poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 3

Dzisiaj więcej opisów ;)
_______________________________
Ciągle ktoś pukał do drzwi. Ja tylko odpowiadałam:"Idź sobie". Nie wiedziałam kto przychodził. To było nie ważne nie chciałam widzieć tych osób. Byłam tak wycieńczona płaczem, że zasnęłam.
Obudziłam się Przykryta kocem. Wczoraj było bardzo długim dniem. Wzięłam gorący prysznic i ubrałam się w czyste ciuchy. Na dole w salonie spał James i Rose. Nie chciałam ich budzić więc cichutko przeszłam do kuchni. Gdzie przeszło chyba tornado. Chłopaki śmiali się przy robieniu naleśników. Rozbawiła mnie mina Horana kiedy zobaczył jak bardzo przypalili jedzenie.

Zaśmiałam się. Wszystkie oczy skierowały się na mnie.
- Hej. - powiedziałam cicho i spuściłam wzrok.
- Ugotuj mi coś. Błagam. - powiedział Niall przytulając mnie.
Uśmiech sam wkradł mi się na usta.
- Co chcesz? - spytałam patrząc w jego śliczne oczy.
- Naleśniki.
Zabrałam się do pracy kiedy chłopaki sprzątali mąkę i inne rzeczy z podłogi. Zrobiłam ich chyba z pięćdziesiąt. Blondyn wciągnął połowę. Sama zjadłam może jednego. Nie chciałam nic jeść. Nie byłam głodna. Spojrzałam na paczkę papierosów. Wypaliłam wszystkie. Na szczęście w drodze powrotnej zdążyłam kupić paczkę. Jednak nie miałam zapalniczki.
- Macie ogień? - spytała.
Mały podłużny przedmiot rzucił do mnie Malik.
- Dzięki. - mruknęłam i wyszłam na taras. Usiadłam na schodach i zapaliłam. Poczułam ulgę. To w pewnym sensie mi pomagało. Chodź wiedziałam, że to nie na długo - chciałam. Po chwili usłyszałam kroki. Koło mnie usiadł Mulat. Oddałam mu zapalniczkę. Po chwili usłyszałam charakterystyczny odgłos. Chłopak schował zapalniczkę do kieszeni. Widziałam jedno - musiałam zobaczyć się z mamą. Na pewno. Póki mam jeszcze nadzieję, że ona żyje.
- Miałaś wczoraj gorszy dzień? - spytał.
Nie patrzył na mnie. Lecz po chwili jego wzrok zatrzymał się na moich oczach. Nie wiem dlaczego w moim brzuchu działo się coś dziwnego. Nie! - skarciłam się i odwróciłam wzrok.
- Trochę. - mruknęłam patrząc na moje buty.
W tym momencie wydawały mi się bardzo ciekawe. Zaciągnęłam się jeszcze raz papierosem po czym zgasiłam go. Zadzwonił mój telefon. Nie znany numer. Odebrałam.
- Liz? - to był znany mi głos. To był Tomek - Koniec z nami. Nie dzwoń nie pisz. Nie kocha cię. - rozłączył się.
W tamtej chwili zawalił mi się świat. Powoli opuściłam telefon. On był moim jedynym oparciem. Szybko podniosłam się i wybiegłam z domu. Pobiegłam w prost do lasu gdzie zawsze znajdowałam schronienie. Usiadłam pod jednym z drzew skulona i płakałam. Czemu naglę tracę wszystkich, którzy są w okół mnie? Tomek był moim jedynym wsparciem. Byliśmy ze sobą może dwa miesiące. Jasmin coś podejrzewała, ale nie wiedziała o nas. Chłopak wiedział o mnie wszystko. I wiedział to, że jestem załamana. To było tak cholernie nie sprawiedliwe. Mój głos nie chciał wydobywać się z krtani, jednak chciałam zaśpiewać. To było nie możliwe. Kiedy zaczynałam głos łamał mi się tak bardzo, że sama nic nie słyszałam. Po prostu tak tam siedziałam myśląc: Czemu to właśnie na mnie wypadło? Czemu akurat ja muszę to znosić?

*Zayn*
Po telefonie dziewczyna wybiegła z płaczem. Nie wiedziałam co się stało. Chciałem spytać, jakoś pomóc, ale uciekła z domu. Obudziłem Jamesa i tę dziewczynę, która spała na sofie obok. Musieliśmy ją znaleźć, bo jeśli Jasmin mówiła prawdę, to Liz może sobie coś zrobić. Na tej brunetce zaczęło mi zależeć. Coś do niej czułem, ale co to było? Och, uspokój się Malik, do cholery! Jesteś zaręczony. I co z tego? Kiedy tylko o niej pomyślę nie widzę nic innego. Ugh... Widziałeś ją raz i jeszcze cię pojechała. No i co z tego? Czy to nie ty byłeś Bad Boy'em z Bradford? Koniec tego! Zacznij trzeźwo myśleć! Podzieliliśmy się na grupy. Wypadło tak, że byłem sam. Mieliśmy iść w różne miejsca gdzie mogłaby być. Mi wypadł las. Jeśli tam była - a tak czułem - byliśmy podobni. Mimo, że uwielbiałem swoje życie miło jest czasem posiedzieć samemu. Lubię śpiewać, być z fanami, z chłopakami... Ale czasem po prostu lubię posiedzieć w ciszy. Odpocząć od całego zamętu. I dla mnie też odpowiednim miejscem wydaję się las. Powoli przemierzałem kawałek po kawałku słuchając uważnie. Lecz nic nie wskazywało na to, że dziewczyna tu jest. Jednak czułem, że ją tu znajdę. I nie myliłem się. Po jakichś 15 minutach usłyszałem cichy szloch. Powoli szedłem w tamto miejsce. Nie chciałem jej przestraszyć. Siedziała skulona pod wielkim drzewem, płacząc. Wydawała się taka krucha i taka bezbronna. Lecz wcale taka nie była. Już zdążyła nam to pokazać. Kucnąłem obok nie do końca wiedząc jak się zachować.
- Liz? - odezwałem się cicho z nadzieją, że coś mi odpowie.
Jednak zastała mnie cisza. Ona nie odezwała się. Nie spojrzała na mnie. Usiadłem obok i przytuliłem ją delikatnie. Chciałem żeby przestała płakać, bo kiedy to widziałem było mi smutno i moje serce również się temu opierało. Ona mocno się we mnie wtuliła. Po prostu potrzebowała kogoś kto ją wesprze. Malik, to właśnie ty będziesz tym kimś. Szybko wystukałem na telefonie wiadomość do Jamesa, że ją znalazłem i żeby się nie martwił. Odpowiedź nie przyszła. Widocznie bardzo dobrze znał Liz. Pogłaskałem ją po włosach pozwalając mocniej się przytulić. Jednak ona się zawahała. Wiedziałem, że nie wie czy może. Czy się nad nią nie lituje. Jednak ja to robiłem tylko dlatego, że mi na niej zaczęło zależeć.
- Powiesz mi co się stało? - spytałem cicho przytulając ją mocniej.
Przez chwilę panowała cisza.Nie odpowiadała.
- Zostawił mnie właśnie teraz. - powiedziała przez łzy.
Spojrzałem w jej załzawione oczy. Nie mogłem patrzeć na to jak cierpi. Delikatnie wytarłem jej policzki. Ona tylko zamknęła oczy, a z pod jej powiek znów wypłynęła kolejna fala łez.
- Nie był ciebie wart. Nie myśl o nim. Masz tu wszystkich, którzy ci pomogą.
Mimo, że moje słowa płynęły w prost z mojego serca zauważyłem, że nie przekonałem jej. Ale słowa były teraz dla niej ważne tylko czyny. A my teraz nic nie robiliśmy.
- Chodź. Zabiorę cię do domu. - szepnąłem.
- Nie. - mruknęła tylko i wyrwała się z moich objęć.
Jakby się czegoś bała. Odwróciła się do mnie tyłem i skuliła się, a lewą stroną oparła się o konar drzewa. Czy to ja coś zrobiłem nie tak, czy po prostu miała swoje powody? Martwiłem się o nią. A może nawet bałem.
- Dlaczego? Nikt nie będzie na ciebie krzyczał. Oni wszyscy martwią się o ciebie. - znów zbliżyłem się do niej.
Kidy odwróciła głowę w moim kierunku widziałem w jej oczach ból. Nie odwróciła wzroku.
- Znów ich zranię. Tylko do tego ostatnio się nadaję. Nawet na was naskoczyłam. Zupełnie nie chciałam... Nie zamierzałam tego zrobić. Nie chcę wiedzieć nawet co o mnie musieliście pomyśleć. Chcę zostać sama Zayn.
Odwróciła się. Nie zostaniesz sama. Nie pozwolę na to. Wiedziałem, że tak naprawdę ona potrzebuje, żeby był ktoś przy niej. Westchnąłem cicho. Przytuliłem ją. Nie opierała się. Nie wiem jak długo, ale wiem, że siedzieliśmy tam wieczność. Dla mnie ten czas nie musiał się kończyć, bo ona była obok. Kiedy zasnęła wyglądała tak spokojnie. Nie chciałem jej obudzić więc delikatnie uniosłem ją i wziąłem na ręce. Powili ruszyłem do domu uważając żeby nie zahaczyć o drzewo. Kiedy myślałem, że Liz się przebudziła ona tylko objęła moją szyję i spała dalej. Odniosłem ją do jej łóżka. Jednak kiedy ją położyłem nie mogłem się powstrzymać. Ucałowałem delikatnie jej czoło i szepnąłem:
- Masz dla kogo żyć.
         
                                                                        * * *

- Zayn! - "obudziłem" się i spojrzałem na złą Pezz.
Od godziny siedzieliśmy i oglądaliśmy film, ale nie mogłem się skupić. Całe moje myśli zajmowała Liz.
- Tak? - odparłem udając, że nic się nie stało.
- Od 15 minut lecą napisy, a ty nadal wpatrujesz się w ten durny ekran. Co się stało? - próbowała złapać mój wzrok lecz uciekłem w drugą stronę.
- Nic. Wszystko jest ok. Musze iść Pezz, bo chłopaki mnie zabiją. Pa.
Ucałowałem jej policzek i podążyłem do domu Liz. Jasmin miała dzisiaj wieczorem wrócić do domu. Na razie o tym, że jakiś tam chłopak rzucił Liz wiedziałem tylko ja. Nie powiedziała nikomu innemu. I ja wiedziałem, że nie powinienem nikomu mówić. Było już późno. Wieczór. Dość zimny. Byłem przed domem. Kiedy miałem zadzwonić do drzwi one szeroko otworzyły się, a prosto w moje ramiona wpadła ONA. Jej włosy przysłoniły przestraszoną twarz i zaszklone oczy. Jej ręce mocno zacisnęły się na moich ramionach. Cała jej sylwetka opierała się na mnie. Spojrzała w moje oczy. Widziałem, że na jej usta mimowolnie wkradł się niewinny uśmiech. Jednak jej oczy nadal zostały przestraszone.
- Co się stało? - spytałem pomagając złapać jej równowagę.
Znów nie chciała odpowiedzieć. Spuściła głowę, a jej włosy ją zasłoniły. Na pewno nie uciekniesz. Odgarnąłem je lekko. Spojrzała na mnie, ale szybko przeniosła wzrok na kafelki, które symetrycznie układały się w chodnik.
- Kazał nie dzwonić, nie pisać... ale sam zadzwonił i powiedział, że chce to odkręcić. Tylko, że ja już nie chcę.
Odkąd dwa dni temu mi powiedziała (o zerwaniu) stała się dużo silniejsza. Znów rzuciła na mnie nieśmiałe spojrzenie, a jej policzki pokrył delikatny róż. Wyglądała tak ślicznie. Odwróciła głowę.
- I tak widziałem. - odparłem z uśmiechem.
Uderzyła mnie lekko w ramie. Była nieco speszona.
- Jasmin wróciła. - powiedziała cicho chodź i tak wiedziała, że nie przyszedłem tu do Jami.
Kiedy weszliśmy do środka dobiegł mnie głupkowaty śmiech Lou. I tak w kuchni grali w kalambury. Elizabeth minęła wszystkich zwinnie i usiadł wygodnie na bacie. Podrzucała jabłko. Robiła to przez dłuższą chwilę, ale jednak odłożyła je.
- Malik! - wrzasnął Niall. Odwróciłam się w jego stronę i posłałem promienny uśmiech - Ziemia do Zayna. Słyszysz mnie już?
- Tak, Horan słysz cię doskonale. - odparłem.
Nie lubiłem kiedy ktoś tak do mnie mówił, ale w jego wykonaniu było to tak zabawne, że jemu jednemu się zawsze upiecze. Uśmiechnąłem się szerzej.
- A ty nie u Perrie? - zauważył Liam.
- Nie. - odparłem i nie chciałem ciągnąć tego tematu. Zauważyli to. Cholera! - Jak się czujesz Jasmin? - zwróciłem się do niej.
Nie opodal siedziała charakterystyczna brunetka. Wydawała się być optymistką. Ale nie była, aż tak ładna mimo, że muszę przyznać rzadko widuję tak ładne dziewczyny. Ale serce podpowiadało mi inaczej. Rzuciłem przelotne spojrzenie na Liz, le po chwili mój wzrok znów zatrzymał się na Jami.
- Dobrze dziękuję. - powiedziała z szerokim uśmiechem.
Czyjś telefon zaczął dzwonić. Wszyscy rozejrzeliśmy się. Była to komórka Liz. Kiedy tylko spojrzała na wyświetlacz odrzuciła połączenie. Spojrzała po nas wszystkich i uciekła do siebie. Stanąłem pod drzwiami z zamiarem zapukania, ale powstrzymał mnie jej głos:

Ignorowałam tą gulę w moim gardle
Nie powinnam płakać, łzy były dla słabych
W dni jestem silniejsza, "co teraz" mówię więc
Lecz czegoś brakuje

Cokolwiek to jest czuję jakby śmiało się ze mnie przez szkło
dwustronnego lustra
Cokolwiek to jest po prostu śmieje się ze mnie
I chcę tylko krzyczeć

Co teraz? Nie mogę tego pojąć
Co teraz? Chyba po prostu to przeczekam.
Co teraz? Co teraz?

Umilkła, ale usłyszałem jej cichy szloch. Cicho zapukałem i wszedłem. Siedziała na łóżku i otarła poliki. Nie patrzyła na mnie tylko przez okno. Podszedłem do niej i przytuliłem ją do siebie.
- Czemu mi pomagasz? - wydukała starając się przybrać pewny ton głosu.
- Bo chcę. - odparłem tylko tyle.
Nie protestowała. Nie dopytywała się dalej. Po prostu mi uwierzyła. Nie zawiedziesz jej Malik. Dasz radę.

*Elizabeth*
Kiedy czułam jego ramiona wszelki strach odchodził. Zostawała sama ulga i spokój. Kiedy był obok czułam się lepiej. Nie było smutku, ani strachu. Była tylko radość. Tylko nie na długo. Musisz się z tym pogodzić Liz, ale on ma narzeczoną. Kocha ją i chce wziąć z nią ślub. Tu jesteś bezsilna. Nie chciałam teraz o ty myśleć. Mocniej się do niego przytuliłam. Poczułam jego ciepły oddech na mojej szyi. Po prostu mnie przytulał. Tylko dlaczego zawsze kiedy mnie dotykał moje serce lekko przyśpieszało, a żołądek koziołkował? Nie Liz. Nie możesz sobie na to pozwolić. To nic, że jego ramiona cię uspokajają, w jego towarzystwie czujesz się sobą i wystarczy jedno jego spojrzenie, żebyś oblała się rumieńcem. Nie możesz się zakochać.










__________________________________
Wiem, że krótko, ale z dedykacją dla Muffinki i Magicznej ;)
Piosneka: Rihanna - What now?

2 komentarze:

  1. Zayn jest brzydki !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!NIE NO CO JA MÓWIĘ JEST BOSKI ,JAK TWÓJ BLOG KOCHAM <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zadziwiasz mnie Nino, naprawdę zadzieiasz. To bez zwątpienia twój najlepszy rozdział!!!!!! Czytało się prawie jak książkę, a oto właśnie chodzi. Cudowne opisy!!!! Naprawdę zrobiłaś ogromne postępy ;) . Tylko na moje oko ( wiesz, że jestem w tych sprawach specyficzna), trochę za bardzo romantycznie............... nie no wiesz, że żartuję!!!!!!!!!! Świetnie

    OdpowiedzUsuń