- Pomocy! - krzyknęłam na korytarzu - Pomocy!
Po chwili przybiegł lekarz i pielęgniarki. Nie wpuścili mnie. Kazali czekać na zewnątrz. Tak cholernie się bałam. To nie ona powinna tam leżeć. Dlaczego? Za co życie ją kara? Po moim policzku zaczęły płynąć łzy. Lekarz ją reanimował. Jej serce nadal stało. Proszę Rose. Dla mnie... Dla rodziny... Dla Hazzy... My wszyscy cię kochamy. Lekarz stanął koło niej i spojrzał na zegarek.
- Godzina zgonu 22:45. - powiedział spokojnie.
Nie! Z moich oczu zaczęło wyciekać więcej łez. Musiałam się czegoś złapać, żeby nie upaść. W środku mnie była pustka. Ktoś wyrwał kawałek mnie... Zabrali mi ją. Nie... Ona musi żyć. Na pewno! Po chwili aparatura zaczęła wskazywać reakcję serca. Wstrzymałam oddech i spojrzałam na Rose. Oddychała! Zdziwienie na twarzy lekarza mówiło mi, że przyjaciółka żyje. Po chwili wyszedł zostawiając przy niej pielęgniarki.
- Doktorze - spojrzałam na jego plakietkę - Tomlinson, co z nią? - spytałam szybko.
Przyjrzał mi się. Był zmęczony widziałam to po jego twarzy.
- Nie wiemy. Dzisiaj już trzeci raz stwierdzamy u niej zgon. Ale jej serce zawsze znów zaczyna pracować.
- Jej serce ma dla kogo bić. - zastanowiłam się chwilę - Co jej dolega?
- Obawiamy się, że ma guza. Jest niewielka szansa na wyleczenie ale Rosmary zwleka. Im dłużej będzie się ociągać tym gorzej dla niej.
Nie wierzyłam w to. Rose miała raka? Miała umrzeć? Nie wierzyłam. To nie może być prawda.
- Zróbcie jej ponowne badania. - powiedziałam.
Muszą to potwierdzić. Myślą że ona ma raka ale ja wiem, że tak nie jest. Nie może tak być. Po chwili usłyszałam Zayna i Louisa. Szatyn z ulgą podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Martwiłem się. - szepnął w moje włosy.
- Nie potrzebnie. - odparłam.
Louis chrząknął. O co chodziło? Spojrzałam na niego. Nie patrzył na mnie. Co jest? Malik mocno trzymał moją rękę.
- Co z nią? - spytał Lou.
- Jest w ciężkim stanie. - odparłam zanim lekarz coś powiedział.
Skoro Rose powiedziała to tylko Harremu nie powinnam mówić tego nikomu innemu. Widocznie nie chciała, żebyśmy wiedzieli. Ale to, że schudła nie oznacza, że umiera. To na pewno nie jest prawdą. Czułam to. Musiała żyć. Dla nas wszystkich. Zayn lekko wytarł moje poliki nadal mokre od łez. Przez tą całą sytuację zrozumiałam coś. Człowiek ma krótkie życie. Ma mało czasu na zrealizowanie marzeń tym bardziej, że nie wie kiedy przyjdzie koniec. Wiedziałam jedno.
- Lou - zwróciłam się do niego - Chcę go poznać.
- Jutro? - spytał.
- Tak. Rano, po południu muszę iść do pracy.
- Jasne. - odparł z lekkim uśmiechem.
Mój wzrok znów zatrzymał się na Rose. Nie pozwolę ci odejść. Nigdy. Nie licz na to, że tak szybko się mnie pozbędziesz Rose. Dobrze wiesz, że jestem zawzięta.
*Harry*
Odkąd wróciłem do domu nie wyszedłem z pokoju. Nie potrafiłem spojrzeć im w oczy i kłamać. To bolało. Ona powiedziała, że umrze, że nie wie ile ma czasu. Że chce go spędzić z nami. Że lekarze mówią, że ma ratunku. Kolejne łzy zleciały po moich polikach. Cholerna niesprawiedliwość! Musi żyć! Tylko ona naprawdę mnie kocha. Tylko ona wie jak sprawić żebym był szczęśliwy. Tylko dla niej bije moje serce. Kiedy jej zabraknie, ono przestanie bić. Przełamie się na pół i uschnie z tęsknoty. Ja żyję tylko dla niej. Ona jest moim życiem. Kolejne łzy przesłoniły mi obraz. Nie potrafiłem siedzieć w jednym miejscu. nie potrafiłem już dalej chodzić - moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Ktoś zapukał do drzwi. Stanąłem i wstrzymałem oddech wpatrując się w nie. Nie mogłem z nikim o tym porozmawiać.
- Harry wiem, że tam jesteś. - powiedziała Liz - Byłam u niej... - moje serce na chwilę stanęło - Wiem co ci powiedziała. Muszę z tobą porozmawiać.
Co mam zrobić? Skoro Rose jej powiedziała... Muszę to z siebie wyrzucić. Powoli otworzyłem drzwi. Jej bystre oczy na mnie spojrzały. Płakałem od dobrych czterech godzin. Musiałem wyglądać paskudnie. Jej ciepłe ramiona przyciągnęły mnie do siebie. To było dużo z jej strony. Po chwili oboje usiedliśmy na łóżku.
- Wysłuchaj do końca. - poprosiła patrząc mi w oczy - Lekarz powiedział, że może się leczyć, ale odmówiła. - dlaczego mnie okłamała? Powiedziała, że nie ma dla niej lekarstwa - Dzisiaj trzy raz stwierdzili u niej zgon. - zamarłem. Moja Rose... nie żyje? Muszę tam pojechać! Nie wierzę! - Jej serce nadal bije. - dodała dziewczyna gdy byłem przy drzwiach.
Spojrzałem na nią zdziwiony. Jak to? Stwierdzili zgon... Jakim cudem... jej serce nadal bije? Co się dzieje. Ogarnęło mnie nieprzyjemne zimno. Bałem się. Że nigdy więcej nie będę mógł jej przytulić, pocałować, powiedzieć jak bardzo ją kocham.
- Musimy namówić ją na leczenie. Pomogę ci. Spróbujemy? - stanęła na przeciwko mnie pełna nadziei.
- Tak. - powiedziałem cicho - Zrobię wszystko, żeby była zdrowa. - odparłem,
- Nie martw się. Ja... jakoś czuję, że ona jest zdrowa. Szpital nigdy jej nie służył. Gdy złamała nogę i leżała kilka dni też wychudła. Nie chcę dawać ci fałszywej nadziei ale ja uważam, że coś nie tak jest ze sprzętem w szpitalu, a ona jest zdrowa.
Mocno ją przytuliłem. Była moją przyjaciółką. Muszę dziękować losowi, że mi ją dał. Posłałem jej coś podobnego do uśmiechu. Dziewczyna zostawiła mnie samego. Potrzebowałem to przemyśleć, ale byłem tak zmęczony, że prawie od razu zasnąłem na łóżku.
*Elizabeth*
Poszłam do sypialni. Miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Miałam ochotę zadzwonić do szefa i powiedzieć, że jutro mnie nie będzie. Czułam się paskudnie. Usiadłam na łóżku i przetarłam twarz dłońmi. Może ta robota faktycznie nie jest dla mnie? Może Zayn ma rację i powinnam ją rzucić? Nie wiem...
- W porządku? - spytał Malik i cmoknął mnie w ramie.
- Nie bardzo. - odparłam i mocno się do niego przytuliłam.
Cholernie go teraz potrzebowałam. Cieszyłam się, że jest blisko. Aktualnie był moim jedynym wsparciem. Musiałam pojechać w końcu do domu zobaczyć co u mamy. Trochę się martwiłam bo Tomek mi mówił, że Robert i ona często się kłócą. Oby to nie wróżyło niczego złego.
- Liz... czego nie powiedziałaś nam w szpitalu? - spojrzał w moje oczy.
Jego były bardzo zmartwione. Wiem, że mnie kochał i bał się o mnie. Wiem też że lubi Rose, ale nie mogę mu powiedzieć. Ona by nie chciała. Położyłam dłonie na jego policzkach.
- Nie mogę ci powiedzieć. - spuścił wzrok. Natychmiast znów złapałam jego spojrzenie - Chciałabym, ale Rose powiedziała tylko Harremu. Nie chciała, żebyśmy wiedzieli. Dowiedziałam się przypadkiem.
Kiwną głową na znak zrozumienia. Właśnie tego od niego potrzebowałam. Pocałowałam go lekko i mocno się w niego wtuliłam.
- Kocham cię. - szepnęłam.
- Ja ciebie też Liz. - mruknął mi do ucha.
Te słowa zawsze poprawiały mi humor. Jemu na mnie zależało. To się liczyło.
- Nie idź jutro do pracy. - powiedział i opiekuńczo okrył mnie kocem.
- Też myślę, że nie nadaję się jutro do pracy. - przytaknęłam.
Położyłam głowę na miękkiej poduszce. W jeden chwili zaczęła mi ciążyć. Tak samo powieki - nagle stały się bardzo ciężkie.
- Załatwię to. Śpij dobrze. - szatyn pocałował mnie w czoło.
Na moich ustach na chwilę zagościł uśmiech. Uwielbiałam jego drobne, czułe gesty. Po chwili zasnęłam.
Obudziłam się o 6:30. Zayn spał. Wyglądał słodko. Jego włosy były w totalnym nieładzie, a twarz chował w moje włosy. Mimowolnie uśmiechnęłam się, a moje serce zabiło mocniej. Nie mogłam zasnąć. To chyba przez to spotkanie. W końcu miałam się dzisiaj spotkać z ojcem, a myślałam, że on nie żyje. Tylko czemu mnie zostawił? To nurtowało mnie odkąd Lou powiedział mi, że on żyje. Po chwili usłyszałam ciche westchnięcie. Powieki Zayna uniosły się, a jego czekoladowe oczy patrzyły wprost w moje. Uwielbiałam takie momenty. W moim brzuchu zawsze czułam motylki. Tylko przez jego spojrzenie. To dziwne.
- Dlaczego nie śpisz? - spytał mocniej mnie przytulając.
- Jakoś nie mogę zasnąć. Obudziłam się przed chwilą. - odparłam.
- Denerwujesz się tym spotkaniem? - patrzył mi w oczy, a jego ręka mocniej przyciągnęła mnie w tali.
- Trochę. No wiesz nie codziennie człowiek dowiaduje się, że jego bliski jednak żyje.
Zaśmiał się. Uśmiechnęłam się lekko. To faktycznie mogło zabrzmieć śmiesznie. Chłopak spojrzał na mnie nieco rozbawiony, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.

Zamknęłam oczy i wtuliłam się w jego ciepły tors. Przy nim wszystkie zmartwienia zawsze znikały. Przy nim mogłam czuć się bezpiecznie, bo wiedziałam, że on nigdy mnie nie skrzywdzi...
*Niall*
/Pół godziny po wyjściu Liz i chłopaków/
Siedziałem z Jess w salonie. Wszyscy martwiliśmy się. Nie wiedzieliśmy o co chodzi. Szatynka przytuliła się do mojego ramienia. Spojrzałem na nią. Była smutna. Nie umiałaby tak grać. Ufałem Liz ale miałem wrażenie że Jessica się przy mnie zmienia. Czułem jakieś ukłucie tam głęboko w środku gdy widziałem jej smutną twarz.
- Chodź. - mruknąłem cicho.
Podnieśliśmy się z kanapy i ruszyliśmy do pokoju gościnnego. Było już późno nie chciałem, żeby wracała sama do domu. Zapaliłem światło i usiadłem obok niej na miękkim łóżku. Jej głowa opadła na moje ramie. Mimowolnie lekko uśmiechnąłem się. Objąłem ją lekko ramieniem.
- Na pewno wszystko będzie dobrze. - powiedziałem chcąc ją pocieszyć chodź trochę.
- Pewnie masz racje. - spojrzała w moje oczy, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz - Ale ja zawsze martwię się na zapas. - szybko starła łzę z policzka - To głupie. - próbowała się uśmiechnąć.
- Wcale nie. - odparłem.
Spojrzała na mnie zdziwiona. Naprawdę tak myślałem. To, że się martwi wcale nie jest głupie. Po prostu polubiła Rose. To normalne, że się o nią martwi. Przynajmniej dla mnie. Ja zawsze się martwiłem o wszystkich. O Liz i Zayna, o Rose, o Harrego o Jami i Lou. Tak już czasem bywa.
- Śpij dobrze. - wstałem i skierowałem się do drzwi.
Poczułem delikatny uścisk w nadgarstku. Dziewczyna nieśmiało na mnie patrzyła. W jej oczach stały łzy. Widziałem, że była całkiem rozbita.
- Mógłbyś... zostać ze mną? - spytała cicho.
- Jasne. - odparłem uśmiechając się do niej lekko.
Położyłem obie ręce na jej tali. Natychmiast się we mnie wtuliła. Delikatnie położyłem jedną rękę u dołu jej pleców, a drugą w zgięciu kolan i podniosłem ją. Mocno objęła moją szyję, chowając twarz w moim torsie. Czułem ogromne ciepło wewnątrz mnie gdy była obok. Położyłem ją na łóżku, przytuliłem ją lekko i okryłem nas kołdrą. Szatynka zamknęła oczy i gdy tylko poczuła moją obecność zasnęła. To dziwne, że tak na mnie reagowała. Musiała czuć się przy mnie bezpiecznie skoro zasnęła. To było dla mnie coś nowego. Ona była dla mnie osobą, jakiej do tej pory nie poznałem. Cieszyłem się, że zaproponowałem mamie Liz przyjazd Jess do Londynu. To była jedna z lepszych decyzji mojego życia. Spojrzałem na śpiącą szatynkę. Jej policzki były pokryte delikatnym różem, a obszar wokół oczu był lekko czerwony. Rozczulił mnie ten widok. Była bezbronna. Ucałowałem lekko jej czoło i wtuliłem moją twarz w jej włosy.
*Elizabeth*
Wstałam razem z Zaynem o 8:00. Ubrałam na siebie siwe jeansy i czarną bokserkę, a na to skórzaną kurtkę. Chłopak założył biały opinający jego tors podkoszulek na krótki rękaw, czarne spodnie i czarną kurkę, która swobodnie leżała na jego szerokich barkach. Zeszliśmy na dół zjeść śniadanie. W salonie na kanapie spała Jami i Lou. Wyglądali razem tak słodko. Cieszyłam się, że w końcu znalazła sobie odpowiedniego faceta. Uśmiechnęłam się jeszcze raz na nich spoglądając i poszłam do kuchni. Lou zostawił mi kartkę na stole.
On będzie na ciebie czekał o 9 przed szpitalem, w którym leży Rose. Prosił, żebyś przyszła sama.
Lou
Pokazałam szatynowi kartkę. Prześledził tekst wzrokiem.
- Zawiozę cię i poczekam w aucie. - odparł z uśmiechem.
Odwzajemniłam jego gest i mocno się do niego przytuliłam. Szybko przyszykowaliśmy kanapki i zjedliśmy je w ekspresowym tempie, bo zostało nam pół godziny. Sprintem znaleźliśmy się w aucie. Chłopak wysadził mnie przed wejściem do szpitala. Obiecał, że poczeka na parkingu. Oparłam się o zimną ścianę i czekałam w ogromnym napięciu. Czułam mocny uścisk żołądka. Chyba bałam się tego spotkania. Chyba cholernie się bałam. Tak... Cholernie się bałam to dobre stwierdzenie. Tak właśnie było.
- Elizabeth... - usłyszałam miękki głos za sobą i odwróciłam się.
Co? Szczękę będę musiała zbierać z ziemi. Tego się zupełnie nie spodziewałam. Zupełnie...
___________________________________
Nie jest specjalnie długi, ale jest trochę opisów, mam nadzieje, że przypadnie wam do gustu ;)
Oczywiście musiałam przerwać w takim momencie ;)
Jestem pewna, że się domyślacie,
Mam nadzieje, że napiszę coś jeszcze w starym roku, ale jak nie to WYSTRZAŁOWEJ ZABAWY!
Your Dream
Super, aż mi serce stanęło ze strachu ..Mam nadzieje, że Rose z tego wyjdzie, a no i widzimy się jutro:*
OdpowiedzUsuń