- Co oni tu robią? - spytała Jami.
- Chcą z wami zaśpiewać jedną piosenkę do albumu. Wiecie jaki to zysk? - powiedział uradowany nasz menadżer.
Spojrzałyśmy po sobie.
- Nie zgadzamy się. - powiedziałam.
- Co?! - jego zdziwienie nie miało końca - Nie przepuszczajcie takiej szansy!
- Ale nam nie chodzi o kasę! - powiedziała podniesionym głosem moja przyjaciółka.
- Tu chodzi o samą muzykę Eric, powinieneś coś wiedzieć na ten temat! - dodałam.
Wyszłyśmy nieco złe ze studia. Zdecydowanie nie trafił z niespodzianką. Usiadłyśmy na murku pod drzewem.
- Co to za pomysł? - zwróciła się do mnie Jasmin.
- On nie wiedział, że my nie chcemy zysku z muzyki. Nie powinnyśmy aż tak na niego naskakiwać. - mruknęłam.
- Masz rację. Musimy go przeprosić.
Obie nie chętnie poszłyśmy w kierunku powrotnym. Eric siedział za laptopem. Nie widział jak przyszłyśmy.
- Eric? - powiedziałam to dość niepewnie.
Spojrzał na nas.
- Chcemy cię przeprosić. Nie powinnyśmy tak naskakiwać. - Jasmin spuściła wzrok.
- W porządku dziewczyny. - odparł z uśmiechem i przytulił nas jak starych przyjaciół - To powiedzcie czy jest dla was muzyka? - usiadł.
Zrobiłyśmy to samo.
- Jest stylem życia. Chcemy ją dawać ludziom, którzy tego potrzebują. - Jami rozweseliła się.
- Czymś jeszcze? - wpatrując się we mnie uniósł brew.
- Jasmin... - szepnęłam.
- Jasne. Tylko bądź za godzinę. Zrobię coś do jedzenia. - pożegnała się i poszła.
Nastała cisza. Eric nie chciał naciskać, ale wiedziała, że chce się dowiedzieć. Muszę mu zaufać. W końcu dużo czasu z nim spędzimy.
- Jak chodziłam do podstawówki byłam wyśmiewana. Rówieśnicy ganiali za mną krzycząc, że jestem brzydka i gruba. Potem poszłam do innego gimnazjum. Ponieważ byłam zamknięta w sobie inni zmyślali o mnie historie: że jestem kosmitką, albo z domu dziecka. Na początku pierwszej klasy tata zachorował i zmarł. Wtedy nie nadawałam się już do niczego. Cały czas tylko płakałam. To wszystko wydawało mi się nie w porządku. A kiedy ktoś mnie pocieszał myślałam tylko: "Jak mam się cieszyć? Straciłam tatę i nie mam już z kim rozmawiać." Mama widziała, że coś jest nie tak. W końcu zaczęłam wyrażać moje uczucia rysunkami. Nie był to trafiony pomysł. Zaczęłam słuchać muzyki i śpiewać. Nie wiedziałam, że jest ona tak pomocna. Jednak. Wszystkie problemy rozwiązały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Śmierć taty tak nie bolała, stałam się odważniejsza. Zaczęłam rozmawiać. Poznałam Rose i Jasmin. Od tamtej pory moje życie totalnie się zmieniło. Zaczynałam cieszyć się tym co mam, a nie płakać nad tym co straciłam. Muzyka jest dla mnie ważna. Chcę po prostu pokazać innym jak można sobie pomóc. Do tego nie są potrzebne uzależnienia. Tylko ktoś kto cię wesprze. Nie miałam kogoś takiego. Ale chcę pomagać innym.
Widziałam, że nie wie co powiedzieć.
- Przykro mi. - wydukał.
- W porządku. Chcę tylko dzielić się muzyką i pomagać innym.
- Ale koncerty? Co jeśli będziecie miały trasę? Musicie mieć z czego. Koncerty. Bilety za darmo?
- Nie. Chcę móc dzielić się z innymi. Koncert będą płatne, ale będą w przystępnych cenach. I cześć zysków chciałybyśmy oddawać na chore dzieci. Co ty na to?
- Wiesz, że w mediach zrobi się głośno, że chcecie się tak wypromować.
- Niech mówią co chcą. Mnie to nie interesuje. Te dzieci potrzebują pomocy.
- To prawd. - odparł i uśmiechnął się - Cieszę się, że z wami pracuję.
- Ja również. - odwzajemniłam jego gest - Muszę się zbierać, bo Jami mnie zabije.
- Leć. Ale może jednak zaśpiewacie z nimi co? - zrobił proszącą minę.
Zaśmiałam się.
- Zastanowię się. Na razie.
Szybko wyszłam z budynku. Przed nim stał duży bus. Zapewne One Direction. Raczej na pewno. Koło niego stała Perrie. Spojrzała na mnie mało przyjaźnie. Na ekranie wydawała mi się miła i promienna. Czemu taka nie jest? Bywa. Moje rozmyślenia byłam zmuszona przerwać. Wpadłam na kogoś. Niestety przewróciłam się i wpadłam w kałużę.
- Przepraszam. - powiedział Louis ale wiedziałam, że nie może powstrzymać śmiechu.
- W porządku. - odparłam.
Złapałam jego rękę i po chwili stałam na dwóch nogach.
- Wyglądasz komicznie. - roześmiał się.
- Dzięki chodź to słaby komplement. - również zaśmiała się.
- Czemu nie chcecie z nami śpiewać? - wypalił nagle.
Zdziwił mnie trochę bezpośredniością.
- Długa historia. Wybacz, ale nie mam czasu, żeby ci ją opowiedzieć.
- Kolejny raz zbywasz mnie tym samym tekstem.
- Wybacz. Taka już jestem.A tak naprawdę to Jami mnie zabije jak nie wrócę do domu na czas.
- Ja wbiję do was dzisiaj wieczorem i sobie pogadamy.
- Skąd wiesz gdzie mieszkamy? - zmarszczyłam czoło.
- Nie wiem. Oczekuję że dasz mi adres. - zaśmiałam się z jego poważnej miny.
Szybko dałam mu mój numer telefonu i biegłam do domu. Po chwili byłam na miejscu. Było już koło 9. Czyli, że jednak Jasmin mnie zabije. Miałam być o 8:00.
- Jasmin? - spytałam wchodząc.
Było zbyt cicho jak na nią. Zajrzałam do salonu. Przeraziłam się. Poczułam mocny uścisk w żołądku i w gardle.
- Jami! - natychmiast podbiegłam do niej.
Leżała na ziemi. Była bardzo blada. Sprawdziłam tętno. Żyje. Szybko zadzwoniłam po pogotowie. Żeby tylko nic się jej nie stało.
* * *
Siedziałam przed salą, w której leżała Jasmin. Nie mogłam już tego wytrzymać. Zaczęłam chodzić w prawo i w lewo. Po chwili wyszedł lekarz.
- Panie doktorze! - podbiegłam do niego - Co z nią? - spojrzałam przez szybę na nieprzytomną Jami.
- Kim jest pani dla pacjentki?
- Najbliższą osobą tutaj.
- Dobrze. - westchnął i uśmiechnął się ciepło - Pani przyjaciółka musiała zemdleć. Nie wiemy dlaczego. Uderzyła się głową o stół, ale to nic poważnego. Przetrzymamy ją kilka dni na obserwacji.
- Dziękuję.
Weszłam do niej. Spała. Postanowiłam przy niej posiedzieć. Po chwili otworzyła oczy i uśmiechnęła się.
- Nie strasz mnie. Nawet nie wiesz jak się bałam. - powiedziałam odwzajemniając jej gest.
- Zrobiło mi się słabo, a potem... Nie pamiętam. - odparła.
- Ale jesteś zdrowa? Nie zataiłaś przede mną niczego?
- Nie. - zaśmiała się - Nie udało by mi się to.
- Raczej. Powinnaś odpocząć. Prześpij się. Wpadnę później.
- Ok. Na razie.
Kiedy byłam poza salą spojrzałam jeszcze na nią. Już usnęła. Szybko wyszłam ze szpitala. Poszłam jak najszybciej do Erica. Miałam nadzieję, że znajdę go w studiu. Weszłam do sali, ale był tam menadżer One Direction.
- Przepraszam, wie pan może gdzie jest Eric? - spytałam szybko.
- Przykro mi nie wiem. Za pewne w domu. Ma zjawić się tu za pół godziny i powiedzieć co wymyśliły te jego gwiazdeczki. - zaśmiał się.
- Bardzo zabawne. Z takim nastawieniem ma pan to jak w banku, że nie zaśpiewamy z chłopcami.
Dopiero teraz na mnie spojrzał, ale ja odwróciłam się i wyszłam przed studio. Wzięłam głęboki wdech żeby się uspokoić. Usiadłam na murku. Podciągnęłam nogi do klatki piersiowej i objęłam je ramionami. Cicho zaśpiewałam kawałek piosenki, która (wydawało mi się) pasowała akurat do mojej sytuacji:
Och, czy zostaniesz ze mną?
Jesteś wszystkim czego potrzebuje,
To nie jest miłość, to oczywiste
Ale kochanie zostań ze mną...
- Ślicznie śpiewasz. - powiedział z uśmiechem blondyn podchodząc.
Prychnęłam. Widziałam, że nie wiedział czemu. Usiadł obok. Nie patrzyłam na niego. Zadzwonił mój telefon. Nie wiedziałam kogo to numer.
- Tak? - odebrałam.
- Liz, miło cię słyszeć. - powiedział męski głos.
W pierwszej chwili nie poznałam go, ale to był...
- James! - uradowana aż wstałam. Uśmiech sam wkradł mi się na twarz - Skąd masz mój numer?
Zmieniłam kiedy zmieniałam telefon.
- Tak jakoś przypadkiem. Jesteś wielką gwiazdą. Znajdziesz dla mnie chwilę?
- Jasne. Wiesz aż tak wielką gwiazdą nie jestem.
- Jest tam koło ciebie Jami?
- Nie. Wylądowała w szpitalu.
- Co się stało? - wystraszył się.
- Zemdlała. Kilka dni będą ją trzymać. A ty gdzie jesteś?
- W Londynie skarbie. - rozłączył się.
Po chwili podjechał czarnym motorem. Podbiegłam do niego i mocno go uściskałam.
- Tęskniłam za tobą.
- Ja też. - odparł - Co porabiasz w Londynie?
- Jestem tu żeby trochę śpiewać. Pośpiewasz ze mną? - uśmiechnęłam się do niego.
- Przecież wiesz, że nie potrafię.
- Przecież wiem, że kłamiesz. - dałam mu sójkę w bok.
- Ał. - odparł.
Zauważyłam Erica. Podbiegłam do niego, a wraz ze mną podszedł do niego Niall. Mężczyzna nieco zdziwiony spojrzał na mnie.
- Co tu robisz? - spytał.
- Przyszłam powiedzieć, że Jasmin wylądowała w szpitalu. Nie będzie mogła przychodzić przez kilka dni. Musi zostać na obserwacji.
- Ok. Rozumiem. - spochmurniał - A będziecie śpiewały z chłopakami? - wskazał na Nialla, który uśmiechnął się.
- Nie wiem czy wiesz - zwróciłam się do Erica - Ale podobno jesteśmy "gwiazdeczkami". Więc wątpię aby coś z tego wyszło. Do zobaczenia.
Zostawiłam ich obu w zakłopotaniu. Obaj nie wiedzieli o co chodzi. Eric nie długo się dowie. Razem z Jamesem pojechaliśmy do Jami lecz ona spała. Nie chcieliśmy jej budzić więc czekaliśmy na korytarzu. Poszliśmy po kawę. Usłyszałam rozmowę pielęgniarek.
- Dzieci są takie zawiedzione.
- Tak... Szkoda, że ten klaun nie przyjdzie.
- Miały by chociaż chwilę ucieczki od chorób.
I mi i Jamesowi zrobiło się szkoda dzieci. Postanowiliśmy pomóc.
- Przepraszam. - zwrócił się do kobiet - A czy my moglibyśmy posiedzieć z dziećmi?
Po chwilowym zastanowieniu zgodziły się. Poszliśmy na oddział dziecięcy. Od razu podbiegły do nas maluchy, które mogły. Inne siedziały na wózkach, albo przy stolikach i były nieco smutne.
- Mam dla was niespodziankę. - powiedziałam, a wszystkie twarze się uśmiechnęły - Kto lubi śpiewać?
- Ja! - chórem odpowiedziały wszystkie.
- To proszę siadać. Zrobimy sobie wspólny koncert. - powiedział James.
Dzieci go lubiły. To było widać. Na początku chcieliśmy je trochę z nami poznać. Każdy (łącznie z nami) miał zaśpiewać swoje imię. Spodobało im się to i nawet te dzieci, które wcześniej wydawały się smutne przyłączyły się. Potem śpiewaliśmy razem piosenki. Jedna nawet wyszła nam ładnie - Twinkle Twinkle Little Star. Dzieciom strasznie się podobało i gdy godzinę później powiedzieliśmy, że musimy iść - nie chciały nas puścić.
- Przyjdziecie jeszcze? - spytała mała dziewczynka podchodząc do nas.
- Oczywiście że tak. - odparł James - Zawsze wracamy do wspaniałych osób. - blondyneczka uśmiechnęła się.
Jasmin akurat się obudziła. Opowiedziałam jej to co wydarzyło się w studiu i jak bawiliśmy się z dziećmi. Spędziliśmy razem dobre trzy godziny i dopiero poszliśmy do mnie. Postanowiłam przenocować Jamesa. Zjedliśmy coś.
- Pójdziesz pośpiewać ze mną? - zrobiłam słodką minkę.
Zaśmiał się.
- Twoim oczom nigdy nie mogłem się oprzeć. - mrugnął do mnie.
Wzięliśmy gitary i poszliśmy do parku. Było sporo ludzi którzy chcieli nas posłuchać.
_________________________________________
Mam nadzieje, że wam się podoba. Akcja rozkręci się za jakiś czas. Ale na razie Przyjechał James. Już się coś dzieje. Jak myślicie - Kim on jest dla dziewczyn? ;)
Piosenka to: Sam Smith - Stay with me
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz