- Louis... - szepnęłam.
Chłopak bez marudzenia wstał i nakarmił małą. Skoro tak zajmuje się nią, to będę najszczęśliwszą matką na świecie. Zaśmiałam się w myślach. Po chwili chłopak położył się. Mocno się do niego przytuliłam co odwzajemnił.
- Też chcę taką mała córeczkę. - poskarżył się.
Zaśmiałam się cicho.
- Nie za szybko? - odparłam patrząc w jego oczy.
- No tak, najpierw zorganizuję nam ślub i piękne wesele.
- Uwielbiam twoje poczucie humoru. - uśmiechnęłam się.
- Jami ale ja mówię serio. Myślałaś już o ślubie? Jesteśmy już razem dwa długie lata. Kocham cię i wiem, że to się nie zmieni.
- Ja ciebie też Lou. Nie zrozum mnie źle, ale powinnam coś zacząć robić. Może zacznę fotografować?
- Możesz zostać naszym fotografem. Ostatniego zwolniliśmy za przecieki do prasy.
- Przemyślę to. A teraz dobranoc.
Cmoknął mnie w czoło. Kiedy zasnął nadal myślałam nad jego słowami. Chciał wziąć ślub. To było niesamowite. Nie spodziewałam się tego. I jeszcze ta sugestia o dziecku. Był uroczy. Ułożyłam się wygodnie i zasnęłam.
*Zayn*
Rano nim Liz wstała poszedłem z Louisem do sklepu. Miałem ochotę go zbić. Kto normalny wstaje w weekend o 6:00 rano? Ale czego nie robi się dla przyjaźni...
- To po co idziemy do galerii? - spytałem ziewając.
- Malik obudź się. To poważna sprawa. - to co powiedział nieco mnie orzeźwiło - Chcę kupić pierścionek.
- Pierścionek?
- Takie okrągłe małe kółko na palec dla kobiety.
- Wiem co to pierścionek.
Wkurzał mnie co raz bardziej.
- Więc chcę kupić dla Jami. Zaręczynowy.
- Dorastasz stary.
Uśmiechnął się. Naprawdę długo łaziliśmy po sklepach. Louis bardzo wybrzydzał mówiąc, że to musi być coś wyjątkowego. Nie wiedziałem o co mu chodzi dokładnie ale zapewne będę również zdenerwowany kiedy przyjdzie kolej na mnie. Jednak coś wpadło mu w oko.
- Myślisz, że jej się spodoba? - spytał.
- Na pewno. - odparłem.
To było coś w jej guście. Miałem nadzieje, że dobrze doradziłem Louisowi inaczej mnie zabije. Do domu wróciliśmy koło 11. Byliśmy okropnie głodni. Po kuchni krzątała się Liz. Pocałowałem ją w policzek.
- Gdzie Nina? - spytałem nie widząc jej w pobliżu.
- Dzisiaj przejmują ją Niall i Jess.
- Mhm...
- Czemu nie było cię tak długo? - spytała krojąc marchewkę.
- Musiałem coś zrobić.
- Tajemnica? - uśmiechnęła się.
- Ściśle tajne. - pocałowałem ją.
Pomogłem jej z obiadem podjadając w międzyczasie.
*Rosmary*
Nie! Nie, nie, nie! Pozwę ich wszystkich do sądu. Jak mogli?! Wypisałam się zdenerwowana ze szpitala na własne życzenie. Zadzwoniłam po Harrego. Przyjechał po mnie niedługo potem. Mocno się do niego przytuliłam.
- Dlaczego nie leżysz w łóżku? - spytał przestraszony.
- Ci cholerni lekarze! - krzyknęłam z łzami w oczach - Harry jestem zdrowa. Pomylili wyniki.
- Co?
- Harry nie byłam chora.
Pocałował mnie mocno trzymając w swoich ramionach. Nie mogłam złapać przez niego oddechu. Może właśnie tego mi brakowało.
- Pozwę ich do sądu. - powiedział obejmując mnie.
- Jedzmy do domu.
- Masz szczęście. Liz dzisiaj gotuje.
- O nie... Co dzisiaj? Szpinak? Brukselka?
Hazza zaśmiał się.
- Frytki z kurczakiem, do tego jakaś sałatka czy coś.
- Brzmi smacznie.
Po chwili byliśmy w domu. Ja dowiedziałam się co mnie ominęło i im musiałam powiedzieć, że jestem zdrowa. Przyjęli to z ogromnymi uśmiechami. Po posiłku znów zakopałam się z Harrym w jego pokoju by spędzić trochę czasu razem. Tego potrzebowaliśmy...
*Elizabeth*
Zadzwonił mój telefon.
- Cześć... tato. - powiedziałam nie pewnie.
- Hej Liz. - odparł - Co u ciebie?
- Zamieszanie. Byłam u mamy. Chciałam porozmawiać. Zaniedbała siebie i Ninę. Zabrałam ją stamtąd.
- Jak to? Opiekujesz się niemowlakiem?
- Nie. - uśmiechnęłam się - Nina jest już duża. Poradzę sobie. Nie martw się.
Zamyślił się po czym powiedział;
- Nie chcę dla ciebie tego. Zgodzisz się bym to ja i moja żona ją adoptowali?
- Chcecie?
- Przedyskutuję to z Marie. Ale myślę, że się zgodzi. Chciałabyś?
- Jasne. Będę miała małą blisko.
- Więc dam ci znać najpóźniej jutro.
- Dzięki. Do zobaczenia.
Położyłam się na łóżku. Musiałam odpocząć. Poczułam ciepłe ramiona Zayna. Uśmiechnęłam się. Mój telefon ponownie zaczął dzwonić. Nieznany numer? Odebrałam.
- Liz tu Paul. Dlaczego chcesz się zwolnić?
- To nie twoja sprawa. - usiadłam po turecku, marszcząc czoło.
- Aha. Już wiem. Twój chłopak cię straszy. No tak. - zaśmiał się.
- Nawet jeśli to nie twoja sprawa. Jeśli chcesz kogoś manipulować to znajdź sobie kogoś innego. Ja się nie dam.
- Poczekaj. Chciałem ci tylko powiedzieć, że miałabyś duże szanse w tej pracy. Ale jeśli Zayn chce cię pilnować...
- Myślisz że zadziała na mnie taki tani chwyt?
- Powiem tak, nie wrócisz do pracy to twojego chłopaka zbiją moi koledzy. Nic mi nie udowodnisz. I nie mów nikomu, bo źle się to skończy. Masz czas do poniedziałku.
Rozłączył się. Byłam zszokowana.
- Kto dzwonił? - spytał Zayn.
- Jakiś bank. - odparłam - Idę na spacer.
Szybko wyszłam z mieszkania. I co ja mam teraz zrobić? Nic nie może stać się Zaynowi, nie pozwolę na to. Będę musiała tam wrócić. Mulat miał rację. Paul to bezwzględny facet, który chce mu dokopać. Usiadłam na ławeczce w parku. Zadzwoniłam do Jami i Rose. Poprosiłam, żeby dyskretnie do mnie przyszły. Po chwili siedziały obok mnie.
- Co się dzieje Liska? - spytała Rose.
- Musicie obiecać, że nikomu nie powiecie. - odparłam. Zgodziły się - Pamiętacie jak miałam iść do pracy? - potwierdził - No więc facet, który miał mnie uczyć to był "wróg" Zayna. Zagroził, że jak nie wrócę do pracy to Zaynowi coś się stanie.
- Musisz to zgłosić. - odparła Jasmine.
- Gdzie? Na policję? - uniosłam się nieco - On kogoś do tego wynajmie.
Zastanowiły się. Skoro one też mi nie pomogą to co robić?
- Już wiem. - odparła Rose i zaczęła wtajemniczać nas w swój plan.
*Louis*
Dziewczyny wróciły ze spaceru roześmiane. Gdzie one były? Malik się strasznie martwił i nie mógł sobie znaleźć miejsca. Podszedłem do Jami.
- Zabieram cię dzisiaj. - mruknąłem całując jej policzek.
- Gdzie? - spytała z uśmiechem.
- Niespodzianka. Masz godzinę.
- Jasne. - uśmiechnęła się i pobiegła do pokoju.
Ja również szybko się ogarnąłem. Miałem nadzieje, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Inaczej będzie ciężko. Czekałem na Jasmine na dole. Po chwili zeszła a mi opadła szczęka.
Wyglądała pięknie. Od razu skradłem jej całusa. Uśmiechnęła się. Jechaliśmy dość krótko. Zabrałem ją na London Eye. W jednej kapsule (która była przygotowana dla nas) był stolik i zwiewne ozdoby. Idealnie. Dziewczyna oniemiała z wrażenia. Po chwili koło ruszyło. Zacząłem się co raz bardziej denerwować.
- Jest pięknie. - powiedziała.
Wyciągnąłem z kieszeni pierścionek i ścisnąłem go w dłoni.
- Cieszę się, że ci się podoba. - odparłem z uśmiechem - Jasmine?
- Tak? - spojrzała na mnie.
Uklęknąłem przed nią i otworzyłem małe pudełeczko.
- Wyjdziesz za mnie?
*Jessica*
Cały dzień ja i blondyn zajmowaliśmy się Niną. W końcu Liz nam ją zabrała. Siedzieliśmy w pokoju Nialla. Opadłam na poduszki.
- Zmęczona? - spytał leżąc koło mnie.
Opierał się na łokciu. Miał ogromny uśmiech na twarzy.
- Trochę. - odparłam.
Blondyn objął mnie ramieniem przytulając do siebie. Wtuliłam się jego ciepły tors.
- Jess? - spojrzałam na niego - Jak podoba ci się w Londynie? - spytał.
Wiedziałam, że nie o to chciał zapytać. Nie wiem z jakiego powodu ta chwila stała się dla mnie magiczna. Pocałowałam go delikatnie i szepnęłam:
- Nigdzie nie było lepiej.
Chłopak z uśmiechem mocno mnie przytulił. Cieszyłam się, że tak zareagował. Trochę na to liczyłam. Czyli czuł coś do mnie. To coś co ja odwzajemniałam. A może to on to odwzajemniał? Nie ważne... Ważne, że mogę być blisko niego.
______________________________________
Przepraszam za krótki rozdział i nieobecność. Kilka informacji:
1. Za pośrednictwem Magicznej doszłam do wniosku, że zaczynam nowego bloga.
2. Napiszę jeszcze epilog
3. Mam nadzieję, że nie jesteście źli ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz