Mam dwa pomysły i nie wiem, którego użyć do bloga pomóżcie!!!!!!!!!
1. Będę siostrą sami wiecie kogo ;)
2. Albo będę siostrą kogoś kto nienawidzi 1D
Co lepsze? Ja nie mam pojęcia
Your Dream
PS: posłuchajcie ;)
https://www.youtube.com/watch?v=sfEJTUMZ1b0
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Rozdział 18
Co się stało? Tak strasznie się bałam. Moje serce przyśpieszyło. Natychmiast wstałam i pobiegłam po kurtkę. Szybko naciągnęłam na nogi buty. Zayn mnie wołał, ale zignorowałam go. Biegłam wprost do szpitala. Coraz trudniej było mi złapać powietrze, a płuca bolały za każdym wdechem. Musiałam biec dalej. Chodź miałam ochotę upaść i nie wstać, biegłam. Po chwili zdyszana wpadłam do sali przyjaciółki. Spała. Była całkowicie blada. Jej policzki nieco się zapadły, a ręce przypominały patyki; włosy straciły swój połysk, a usta stały się matowe... Och Rose, co się stało? Po jej twarzy było widać, że płakała. Co ona powiedziała Harremu? Po chwili aparatury zaczęły piszczeć. Jej serce stanęło. Jej serce przestało bić. Jej życie się zatrzymało...
- Pomocy! - krzyknęłam na korytarzu - Pomocy!
Po chwili przybiegł lekarz i pielęgniarki. Nie wpuścili mnie. Kazali czekać na zewnątrz. Tak cholernie się bałam. To nie ona powinna tam leżeć. Dlaczego? Za co życie ją kara? Po moim policzku zaczęły płynąć łzy. Lekarz ją reanimował. Jej serce nadal stało. Proszę Rose. Dla mnie... Dla rodziny... Dla Hazzy... My wszyscy cię kochamy. Lekarz stanął koło niej i spojrzał na zegarek.
- Godzina zgonu 22:45. - powiedział spokojnie.
Nie! Z moich oczu zaczęło wyciekać więcej łez. Musiałam się czegoś złapać, żeby nie upaść. W środku mnie była pustka. Ktoś wyrwał kawałek mnie... Zabrali mi ją. Nie... Ona musi żyć. Na pewno! Po chwili aparatura zaczęła wskazywać reakcję serca. Wstrzymałam oddech i spojrzałam na Rose. Oddychała! Zdziwienie na twarzy lekarza mówiło mi, że przyjaciółka żyje. Po chwili wyszedł zostawiając przy niej pielęgniarki.
- Doktorze - spojrzałam na jego plakietkę - Tomlinson, co z nią? - spytałam szybko.
Przyjrzał mi się. Był zmęczony widziałam to po jego twarzy.
- Nie wiemy. Dzisiaj już trzeci raz stwierdzamy u niej zgon. Ale jej serce zawsze znów zaczyna pracować.
- Jej serce ma dla kogo bić. - zastanowiłam się chwilę - Co jej dolega?
- Obawiamy się, że ma guza. Jest niewielka szansa na wyleczenie ale Rosmary zwleka. Im dłużej będzie się ociągać tym gorzej dla niej.
Nie wierzyłam w to. Rose miała raka? Miała umrzeć? Nie wierzyłam. To nie może być prawda.
- Zróbcie jej ponowne badania. - powiedziałam.
Muszą to potwierdzić. Myślą że ona ma raka ale ja wiem, że tak nie jest. Nie może tak być. Po chwili usłyszałam Zayna i Louisa. Szatyn z ulgą podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Martwiłem się. - szepnął w moje włosy.
- Nie potrzebnie. - odparłam.
Louis chrząknął. O co chodziło? Spojrzałam na niego. Nie patrzył na mnie. Co jest? Malik mocno trzymał moją rękę.
- Co z nią? - spytał Lou.
- Jest w ciężkim stanie. - odparłam zanim lekarz coś powiedział.
Skoro Rose powiedziała to tylko Harremu nie powinnam mówić tego nikomu innemu. Widocznie nie chciała, żebyśmy wiedzieli. Ale to, że schudła nie oznacza, że umiera. To na pewno nie jest prawdą. Czułam to. Musiała żyć. Dla nas wszystkich. Zayn lekko wytarł moje poliki nadal mokre od łez. Przez tą całą sytuację zrozumiałam coś. Człowiek ma krótkie życie. Ma mało czasu na zrealizowanie marzeń tym bardziej, że nie wie kiedy przyjdzie koniec. Wiedziałam jedno.
- Lou - zwróciłam się do niego - Chcę go poznać.
- Jutro? - spytał.
- Tak. Rano, po południu muszę iść do pracy.
- Jasne. - odparł z lekkim uśmiechem.
Mój wzrok znów zatrzymał się na Rose. Nie pozwolę ci odejść. Nigdy. Nie licz na to, że tak szybko się mnie pozbędziesz Rose. Dobrze wiesz, że jestem zawzięta.
*Harry*
Odkąd wróciłem do domu nie wyszedłem z pokoju. Nie potrafiłem spojrzeć im w oczy i kłamać. To bolało. Ona powiedziała, że umrze, że nie wie ile ma czasu. Że chce go spędzić z nami. Że lekarze mówią, że ma ratunku. Kolejne łzy zleciały po moich polikach. Cholerna niesprawiedliwość! Musi żyć! Tylko ona naprawdę mnie kocha. Tylko ona wie jak sprawić żebym był szczęśliwy. Tylko dla niej bije moje serce. Kiedy jej zabraknie, ono przestanie bić. Przełamie się na pół i uschnie z tęsknoty. Ja żyję tylko dla niej. Ona jest moim życiem. Kolejne łzy przesłoniły mi obraz. Nie potrafiłem siedzieć w jednym miejscu. nie potrafiłem już dalej chodzić - moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Ktoś zapukał do drzwi. Stanąłem i wstrzymałem oddech wpatrując się w nie. Nie mogłem z nikim o tym porozmawiać.
- Harry wiem, że tam jesteś. - powiedziała Liz - Byłam u niej... - moje serce na chwilę stanęło - Wiem co ci powiedziała. Muszę z tobą porozmawiać.
Co mam zrobić? Skoro Rose jej powiedziała... Muszę to z siebie wyrzucić. Powoli otworzyłem drzwi. Jej bystre oczy na mnie spojrzały. Płakałem od dobrych czterech godzin. Musiałem wyglądać paskudnie. Jej ciepłe ramiona przyciągnęły mnie do siebie. To było dużo z jej strony. Po chwili oboje usiedliśmy na łóżku.
- Wysłuchaj do końca. - poprosiła patrząc mi w oczy - Lekarz powiedział, że może się leczyć, ale odmówiła. - dlaczego mnie okłamała? Powiedziała, że nie ma dla niej lekarstwa - Dzisiaj trzy raz stwierdzili u niej zgon. - zamarłem. Moja Rose... nie żyje? Muszę tam pojechać! Nie wierzę! - Jej serce nadal bije. - dodała dziewczyna gdy byłem przy drzwiach.
Spojrzałem na nią zdziwiony. Jak to? Stwierdzili zgon... Jakim cudem... jej serce nadal bije? Co się dzieje. Ogarnęło mnie nieprzyjemne zimno. Bałem się. Że nigdy więcej nie będę mógł jej przytulić, pocałować, powiedzieć jak bardzo ją kocham.
- Musimy namówić ją na leczenie. Pomogę ci. Spróbujemy? - stanęła na przeciwko mnie pełna nadziei.
- Tak. - powiedziałem cicho - Zrobię wszystko, żeby była zdrowa. - odparłem,
- Nie martw się. Ja... jakoś czuję, że ona jest zdrowa. Szpital nigdy jej nie służył. Gdy złamała nogę i leżała kilka dni też wychudła. Nie chcę dawać ci fałszywej nadziei ale ja uważam, że coś nie tak jest ze sprzętem w szpitalu, a ona jest zdrowa.
Mocno ją przytuliłem. Była moją przyjaciółką. Muszę dziękować losowi, że mi ją dał. Posłałem jej coś podobnego do uśmiechu. Dziewczyna zostawiła mnie samego. Potrzebowałem to przemyśleć, ale byłem tak zmęczony, że prawie od razu zasnąłem na łóżku.
*Elizabeth*
Poszłam do sypialni. Miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Miałam ochotę zadzwonić do szefa i powiedzieć, że jutro mnie nie będzie. Czułam się paskudnie. Usiadłam na łóżku i przetarłam twarz dłońmi. Może ta robota faktycznie nie jest dla mnie? Może Zayn ma rację i powinnam ją rzucić? Nie wiem...
- W porządku? - spytał Malik i cmoknął mnie w ramie.
- Nie bardzo. - odparłam i mocno się do niego przytuliłam.
Cholernie go teraz potrzebowałam. Cieszyłam się, że jest blisko. Aktualnie był moim jedynym wsparciem. Musiałam pojechać w końcu do domu zobaczyć co u mamy. Trochę się martwiłam bo Tomek mi mówił, że Robert i ona często się kłócą. Oby to nie wróżyło niczego złego.
- Liz... czego nie powiedziałaś nam w szpitalu? - spojrzał w moje oczy.
Jego były bardzo zmartwione. Wiem, że mnie kochał i bał się o mnie. Wiem też że lubi Rose, ale nie mogę mu powiedzieć. Ona by nie chciała. Położyłam dłonie na jego policzkach.
- Nie mogę ci powiedzieć. - spuścił wzrok. Natychmiast znów złapałam jego spojrzenie - Chciałabym, ale Rose powiedziała tylko Harremu. Nie chciała, żebyśmy wiedzieli. Dowiedziałam się przypadkiem.
Kiwną głową na znak zrozumienia. Właśnie tego od niego potrzebowałam. Pocałowałam go lekko i mocno się w niego wtuliłam.
- Kocham cię. - szepnęłam.
- Ja ciebie też Liz. - mruknął mi do ucha.
Te słowa zawsze poprawiały mi humor. Jemu na mnie zależało. To się liczyło.
- Nie idź jutro do pracy. - powiedział i opiekuńczo okrył mnie kocem.
- Też myślę, że nie nadaję się jutro do pracy. - przytaknęłam.
Położyłam głowę na miękkiej poduszce. W jeden chwili zaczęła mi ciążyć. Tak samo powieki - nagle stały się bardzo ciężkie.
- Załatwię to. Śpij dobrze. - szatyn pocałował mnie w czoło.
Na moich ustach na chwilę zagościł uśmiech. Uwielbiałam jego drobne, czułe gesty. Po chwili zasnęłam.
Obudziłam się o 6:30. Zayn spał. Wyglądał słodko. Jego włosy były w totalnym nieładzie, a twarz chował w moje włosy. Mimowolnie uśmiechnęłam się, a moje serce zabiło mocniej. Nie mogłam zasnąć. To chyba przez to spotkanie. W końcu miałam się dzisiaj spotkać z ojcem, a myślałam, że on nie żyje. Tylko czemu mnie zostawił? To nurtowało mnie odkąd Lou powiedział mi, że on żyje. Po chwili usłyszałam ciche westchnięcie. Powieki Zayna uniosły się, a jego czekoladowe oczy patrzyły wprost w moje. Uwielbiałam takie momenty. W moim brzuchu zawsze czułam motylki. Tylko przez jego spojrzenie. To dziwne.
- Dlaczego nie śpisz? - spytał mocniej mnie przytulając.
- Jakoś nie mogę zasnąć. Obudziłam się przed chwilą. - odparłam.
- Denerwujesz się tym spotkaniem? - patrzył mi w oczy, a jego ręka mocniej przyciągnęła mnie w tali.
- Trochę. No wiesz nie codziennie człowiek dowiaduje się, że jego bliski jednak żyje.
Zaśmiał się. Uśmiechnęłam się lekko. To faktycznie mogło zabrzmieć śmiesznie. Chłopak spojrzał na mnie nieco rozbawiony, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.

Zamknęłam oczy i wtuliłam się w jego ciepły tors. Przy nim wszystkie zmartwienia zawsze znikały. Przy nim mogłam czuć się bezpiecznie, bo wiedziałam, że on nigdy mnie nie skrzywdzi...
*Niall*
/Pół godziny po wyjściu Liz i chłopaków/
Siedziałem z Jess w salonie. Wszyscy martwiliśmy się. Nie wiedzieliśmy o co chodzi. Szatynka przytuliła się do mojego ramienia. Spojrzałem na nią. Była smutna. Nie umiałaby tak grać. Ufałem Liz ale miałem wrażenie że Jessica się przy mnie zmienia. Czułem jakieś ukłucie tam głęboko w środku gdy widziałem jej smutną twarz.
- Chodź. - mruknąłem cicho.
Podnieśliśmy się z kanapy i ruszyliśmy do pokoju gościnnego. Było już późno nie chciałem, żeby wracała sama do domu. Zapaliłem światło i usiadłem obok niej na miękkim łóżku. Jej głowa opadła na moje ramie. Mimowolnie lekko uśmiechnąłem się. Objąłem ją lekko ramieniem.
- Na pewno wszystko będzie dobrze. - powiedziałem chcąc ją pocieszyć chodź trochę.
- Pewnie masz racje. - spojrzała w moje oczy, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz - Ale ja zawsze martwię się na zapas. - szybko starła łzę z policzka - To głupie. - próbowała się uśmiechnąć.
- Wcale nie. - odparłem.
Spojrzała na mnie zdziwiona. Naprawdę tak myślałem. To, że się martwi wcale nie jest głupie. Po prostu polubiła Rose. To normalne, że się o nią martwi. Przynajmniej dla mnie. Ja zawsze się martwiłem o wszystkich. O Liz i Zayna, o Rose, o Harrego o Jami i Lou. Tak już czasem bywa.
- Śpij dobrze. - wstałem i skierowałem się do drzwi.
Poczułem delikatny uścisk w nadgarstku. Dziewczyna nieśmiało na mnie patrzyła. W jej oczach stały łzy. Widziałem, że była całkiem rozbita.
- Mógłbyś... zostać ze mną? - spytała cicho.
- Jasne. - odparłem uśmiechając się do niej lekko.
Położyłem obie ręce na jej tali. Natychmiast się we mnie wtuliła. Delikatnie położyłem jedną rękę u dołu jej pleców, a drugą w zgięciu kolan i podniosłem ją. Mocno objęła moją szyję, chowając twarz w moim torsie. Czułem ogromne ciepło wewnątrz mnie gdy była obok. Położyłem ją na łóżku, przytuliłem ją lekko i okryłem nas kołdrą. Szatynka zamknęła oczy i gdy tylko poczuła moją obecność zasnęła. To dziwne, że tak na mnie reagowała. Musiała czuć się przy mnie bezpiecznie skoro zasnęła. To było dla mnie coś nowego. Ona była dla mnie osobą, jakiej do tej pory nie poznałem. Cieszyłem się, że zaproponowałem mamie Liz przyjazd Jess do Londynu. To była jedna z lepszych decyzji mojego życia. Spojrzałem na śpiącą szatynkę. Jej policzki były pokryte delikatnym różem, a obszar wokół oczu był lekko czerwony. Rozczulił mnie ten widok. Była bezbronna. Ucałowałem lekko jej czoło i wtuliłem moją twarz w jej włosy.
*Elizabeth*
Wstałam razem z Zaynem o 8:00. Ubrałam na siebie siwe jeansy i czarną bokserkę, a na to skórzaną kurtkę. Chłopak założył biały opinający jego tors podkoszulek na krótki rękaw, czarne spodnie i czarną kurkę, która swobodnie leżała na jego szerokich barkach. Zeszliśmy na dół zjeść śniadanie. W salonie na kanapie spała Jami i Lou. Wyglądali razem tak słodko. Cieszyłam się, że w końcu znalazła sobie odpowiedniego faceta. Uśmiechnęłam się jeszcze raz na nich spoglądając i poszłam do kuchni. Lou zostawił mi kartkę na stole.
On będzie na ciebie czekał o 9 przed szpitalem, w którym leży Rose. Prosił, żebyś przyszła sama.
Lou
Pokazałam szatynowi kartkę. Prześledził tekst wzrokiem.
- Zawiozę cię i poczekam w aucie. - odparł z uśmiechem.
Odwzajemniłam jego gest i mocno się do niego przytuliłam. Szybko przyszykowaliśmy kanapki i zjedliśmy je w ekspresowym tempie, bo zostało nam pół godziny. Sprintem znaleźliśmy się w aucie. Chłopak wysadził mnie przed wejściem do szpitala. Obiecał, że poczeka na parkingu. Oparłam się o zimną ścianę i czekałam w ogromnym napięciu. Czułam mocny uścisk żołądka. Chyba bałam się tego spotkania. Chyba cholernie się bałam. Tak... Cholernie się bałam to dobre stwierdzenie. Tak właśnie było.
- Elizabeth... - usłyszałam miękki głos za sobą i odwróciłam się.
Co? Szczękę będę musiała zbierać z ziemi. Tego się zupełnie nie spodziewałam. Zupełnie...
___________________________________
Nie jest specjalnie długi, ale jest trochę opisów, mam nadzieje, że przypadnie wam do gustu ;)
Oczywiście musiałam przerwać w takim momencie ;)
Jestem pewna, że się domyślacie,
Mam nadzieje, że napiszę coś jeszcze w starym roku, ale jak nie to WYSTRZAŁOWEJ ZABAWY!
Your Dream
- Pomocy! - krzyknęłam na korytarzu - Pomocy!
Po chwili przybiegł lekarz i pielęgniarki. Nie wpuścili mnie. Kazali czekać na zewnątrz. Tak cholernie się bałam. To nie ona powinna tam leżeć. Dlaczego? Za co życie ją kara? Po moim policzku zaczęły płynąć łzy. Lekarz ją reanimował. Jej serce nadal stało. Proszę Rose. Dla mnie... Dla rodziny... Dla Hazzy... My wszyscy cię kochamy. Lekarz stanął koło niej i spojrzał na zegarek.
- Godzina zgonu 22:45. - powiedział spokojnie.
Nie! Z moich oczu zaczęło wyciekać więcej łez. Musiałam się czegoś złapać, żeby nie upaść. W środku mnie była pustka. Ktoś wyrwał kawałek mnie... Zabrali mi ją. Nie... Ona musi żyć. Na pewno! Po chwili aparatura zaczęła wskazywać reakcję serca. Wstrzymałam oddech i spojrzałam na Rose. Oddychała! Zdziwienie na twarzy lekarza mówiło mi, że przyjaciółka żyje. Po chwili wyszedł zostawiając przy niej pielęgniarki.
- Doktorze - spojrzałam na jego plakietkę - Tomlinson, co z nią? - spytałam szybko.
Przyjrzał mi się. Był zmęczony widziałam to po jego twarzy.
- Nie wiemy. Dzisiaj już trzeci raz stwierdzamy u niej zgon. Ale jej serce zawsze znów zaczyna pracować.
- Jej serce ma dla kogo bić. - zastanowiłam się chwilę - Co jej dolega?
- Obawiamy się, że ma guza. Jest niewielka szansa na wyleczenie ale Rosmary zwleka. Im dłużej będzie się ociągać tym gorzej dla niej.
Nie wierzyłam w to. Rose miała raka? Miała umrzeć? Nie wierzyłam. To nie może być prawda.
- Zróbcie jej ponowne badania. - powiedziałam.
Muszą to potwierdzić. Myślą że ona ma raka ale ja wiem, że tak nie jest. Nie może tak być. Po chwili usłyszałam Zayna i Louisa. Szatyn z ulgą podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Martwiłem się. - szepnął w moje włosy.
- Nie potrzebnie. - odparłam.
Louis chrząknął. O co chodziło? Spojrzałam na niego. Nie patrzył na mnie. Co jest? Malik mocno trzymał moją rękę.
- Co z nią? - spytał Lou.
- Jest w ciężkim stanie. - odparłam zanim lekarz coś powiedział.
Skoro Rose powiedziała to tylko Harremu nie powinnam mówić tego nikomu innemu. Widocznie nie chciała, żebyśmy wiedzieli. Ale to, że schudła nie oznacza, że umiera. To na pewno nie jest prawdą. Czułam to. Musiała żyć. Dla nas wszystkich. Zayn lekko wytarł moje poliki nadal mokre od łez. Przez tą całą sytuację zrozumiałam coś. Człowiek ma krótkie życie. Ma mało czasu na zrealizowanie marzeń tym bardziej, że nie wie kiedy przyjdzie koniec. Wiedziałam jedno.
- Lou - zwróciłam się do niego - Chcę go poznać.
- Jutro? - spytał.
- Tak. Rano, po południu muszę iść do pracy.
- Jasne. - odparł z lekkim uśmiechem.
Mój wzrok znów zatrzymał się na Rose. Nie pozwolę ci odejść. Nigdy. Nie licz na to, że tak szybko się mnie pozbędziesz Rose. Dobrze wiesz, że jestem zawzięta.
*Harry*
Odkąd wróciłem do domu nie wyszedłem z pokoju. Nie potrafiłem spojrzeć im w oczy i kłamać. To bolało. Ona powiedziała, że umrze, że nie wie ile ma czasu. Że chce go spędzić z nami. Że lekarze mówią, że ma ratunku. Kolejne łzy zleciały po moich polikach. Cholerna niesprawiedliwość! Musi żyć! Tylko ona naprawdę mnie kocha. Tylko ona wie jak sprawić żebym był szczęśliwy. Tylko dla niej bije moje serce. Kiedy jej zabraknie, ono przestanie bić. Przełamie się na pół i uschnie z tęsknoty. Ja żyję tylko dla niej. Ona jest moim życiem. Kolejne łzy przesłoniły mi obraz. Nie potrafiłem siedzieć w jednym miejscu. nie potrafiłem już dalej chodzić - moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Ktoś zapukał do drzwi. Stanąłem i wstrzymałem oddech wpatrując się w nie. Nie mogłem z nikim o tym porozmawiać.
- Harry wiem, że tam jesteś. - powiedziała Liz - Byłam u niej... - moje serce na chwilę stanęło - Wiem co ci powiedziała. Muszę z tobą porozmawiać.
Co mam zrobić? Skoro Rose jej powiedziała... Muszę to z siebie wyrzucić. Powoli otworzyłem drzwi. Jej bystre oczy na mnie spojrzały. Płakałem od dobrych czterech godzin. Musiałem wyglądać paskudnie. Jej ciepłe ramiona przyciągnęły mnie do siebie. To było dużo z jej strony. Po chwili oboje usiedliśmy na łóżku.
- Wysłuchaj do końca. - poprosiła patrząc mi w oczy - Lekarz powiedział, że może się leczyć, ale odmówiła. - dlaczego mnie okłamała? Powiedziała, że nie ma dla niej lekarstwa - Dzisiaj trzy raz stwierdzili u niej zgon. - zamarłem. Moja Rose... nie żyje? Muszę tam pojechać! Nie wierzę! - Jej serce nadal bije. - dodała dziewczyna gdy byłem przy drzwiach.
Spojrzałem na nią zdziwiony. Jak to? Stwierdzili zgon... Jakim cudem... jej serce nadal bije? Co się dzieje. Ogarnęło mnie nieprzyjemne zimno. Bałem się. Że nigdy więcej nie będę mógł jej przytulić, pocałować, powiedzieć jak bardzo ją kocham.
- Musimy namówić ją na leczenie. Pomogę ci. Spróbujemy? - stanęła na przeciwko mnie pełna nadziei.
- Tak. - powiedziałem cicho - Zrobię wszystko, żeby była zdrowa. - odparłem,
- Nie martw się. Ja... jakoś czuję, że ona jest zdrowa. Szpital nigdy jej nie służył. Gdy złamała nogę i leżała kilka dni też wychudła. Nie chcę dawać ci fałszywej nadziei ale ja uważam, że coś nie tak jest ze sprzętem w szpitalu, a ona jest zdrowa.
Mocno ją przytuliłem. Była moją przyjaciółką. Muszę dziękować losowi, że mi ją dał. Posłałem jej coś podobnego do uśmiechu. Dziewczyna zostawiła mnie samego. Potrzebowałem to przemyśleć, ale byłem tak zmęczony, że prawie od razu zasnąłem na łóżku.
*Elizabeth*
Poszłam do sypialni. Miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Miałam ochotę zadzwonić do szefa i powiedzieć, że jutro mnie nie będzie. Czułam się paskudnie. Usiadłam na łóżku i przetarłam twarz dłońmi. Może ta robota faktycznie nie jest dla mnie? Może Zayn ma rację i powinnam ją rzucić? Nie wiem...
- W porządku? - spytał Malik i cmoknął mnie w ramie.
- Nie bardzo. - odparłam i mocno się do niego przytuliłam.
Cholernie go teraz potrzebowałam. Cieszyłam się, że jest blisko. Aktualnie był moim jedynym wsparciem. Musiałam pojechać w końcu do domu zobaczyć co u mamy. Trochę się martwiłam bo Tomek mi mówił, że Robert i ona często się kłócą. Oby to nie wróżyło niczego złego.
- Liz... czego nie powiedziałaś nam w szpitalu? - spojrzał w moje oczy.
Jego były bardzo zmartwione. Wiem, że mnie kochał i bał się o mnie. Wiem też że lubi Rose, ale nie mogę mu powiedzieć. Ona by nie chciała. Położyłam dłonie na jego policzkach.
- Nie mogę ci powiedzieć. - spuścił wzrok. Natychmiast znów złapałam jego spojrzenie - Chciałabym, ale Rose powiedziała tylko Harremu. Nie chciała, żebyśmy wiedzieli. Dowiedziałam się przypadkiem.
Kiwną głową na znak zrozumienia. Właśnie tego od niego potrzebowałam. Pocałowałam go lekko i mocno się w niego wtuliłam.
- Kocham cię. - szepnęłam.
- Ja ciebie też Liz. - mruknął mi do ucha.
Te słowa zawsze poprawiały mi humor. Jemu na mnie zależało. To się liczyło.
- Nie idź jutro do pracy. - powiedział i opiekuńczo okrył mnie kocem.
- Też myślę, że nie nadaję się jutro do pracy. - przytaknęłam.
Położyłam głowę na miękkiej poduszce. W jeden chwili zaczęła mi ciążyć. Tak samo powieki - nagle stały się bardzo ciężkie.
- Załatwię to. Śpij dobrze. - szatyn pocałował mnie w czoło.
Na moich ustach na chwilę zagościł uśmiech. Uwielbiałam jego drobne, czułe gesty. Po chwili zasnęłam.
Obudziłam się o 6:30. Zayn spał. Wyglądał słodko. Jego włosy były w totalnym nieładzie, a twarz chował w moje włosy. Mimowolnie uśmiechnęłam się, a moje serce zabiło mocniej. Nie mogłam zasnąć. To chyba przez to spotkanie. W końcu miałam się dzisiaj spotkać z ojcem, a myślałam, że on nie żyje. Tylko czemu mnie zostawił? To nurtowało mnie odkąd Lou powiedział mi, że on żyje. Po chwili usłyszałam ciche westchnięcie. Powieki Zayna uniosły się, a jego czekoladowe oczy patrzyły wprost w moje. Uwielbiałam takie momenty. W moim brzuchu zawsze czułam motylki. Tylko przez jego spojrzenie. To dziwne.
- Dlaczego nie śpisz? - spytał mocniej mnie przytulając.
- Jakoś nie mogę zasnąć. Obudziłam się przed chwilą. - odparłam.
- Denerwujesz się tym spotkaniem? - patrzył mi w oczy, a jego ręka mocniej przyciągnęła mnie w tali.
- Trochę. No wiesz nie codziennie człowiek dowiaduje się, że jego bliski jednak żyje.
Zaśmiał się. Uśmiechnęłam się lekko. To faktycznie mogło zabrzmieć śmiesznie. Chłopak spojrzał na mnie nieco rozbawiony, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.

Zamknęłam oczy i wtuliłam się w jego ciepły tors. Przy nim wszystkie zmartwienia zawsze znikały. Przy nim mogłam czuć się bezpiecznie, bo wiedziałam, że on nigdy mnie nie skrzywdzi...
*Niall*
/Pół godziny po wyjściu Liz i chłopaków/
Siedziałem z Jess w salonie. Wszyscy martwiliśmy się. Nie wiedzieliśmy o co chodzi. Szatynka przytuliła się do mojego ramienia. Spojrzałem na nią. Była smutna. Nie umiałaby tak grać. Ufałem Liz ale miałem wrażenie że Jessica się przy mnie zmienia. Czułem jakieś ukłucie tam głęboko w środku gdy widziałem jej smutną twarz.
- Chodź. - mruknąłem cicho.
Podnieśliśmy się z kanapy i ruszyliśmy do pokoju gościnnego. Było już późno nie chciałem, żeby wracała sama do domu. Zapaliłem światło i usiadłem obok niej na miękkim łóżku. Jej głowa opadła na moje ramie. Mimowolnie lekko uśmiechnąłem się. Objąłem ją lekko ramieniem.
- Na pewno wszystko będzie dobrze. - powiedziałem chcąc ją pocieszyć chodź trochę.
- Pewnie masz racje. - spojrzała w moje oczy, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz - Ale ja zawsze martwię się na zapas. - szybko starła łzę z policzka - To głupie. - próbowała się uśmiechnąć.
- Wcale nie. - odparłem.
Spojrzała na mnie zdziwiona. Naprawdę tak myślałem. To, że się martwi wcale nie jest głupie. Po prostu polubiła Rose. To normalne, że się o nią martwi. Przynajmniej dla mnie. Ja zawsze się martwiłem o wszystkich. O Liz i Zayna, o Rose, o Harrego o Jami i Lou. Tak już czasem bywa.
- Śpij dobrze. - wstałem i skierowałem się do drzwi.
Poczułem delikatny uścisk w nadgarstku. Dziewczyna nieśmiało na mnie patrzyła. W jej oczach stały łzy. Widziałem, że była całkiem rozbita.
- Mógłbyś... zostać ze mną? - spytała cicho.
- Jasne. - odparłem uśmiechając się do niej lekko.
Położyłem obie ręce na jej tali. Natychmiast się we mnie wtuliła. Delikatnie położyłem jedną rękę u dołu jej pleców, a drugą w zgięciu kolan i podniosłem ją. Mocno objęła moją szyję, chowając twarz w moim torsie. Czułem ogromne ciepło wewnątrz mnie gdy była obok. Położyłem ją na łóżku, przytuliłem ją lekko i okryłem nas kołdrą. Szatynka zamknęła oczy i gdy tylko poczuła moją obecność zasnęła. To dziwne, że tak na mnie reagowała. Musiała czuć się przy mnie bezpiecznie skoro zasnęła. To było dla mnie coś nowego. Ona była dla mnie osobą, jakiej do tej pory nie poznałem. Cieszyłem się, że zaproponowałem mamie Liz przyjazd Jess do Londynu. To była jedna z lepszych decyzji mojego życia. Spojrzałem na śpiącą szatynkę. Jej policzki były pokryte delikatnym różem, a obszar wokół oczu był lekko czerwony. Rozczulił mnie ten widok. Była bezbronna. Ucałowałem lekko jej czoło i wtuliłem moją twarz w jej włosy.
*Elizabeth*
Wstałam razem z Zaynem o 8:00. Ubrałam na siebie siwe jeansy i czarną bokserkę, a na to skórzaną kurtkę. Chłopak założył biały opinający jego tors podkoszulek na krótki rękaw, czarne spodnie i czarną kurkę, która swobodnie leżała na jego szerokich barkach. Zeszliśmy na dół zjeść śniadanie. W salonie na kanapie spała Jami i Lou. Wyglądali razem tak słodko. Cieszyłam się, że w końcu znalazła sobie odpowiedniego faceta. Uśmiechnęłam się jeszcze raz na nich spoglądając i poszłam do kuchni. Lou zostawił mi kartkę na stole.
On będzie na ciebie czekał o 9 przed szpitalem, w którym leży Rose. Prosił, żebyś przyszła sama.
Lou
Pokazałam szatynowi kartkę. Prześledził tekst wzrokiem.
- Zawiozę cię i poczekam w aucie. - odparł z uśmiechem.
Odwzajemniłam jego gest i mocno się do niego przytuliłam. Szybko przyszykowaliśmy kanapki i zjedliśmy je w ekspresowym tempie, bo zostało nam pół godziny. Sprintem znaleźliśmy się w aucie. Chłopak wysadził mnie przed wejściem do szpitala. Obiecał, że poczeka na parkingu. Oparłam się o zimną ścianę i czekałam w ogromnym napięciu. Czułam mocny uścisk żołądka. Chyba bałam się tego spotkania. Chyba cholernie się bałam. Tak... Cholernie się bałam to dobre stwierdzenie. Tak właśnie było.
- Elizabeth... - usłyszałam miękki głos za sobą i odwróciłam się.
Co? Szczękę będę musiała zbierać z ziemi. Tego się zupełnie nie spodziewałam. Zupełnie...
___________________________________
Nie jest specjalnie długi, ale jest trochę opisów, mam nadzieje, że przypadnie wam do gustu ;)
Oczywiście musiałam przerwać w takim momencie ;)
Jestem pewna, że się domyślacie,
Mam nadzieje, że napiszę coś jeszcze w starym roku, ale jak nie to WYSTRZAŁOWEJ ZABAWY!
Your Dream
piątek, 26 grudnia 2014
Rozdział 17
Zadzwonił mój budzik. Nie chciało mi się wstawać, ale miałam mieć dzisiaj rozmowę o pracę. Muszę? Wstałam i podeszłam do szafy. Wisiał tam już mój dzisiejszy strój - biała koszula i czarne spodnie. Ubrałam się szybko. I zeszłam na dół. Był tam tylko Malik w swoich czarnych szortach. Skoczyłam mu na plecy i mocno się przytuliłam. Jego twarz natychmiast rozpromieniła się. Posadził mnie na blacie i pocałował.
- Zdenerwowana? - spytał szykując kanapki.
- Trochę. Jeśli się nie uda to trudno. - westchnęłam i spojrzałam w ziemie.
- Ciebie na pewno będą chcieli. - powiedział opierając ręce po obu stronach mojego ciała.
Spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się.
- Pewny jesteś? - odparłam.
Byłam zdecydowanie w nim zakochana. I wiedziałam że to tej jedyny. Nie było innej opcji.
- Na 100%. - odparł i pocałował mnie.
Zjedliśmy razem śniadanie. Potem Zayn poszedł szybko się ubrać - koniecznie chciał mnie zawieść na rozmowę. Droga autem minęła szybko. Szatyn obiecał, że na mnie poczeka. Kopnął mnie na szczęście. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do budynku. Centrum sportowe. To tu miałam uczyć. Przeszłam długim niebieskim korytarzem do końca i weszłam do gabinetu z plakietkom "DYREKTOR".
- Dzień Dobry. - przywitałam się.
Dyrektorem był niski mężczyzna z małą łysiną. Na nosie miał ogromne okulary. Był naprawdę miły. Pytał o moje doświadczenie, co chciałabym osiągnąć za parę lat i inne rzeczy. Nie spodziewałam się tego co powiedział na końcu.
- Została pani przyjęta. Gratuluję. - uścisnął moją rękę. Byłam w szoku. Zdecydował tak szybko? Przyjął mnie? - Myślę, że na początek będzie pani uczestniczyła w treningach chłopców piłki nożnej. Będzie panią szkolił ich nauczyciel Paul.
W tej chwili do pokoju wszedł chyba on.

Serio? Musi mnie uczyć akurat on? Zayn na pewno będzie wściekły. Kiedyś coś mi mówił, że się pokłócił z przyjacielem i z tego co pamiętam to wyglądał on identycznie jak Paul. Niedobrze.
- Cześć. - przywitałam się - Liz.
- Paul. - odparł i uścisnął moją rękę.
- Kiedy pierwsze zajęcie? - spytałam.
- Jutro od 16 do 18. - odparł Paul - Nie spóźnij się.
Nie mam zamiaru zarozumiały idioto. Nie polubię go. Nie mam mowy.
- Dziękuję. Do widzenia.
Wyszłam stamtąd jak najszybciej. Zayn właśnie zgasił papierosa.
- I co? - spytał.
Denerwował się bardziej niż ja. Uśmiechnęłam się.
- Dobra czy zła wiadomość najpierw? - spytałam przytulając się do niego.
- Dobra.
- Przyjęli mnie.
- Wspaniale!
Pocałował mnie i mocno przytulił. Cieszyłam się z tego.
- A zła? - spytał patrząc mi w oczy.
- Em... Ma mnie uczyć Paul.
Zmarszczyłam brwi oczekując najgorszego. Jednak to nie nastało.
- Jaki Paul? - nie skojarzył.
Naprawdę muszę mu to powiedzieć? Będzie wściekły.
- No twój przyjaciel... były...
Widziałam jak jego twarz się zmieniła. Chyba jednak wybuchnie.
- Nie będziesz tu pracować. - warknął.
- Zayn, proszę daj spokój. To tylko praca.
- Nie Liz. Ten facet będzie robił wszystko żeby tylko mi dokopać! I posłuży się tobą. Na pewno się nie zawaha! - krzyczał mi w twarz.
- Nie rzucę tej pracy tylko dlatego, że pokłóciłeś się z jakimś gościem! - odparłam już wściekła tym samym tonem co on.
- Do cholery chcę cię ochronić, nie rozumiesz?! - złapał mocno mój nadgarstek.
Nie mogłam go w tej chwili poznać. Był zupełnie inny niż mój Zayn. Oślepiły nas blaski fleszy. Paparazzi jeszcze nie wiedzieli, że jesteśmy razem. A może byliśmy?
- Jakoś nie. - odparłam i wyrwałam się z jego uścisku.
Zaczęłam biec tak po prostu. Byle dalej od problemu, który mnie przytłacza,
*Zayn*
Co ty do cholery robisz Malik?! Usiadłem do auta i odjechałem z tamtego miejsca. Byłem zdenerwowany. Liz nie znała tego człowieka. Był w stanie zrobić wszystko żeby dopiąć swego i nigdy nie zapominał. Żałowałem, że się z nią pokłóciłem. Tak bardzo chciałem ją teraz przytulić. Pojechałem nad morze. Plaża wiała pustkami. Wysiadłem z auta i wziąłem głęboki wdech. Musiałem się uspokoić. Usłyszałem cichy szloch. Obróciłam się wokół własnej osi, ale niczego nie zauważyłem. Podążyłem za dźwiękiem. Doszedłem do skraju lasu. Przedarłem się przez krzaki. Po drzewem siedziała ONA. Była skulona. Musiała się mnie wystraszyć. Ja nie chciałem źle. Liz nawet nie dostrzegła, że przyszedłem. Kucnąłem obok niej. Dopiero wtedy podniosła wzrok. Przestraszyła się.
- Spokojnie. - szepnąłem i wziąłem ją w swoje ramiona.
Była teraz bezpieczna. Przy mnie. Wtuliła się we mnie chowając się przed całym światem.
- Przepraszam. - szepnąłem jej do ucha - Nie chciałem się tak zachować. Boję się o ciebie. Znam tego człowieka. Jest bezwzględny. Nie chcę, żeby coś ci zrobił. Kocham cię.
Spojrzała na mnie swoimi zielonymi, załzawionymi oczami. Poczułem ukłucie w sercu. To przeze mnie płakała.
- Ja ciebie też. - szepnęła cicho - Proszę nie kłóćmy się.
- Już nigdy więcej.
Pocałowałem ją. Wtuliła się we mnie i zamknęła oczy. Było już południe. Zaczął wiać mocny wiatr. Okryłem ją swoją kurtką. Oboje nie mieliśmy zamiaru się stamtąd ruszać. Przynajmniej na razie.
- Chodźmy do auta. - poprosiła - Tu jest strasznie zimno.
Zgadzałem się z nią całkowicie.
- Złap mnie za szyję. - powiedziałem.
- Mogę iśc sama. - zaprotestowała.
Trzymała mnie nieco na dystans. To nic. Muszę to naprawic. Nie będziemy się kłócic o Paula o tym po prostu trzeba porozmawiac. Inaczej się nie da. Mocno ją złapałem i uniosłem. Brunetka natychmiast się we mnie wtuliła. Ogarnął nas mocny chłód. Wiało od morza. Wiatr był "mokry". Zaniosłem ją na tylne siedzenie w aucie. Usiadłem obok. Mocno ją przytuliłem. Po chwili leżeliśmy wtuleni w siebie. Potrzebowałem jej. Nie wyobrażałem sobie mojego życia bez niej. Była moim powietrzem, narkotykiem. Jeśli zniknie zwariuję i zapewne wyląduję w psychiatryku. Do szczęścia tylko ona była mi potrzebna. Wpadłem na pewien pomysł.
- Chodź. - poprosiłem, wyciągając rękę, siedząc na fotelu obok niej.
- Na to zimno? - spytała i z niezadowoleniem zmarszczyła brwi.
- Tylko na chwilę. - poprosiłem.
Złapała moją dłoń, a mnie ogarnęło ciepło. Nadal mi ufała. Jedna kłótnia tego nie zmieniła. Wyciągnąłem ją z auta i podszedłem wraz z Liz do ściany lasu. Stanęliśmy przy największym z drzew. Wyciągnąłem scyzoryk i wyskrobałem;
Zayn and Elizabeth
Forever together
Dziewczyna z ogromnym uśmiechem złapała moją rękę i wyciągnęła z niej mały nożyk. Wokół napisów wydrapała serce. Odwzajemniłem jej uśmiech.
- Tak jest idealnie. - przytuliła się do mnie.
- Zawsze tak będzie. To nasze miejsce Liz. Zawsze. - szepnąłem.
Po chwili poczułem, że mimo moich ramion brunetka trzęsie się. Była taka krucha, a jednocześnie taka silna. Była inna niż te wszystkie dziewczyny, które znam.
- Pojedźmy do domu. - zaproponowałem na co przystała.
*Harry*
Siedziałem u Rose. Nie miałem zamiaru się stąd ruszać. Była zbyt bezbronna. Chciałem być przy niej. Nadal miała nienaturalnie bladą cerę. Martwiłem się. Mimo ciągłych zapewnień szatynki, byłem przy niej 24 na dobę. Słodko spała. Niewyobrażałem sobie, jak by to było jeśli nie pojawiłaby się w moim życiu. Schudła przez czas spędzony w szpitalu. Jej policzki się nieco zapadły, a ręce miała jak patyki. To nie wróżyło dobrze. Lekarz nic mi nie mówił ale wiedziałem że nie jest najlepiej. Rose też nic nie chciała mi nic powiedzieć. A jeśli to coś poważnego? Muszę się dowiedzieć. Powieki szatynki lekko uniósły się. Rozpromieniła się ba mój widok.
- Zdenerwowana? - spytał szykując kanapki.
- Trochę. Jeśli się nie uda to trudno. - westchnęłam i spojrzałam w ziemie.
- Ciebie na pewno będą chcieli. - powiedział opierając ręce po obu stronach mojego ciała.
Spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się.
- Pewny jesteś? - odparłam.
Byłam zdecydowanie w nim zakochana. I wiedziałam że to tej jedyny. Nie było innej opcji.
- Na 100%. - odparł i pocałował mnie.
Zjedliśmy razem śniadanie. Potem Zayn poszedł szybko się ubrać - koniecznie chciał mnie zawieść na rozmowę. Droga autem minęła szybko. Szatyn obiecał, że na mnie poczeka. Kopnął mnie na szczęście. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do budynku. Centrum sportowe. To tu miałam uczyć. Przeszłam długim niebieskim korytarzem do końca i weszłam do gabinetu z plakietkom "DYREKTOR".
- Dzień Dobry. - przywitałam się.
Dyrektorem był niski mężczyzna z małą łysiną. Na nosie miał ogromne okulary. Był naprawdę miły. Pytał o moje doświadczenie, co chciałabym osiągnąć za parę lat i inne rzeczy. Nie spodziewałam się tego co powiedział na końcu.
- Została pani przyjęta. Gratuluję. - uścisnął moją rękę. Byłam w szoku. Zdecydował tak szybko? Przyjął mnie? - Myślę, że na początek będzie pani uczestniczyła w treningach chłopców piłki nożnej. Będzie panią szkolił ich nauczyciel Paul.
W tej chwili do pokoju wszedł chyba on.
Serio? Musi mnie uczyć akurat on? Zayn na pewno będzie wściekły. Kiedyś coś mi mówił, że się pokłócił z przyjacielem i z tego co pamiętam to wyglądał on identycznie jak Paul. Niedobrze.
- Cześć. - przywitałam się - Liz.
- Paul. - odparł i uścisnął moją rękę.
- Kiedy pierwsze zajęcie? - spytałam.
- Jutro od 16 do 18. - odparł Paul - Nie spóźnij się.
Nie mam zamiaru zarozumiały idioto. Nie polubię go. Nie mam mowy.
- Dziękuję. Do widzenia.
Wyszłam stamtąd jak najszybciej. Zayn właśnie zgasił papierosa.
- I co? - spytał.
Denerwował się bardziej niż ja. Uśmiechnęłam się.
- Dobra czy zła wiadomość najpierw? - spytałam przytulając się do niego.
- Dobra.
- Przyjęli mnie.
- Wspaniale!
Pocałował mnie i mocno przytulił. Cieszyłam się z tego.
- A zła? - spytał patrząc mi w oczy.
- Em... Ma mnie uczyć Paul.
Zmarszczyłam brwi oczekując najgorszego. Jednak to nie nastało.
- Jaki Paul? - nie skojarzył.
Naprawdę muszę mu to powiedzieć? Będzie wściekły.
- No twój przyjaciel... były...
Widziałam jak jego twarz się zmieniła. Chyba jednak wybuchnie.
- Nie będziesz tu pracować. - warknął.
- Zayn, proszę daj spokój. To tylko praca.
- Nie Liz. Ten facet będzie robił wszystko żeby tylko mi dokopać! I posłuży się tobą. Na pewno się nie zawaha! - krzyczał mi w twarz.
- Nie rzucę tej pracy tylko dlatego, że pokłóciłeś się z jakimś gościem! - odparłam już wściekła tym samym tonem co on.
- Do cholery chcę cię ochronić, nie rozumiesz?! - złapał mocno mój nadgarstek.
Nie mogłam go w tej chwili poznać. Był zupełnie inny niż mój Zayn. Oślepiły nas blaski fleszy. Paparazzi jeszcze nie wiedzieli, że jesteśmy razem. A może byliśmy?
- Jakoś nie. - odparłam i wyrwałam się z jego uścisku.
Zaczęłam biec tak po prostu. Byle dalej od problemu, który mnie przytłacza,
*Zayn*
Co ty do cholery robisz Malik?! Usiadłem do auta i odjechałem z tamtego miejsca. Byłem zdenerwowany. Liz nie znała tego człowieka. Był w stanie zrobić wszystko żeby dopiąć swego i nigdy nie zapominał. Żałowałem, że się z nią pokłóciłem. Tak bardzo chciałem ją teraz przytulić. Pojechałem nad morze. Plaża wiała pustkami. Wysiadłem z auta i wziąłem głęboki wdech. Musiałem się uspokoić. Usłyszałem cichy szloch. Obróciłam się wokół własnej osi, ale niczego nie zauważyłem. Podążyłem za dźwiękiem. Doszedłem do skraju lasu. Przedarłem się przez krzaki. Po drzewem siedziała ONA. Była skulona. Musiała się mnie wystraszyć. Ja nie chciałem źle. Liz nawet nie dostrzegła, że przyszedłem. Kucnąłem obok niej. Dopiero wtedy podniosła wzrok. Przestraszyła się.
- Spokojnie. - szepnąłem i wziąłem ją w swoje ramiona.
Była teraz bezpieczna. Przy mnie. Wtuliła się we mnie chowając się przed całym światem.
- Przepraszam. - szepnąłem jej do ucha - Nie chciałem się tak zachować. Boję się o ciebie. Znam tego człowieka. Jest bezwzględny. Nie chcę, żeby coś ci zrobił. Kocham cię.
Spojrzała na mnie swoimi zielonymi, załzawionymi oczami. Poczułem ukłucie w sercu. To przeze mnie płakała.
- Ja ciebie też. - szepnęła cicho - Proszę nie kłóćmy się.
- Już nigdy więcej.
Pocałowałem ją. Wtuliła się we mnie i zamknęła oczy. Było już południe. Zaczął wiać mocny wiatr. Okryłem ją swoją kurtką. Oboje nie mieliśmy zamiaru się stamtąd ruszać. Przynajmniej na razie.
- Chodźmy do auta. - poprosiła - Tu jest strasznie zimno.
Zgadzałem się z nią całkowicie.
- Złap mnie za szyję. - powiedziałem.
- Mogę iśc sama. - zaprotestowała.
Trzymała mnie nieco na dystans. To nic. Muszę to naprawic. Nie będziemy się kłócic o Paula o tym po prostu trzeba porozmawiac. Inaczej się nie da. Mocno ją złapałem i uniosłem. Brunetka natychmiast się we mnie wtuliła. Ogarnął nas mocny chłód. Wiało od morza. Wiatr był "mokry". Zaniosłem ją na tylne siedzenie w aucie. Usiadłem obok. Mocno ją przytuliłem. Po chwili leżeliśmy wtuleni w siebie. Potrzebowałem jej. Nie wyobrażałem sobie mojego życia bez niej. Była moim powietrzem, narkotykiem. Jeśli zniknie zwariuję i zapewne wyląduję w psychiatryku. Do szczęścia tylko ona była mi potrzebna. Wpadłem na pewien pomysł.
- Chodź. - poprosiłem, wyciągając rękę, siedząc na fotelu obok niej.
- Na to zimno? - spytała i z niezadowoleniem zmarszczyła brwi.
- Tylko na chwilę. - poprosiłem.
Złapała moją dłoń, a mnie ogarnęło ciepło. Nadal mi ufała. Jedna kłótnia tego nie zmieniła. Wyciągnąłem ją z auta i podszedłem wraz z Liz do ściany lasu. Stanęliśmy przy największym z drzew. Wyciągnąłem scyzoryk i wyskrobałem;
Zayn and Elizabeth
Forever together
Dziewczyna z ogromnym uśmiechem złapała moją rękę i wyciągnęła z niej mały nożyk. Wokół napisów wydrapała serce. Odwzajemniłem jej uśmiech.
- Tak jest idealnie. - przytuliła się do mnie.
- Zawsze tak będzie. To nasze miejsce Liz. Zawsze. - szepnąłem.
Po chwili poczułem, że mimo moich ramion brunetka trzęsie się. Była taka krucha, a jednocześnie taka silna. Była inna niż te wszystkie dziewczyny, które znam.
- Pojedźmy do domu. - zaproponowałem na co przystała.
*Harry*
Siedziałem u Rose. Nie miałem zamiaru się stąd ruszać. Była zbyt bezbronna. Chciałem być przy niej. Nadal miała nienaturalnie bladą cerę. Martwiłem się. Mimo ciągłych zapewnień szatynki, byłem przy niej 24 na dobę. Słodko spała. Niewyobrażałem sobie, jak by to było jeśli nie pojawiłaby się w moim życiu. Schudła przez czas spędzony w szpitalu. Jej policzki się nieco zapadły, a ręce miała jak patyki. To nie wróżyło dobrze. Lekarz nic mi nie mówił ale wiedziałem że nie jest najlepiej. Rose też nic nie chciała mi nic powiedzieć. A jeśli to coś poważnego? Muszę się dowiedzieć. Powieki szatynki lekko uniósły się. Rozpromieniła się ba mój widok.
- Hej kochanie. - usiadłem obok niej i przytuliłem ją.
- Harry. - mruknęła cicho i wtuliła się we mnie.
Poczułem ciepło. Jej wargi rozchyliły się. Oddychała ustami.
- Rose powiedz mi co się dzieje. Nie jestem dzieckiem. Widzę, że coś jest nie tak.
Spochmurniała. Nie patrzyła na mnie. W jej oczach widziałem że mie chce mi mówić. Tylko dlaczrgo? Powinienem wiedzieć jeśli to coś ważnego. Spojrzała w moje oczy.
- Niky oprócz ciebie ma się nie dowiedzieć. - ostrzegła - Harry ja...
*Jessica*
Zapukałam cicho do drzwi. Usłyszałam ciche proszę. Weszłam do pokoju. Zamyślony blondyn siedział z gitarą na kolanach.
- Przeszkadzam? - spytałam cicho.
Natychmiast na mnie spojrzał a nasze oczy spotkały się.
- Nie. - odparł z uśmiechem.
Spojrzałam na jego gitarę. Zawsze chciałam nauczyć się grać. To było moje marzenie, niestety nie do spełnienia. Nigdy rodzice nie chcieli we mnie inwestować zbyt dużo pieniędzy.
- Chcesz spróbować? - spytał i wyciągnął zachęcająco rękę.
- Nie umiem. - zaprotestowałam.
- Nauczę cię.
Nie mogłam oprzeć się jego oczom. Powoli do niego podeszłam. Usiadłam obok. Chłopak miał jednak inny plan. Usiadł za mną i położył gitarę na moich kolanach. Jego ramiona pokryły się z moimi rękami. Palce lewej ręki ułożył w dziwny sposób na strunach. Prawą delikatnie przyciągnął po strunach ku dółowi. Po pierwszym dźwięku poznałam piosenkę.
- Na koncerci w Berlinie płakałeś. - przypomniało mi się.
- Byłaś? - uśmiechnął się.
- Nie. Widziałam w internecie.
Blondyn ponownie przemiścił moje palcr a prawą ręką przeciągnął do dołu. Te dźwięki były... magiczne?Może to głupie, ale lubię, uwielbiam dźwięk gitary. Szczególnie przy nim. Blondyn spojrzał w moje oczy z ogromnym uśmiechem. Jego twarz była tak blisko. Na wyciągnięcie ręki, a może bliżej.
-Chodźcie na dół!. - zawołał Zayn.
Westchnęłam. Nie chciałam. Oni mnie nie lubią, a wszystko przez Liz, Ja... zmieniłam się przy blondynie.Byłam nieco inna, ale dla Liz zawszę będę taka sama. To nie zmieni się nigdy. Zeszliśmy na dół. Na kanpie siedziała Liz i Zayn. Szatyn leżał, a dziewczyna mocno się do niego przytulała. Muszę przyznać, że wyglądali słodko. Zawsze ona i jakiś chłopak wyglądali słodko. Na drugiej sofie siedziała Jasmine na kolanach Lou. Niall usiadł obok nich i zachęcił mnie do tego samego ruchem ręki. Niepewnie usiadłam obok niego.W telewizji leciał jakiś nudny serial.
- Chcesz piwo? - spytała Liz.
Spojrzałam na nią. Może chciała być miła?
- Chętnie. - odparłam.
Wzięłam od niej butelkę. Otworzyłam i napiłam się. Miło nam się rozmawiało nie spodziewałam się tego. Nasz śmiech przerwał dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Po chwili spotkaliśmy wzrok Harrego. Miał czerwone i spuchnięte oczy. Szybko uciekł i zamknął się w swoim pokoju. O nie... Na prwno coś nie tak z Rose...
___________________________________________
Wiem trochę nudno. Jeszcze raz przepraszam i zapraszam do ankiety, która za chwilę się pojawi ;)
-Chodźcie na dół!. - zawołał Zayn.
Westchnęłam. Nie chciałam. Oni mnie nie lubią, a wszystko przez Liz, Ja... zmieniłam się przy blondynie.Byłam nieco inna, ale dla Liz zawszę będę taka sama. To nie zmieni się nigdy. Zeszliśmy na dół. Na kanpie siedziała Liz i Zayn. Szatyn leżał, a dziewczyna mocno się do niego przytulała. Muszę przyznać, że wyglądali słodko. Zawsze ona i jakiś chłopak wyglądali słodko. Na drugiej sofie siedziała Jasmine na kolanach Lou. Niall usiadł obok nich i zachęcił mnie do tego samego ruchem ręki. Niepewnie usiadłam obok niego.W telewizji leciał jakiś nudny serial.
- Chcesz piwo? - spytała Liz.
Spojrzałam na nią. Może chciała być miła?
- Chętnie. - odparłam.
Wzięłam od niej butelkę. Otworzyłam i napiłam się. Miło nam się rozmawiało nie spodziewałam się tego. Nasz śmiech przerwał dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Po chwili spotkaliśmy wzrok Harrego. Miał czerwone i spuchnięte oczy. Szybko uciekł i zamknął się w swoim pokoju. O nie... Na prwno coś nie tak z Rose...
___________________________________________
Wiem trochę nudno. Jeszcze raz przepraszam i zapraszam do ankiety, która za chwilę się pojawi ;)
Przepraszam!
Ogromne przeprosiny za opóźniony rozdział. Chciałam wstawić go wam na gwiazdkę, ale nie działa mi wi-fi w telefonie. Myślę, że będziecie wyrozumiali. Postaram się z tym coś zrobić. Więc wracając do gwiazdki;
Życzę wam wszystkiego najlepszego; spędzenia świąt w rodzinnej atmosferze; spełnienia wszystkich marzeń i spotkania swoich idoli ;)
Do następnego ;)
Nina
Życzę wam wszystkiego najlepszego; spędzenia świąt w rodzinnej atmosferze; spełnienia wszystkich marzeń i spotkania swoich idoli ;)
Do następnego ;)
Nina
wtorek, 16 grudnia 2014
Rozdział 16
Wow. Księżyc jasno święcił na niebie oświetlając małą rzeczkę. Rosło nad nią ogromne zielone drzewo. Pod nim był ułożony koc. Dawno nie widziałam tak pięknego widoku. W moją dłoń wślizgnęła się ręka Zayna.
- Podoba ci się? - spytał z uśmiechem.
- Jest idealnie. - odparłam cicho.
Usiedliśmy na kocu. Oparłam się o tors Mulata. Uśmiech nie schodził mi z ust. Pocałował mnie w głowę. Czułam się tak jak wtedy gdy poznawaliśmy się - motylki w brzuchu. To był zdecydowanie dobry pomysł.
- O czym myślisz? - spytałam go.
Bez zastanowienia odparł;
- O tobie.
Odwróciłam się do niego przodem. Na jego ustach był ogromy uśmiech. Księżyc świecił wprost na nas. Nigdy nie myślałam, że spotka mnie coś takiego. Wielka miłośc? Wchodzę w to. Chłopak pocałował mnie...
*Jessica*
Byłam tak strasznie śpiąca. Było koło mocno po północy. Z blondynem ciągle się wygłupialiśmy i śmialiśmy. To był najlepszy wieczór na świecie. Nigdy się tak nie czułam. Przy nim mogłam by sobą. Spojrzałam na niego. Blond włosy okalające jasną twarz. I śliczne niebieskie oczy tak głębokie jak ocean. Niekończące się wody. W tym momencie jego sine ramiona mnie przytulały. Ziewnęłam. Było mi zbyt ciepło i zbyt bezpiecznie.
- Śpij. - powiedział kojącym głosem Niall.
- Nie chcę. - odparłam ponownie ziewając i szerzej otwierając oczy.
Chłopka uśmiechnął się. Lecz po chwili spoważniał. Widziałam, że coś go gryzie. Proszę, żeby nie chodziło o mnie.
- Niall? - spytałam cicho - Coś się stało?
- Nie. - odparł i uśmiechnął się.
Nie wierzyłam.Coś było nie tak. Czemu mi nie ufał? No tak... To przez Liz. To na pewno ona mu coś o mnie powiedziała. Zawsze musi spieprzyc mi życie! Nienawidziłam jej za to. Ją wszyscy zawsze kochali. Ja byłam na końcu. A mi mówiła że jesteśmy przyjaciółkami! Kłamstwa! Po moim policzku zleciała łza.
- Hej... Co jest? - spytał blondyn wycierając mój policzek.
- Liz to straszna świnia. - powiedziałam i przytuliłam się do niego.
- Czemu tak uważasz?
Nadal trzymał mnie w ramionach. Było mi tak dobrze i bezpiecznie. Nigdy się tak jeszcze nie czułam.
- Nagadała ci coś na mnie. Wiem o tym, nie zaprzeczaj.
Byłam pewna, że to sprawka Liz. Nie mogło byc inaczej.
- Słuchaj, wiem, że ty i ona jesteście skłócone. Nie mam pojęcia o co do końca i nie chcę wiedziec. - spojrzał w moje oczy - Liz jest moją przyjaciółką. Doceniam ją za to, że zdobyła się na odwagę powiedziec mi cokolwiek o tobie.
Nie mogłam tego słucha. Zawsze tylko Liz. Chciałam odsuną się od Nialla. Nie pozwolił mi. Nasze oczy znów się spotkały.
- Nie było jej łatwo o tobie mówi i wiem, że do końca nie wiedziała czy robi dobrze. Cieszę się, że powiedziała mi to co chciała. Ale pamiętaj o tym, że biorę pod uwagę zdanie innych, ale nie sugeruję się nimi. Zawsze wychodzę z założenia, że sam powinienem wyrobi sobie o kimś zdanie. Tak jest też z tobą.
Tego się nie spodziewałam. Naprawdę? Chciał się czegoś o mnie dowiedzie? To było coś nowego. Posłał mi lekki uśmiech. Natychmiast odwzajemniłam ten gest. Oparłam głowę na jego ramieniu. Objął mnie ręką przytulając do siebie.
- Śpij dobrze. - szepnął mi do ucha, ale nie zdążyłam odpowiedziec, bo zasnęłam.
*Elizabeth*
Obudziłam się wtulona w Zayna.

Podniosłam się nieco. Chłopak się do mnie uśmiechnął. Po chwili delikatnie pocałował mnie. Ponownie przytuliłam się do niego.
- Nie powinniśmy zostawac tu za długo. - stwierdził.
- Dlaczego? - odparłam i spojrzałam w jego oczy.
- Paparazzi mogą nas znaleźć. Dawno nie było o mnie głośno, a nie chcę żeby zepsuli twoją reputację.
Niedośc, że nie martwił się o siebie to myślał o mnie. To naprawdę było słodkie. Między innymi za to go kochałam. Za to, że byłam przy nim bezpieczna. Byłam dla niego wyjątkowa. Wiedziałam o tym.
- Mają zepsuc mi reputację, bo znajdą nas razem? - spytałam.
- Bo mogą dowiedzie się, że spędziliśmy razem noc. Nie chcę, żeby cię oczerniali. - usiadł na przeciwko mnie.
- Kochany jesteś. - powiedziałam z uśmiechem i pocałowałam go.
Po dłuższym czasie w końcu zebraliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną. Nigdy nie zapomnę tej randki. Była najlepszą na świecie. Każda dziewczyna o takiej marzy - bez wątpienia. Ręka chłopaka splotła się z moją i spoczywała na moich kolanach. Zaczął dzwonic mój telefon. Wywróciłam oczami i odebrałam.
- Tak, Lou?
- Rose potrąciło auto. Jest w szpitalu. Nie wiemy co z nią.
- Co?
Nie mogłam w to uwierzy. Jak to Rose w szpitalu? Nie, to musiała by pomyłka. Na pewno nie. Spojrzałam na Zayna, który wszystko słyszał.
- Który szpital? - spytał szatyn.
- W centrum. Pośpieszcie się. Harry zaraz zapłacze się na śmierc.
Rozłączyłam się. Nadal nie mogłam w to uwierzy.
- Będzie dobrze Skarbie. - powiedział pocieszająco Mulat.
- Chcę w to wierzy. - odparłam cicho.
Niecałe 10 minut później byliśmy na miejscu. Szybko pobiegliśmy na poczekalnie gdzie byli nasi przyjaciele. Harry siedział na jednym z krzeseł i naprawdę nie wyglądał najlepiej. Miał spuchnięte oczy, a do tego był bardzo blady. Musiał naprawdę długo płakac.
\
- Harry... - podeszłam do niego. Podniósł głowę - Ona jest silna. Nie zostawi cię.
Mocno go przytuliłam.
- Dzięki. - szepnął stłumionym głosem.
Na pewno cię nie zostawi... Da radę. Dla nas wszystkich. To był pierwszy tak poważny wypadek Rose. Bałam się o nią i to bardzo. Próbowałam pocieszy Harrego, ale w końcu zrezygnowałam... Odeszłam od nich kawałek. Czułam się źle, bo nie było mnie przy nich kiedy to się stało. Mimo, że oni mnie nie obwiniali - wiedziałam, że powinnam tam by. Poczułam ciepłe ramiona. Wtuliłam się w Zayna.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - powiedział cicho.
Mimo, że nie mówił w prost wiedziałam, że też się martwi. Polubił Rosmery. To było widac. Chodź często się kłócili.
- Boję się o nią Zayn. Powinnam tam byc... - przerwał mi.
- Nie. Liz nawet gdybyś tam była nic byś nie zmieniła. - spojrzał w moje oczy - Nie zadręczaj się. Ona z tego wyjdzie.
Zamknęłam oczy zdając się na niego...
*2 godziny później*
Nadal z sali operacyjnej nie było żadnych wieści. Nawet Jessica była smutna. Nie dogryzała nikomu. Może polubiła się z Rose? Może... Moja przyjaciółka była zdolna do wszystkiego. Po chwili zauważyłam lekarza, który się mną zajmował podczas mojego pobytu, a za raz za nim wywieźli Rose. Była bardzo blada. Leżała nieruchomo na łóżku. Nigdy jej takiej nie widziałam. To był okropny widok. Tak bardzo się bałam. Lekarz podszedł do nas.
- Zrobiłem co mogłem. - uśmiechnął się smutno i złapał ramie Lou.
Chłopak podziękował mu skinieniem głowy. Wzrok lekarza powędrował do mnie. Znałam go. Zajmował się mną kiedy byłam w szpitalu.
- Ona wie? - usłyszałam cichy szept doktora.
Lou zaprzeczył głową. Moment. Ale wiem o czym? A raczej czego nie wiem? Co tu się dzieje?
- Co z Rose? - spytałam podchodząc do niego.
Westchnął. Nie mógł nam niby udzielić informacji, ale byliśmy jej najbliższym osobami tutaj.
- Jest mocno potłuczona i ma złamaną lewą rękę. Przynajmniej 6 tygodni w gipsie. Musieliśmy jej ją poskładać. Oprócz tego musieliśmy zatamować krwotok wewnętrzny. Wyjdzie z tego, ale będzie potrzebowała opieki. Mogą też wystąpić zaniki pamięci, ale musimy być dobrej myśli.
Wszyscy spojrzeliśmy na Rose. Dlaczego akurat ona? Przecież ona nigdy nie zrobiła nikomu nic złego. To było cholernie nie sprawiedliwe.
- Możemy do niej iść? - spytał Harry stając niepewnie na nogi.
- Tak. Powinna się obudzić najpóźniej za godzinę. - lekarz nas zostawił.
Pozwoliliśmy pójść Loczkowi pierwszemu. Posiedział z nią chwilę. Niedługo potem się obudziła. Harry mocno ją do siebie przytulał i leżał obok niej. Fajnie było widzieć ich razem. Rose ciągle się uśmiechała. Na pewno go pamiętała. Pasowali do siebie bez wątpienia. Weszliśmy do nich.
- Jak się czujesz? - spytałam z lekkim uśmiechem.
Zayn stał za mną i przytulał mnie lekko do siebie. Dodawał mi odwagi. Przy nim wszystko było inne. Może oprócz mnie.
- Dobrze. - odparła - Boli mnie trochę ręka. Ale opowiadajcie jak się wam udała randka?

Ja i mój chłopak spojrzeliśmy po sobie. No co możemy jej odpowiedzieć?
- Było idealnie. - odparłam próbując powstrzymać uśmiech.
- To słodkie. - odparła - Wiesz że się czerwienisz?
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Dobrze, że była sobą i że wszystko pamiętała.
_________________________________________
Przepraszam, że dawno nie dodawałam; nie było kiedy ;)
Wiem, że dzisiaj 16 (i dzień i rozdział ;) ) ale jeśli chcecie zrobić mi prezent pod choinkę to udostępnijcie mojego bloga u siebie ;) będę wdzięczna
Do następnego ;)
- Podoba ci się? - spytał z uśmiechem.
- Jest idealnie. - odparłam cicho.
Usiedliśmy na kocu. Oparłam się o tors Mulata. Uśmiech nie schodził mi z ust. Pocałował mnie w głowę. Czułam się tak jak wtedy gdy poznawaliśmy się - motylki w brzuchu. To był zdecydowanie dobry pomysł.
- O czym myślisz? - spytałam go.
Bez zastanowienia odparł;
- O tobie.
Odwróciłam się do niego przodem. Na jego ustach był ogromy uśmiech. Księżyc świecił wprost na nas. Nigdy nie myślałam, że spotka mnie coś takiego. Wielka miłośc? Wchodzę w to. Chłopak pocałował mnie...
*Jessica*
Byłam tak strasznie śpiąca. Było koło mocno po północy. Z blondynem ciągle się wygłupialiśmy i śmialiśmy. To był najlepszy wieczór na świecie. Nigdy się tak nie czułam. Przy nim mogłam by sobą. Spojrzałam na niego. Blond włosy okalające jasną twarz. I śliczne niebieskie oczy tak głębokie jak ocean. Niekończące się wody. W tym momencie jego sine ramiona mnie przytulały. Ziewnęłam. Było mi zbyt ciepło i zbyt bezpiecznie.
- Śpij. - powiedział kojącym głosem Niall.
- Nie chcę. - odparłam ponownie ziewając i szerzej otwierając oczy.
Chłopka uśmiechnął się. Lecz po chwili spoważniał. Widziałam, że coś go gryzie. Proszę, żeby nie chodziło o mnie.
- Niall? - spytałam cicho - Coś się stało?
- Nie. - odparł i uśmiechnął się.
Nie wierzyłam.Coś było nie tak. Czemu mi nie ufał? No tak... To przez Liz. To na pewno ona mu coś o mnie powiedziała. Zawsze musi spieprzyc mi życie! Nienawidziłam jej za to. Ją wszyscy zawsze kochali. Ja byłam na końcu. A mi mówiła że jesteśmy przyjaciółkami! Kłamstwa! Po moim policzku zleciała łza.
- Hej... Co jest? - spytał blondyn wycierając mój policzek.
- Liz to straszna świnia. - powiedziałam i przytuliłam się do niego.
- Czemu tak uważasz?
Nadal trzymał mnie w ramionach. Było mi tak dobrze i bezpiecznie. Nigdy się tak jeszcze nie czułam.
- Nagadała ci coś na mnie. Wiem o tym, nie zaprzeczaj.
Byłam pewna, że to sprawka Liz. Nie mogło byc inaczej.
- Słuchaj, wiem, że ty i ona jesteście skłócone. Nie mam pojęcia o co do końca i nie chcę wiedziec. - spojrzał w moje oczy - Liz jest moją przyjaciółką. Doceniam ją za to, że zdobyła się na odwagę powiedziec mi cokolwiek o tobie.
Nie mogłam tego słucha. Zawsze tylko Liz. Chciałam odsuną się od Nialla. Nie pozwolił mi. Nasze oczy znów się spotkały.
- Nie było jej łatwo o tobie mówi i wiem, że do końca nie wiedziała czy robi dobrze. Cieszę się, że powiedziała mi to co chciała. Ale pamiętaj o tym, że biorę pod uwagę zdanie innych, ale nie sugeruję się nimi. Zawsze wychodzę z założenia, że sam powinienem wyrobi sobie o kimś zdanie. Tak jest też z tobą.
Tego się nie spodziewałam. Naprawdę? Chciał się czegoś o mnie dowiedzie? To było coś nowego. Posłał mi lekki uśmiech. Natychmiast odwzajemniłam ten gest. Oparłam głowę na jego ramieniu. Objął mnie ręką przytulając do siebie.
- Śpij dobrze. - szepnął mi do ucha, ale nie zdążyłam odpowiedziec, bo zasnęłam.
*Elizabeth*
Obudziłam się wtulona w Zayna.

Podniosłam się nieco. Chłopak się do mnie uśmiechnął. Po chwili delikatnie pocałował mnie. Ponownie przytuliłam się do niego.
- Nie powinniśmy zostawac tu za długo. - stwierdził.
- Dlaczego? - odparłam i spojrzałam w jego oczy.
- Paparazzi mogą nas znaleźć. Dawno nie było o mnie głośno, a nie chcę żeby zepsuli twoją reputację.
Niedośc, że nie martwił się o siebie to myślał o mnie. To naprawdę było słodkie. Między innymi za to go kochałam. Za to, że byłam przy nim bezpieczna. Byłam dla niego wyjątkowa. Wiedziałam o tym.
- Mają zepsuc mi reputację, bo znajdą nas razem? - spytałam.
- Bo mogą dowiedzie się, że spędziliśmy razem noc. Nie chcę, żeby cię oczerniali. - usiadł na przeciwko mnie.
- Kochany jesteś. - powiedziałam z uśmiechem i pocałowałam go.
Po dłuższym czasie w końcu zebraliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną. Nigdy nie zapomnę tej randki. Była najlepszą na świecie. Każda dziewczyna o takiej marzy - bez wątpienia. Ręka chłopaka splotła się z moją i spoczywała na moich kolanach. Zaczął dzwonic mój telefon. Wywróciłam oczami i odebrałam.
- Tak, Lou?
- Rose potrąciło auto. Jest w szpitalu. Nie wiemy co z nią.
- Co?
Nie mogłam w to uwierzy. Jak to Rose w szpitalu? Nie, to musiała by pomyłka. Na pewno nie. Spojrzałam na Zayna, który wszystko słyszał.
- Który szpital? - spytał szatyn.
- W centrum. Pośpieszcie się. Harry zaraz zapłacze się na śmierc.
Rozłączyłam się. Nadal nie mogłam w to uwierzy.
- Będzie dobrze Skarbie. - powiedział pocieszająco Mulat.
- Chcę w to wierzy. - odparłam cicho.
Niecałe 10 minut później byliśmy na miejscu. Szybko pobiegliśmy na poczekalnie gdzie byli nasi przyjaciele. Harry siedział na jednym z krzeseł i naprawdę nie wyglądał najlepiej. Miał spuchnięte oczy, a do tego był bardzo blady. Musiał naprawdę długo płakac.
\- Harry... - podeszłam do niego. Podniósł głowę - Ona jest silna. Nie zostawi cię.
Mocno go przytuliłam.
- Dzięki. - szepnął stłumionym głosem.
Na pewno cię nie zostawi... Da radę. Dla nas wszystkich. To był pierwszy tak poważny wypadek Rose. Bałam się o nią i to bardzo. Próbowałam pocieszy Harrego, ale w końcu zrezygnowałam... Odeszłam od nich kawałek. Czułam się źle, bo nie było mnie przy nich kiedy to się stało. Mimo, że oni mnie nie obwiniali - wiedziałam, że powinnam tam by. Poczułam ciepłe ramiona. Wtuliłam się w Zayna.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - powiedział cicho.
Mimo, że nie mówił w prost wiedziałam, że też się martwi. Polubił Rosmery. To było widac. Chodź często się kłócili.
- Boję się o nią Zayn. Powinnam tam byc... - przerwał mi.
- Nie. Liz nawet gdybyś tam była nic byś nie zmieniła. - spojrzał w moje oczy - Nie zadręczaj się. Ona z tego wyjdzie.
Zamknęłam oczy zdając się na niego...
*2 godziny później*
Nadal z sali operacyjnej nie było żadnych wieści. Nawet Jessica była smutna. Nie dogryzała nikomu. Może polubiła się z Rose? Może... Moja przyjaciółka była zdolna do wszystkiego. Po chwili zauważyłam lekarza, który się mną zajmował podczas mojego pobytu, a za raz za nim wywieźli Rose. Była bardzo blada. Leżała nieruchomo na łóżku. Nigdy jej takiej nie widziałam. To był okropny widok. Tak bardzo się bałam. Lekarz podszedł do nas.
- Zrobiłem co mogłem. - uśmiechnął się smutno i złapał ramie Lou.
Chłopak podziękował mu skinieniem głowy. Wzrok lekarza powędrował do mnie. Znałam go. Zajmował się mną kiedy byłam w szpitalu.
- Ona wie? - usłyszałam cichy szept doktora.
Lou zaprzeczył głową. Moment. Ale wiem o czym? A raczej czego nie wiem? Co tu się dzieje?
- Co z Rose? - spytałam podchodząc do niego.
Westchnął. Nie mógł nam niby udzielić informacji, ale byliśmy jej najbliższym osobami tutaj.
- Jest mocno potłuczona i ma złamaną lewą rękę. Przynajmniej 6 tygodni w gipsie. Musieliśmy jej ją poskładać. Oprócz tego musieliśmy zatamować krwotok wewnętrzny. Wyjdzie z tego, ale będzie potrzebowała opieki. Mogą też wystąpić zaniki pamięci, ale musimy być dobrej myśli.
Wszyscy spojrzeliśmy na Rose. Dlaczego akurat ona? Przecież ona nigdy nie zrobiła nikomu nic złego. To było cholernie nie sprawiedliwe.
- Możemy do niej iść? - spytał Harry stając niepewnie na nogi.
- Tak. Powinna się obudzić najpóźniej za godzinę. - lekarz nas zostawił.
Pozwoliliśmy pójść Loczkowi pierwszemu. Posiedział z nią chwilę. Niedługo potem się obudziła. Harry mocno ją do siebie przytulał i leżał obok niej. Fajnie było widzieć ich razem. Rose ciągle się uśmiechała. Na pewno go pamiętała. Pasowali do siebie bez wątpienia. Weszliśmy do nich.
- Jak się czujesz? - spytałam z lekkim uśmiechem.
Zayn stał za mną i przytulał mnie lekko do siebie. Dodawał mi odwagi. Przy nim wszystko było inne. Może oprócz mnie.
- Dobrze. - odparła - Boli mnie trochę ręka. Ale opowiadajcie jak się wam udała randka?
Ja i mój chłopak spojrzeliśmy po sobie. No co możemy jej odpowiedzieć?
- Było idealnie. - odparłam próbując powstrzymać uśmiech.
- To słodkie. - odparła - Wiesz że się czerwienisz?
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Dobrze, że była sobą i że wszystko pamiętała.
_________________________________________
Przepraszam, że dawno nie dodawałam; nie było kiedy ;)
Wiem, że dzisiaj 16 (i dzień i rozdział ;) ) ale jeśli chcecie zrobić mi prezent pod choinkę to udostępnijcie mojego bloga u siebie ;) będę wdzięczna
Do następnego ;)
sobota, 6 grudnia 2014
Mikołajki
Wybaczcie że nie ma rozdziału :-)
Wszystkiego najlepszego z okazji Mikołajek, mam nadzieje że Mikołaj do was przyszedł :-D
Do następnego
Nina
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)