piątek, 10 października 2014

Prolog

Z jeden strony chciałabym znowu być sześciolatką przytuloną do rodziców. Beztroskim dzieckiem, które z każdym problemem może do ich iść. Chciałabym znów móc marudzić, bo nie chcę rano wstawać, albo nie chcę dzisiaj płatków kukurydzianych, tylko czekoladowe. Z tej strony nadal chcę móc myśleć, że kiedy zgaszę światło przychodzą złe stwory, ale wystarczy tylko mama, lub tata, żeby je odgonić do ich świata.
Ta druga stron jest zupełnie inna. Chcę tworzyć siebie na nowo. Chcę w końcu poznać prawdziwą miłość. Chcę żeby to co robię docierało do każdego, żeby ludzie zrozumieli, że trzeba umieć cieszyć się wszystkim. Chcę im pokazać to tym co robię. Tylko to trudniejsza część mojego życia.
                                           
                                                                         * * *

- W końcu! - powiedziała zadowolona Jasmin i głośno wciągnęła powietrze.
Tak. Londyn. To właśnie tu mamy rozwinąć naszą karierę. Poznać wspaniałe osoby i podążać własny ścieżkami.
- Halooo? Liz?! - spojrzałam na krzyczącą przyjaciółkę - Ty jak zawsze odleciałaś.
- Przepraszam. - mruknęłam - Tak standardowo.
- Ta... Zdążyłam się przyzwyczaić.
Kiedy spojrzała w moje oczy obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Wsiadłyśmy do taksówki i pojechałyśmy do naszego nowego mieszkania. Było to mały domek. Mieszkałyśmy na razie we dwie. Mieszkanie posiadała dwie łazienki, trzy pokoje, kuchnie z jadalnią i salon. Tyle nam było potrzebne. Zostawiłyśmy rzeczy w naszych pokojach i wyszłyśmy z domu.
Ja i Jasmin śpiewamy. Lubimy to i tyle. Zawsze wszyscy nam mówili, że nie mamy talentu. Tak naprawdę te wszystkie lata, które spędziłyśmy na zdzieraniu gardła pomogły nam w uzyskaniu naszego głosu. Chodź śpiewałyśmy inaczej to jednak tak samo. Nie chciałyśmy koniecznie żyć muzyki. Chciałyśmy dawać ją tym którzy chcą nas słuchać. Obie grałyśmy na gitarach. Postanowiłyśmy zacząć od parku w Londynie. Zjawiłyśmy się tam. Obie zaczęłyśmy grać. Przyciągnęłyśmy uwagę przechodniów. Podchodzili i zaczynali słuchać. Tak po prostu. Byli ciekawi. Takie rzeczy chyba często nie miały tu miejsca.
Zaczynała Jasmin:
Moja mama powiedziała mi, że powinnam się leczyć
Zapytałam lekarza:Czy możesz dowiedzieć się co jest ze mną nie tak?
Nie wiem, dlaczego chcę być z każdym facetem którego poznaję
Nie umiem tego kontrolować, tak, to przejmuje nade mną władzę

Razem:
Szaleję,
Nie mogę tego znieść

Ja:
Więc powiedz mi co powinnam zrobić?

Razem:
On powiedział: Hej!
Jest dobrze!
Czy to sprawia, że czujesz, że żyjesz?
Nie patrz wstecz
Żyj swoim życiem
Nawet jeśli to tylko na dzisiejszy wieczór
On powiedział: Hej!
Jest dobrze!
Jeśli to sprawia, że czujesz, że żyjesz

Ja:
Poszłam na imprezę tuż po rozmowie z lekarzem
Poznałam chłopka, wylądowaliśmy na balkonie
Wyszeptałam mu do ucha słowa, których nie mogę powtórzyć
Powiedział "zgoda", chodź martwił się tym co pomyślą jego znajomi.

Razem:
On powiedział: Hej!
Jest dobrze!
Czy to sprawia, że czujesz, że żyjesz?
Nie patrz wstecz
Żyj swoim życiem
Nawet jeśli to tylko na dzisiejszy wieczór
On powiedział: Hej!
Jest dobrze!
Jeśli to sprawia, że czujesz, że żyjesz

Skończyłyśmy. I tak zrobiłyśmy skróconą wersję. Dostałyśmy głośne oklaski. W oddali zauważyłam dwie postacie w kapturach, które uśmiechały się. Było lato. Kaptur to kiepskie przebranie.
- Patrz. - mruknęłam cicho do Jasmin.
Zauważyła ich.
- Zedrzemy im banany z ust? - spytała szczerząc się do mnie.
- Może innym razem. - odparłam zbierając się - Musimy wpaść jeszcze do studia. Pamiętasz?
- Oczywiście, że zapomniałam. - roześmiałyśmy się obie.
Schowałyśmy gitary.
- Dacie nam swoje autografy? - spytały dwie może dziesięciolatki.
Miału urocze uśmiechy.
- Jasne. - odparłyśmy.
Zrobiłyśmy sobie z nimi kilka zdjęć i dałyśmy im autografy. Po chwili odeszły. To było dla nas coś nowego. Na ulicach naszego małego miasteczka w którym mieszkałyśmy do tej pory (w Polsce) nikt nie prosił nas o autograf.
- My też chcemy autografy. - powiedział znajomy głos.
Odwróciłyśmy się przodem do dwóch "tajemniczych postaci".
- Wybaczcie chłopaki nie mamy czasu. - powiedziała Jasmin.
- Nawet pięciu minut? - spytał chyba blondyn.
- Nawet bo już jesteśmy spóźnione. - odparłam - Pa.
Biegłyśmy ile sił. To miało być nasze pierwsze spotkanie w studio i spóźnienie. Kiepsko. Chciałyśmy zrobić dobre wrażenie. Po chwili zdyszane wpadłyśmy do odpowiedniej sali. Spojrzał na nas zdziwiony mężczyzna.
- Niezłe tempo dziewczyny. - uśmiechnął się.
Spojrzałyśmy po sobie. Odwrócił w naszą stronę laptopa. Były wiadomości. Byłyśmy w telewizji. Moja buzia nie chciała się zamknąć.
- Przepraszamy za spóźnienie. - wydukała w końcu Jasmin odwracając z trudem wzrok od ekranu.
Ja również przeniosłam wzrok na mężczyznę.
- Eric Montess. - przedstawił się.
- Miło nam. - odparłam.
- Jeśli chcecie możecie spróbować nagrać jakąś piosenkę. Musicie oswoić się ze sprzętem. A za godzinę musimy zwolnić salę, bo One Direction mają próby. To co zaczynamy?
- Tak. - odparła Jasmin.
Przeszłyśmy za zaszkloną ścianę. Dzisiaj chciałyśmy nagrać Jamesa Arthura - Impossible. Nie wiedziałam, że jest to takie trudne. Musiałyśmy robić z milion poprawek. I nie udało nam się do końca dobrze zaśpiewać.
- Macie jeszcze problem. Ale to nic. Ile razy w tygodniu chcecie ćwiczyć? - Eric zbierał swoje rzeczy i stanął przed nami.
- Trzy. - odparłyśmy zgodnie.
- Ok. Trzymajcie się. - krzyknął na odchodne.
My również zebrałyśmy swoje rzeczy i ruszyłyśmy do wyjścia. Jednak doszły nas jakieś odgłosy. Ktoś rozmawiał. Dość głośno.
- Znowu się spóźniliście! - ach.
Menażer 1D. Urocza pogadanka o odpowiedzialności. Powoli wycofałyśmy się, ale w drzwiach wpadłyśmy na kogoś. Wszystkie trzy upadłyśmy.
- Uważajcie trochę! - powiedziała zła... Perrie Edwards?
Stop. Miałam tu poznać pozytywnych i miłych ludzi, a nie naburmuszonych. Wstałyśmy. Ona nic do nas nie powiedziała. Zero. Nawet nie uśmiechnęła się. Tylko odeszła.
- No tak. Te gwiazdy. - Jasmin odgarnęła teatralnie włosy.
- Myślą tylko o jednym. O sobie. - dokończyłam.
Po trzydziestu minutach znalazłyśmy się w domu. Wzięłam szybki prysznic. Byłam okropnie zmęczona. Po chwili obie z Jasmin spałyśmy.
Obudził mnie telefon. Odebrałam w połowie przytomna.
- Elizabeth wstawajcie. Mam niespodziankę. - podekscytowany Eric mówił całkowicie obudzony.
- O 4 rano? - oburzyłam się trzeźwiejąc.
- Za pół godziny w studiu. - rozłączył się.
Obudziłam Jami i szybko coś zjadłyśmy. Wręcz biegłyśmy do studia, bo zżerała nas ciekawość. Tylko, że Eric nie trafił do końca z niespodzianką. 








____________________________________________
Wiem, że nie jest jakoś super długi, ale zabiorę się za 1. ;) tak właśnie o takim temacie będzie blog :D

6 komentarzy: