piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 19

Nie mogłam w to uwierzyć. Te wszystkie gesty... To, że przyszedł do domu kiedy mnie nie było, że ciągle mi się przyglądał. Zayn powiedział, że był podobny do mężczyzny z lasu. Ja... nie mogłam w to uwierzyć.
- Elizabeth... Powiedz coś... Proszę... - wydawał się taki żałosny w tym momencie.
Kiedyś go kochałam. Był dla mnie ważny, był wzorem do naśladowania. Dlaczego mnie zostawił i pozwolił mi myśleć, że nie żyje? To było niesprawiedliwe. Był moim przyjacielem. Bolała mnie jego strata. To było gorsze od wszystkiego co do tej pory mi się przytrafiło.
- Dlaczego? - spytałam łamiącym się głosem, ale po chwili powtórzyłam głośniej - Dlaczego mnie zostawiłeś?
- To nie tak. - zaprotestował szybko.
Usiadł na ławce i zachęcił mnie do tego samego. Zrobiłam to mimo, że nie chciałam. Nie byłam pewna czy chcę wiedzieć czemu mnie zostawił.
- Emma i ja nie tworzyliśmy już szczęśliwego związku. Postanowiliśmy się rozwieść. Stwierdziła, że będziesz tylko raz cierpieć gdy stracisz ojca na zawsze. Nadal nie wiem jak dałem się w to wciągnąć. Szukałem cię gdy zrozumiałem mój błąd. - spojrzał mi w oczy lecz po chwili spuścił wzrok - Lecz nie mogłem cię znaleźć. Twoja matka przepisała cię do innej szkoły, do innej przychodni lekarskiej... nigdzie nie miałem dostępu do twoich danych. Oszukała mnie. Powiedziała, że będę miał wpływ na to gdzie się uczysz, leczysz, jakie masz zajęcia dodatkowe... Przepraszam. - spojrzał niepewnie w moje oczy - Nie chciałem cię zostawić i zrozumiem jeśli zerwiesz ze mną kontakt, ale ja nadal cię kocham.
Musiałam to sobie poukładać w głowie. To wszystko była mama? Nie obwiniałam tylko jej o rozpad ich związku, ale... To wszystko to jej pomysł? Pozbawiła mnie kochającego ojca, którego potrzebowałam. To nie było w porządku. Złapałam rękę mojego ojca. Zdziwiony spojrzał na mnie.
- Potrzebuję czasu. - powiedziałam spokojnie - Na pewno nie chcę zerwać z tobą kontaktu. Przeciwnie. Tylko daj mi to wszystko przemyśleć.
- Oczywiście. - odparł z uśmiechem.
Puściłam strzałkę Malikowi, żeby po mnie podjechał. Lekarz poszedł już do szpitala. Po chwili usłyszałam trąbienie. Uśmiechnęłam się i szybko wsiadłam do wozu.
- I jak? - spytał wyjeżdżając z parkingu.
- Myślę, że to było udane spotkanie. A teraz na lotnisko.
- Co? - zdziwiłam go.
Przelotnie na mnie spojrzał. Podjęłam tę decyzję przed chwilą. Nie gniewaj się.
- Muszę polecieć do mamy. Obiecuję, że wrócę jeszcze dzisiaj.
Zrezygnowany skręcił w stronę lotniska. Niedługo potem już z biletem w ręce musiałam się z nim znowu pożegnać.
- Kocham cię. - szepnęłam trzymając ręce na jego karku.
Oparł czoło o moje.
- Ja ciebie też. - patrzył prosto w moje oczy.
Może to dziwne, ale z każdym dniem mocniej go kochałam. Może to tylko złudzenie, ale podobało mi się to.
Skradł mi jeden pocałunek. A potem musiałam biec do samolotu. Szybko zajęłam swoje miejsce. Przespałam całą podróż. Byłam już w Polsce. Szybko złapałam taksówkę i podałam miejsce docelowe. Spojrzałam na mój dom. Wyglądał jak zawsze. Po cichu weszłam. Było ciemno. Słyszałam tylko płacz małej Niny. Zajrzałam do kuchni. Mama siedziała nad butelką piwa. Nie wyglądała najlepiej i paliła. Nawet nic jej nie powiedziałam. Musiała rozstać się z Robertem. Ta kobieta jest nieodpowiedzialna. Szybko pobiegłam na górę. Na mój widok dziecko uspokoiło się. Wzięłam ją na ręce i zebrałam potrzebne dla niej rzeczy. Wychodząc ostatni raz spojrzałam na matkę. Zawiodłam się na niej po raz drugi.

*Jessica*
Jadłam obiad w towarzystwie blondyna. Inni byli zajęci. Po chwili usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwi.
- Jestem! - był to Zayn.
Wszedł do kuchni. A gdzie jego dziewczyna?
- Gdzie Liz? - spytał blondyn.
- Musiała pojechać do Polski. Obiecała jeszcze dzisiaj wrócić. Co macie dobrego? - zwinął kotlecika z talerza Nialla.
- Ej! - wrzasnął blondyn - Ugotuj sobie.
- Daj spokój Nialler. - Malik błysnął białymi zębami i poszedł do salonu.
Spojrzałam na Nialla. Był taki uroczy. Dlaczego wydawał mi się taki akurat w tym momencie?

Zaśmiałam się z jego nietypowej miny. On również wybuchnął śmiechem.
- Co chcesz robić? - spytał.
- Zdecydowanie pograć na gitarze. O ile masz dla mnie czas. - dodałam szybko.
- Dla ciebie, zawsze. - mruknął mi do ucha i poszedł do swojego pokoju, a ja za nim.


*Rosmary*
Niewygodna poduszka kuła mnie w plecy. Nie mogli mi zapewnić nawet małej wygody? Hm... Kto by pomyślał, że nawet bliska śmierci potrafię być żartobliwa. Szkoda było mi Harrego. Bardzo to przeżył. Co ja czułam? Nie bałam się. W końcu każdy kiedyś umrze. I przyszła też kolej na mnie. Usłyszałam ciche głosy za ścianą i wyłapałam tylko moje imię. Eh... Po chwili do pomieszczenia wszedł uśmiechnięty Hazza.
- Styles to ty? - spytałam z uśmiechem.
Miał ślicznie ułożone włosy i po prostu wyglądał uroczo. Nie widziałam go takiego od kilku dni. Odkąd się dowiedział....
- Tak. - pocałował mnie w policzek.
Po chwili wszedł lekarz. Zdziwiło mnie to. Dlaczego się tu znalazł?
- Jeśli chce pani zacząć leczenie najlepiej będzie zrobić to od razu. Zabierzemy panią na kolejne badania, a potem zrobimy jeszcze raz prześwietlenie. Po wynikach zaczniemy leczenie.
Nie umiałam wyrazić mojego zdziwienia. Odmówiła. Nie chcę cierpieć mocniej niż to konieczne. Nie chcę mieć nadziei na to, że będę zdrowa skoro nie będę. Harry złapał moją rękę. Posłał mi przelotne spojrzenie, a potem przeniósł wzrok na lekarza.
- Zaraz... - chciałam zaprotestować lecz facet w bieli (jak to brzmi ;) ) był już przy drzwiach.
- Za minutę przyjdzie przyszykować panią pielęgniarka. - rzucił i zniknął za drzwiami.
Byłam zła. Skąd w ogóle Styles dowiedział się, że mogę podjąć leczenie? Nie powinien o tym wiedzieć. To dawało mu fałszywą nadzieję. Loczek spojrzał na mnie. Usiadł na łóżku i złapał moje ręce w swoje ciepłe dłonie.
- Kochanie damy sobie razem radę. - powiedział ciepło patrząc w moje oczy - Nigdy cię nie zostawię. - cmoknął mnie lekko.
Nie byłam już zła. Przeciwnie. Byłam tak bardzo szczęśliwa, że jest obok. Posłałam mu lekki uśmiech.

*Elizabeth*
Byłam przed domem w Londynie. Teraz zaczęłam się zastanawiać jak Zayn przyjmie fakt, że zamieszka z nami moja młodsza siostrzyczka. Nina nieco schudła. Widać, że moja rodzicielka ją zaniedbała. Bałam się co powie reszta przecież nie mieszkam tu sama. Ale nie mogłam jej zostawić. Po prostu musiałam ją wziąć. Powoli weszłam do domu. Dochodziły mnie głosy z salonu. Cholernie się bałam. Powoli stanęłam w progu drzwi. Pierwszy spojrzał na mnie Zayn. Uśmiechnął się szeroko i wstał. Podszedł do mnie. Nikt inny mnie nie zauważył. Malik ucałował mój policzek.
- Hej Kochanie. - mruknął mi do ucha.
Po chwili spojrzał na moje ramiona, w których spała dziewczynka.
- Zayn moja mama rozstała się z Robertem ja... nie mogłam tam zostawić Niny. Nie wiem co by się stało... - widział, że boję się, że nie wiem co powie.
Uciszył mnie ruchem ręki.
- W porządku. Nie martw się. - pocałował mnie lekko - Poradzimy sobie.
Uśmiech ulgi wpełzł na moją twarz. Po chwili Zayn zawołał resztę. Przeszliśmy do kuchni. Usiadłam na blacie nadal trzymając małą na rękach. Objaśniłam im całą sytuację.
- Zostałem wujkiem! - wydarł się naprawdę szczęśliwy Lou.
Mała zaczęła płakać. Tommo wziął ją ode mnie i po chwili usłyszeliśmy ich śmiechy. Ja również uśmiechnęłam się. Nie takiej reakcji się spodziewałam. Dobrze było widzieć że zaakceptowali moją decyzję.
- Przykro mi. - powiedziała Jess i przytuliła mnie.
- Dzięki. - mruknęłam - Jess. Dobrze, że tu przyjechałaś. - powiedziałam cicho.
Sprawiło to, że na jej ustach pojawił się uśmiech.
- Ja też się cieszę. - odparła.
Lou zadeklarował, że to on dzisiaj zamie się Niną wraz z Jami, która chciała, żeby Tommo całą noc się przemęczył. Widocznie chciała zobaczyć jakim ojcem będzie. Było widać, że wspaniałym. Wszyscy poszli do salonu zabawiać małą, która miała już sześć miesięcy. A przez ten czas widziałam ją dopiero drugi raz. Stałam patrząc na nich z kubkiem gorącej herbaty w dłoni. Poczułem delikatne objęcia. Moje plecy zderzyły się z ciepłym torsem Malika. Położył głowę na moim ramieniu.
- W porządku? - szepnął.
- Tak. - odparłam i odwróciłam się do niego przodem - Wiesz jakoś odeszła mi ochota chodzenia do TEJ pracy. - podkreśliłam to słowo.
Uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów. Wiedziałam, że się ucieszy. Miałam zamiar napisać wymówienie. Teraz musiałam zająć się mała. Chciałam być dla niej dobrą siostrą, rodziną. Wiedziałam, że będę musiała teraz pozałatwiać wszystkie sprawy związane z rodziną zastępczą lub adopcją. Westchnęłam.
- Co? - spytał szatyn.
- A jak nie będę mogła jej adoptować? - spytałam patrząc kątem oka na roześmianą Ninę.
- Na pewno będziesz mogła. A jak nie to ja się o to postaram. - posłał mi cudny uśmiech.
- Zayn... - z jednej strony się cieszyłam, ale - Naprawdę tego chcesz? Jeśli adoptujemy ją razem będziemy można powiedzieć jej rodzicami. Zastanów się nad tym.
- Niczego więcej mi nie potrzeba oprócz ciebie. Teraz jest jeszcze mała. To nie jest problem. Będzie częścią naszej rodziny.
Pocałowałam go. Był słodki. To w nim uwielbiałam. Powiedział to co czuje. To jest najważniejsze.
- Kocham cię. - mruknął mocno mnie przytulając.
- Ja ciebie też kocham.










_________________________________
Dość krótki ale chciałam wam już dodać. Przepraszam, za długą nie obecność - nie miałam czasu.
Mam nadzieje, że się podoba ;) czekam na opinie ;)

4 komentarze:

  1. Jakie to urocze, ale brakuje mi więcej momętów z Jammi :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejciu!!!! Czyżby Zayn i Elizabeth w każdym rozdziale wyznawali sobie miłośc (kocham cię i tym podobne), przynajmniej raz? Jeżeli tak świetnie, a jeśli nie to też świetnie. Ponieważ ten blog jest ŚWIETNY!!!!!! (Te powtórzenia były specjalnie, jakbyś nie wiedziała.) Wprowadzenie do opowiadania dziecka jest ciekawym pomysłem, zakochani będą mogli poczóc się jak rodzice. Ale coś mi się wydaję, że ta sielanka nie potrwa długo. Czyżbym mioała rację?
    Dlaczego ta Rose nie chce się leczyc? Dobrze, że jest Harry :P
    Ale coś mi nie pasuje. Chodzi mi o podróż do Polski. Opisałałaś jakby trwało to pare godzin, a co z odprawą i kupnem biletu(tego nie da się zrobic w 20 minut)? Jednak mogę Ci to jeszcze wybaczyc, o ile następny rozdział będzie dłuższy. Bo jeśli nie, to... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magiczna to świat gwiazd oni mogą wszystko, więc Zayn w dwadzieścia minut załatwił odprawę i bilet ;)

      Usuń
  3. Ej no kiedy 20 mam nadzieje ,że nie długo a i zapraszam do Siebie http://xxjaionedirectionxx.blogspot.com/p/wasze-blogi.html

    OdpowiedzUsuń