piękne wesele.
- Uwielbiam twoje poczucie humoru. - uśmiechnęłam się.
- Jami ale ja mówię serio. Myślałaś już o ślubie? Jesteśmy już razem dwa długie lata. Kocham cię i wiem, że to się nie zmieni.
- Ja ciebie też Lou. Nie zrozum mnie źle, ale powinnam coś zacząć robić. Może zacznę fotografować?
- Możesz zostać naszym fotografem. Ostatniego zwolniliśmy za przecieki do prasy.
- Przemyślę to. A teraz dobranoc.
Cmoknął mnie w czoło. Kiedy zasnął nadal myślałam nad jego słowami. Chciał wziąć ślub. To było niesamowite. Nie spodziewałam się tego. I jeszcze ta sugestia o dziecku. Był uroczy. Ułożyłam się wygodnie i zasnęłam.

*Zayn*
Rano nim Liz wstała poszedłem z Louisem do sklepu. Miałem ochotę go zbić. Kto normalny wstaje w weekend o 6:00 rano? Ale czego nie robi się dla przyjaźni...
- To po co idziemy do galerii? - spytałem ziewając.
- Malik obudź się. To poważna sprawa. - to co powiedział nieco mnie orzeźwiło - Chcę kupić pierścionek.
- Pierścionek?
- Takie okrągłe małe kółko na palec dla kobiety.
- Wiem co to pierścionek.
Wkurzał mnie co raz bardziej.
- Więc chcę kupić dla Jami. Zaręczynowy.
- Dorastasz stary.
Uśmiechnął się. Naprawdę długo łaziliśmy po sklepach. Louis bardzo wybrzydzał mówiąc, że to musi być coś wyjątkowego. Nie wiedziałem o co mu chodzi dokładnie ale zapewne będę również zdenerwowany kiedy przyjdzie kolej na mnie. Jednak coś wpadło mu w oko.

- Myślisz, że jej się spodoba? - spytał.
- Na pewno. - odparłem.
To było coś w jej guście. Miałem nadzieje, że dobrze doradziłem Louisowi inaczej mnie zabije. Do domu wróciliśmy koło 11. Byliśmy okropnie głodni. Po kuchni krzątała się Liz. Pocałowałem ją w policzek.
- Gdzie Nina? - spytałem nie widząc jej w pobliżu.
- Dzisiaj przejmują ją Niall i Jess.
- Mhm...
- Czemu nie było cię tak długo? - spytała krojąc marchewkę.
- Musiałem coś zrobić.
- Tajemnica? - uśmiechnęła się.
- Ściśle tajne. - pocałowałem ją.
Pomogłem jej z obiadem podjadając w międzyczasie.

*Rosmary*
Nie! Nie, nie, nie! Pozwę ich wszystkich do sądu. Jak mogli?! Wypisałam się zdenerwowana ze szpitala na własne życzenie. Zadzwoniłam po Harrego. Przyjechał po mnie niedługo potem. Mocno się do niego przytuliłam.
- Dlaczego nie leżysz w łóżku? - spytał przestraszony.
- Ci cholerni lekarze! - krzyknęłam z łzami w oczach - Harry jestem zdrowa. Pomylili wyniki.
- Co?
- Harry nie byłam chora.
Pocałował mnie mocno trzymając w swoich ramionach. Nie mogłam złapać przez niego oddechu. Może właśnie tego mi brakowało.
- Pozwę ich do sądu. - powiedział obejmując mnie.
- Jedzmy do domu.
- Masz szczęście. Liz dzisiaj gotuje.
- O nie... Co dzisiaj? Szpinak? Brukselka?
Hazza zaśmiał się.
- Frytki z kurczakiem, do tego jakaś sałatka czy coś.
- Brzmi smacznie.
Po chwili byliśmy w domu. Ja dowiedziałam się co mnie ominęło i im musiałam powiedzieć, że jestem zdrowa. Przyjęli to z ogromnymi uśmiechami. Po posiłku znów zakopałam się z Harrym w jego pokoju by spędzić trochę czasu razem. Tego potrzebowaliśmy...

*Elizabeth*
Zadzwonił mój telefon.
- Cześć... tato. - powiedziałam nie pewnie.
- Hej Liz. - odparł - Co u ciebie?
- Zamieszanie. Byłam u mamy. Chciałam porozmawiać. Zaniedbała siebie i Ninę. Zabrałam ją stamtąd.
- Jak to? Opiekujesz się niemowlakiem?
- Nie. - uśmiechnęłam się - Nina jest już duża. Poradzę sobie. Nie martw się.
Zamyślił się po czym powiedział;
- Nie chcę dla ciebie tego. Zgodzisz się bym to ja i moja żona ją adoptowali?
- Chcecie?
- Przedyskutuję to z Marie. Ale myślę, że się zgodzi. Chciałabyś?
- Jasne. Będę miała małą blisko.
- Więc dam ci znać najpóźniej jutro.
- Dzięki. Do zobaczenia.
Położyłam się na łóżku. Musiałam odpocząć. Poczułam ciepłe ramiona Zayna. Uśmiechnęłam się. Mój telefon ponownie zaczął dzwonić. Nieznany numer? Odebrałam.
- Liz tu Paul. Dlaczego chcesz się zwolnić?
- To nie twoja sprawa. - usiadłam po turecku, marszcząc czoło.
- Aha. Już wiem. Twój chłopak cię straszy. No tak. - zaśmiał się.
- Nawet jeśli to nie twoja sprawa. Jeśli chcesz kogoś manipulować to znajdź sobie kogoś innego. Ja się nie dam.
- Poczekaj. Chciałem ci tylko powiedzieć, że miałabyś duże szanse w tej pracy. Ale jeśli Zayn chce cię pilnować...
- Myślisz że zadziała na mnie taki tani chwyt?
- Powiem tak, nie wrócisz do pracy to twojego chłopaka zbiją moi koledzy. Nic mi nie udowodnisz. I nie mów nikomu, bo źle się to skończy. Masz czas do poniedziałku.
Rozłączył się. Byłam zszokowana.
- Kto dzwonił? - spytał Zayn.
- Jakiś bank. - odparłam - Idę na spacer.
Szybko wyszłam z mieszkania. I co ja mam teraz zrobić? Nic nie może stać się Zaynowi, nie pozwolę na to. Będę musiała tam wrócić. Mulat miał rację. Paul to bezwzględny facet, który chce mu dokopać. Usiadłam na ławeczce w parku. Zadzwoniłam do Jami i Rose. Poprosiłam, żeby dyskretnie do mnie przyszły. Po chwili siedziały obok mnie.
- Co się dzieje Liska? - spytała Rose.
- Musicie obiecać, że nikomu nie powiecie. - odparłam. Zgodziły się - Pamiętacie jak miałam iść do pracy? - potwierdził - No więc facet, który miał mnie uczyć to był "wróg" Zayna. Zagroził, że jak nie wrócę do pracy to Zaynowi coś się stanie.
- Musisz to zgłosić. - odparła Jasmine.
- Gdzie? Na policję? - uniosłam się nieco - On kogoś do tego wynajmie.
Zastanowiły się. Skoro one też mi nie pomogą to co robić?
- Już wiem. - odparła Rose i zaczęła wtajemniczać nas w swój plan.

*Louis*
Dziewczyny wróciły ze spaceru roześmiane. Gdzie one były? Malik się strasznie martwił i nie mógł sobie znaleźć miejsca. Podszedłem do Jami.
- Zabieram cię dzisiaj. - mruknąłem całując jej policzek.
- Gdzie? - spytała z uśmiechem.
- Niespodzianka. Masz godzinę.
- Jasne. - uśmiechnęła się i pobiegła do pokoju.
Ja również szybko się ogarnąłem. Miałem nadzieje, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Inaczej będzie ciężko. Czekałem na Jasmine na dole. Po chwili zeszła a mi opadła szczęka.

Wyglądała pięknie. Od razu skradłem jej całusa. Uśmiechnęła się. Jechaliśmy dość krótko. Zabrałem ją na London Eye. W jednej kapsule (która była przygotowana dla nas) był stolik i zwiewne ozdoby. Idealnie. Dziewczyna oniemiała z wrażenia. Po chwili koło ruszyło. Zacząłem się co raz bardziej denerwować.
- Jest pięknie. - powiedziała.
Wyciągnąłem z kieszeni pierścionek i ścisnąłem go w dłoni.
- Cieszę się, że ci się podoba. - odparłem z uśmiechem - Jasmine?
- Tak? - spojrzała na mnie.
Uklęknąłem przed nią i otworzyłem małe pudełeczko.
- Wyjdziesz za mnie?

*Jessica*
Cały dzień ja i blondyn zajmowaliśmy się Niną. W końcu Liz nam ją zabrała. Siedzieliśmy w pokoju Nialla. Opadłam na poduszki.
- Zmęczona? - spytał leżąc koło mnie.
Opierał się na łokciu. Miał ogromny uśmiech na twarzy.
- Trochę. - odparłam.
Blondyn objął mnie ramieniem przytulając do siebie. Wtuliłam się jego ciepły tors.
- Jess? - spojrzałam na niego - Jak podoba ci się w Londynie? - spytał.
Wiedziałam, że nie o to chciał zapytać. Nie wiem z jakiego powodu ta chwila stała się dla mnie magiczna. Pocałowałam go delikatnie i szepnęłam:
- Nigdzie nie było lepiej.
Chłopak z uśmiechem mocno mnie przytulił. Cieszyłam się, że tak zareagował. Trochę na to liczyłam. Czyli czuł coś do mnie. To coś co ja odwzajemniałam. A może to on to odwzajemniał? Nie ważne... Ważne, że mogę być blisko niego.
















______________________________________
Przepraszam za krótki rozdział i nieobecność. Kilka informacji:
1. Za pośrednictwem Magicznej doszłam do wniosku, że zaczynam nowego bloga.
2. Napiszę jeszcze epilog
3. Mam nadzieję, że nie jesteście źli ;)

Info

Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie idzie mi pisanie. Nie. Idzie mi, ale rozdziały są co raz słabsze. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. Chciałabym poznać waszą opinię. Co jeśli:
TAK - będę pisała dalej z dużym uśmiechem ;)
NIE - zacznę nowego bloga i wyciągnę wnioski z tego
Proszę napiszcie w komentarzach co myślicie, bo ja nie mam pojęcia ;(

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 19

Nie mogłam w to uwierzyć. Te wszystkie gesty... To, że przyszedł do domu kiedy mnie nie było, że ciągle mi się przyglądał. Zayn powiedział, że był podobny do mężczyzny z lasu. Ja... nie mogłam w to uwierzyć.
- Elizabeth... Powiedz coś... Proszę... - wydawał się taki żałosny w tym momencie.
Kiedyś go kochałam. Był dla mnie ważny, był wzorem do naśladowania. Dlaczego mnie zostawił i pozwolił mi myśleć, że nie żyje? To było niesprawiedliwe. Był moim przyjacielem. Bolała mnie jego strata. To było gorsze od wszystkiego co do tej pory mi się przytrafiło.
- Dlaczego? - spytałam łamiącym się głosem, ale po chwili powtórzyłam głośniej - Dlaczego mnie zostawiłeś?
- To nie tak. - zaprotestował szybko.
Usiadł na ławce i zachęcił mnie do tego samego. Zrobiłam to mimo, że nie chciałam. Nie byłam pewna czy chcę wiedzieć czemu mnie zostawił.
- Emma i ja nie tworzyliśmy już szczęśliwego związku. Postanowiliśmy się rozwieść. Stwierdziła, że będziesz tylko raz cierpieć gdy stracisz ojca na zawsze. Nadal nie wiem jak dałem się w to wciągnąć. Szukałem cię gdy zrozumiałem mój błąd. - spojrzał mi w oczy lecz po chwili spuścił wzrok - Lecz nie mogłem cię znaleźć. Twoja matka przepisała cię do innej szkoły, do innej przychodni lekarskiej... nigdzie nie miałem dostępu do twoich danych. Oszukała mnie. Powiedziała, że będę miał wpływ na to gdzie się uczysz, leczysz, jakie masz zajęcia dodatkowe... Przepraszam. - spojrzał niepewnie w moje oczy - Nie chciałem cię zostawić i zrozumiem jeśli zerwiesz ze mną kontakt, ale ja nadal cię kocham.
Musiałam to sobie poukładać w głowie. To wszystko była mama? Nie obwiniałam tylko jej o rozpad ich związku, ale... To wszystko to jej pomysł? Pozbawiła mnie kochającego ojca, którego potrzebowałam. To nie było w porządku. Złapałam rękę mojego ojca. Zdziwiony spojrzał na mnie.
- Potrzebuję czasu. - powiedziałam spokojnie - Na pewno nie chcę zerwać z tobą kontaktu. Przeciwnie. Tylko daj mi to wszystko przemyśleć.
- Oczywiście. - odparł z uśmiechem.
Puściłam strzałkę Malikowi, żeby po mnie podjechał. Lekarz poszedł już do szpitala. Po chwili usłyszałam trąbienie. Uśmiechnęłam się i szybko wsiadłam do wozu.
- I jak? - spytał wyjeżdżając z parkingu.
- Myślę, że to było udane spotkanie. A teraz na lotnisko.
- Co? - zdziwiłam go.
Przelotnie na mnie spojrzał. Podjęłam tę decyzję przed chwilą. Nie gniewaj się.
- Muszę polecieć do mamy. Obiecuję, że wrócę jeszcze dzisiaj.
Zrezygnowany skręcił w stronę lotniska. Niedługo potem już z biletem w ręce musiałam się z nim znowu pożegnać.
- Kocham cię. - szepnęłam trzymając ręce na jego karku.
Oparł czoło o moje.
- Ja ciebie też. - patrzył prosto w moje oczy.
Może to dziwne, ale z każdym dniem mocniej go kochałam. Może to tylko złudzenie, ale podobało mi się to.
Skradł mi jeden pocałunek. A potem musiałam biec do samolotu. Szybko zajęłam swoje miejsce. Przespałam całą podróż. Byłam już w Polsce. Szybko złapałam taksówkę i podałam miejsce docelowe. Spojrzałam na mój dom. Wyglądał jak zawsze. Po cichu weszłam. Było ciemno. Słyszałam tylko płacz małej Niny. Zajrzałam do kuchni. Mama siedziała nad butelką piwa. Nie wyglądała najlepiej i paliła. Nawet nic jej nie powiedziałam. Musiała rozstać się z Robertem. Ta kobieta jest nieodpowiedzialna. Szybko pobiegłam na górę. Na mój widok dziecko uspokoiło się. Wzięłam ją na ręce i zebrałam potrzebne dla niej rzeczy. Wychodząc ostatni raz spojrzałam na matkę. Zawiodłam się na niej po raz drugi.

*Jessica*
Jadłam obiad w towarzystwie blondyna. Inni byli zajęci. Po chwili usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwi.
- Jestem! - był to Zayn.
Wszedł do kuchni. A gdzie jego dziewczyna?
- Gdzie Liz? - spytał blondyn.
- Musiała pojechać do Polski. Obiecała jeszcze dzisiaj wrócić. Co macie dobrego? - zwinął kotlecika z talerza Nialla.
- Ej! - wrzasnął blondyn - Ugotuj sobie.
- Daj spokój Nialler. - Malik błysnął białymi zębami i poszedł do salonu.
Spojrzałam na Nialla. Był taki uroczy. Dlaczego wydawał mi się taki akurat w tym momencie?

Zaśmiałam się z jego nietypowej miny. On również wybuchnął śmiechem.
- Co chcesz robić? - spytał.
- Zdecydowanie pograć na gitarze. O ile masz dla mnie czas. - dodałam szybko.
- Dla ciebie, zawsze. - mruknął mi do ucha i poszedł do swojego pokoju, a ja za nim.


*Rosmary*
Niewygodna poduszka kuła mnie w plecy. Nie mogli mi zapewnić nawet małej wygody? Hm... Kto by pomyślał, że nawet bliska śmierci potrafię być żartobliwa. Szkoda było mi Harrego. Bardzo to przeżył. Co ja czułam? Nie bałam się. W końcu każdy kiedyś umrze. I przyszła też kolej na mnie. Usłyszałam ciche głosy za ścianą i wyłapałam tylko moje imię. Eh... Po chwili do pomieszczenia wszedł uśmiechnięty Hazza.
- Styles to ty? - spytałam z uśmiechem.
Miał ślicznie ułożone włosy i po prostu wyglądał uroczo. Nie widziałam go takiego od kilku dni. Odkąd się dowiedział....
- Tak. - pocałował mnie w policzek.
Po chwili wszedł lekarz. Zdziwiło mnie to. Dlaczego się tu znalazł?
- Jeśli chce pani zacząć leczenie najlepiej będzie zrobić to od razu. Zabierzemy panią na kolejne badania, a potem zrobimy jeszcze raz prześwietlenie. Po wynikach zaczniemy leczenie.
Nie umiałam wyrazić mojego zdziwienia. Odmówiła. Nie chcę cierpieć mocniej niż to konieczne. Nie chcę mieć nadziei na to, że będę zdrowa skoro nie będę. Harry złapał moją rękę. Posłał mi przelotne spojrzenie, a potem przeniósł wzrok na lekarza.
- Zaraz... - chciałam zaprotestować lecz facet w bieli (jak to brzmi ;) ) był już przy drzwiach.
- Za minutę przyjdzie przyszykować panią pielęgniarka. - rzucił i zniknął za drzwiami.
Byłam zła. Skąd w ogóle Styles dowiedział się, że mogę podjąć leczenie? Nie powinien o tym wiedzieć. To dawało mu fałszywą nadzieję. Loczek spojrzał na mnie. Usiadł na łóżku i złapał moje ręce w swoje ciepłe dłonie.
- Kochanie damy sobie razem radę. - powiedział ciepło patrząc w moje oczy - Nigdy cię nie zostawię. - cmoknął mnie lekko.
Nie byłam już zła. Przeciwnie. Byłam tak bardzo szczęśliwa, że jest obok. Posłałam mu lekki uśmiech.

*Elizabeth*
Byłam przed domem w Londynie. Teraz zaczęłam się zastanawiać jak Zayn przyjmie fakt, że zamieszka z nami moja młodsza siostrzyczka. Nina nieco schudła. Widać, że moja rodzicielka ją zaniedbała. Bałam się co powie reszta przecież nie mieszkam tu sama. Ale nie mogłam jej zostawić. Po prostu musiałam ją wziąć. Powoli weszłam do domu. Dochodziły mnie głosy z salonu. Cholernie się bałam. Powoli stanęłam w progu drzwi. Pierwszy spojrzał na mnie Zayn. Uśmiechnął się szeroko i wstał. Podszedł do mnie. Nikt inny mnie nie zauważył. Malik ucałował mój policzek.
- Hej Kochanie. - mruknął mi do ucha.
Po chwili spojrzał na moje ramiona, w których spała dziewczynka.
- Zayn moja mama rozstała się z Robertem ja... nie mogłam tam zostawić Niny. Nie wiem co by się stało... - widział, że boję się, że nie wiem co powie.
Uciszył mnie ruchem ręki.
- W porządku. Nie martw się. - pocałował mnie lekko - Poradzimy sobie.
Uśmiech ulgi wpełzł na moją twarz. Po chwili Zayn zawołał resztę. Przeszliśmy do kuchni. Usiadłam na blacie nadal trzymając małą na rękach. Objaśniłam im całą sytuację.
- Zostałem wujkiem! - wydarł się naprawdę szczęśliwy Lou.
Mała zaczęła płakać. Tommo wziął ją ode mnie i po chwili usłyszeliśmy ich śmiechy. Ja również uśmiechnęłam się. Nie takiej reakcji się spodziewałam. Dobrze było widzieć że zaakceptowali moją decyzję.
- Przykro mi. - powiedziała Jess i przytuliła mnie.
- Dzięki. - mruknęłam - Jess. Dobrze, że tu przyjechałaś. - powiedziałam cicho.
Sprawiło to, że na jej ustach pojawił się uśmiech.
- Ja też się cieszę. - odparła.
Lou zadeklarował, że to on dzisiaj zamie się Niną wraz z Jami, która chciała, żeby Tommo całą noc się przemęczył. Widocznie chciała zobaczyć jakim ojcem będzie. Było widać, że wspaniałym. Wszyscy poszli do salonu zabawiać małą, która miała już sześć miesięcy. A przez ten czas widziałam ją dopiero drugi raz. Stałam patrząc na nich z kubkiem gorącej herbaty w dłoni. Poczułem delikatne objęcia. Moje plecy zderzyły się z ciepłym torsem Malika. Położył głowę na moim ramieniu.
- W porządku? - szepnął.
- Tak. - odparłam i odwróciłam się do niego przodem - Wiesz jakoś odeszła mi ochota chodzenia do TEJ pracy. - podkreśliłam to słowo.
Uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów. Wiedziałam, że się ucieszy. Miałam zamiar napisać wymówienie. Teraz musiałam zająć się mała. Chciałam być dla niej dobrą siostrą, rodziną. Wiedziałam, że będę musiała teraz pozałatwiać wszystkie sprawy związane z rodziną zastępczą lub adopcją. Westchnęłam.
- Co? - spytał szatyn.
- A jak nie będę mogła jej adoptować? - spytałam patrząc kątem oka na roześmianą Ninę.
- Na pewno będziesz mogła. A jak nie to ja się o to postaram. - posłał mi cudny uśmiech.
- Zayn... - z jednej strony się cieszyłam, ale - Naprawdę tego chcesz? Jeśli adoptujemy ją razem będziemy można powiedzieć jej rodzicami. Zastanów się nad tym.
- Niczego więcej mi nie potrzeba oprócz ciebie. Teraz jest jeszcze mała. To nie jest problem. Będzie częścią naszej rodziny.
Pocałowałam go. Był słodki. To w nim uwielbiałam. Powiedział to co czuje. To jest najważniejsze.
- Kocham cię. - mruknął mocno mnie przytulając.
- Ja ciebie też kocham.










_________________________________
Dość krótki ale chciałam wam już dodać. Przepraszam, za długą nie obecność - nie miałam czasu.
Mam nadzieje, że się podoba ;) czekam na opinie ;)

piątek, 2 stycznia 2015

Hej!

Myślę, że nie często zaglądacie do zakładki polecam więc wpadnijcie ;)
http://mylifemychoicex.blogspot.com/2015/01/prolog.html
http://najaranabajkowymnarkotykiem.blogspot.com/

poniedziałek, 29 grudnia 2014

HELP!

Mam dwa pomysły i nie wiem, którego użyć do bloga pomóżcie!!!!!!!!!
1. Będę siostrą sami wiecie kogo ;)
2. Albo będę siostrą kogoś kto nienawidzi 1D
Co lepsze? Ja nie mam pojęcia
                                                                 Your Dream
PS: posłuchajcie ;)
         https://www.youtube.com/watch?v=sfEJTUMZ1b0