Czuję się jakbyśmy byli nad morzem.
Tam i z powrotem, tak to wygląda
I kiedy chcę pogadać ty mówisz mi
Że co ma być to będzie
Tak oszalali w tym co nazywamy miłością
Tą miłość którą mamy, której nie możemy sobie odpuścić
Dotarłam do ciebie byś powiedział mi
tutaj teraz w tej wodzie, a ja...
Razem:
Jestem za burtą i potrzebuję twojej miłości, wyciągnij mnie z tego
Nie potrafię samodzielnie pływać, bo to za dużo
Czuję się jak bym tonęła/ął bez twojej miłości
Więc chodź mi na pomoc
Mój życiowy obrońco
Oh życiowy obrońco
Mój życiowy obrońco
Oh życiowy obrońco
James:
Nigdy cię nie rozumiałem kiedy mówiłaś
Że chcesz spotkać mnie w połowie drogi
I czułem się jakbym wypełniał swoją cześć
Dowiaduję się o twoim przybyciu wkrótce
Śmieszne jak rzeczy się zmieniają
Bo teraz widzę...
Skończyliśmy na tym. Nieźle wyszło. Zostaliśmy nagrodzeni brawami. Lubiłam to. Zauważyłam telewizję.
- Będziesz sławny. - mruknęłam do Jamesa, na co tylko się uśmiechnął.
Ludzie zaczęli rozmawiać z nami. Po chwili przybiegli reporterzy.
- Jesteście parą? Jak długo jesteście razem? Ile czasu spędzacie na śpiewaniu?
Roześmialiśmy się. To była pierwsza taka sytuacja, że ktoś nas o coś wypytuje. Szczególnie że byli to reporterzy.
- Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. - odparłam.
- Nie spędziliśmy ani chwili na śpiewaniu razem oprócz ostatnich pięciu minut. - dodał James.
Reporterzy chcieli wiedzieć coś więcej ale wykręciliśmy się i poszliśmy do domu. Zadzwonił Eric.
- Hej. - odebrałam.
- Co to za chłopak który z tobą śpiewał? - nie był zachwycony.
- Mój przyjaciel.
- Przyjdźcie do studia. - rozłączył się.
Westchnęłam. Przekazałam to Jamesowi.
- No to chodźmy do studia. - odparł.
Pojechaliśmy jego motorem dzięki czemu po chwili byliśmy na miejscu. W sali siedział Eric z menadżerem One Direction i z chłopakami. Ups... Nie patrzyłam ani na chłopaków ani na Paula.
- Wiesz co zrobiłaś? - spytał zły Eryk.
- Więcej niż co po niektórzy. - odparłam.
- To opowiedz o swoich wyczynach księżniczko. - powiedział kąśliwie Paul.
Zapewne zrobiłam się nieco czerwona. Kiedy byłam mocno zdenerwowana drżał mi głos, ale nie tym razem. Tym razem był silny i nie znosił sprzeciwu.
- Kiedy rano wróciłam od Erica mało co nie dostałam zawału serca. Mogłam ponownie stracić kogoś kto dla mnie wiele znaczy. Przyszłam zawiadomić Erica, że Jami musi zostać w szpitalu. Potem razem z Jamesem poszliśmy do chorych dzieci. Były takie radosne kiedy z nami śpiewały. Nigdy nie widziałam tak szczęśliwych dzieci. Później ja i James daliśmy świetny występ i wielu ludziom się podobało. Ale to przecież nic! My nic nie zrobiliśmy a całe One Direction przez cały dzień siedziało w swoim busie i gadało o niczym! Ale i tak to ja i James zawiniliśmy! Chodź. - mruknęłam do chłopaka.
Wyszliśmy stamtąd.
- Nie denerwuj się. - powiedział spokojnym głosem.
Chodziłam w tę i z powrotem.
- Jak mam się nie denerwować?! Oni myślą, że jestem rozpuszczonym dzieckiem! Nie będę się nad sobą użalać. Inni mają gorzej. Chociażby te dzieci, które dzisiaj z nami siedziały. Ale gdyby oni przeszli chodź przez 1/4 tego co ja może by zrozumieli, ile znaczy dla mnie muzyka i że robię wszystko bezinteresownie.
Nieco mi ulżyło.
- Lepiej? - spytał i mocno mnie przytulił.
- Tak. - mruknęłam.
Uspokoiłam się. Teraz było ok.
- Znasz zdanie Paula, nie nasze. - powiedział Liam.
Odwróciłam się. Stali całym zespołem. Wcale nie było mi głupio. Może mieli swoje przeżycia, ale tego co ja wycierpiałam nie wycierpiał nikt inny i rany, wspomnienia to wszystko zostanie ze mną na zawsze. Znam zdanie ich menażera nie ich? Doprawdy? Zdaje mi się, że to jest ich zdanie.
- Chodźmy James. Mam już dość tego całego zamieszania. - powiedziałam cicho.
- Powiedz chociaż czemu nie chcecie z nami śpiewać? - powiedział Liam - Czy może Jamin chce a ty nie chcesz?
Zdenerwował mnie. Przecież gdyby Jami chciała sama by z nimi nagrała tą cholerną piosenkę! Podeszłam do niego i popatrzyłam w jego oczy.
- Gdyby Jasmin chciała już dawno przyszłaby i zaśpiewała z wami ten cholerny kawałek! Najwidoczniej jesteśmy podobnego zdania. Dla was muzyka jest zyskiem, dla nas życiem. Tu się różnimy. Szkoda, że zawsze chciałyśmy się na was wzorować. - to ostatnie powiedziałam z zawodem.
Wróciłam razem z Jamesem do mojego domu. Chłopak starał się mnie rozweselić i udawało mu się to.
*One Direction*
Chłopcy byli zmieszani tym co usłyszeli.
- O co jej chodziło? - powiedział jak by obudzony ze snu Lou.
- Zawiodła się. Pozory mylą. - odparł Zayn.
- Nie rozumiem. - Niall nie wiedział o co chodził Elizabeth.
- Dziewczyna myśli, że zmieni świat. - powiedział smutno Liam - Niestety zwiedzi się.
Wrócili do studia. Eric i Paul rozmawiali o czymś, jednak gdy weszli przestali.
- I co? - spytał Eric.
- Czuję się jak po ostrej bójce. - powiedział Harry.
Eric westchnął. "Ta dziewczyna ma temperament. Miejmy nadzieję, że nie jest humorzasta" - pomyślał.
- Co chcesz zrobić? - spytał Paul menażera dziewczyn - Chłopaki zostali bez duetu.
- Skąd mam wiedzieć co zrobić Paul? Liz nie zgodziła się. Uszanuję to. Pójdę przekonywać Jami. Może się zgodzi. Chłopcy pójdą ze mną.
*Elizabeth*
Postanowiłam pójść do Jasmin. James był zmęczony więc tylko mu to powiedziałam i pozwoliłam mu zasnąć. Szłam wolno rozkoszując się widokami. Omiatałam wzrokiem wszystko co tylko mogłam. W końcu byłam na miejscu. Najpierw skierowałam się do lekarza spytać o jej stan. Odparł, że ma się bardzo dobrze. Powinni jutro wieczorem lub po jutrze ją wypisać. Odetchnęłam z ulgą na te wieści. Kiedy byłam już przed salą dziewczyny zamarłam. W środku było ona - roześmiana jak zawsze - i One Direction wraz z Ericem. Kidy dziewczyna mnie zauważyła z uśmiechem przywołała mnie ruchem ręki. Niechętnie ruszyłam ku nim. Weszłam powoli i stanęłam po lewej stronie, bo tam nie było żadnego z nich.
- Co jest Liz? Jesteś małomówna. - powiedziała patrząc na mnie z troską.
- Nie martw się o mnie, wszystko jest w porządku. Teraz ty jesteś najważniejsza. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Jasne. Wiem kiedy kłamiesz. Zwierzaj się.
Widziałam triumfalny uśmiech na twarzy Louisa i tylko lekko uniosłam brew.
/Kursywa oznacza rozmowę po polsku/
- Mała spina z twoimi przyjaciółmi. - mruknęłam.
- Co się stało?
- Nie zdążyli ci się na mnie poskarżyć? Miło.
- Liz...
- Jasmin, mam już tego dość. Oni wszyscy myślą, że nic nie robię, że chcę się wypromować i dużo zarabiać. Dobrze wiesz, że nie chcę tego. Mam dość mojego życia.
- Nie mów tak.
- Ale tak jest. Co mam zrobić? Nic nie poradzę na to, że mama... - przerwałam.
Nie powinnam była zaczynać.
- Liz czego mi nie powiedziałaś? - zatroskała się.
- Jest chora na raka. Kazała mi wyjechać. Nie mogą jej już pomóc. Ma prze sobą może jeszcze miesiąc życia. Chciała, żebym już zaczęła wszystko sama.
Zacisnęłam powieki. Nie miałam już siły.
- Przepraszam cię Jasmin. Teraz muzyk mi nie wystarczy.
Wybiegłam jak najszybciej umiałam. Ona nie powinna patrzeć jak płaczę.
*Jasmin*
Tak bardzo zaskoczyło mnie to co powiedziała. Czemu wcześniej nic nie mówiła? Pomogłabym jej. Powiedziała coś. Wspierałabym ją. Przepadło. Nikt nie wiedział co się przed chwilą stało. Nic nie rozumieli.
- Eric daj telefon. - powiedział, jednak on zawahał się - Szybko! - po chwili miałam urządzenie w ręce. Wykręciłam numer - James musisz mi pomóc. Liz gdzieś uciekła nie wiem gdzie jest. Jej mama jest chora i umiera. Wiedziałeś coś?
Zaskoczony chłopak natychmiast się rozbudził.
- Nie Już jadę. Będę jej szukać.
- Ok. Dzięki. - oddałam telefon - Eric musisz szukać Liz. Boję się o nią.
- Czemu? - on nie rozumiał.
- Jej mama jest chora. Boję się, że Liz coś sobie zrobi.
Kiwną tylko głową i zabrał chłopaków. Ja mogłam tylko bezczynnie czekać.
*Elizabeth*
W końcu znalazłam miejsce dla siebie. Po drodze kupiłam paczkę papierosów i zapalniczkę. Kiedyś paliłam. Odpaliłam pierwszego papierosa. Za pierwszym zaciągnięciem się zaczęłam kaszleć, ale po kolejnych było już lepiej. Co teraz robiłam? Zaprzeczałam wszystkiemu co powiedziałam Ericowi. Jednak życie nie chciało mnie oszczędzić a ja już nie miałam siły. Siedziałam w parku koło jakiegoś jeziorka. Było ciemno. Jednak nie bałam się. Było mi tylko zimno bo wyszłam w samej koszulce na krótki rękaw. Podkuliłam nogi. Co mam dalej zrobić ze swoim życiem? Jeśli stracę mamę... Już nic nie będzie miało sensu. Nawet muzyka. Poczułam ciepłe objęcia. Po chwili ujrzałam twarz Jamesa. Usiadł obok.
- Chcesz? - spytałam podstawiając mu paczkę z papierosami.
- Dziewczyno został ci jeden. Zdążyłaś przez pół godziny wypalić całą paczkę?
Wzruszyłam tylko ramionami.
- Liz co jest? - spytał i objął mnie ramieniem.
Teraz już wszystko we mnie pękło. Już nie miałam siły powstrzymywać łez które same cisnęły się z oczu. Pozwoliłam im swobodnie spływać po moich policzkach.
- Straciłam tatę. Stracę mamę. Nie mam nikogo dla kogo chciałabym żyć.
- Liz... Masz mnie, Jasmin, Rose. Ona ma tu przylecieć. Ma być za jakieś dwie godziny.
Nie odpowiedziałam tylko zaczęłam po polsku śpiewać:
Prawdziwa miłość połączyła ich
Walczyli do końca chodź brakło sił
Ona nie chciała by każdego dnia
Musiał patrzeć jak upada tak
pomyśl jaki to był dla nich ból
Wiedząc, że w końcu odejdzie znów
Wiedząc, że w końcu nadejdzie czas
Że wezwie ją do góry, że odejdzie w dal...
- Dasz radę Liz. - powiedział, a ja odpaliłam ostatniego papierosa.
- Jak zawsze. - odparłam - Chcę być sama.
- Nie zostawię cię.
- James daj mi spokój.
- Liz zobaczysz jutro będzie lepiej.
- Nie będzie!
Wstałam i odeszłam. Chodząc po mieście w końcu natrafiłam na Erica i 1D. Minęłam ich tylko.
- Liz co jest? - spytał zatrzymując mnie mój menadżer. Pociągnął nosem - Paliłaś?
- Wyjarałam całą paczkę. Zadowolony? - odparłam i wyrwałam się.
Chciałam iść dalej ale drogę zagrodził mi Zayn.
- Co wy się zmówiliście? Dajcie mi święty spokój!
Chciałam go minąć, ale mocno złapał mój nadgarstek.
- Boli! - warknęłam.
Poluźnił nieco uścisk, ale nie puścił. Wewnątrz mnie toczyła się walka. Teraz były dwie Liz. Jedna - Liz - chciała być sobą. Pogodną dziewczyną, która sprawiała, że ludzie się uśmiechali. Ale druga - Elizabeth - chciała stać się oschła. Żeby nikt jej nie zranił. Żeby nikt się nie dowiedział jak bardzo cierpi. Te dwie silne osobowości walczyły ze sobą. Na razie wygrywała ta druga.
Prawda była taka, że sobie nie radziłam. Miałam dość tego co się dzieje. Na próżno próbowałam się wyrwać z uścisku Mulata. Nie pozwolił mi na to. Po chwili byliśmy w moim domu. Oczywiście weszli ze mną. Chcieli pilnować mnie do rana. Zaszyłam się w swoim pokoju. Usiadłam na miękkim łóżku i zaczęłam płakać.
_________________________________________
Wim, że krótki i nic się nie dzieje, ale wszystko powoli. ;) Piszcie jak może się to skończyć: Liz popadnie w nałogi czy nie?
1 piosenka: Justin Bieber - Overboard
2 piosenka: Ola - Jej ostatni rok
Jeju!!!!!!! Świetny, tak samo jak reszta!!!!! (Sorki, że nie skomentowałam, ale trocgę mi się nie chciało :P ) Mam nadzieję, że Elizabeth nie popadnie w nałogi, przecierz to takie niezdrowe...XD. A nawet jeśli to i tak kocham wszystko co piszesz, więc i tak będę czytac ;)
OdpowiedzUsuń