poniedziałek, 29 grudnia 2014

HELP!

Mam dwa pomysły i nie wiem, którego użyć do bloga pomóżcie!!!!!!!!!
1. Będę siostrą sami wiecie kogo ;)
2. Albo będę siostrą kogoś kto nienawidzi 1D
Co lepsze? Ja nie mam pojęcia
                                                                 Your Dream
PS: posłuchajcie ;)
         https://www.youtube.com/watch?v=sfEJTUMZ1b0
                                                           

Rozdział 18

Co się stało? Tak strasznie się bałam. Moje serce przyśpieszyło. Natychmiast wstałam i pobiegłam po kurtkę. Szybko naciągnęłam na nogi buty. Zayn mnie wołał, ale zignorowałam go. Biegłam wprost do szpitala. Coraz trudniej było mi złapać powietrze, a płuca bolały za każdym wdechem. Musiałam biec dalej. Chodź miałam ochotę upaść i nie wstać, biegłam. Po chwili zdyszana wpadłam do sali przyjaciółki. Spała. Była całkowicie blada. Jej policzki nieco się zapadły, a ręce przypominały patyki; włosy straciły swój połysk, a usta stały się matowe... Och Rose, co się stało? Po jej twarzy było widać, że płakała. Co ona powiedziała Harremu? Po chwili aparatury zaczęły piszczeć. Jej serce stanęło. Jej serce przestało bić. Jej życie się zatrzymało...
- Pomocy! - krzyknęłam na korytarzu - Pomocy!
Po chwili przybiegł lekarz i pielęgniarki. Nie wpuścili mnie. Kazali czekać na zewnątrz. Tak cholernie się bałam. To nie ona powinna tam leżeć. Dlaczego? Za co życie ją kara? Po moim policzku zaczęły płynąć łzy. Lekarz ją reanimował. Jej serce nadal stało. Proszę Rose. Dla mnie... Dla rodziny... Dla Hazzy... My wszyscy cię kochamy. Lekarz stanął koło niej i spojrzał na zegarek.
- Godzina zgonu 22:45. - powiedział spokojnie.
Nie! Z moich oczu zaczęło wyciekać więcej łez. Musiałam się czegoś złapać, żeby nie upaść. W środku mnie była pustka. Ktoś wyrwał kawałek mnie... Zabrali mi ją. Nie... Ona musi żyć. Na pewno! Po chwili aparatura zaczęła wskazywać reakcję serca. Wstrzymałam oddech i spojrzałam na Rose. Oddychała! Zdziwienie na twarzy lekarza mówiło mi, że przyjaciółka żyje. Po chwili wyszedł zostawiając przy niej pielęgniarki.
- Doktorze - spojrzałam na jego plakietkę - Tomlinson, co z nią? - spytałam szybko.
Przyjrzał mi się. Był zmęczony widziałam to po jego twarzy.
- Nie wiemy. Dzisiaj już trzeci raz stwierdzamy u niej zgon. Ale jej serce zawsze znów zaczyna pracować.
- Jej serce ma dla kogo bić. - zastanowiłam się chwilę - Co jej dolega?
- Obawiamy się, że ma guza. Jest niewielka szansa na wyleczenie ale Rosmary zwleka. Im dłużej będzie się ociągać tym gorzej dla niej.
Nie wierzyłam w to. Rose miała raka? Miała umrzeć? Nie wierzyłam. To nie może być prawda.
- Zróbcie jej ponowne badania. - powiedziałam.
Muszą to potwierdzić. Myślą że ona ma raka ale ja wiem, że tak nie jest. Nie może tak być. Po chwili usłyszałam Zayna i Louisa. Szatyn z ulgą podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Martwiłem się. - szepnął w moje włosy.
- Nie potrzebnie. - odparłam.
Louis chrząknął. O co chodziło? Spojrzałam na niego. Nie patrzył na mnie. Co jest? Malik mocno trzymał moją rękę.
- Co z nią? - spytał Lou.
- Jest w ciężkim stanie. - odparłam zanim lekarz coś powiedział.
Skoro Rose powiedziała to tylko Harremu nie powinnam mówić tego nikomu innemu. Widocznie nie chciała, żebyśmy wiedzieli. Ale to, że schudła nie oznacza, że umiera. To na pewno nie jest prawdą. Czułam to. Musiała żyć. Dla nas wszystkich. Zayn lekko wytarł moje poliki nadal mokre od łez. Przez tą całą sytuację zrozumiałam coś. Człowiek ma krótkie życie. Ma mało czasu na zrealizowanie marzeń tym bardziej, że nie wie kiedy przyjdzie koniec. Wiedziałam jedno.
- Lou - zwróciłam się do niego - Chcę go poznać.
- Jutro? - spytał.
- Tak. Rano, po południu muszę iść do pracy.
- Jasne. - odparł z lekkim uśmiechem.
Mój wzrok znów zatrzymał się na Rose. Nie pozwolę ci odejść. Nigdy. Nie licz na to, że tak szybko się mnie pozbędziesz Rose. Dobrze wiesz, że jestem zawzięta.

*Harry*
Odkąd wróciłem do domu nie wyszedłem z pokoju. Nie potrafiłem spojrzeć im w oczy i kłamać. To bolało. Ona powiedziała, że umrze, że nie wie ile ma czasu. Że chce go spędzić z nami. Że lekarze mówią, że ma ratunku. Kolejne łzy zleciały po moich polikach. Cholerna niesprawiedliwość! Musi żyć! Tylko ona naprawdę mnie kocha. Tylko ona wie jak sprawić żebym był szczęśliwy. Tylko dla niej bije moje serce. Kiedy jej zabraknie, ono przestanie bić. Przełamie się na pół i uschnie z tęsknoty. Ja żyję tylko dla niej. Ona jest moim życiem. Kolejne łzy przesłoniły mi obraz. Nie potrafiłem siedzieć w jednym miejscu. nie potrafiłem już dalej chodzić - moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Ktoś zapukał do drzwi. Stanąłem i wstrzymałem oddech wpatrując się w nie. Nie mogłem z nikim o tym porozmawiać.
- Harry wiem, że tam jesteś. - powiedziała Liz - Byłam u niej... - moje serce na chwilę stanęło - Wiem co ci powiedziała. Muszę z tobą porozmawiać.
Co mam zrobić? Skoro Rose jej powiedziała... Muszę to z siebie wyrzucić. Powoli otworzyłem drzwi. Jej bystre oczy na mnie spojrzały. Płakałem od dobrych czterech godzin. Musiałem wyglądać paskudnie. Jej ciepłe ramiona przyciągnęły mnie do siebie. To było dużo z jej strony. Po chwili oboje usiedliśmy na łóżku.
- Wysłuchaj do końca. - poprosiła patrząc mi w oczy - Lekarz powiedział, że może się leczyć, ale odmówiła. - dlaczego mnie okłamała? Powiedziała, że nie ma dla niej lekarstwa - Dzisiaj trzy raz stwierdzili u niej zgon. - zamarłem. Moja Rose... nie żyje? Muszę tam pojechać! Nie wierzę! - Jej serce nadal bije. - dodała dziewczyna gdy byłem przy drzwiach.
Spojrzałem na nią zdziwiony. Jak to? Stwierdzili zgon... Jakim cudem... jej serce nadal bije? Co się dzieje. Ogarnęło mnie nieprzyjemne zimno. Bałem się. Że nigdy więcej nie będę mógł jej przytulić, pocałować, powiedzieć jak bardzo ją kocham.
- Musimy namówić ją na leczenie. Pomogę ci. Spróbujemy? - stanęła na przeciwko mnie pełna nadziei.
- Tak. - powiedziałem cicho - Zrobię wszystko, żeby była zdrowa. - odparłem,
- Nie martw się. Ja... jakoś czuję, że ona jest zdrowa. Szpital nigdy jej nie służył. Gdy złamała nogę i leżała kilka dni też wychudła. Nie chcę dawać ci fałszywej nadziei ale ja uważam, że coś nie tak jest ze sprzętem w szpitalu, a ona jest zdrowa.
Mocno ją przytuliłem. Była moją przyjaciółką. Muszę dziękować losowi, że mi ją dał. Posłałem jej coś podobnego do uśmiechu. Dziewczyna zostawiła mnie samego. Potrzebowałem to przemyśleć, ale byłem tak zmęczony, że prawie od razu zasnąłem na łóżku.

*Elizabeth*
Poszłam do sypialni. Miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Miałam ochotę zadzwonić do szefa i powiedzieć, że jutro mnie nie będzie. Czułam się paskudnie. Usiadłam na łóżku i przetarłam twarz dłońmi. Może ta robota faktycznie nie jest dla mnie? Może Zayn ma rację i powinnam ją rzucić? Nie wiem...
- W porządku? - spytał Malik i cmoknął mnie w ramie.
- Nie bardzo. - odparłam i mocno się do niego przytuliłam.
Cholernie go teraz potrzebowałam. Cieszyłam się, że jest blisko. Aktualnie był moim jedynym wsparciem. Musiałam pojechać w końcu do domu zobaczyć co u mamy. Trochę się martwiłam bo Tomek mi mówił, że Robert i ona często się kłócą. Oby to nie wróżyło niczego złego.
- Liz... czego nie powiedziałaś nam w szpitalu? - spojrzał w moje oczy.
Jego były bardzo zmartwione. Wiem, że mnie kochał i bał się o mnie. Wiem też że lubi Rose, ale nie mogę mu powiedzieć. Ona by nie chciała. Położyłam dłonie na jego policzkach.
- Nie mogę ci powiedzieć. - spuścił wzrok. Natychmiast znów złapałam jego spojrzenie - Chciałabym, ale Rose powiedziała tylko Harremu. Nie chciała, żebyśmy wiedzieli. Dowiedziałam się przypadkiem.
Kiwną głową na znak zrozumienia. Właśnie tego od niego potrzebowałam. Pocałowałam go lekko i mocno się w niego wtuliłam.
- Kocham cię. - szepnęłam.
- Ja ciebie też Liz. - mruknął mi do ucha.
Te słowa zawsze poprawiały mi humor. Jemu na mnie zależało. To się liczyło.
- Nie idź jutro do pracy. - powiedział i opiekuńczo okrył mnie kocem.
- Też myślę, że nie nadaję się jutro do pracy. - przytaknęłam.
Położyłam głowę na miękkiej poduszce. W jeden chwili zaczęła mi ciążyć. Tak samo powieki - nagle stały się bardzo ciężkie.
- Załatwię to. Śpij dobrze. - szatyn pocałował mnie w czoło.
Na moich ustach na chwilę zagościł uśmiech. Uwielbiałam jego drobne, czułe gesty. Po chwili zasnęłam.
Obudziłam się o 6:30. Zayn spał. Wyglądał słodko. Jego włosy były w totalnym nieładzie, a twarz chował w moje włosy. Mimowolnie uśmiechnęłam się, a moje serce zabiło mocniej. Nie mogłam zasnąć. To chyba przez to spotkanie. W końcu miałam się dzisiaj spotkać z ojcem, a myślałam, że on nie żyje. Tylko czemu mnie zostawił? To nurtowało mnie odkąd Lou powiedział mi, że on żyje. Po chwili usłyszałam ciche westchnięcie. Powieki Zayna uniosły się, a jego czekoladowe oczy patrzyły wprost w moje. Uwielbiałam takie momenty. W moim brzuchu zawsze czułam motylki. Tylko przez jego spojrzenie. To dziwne.
 - Dlaczego nie śpisz? - spytał mocniej mnie przytulając.
- Jakoś nie mogę zasnąć. Obudziłam się przed chwilą. - odparłam.
- Denerwujesz się tym spotkaniem? - patrzył mi w oczy, a jego ręka mocniej przyciągnęła mnie w tali.
- Trochę. No wiesz nie codziennie człowiek dowiaduje się, że jego bliski jednak żyje.
Zaśmiał się. Uśmiechnęłam się lekko. To faktycznie mogło zabrzmieć śmiesznie. Chłopak spojrzał na mnie nieco rozbawiony, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.

Zamknęłam oczy i wtuliłam się w jego ciepły tors. Przy nim wszystkie zmartwienia zawsze znikały. Przy nim mogłam czuć się bezpiecznie, bo wiedziałam, że on nigdy mnie nie skrzywdzi...

*Niall*
/Pół godziny po wyjściu Liz i chłopaków/
Siedziałem z Jess w salonie. Wszyscy martwiliśmy się. Nie wiedzieliśmy o co chodzi. Szatynka przytuliła się do mojego ramienia. Spojrzałem na nią. Była smutna. Nie umiałaby tak grać. Ufałem Liz ale miałem wrażenie że Jessica się przy mnie zmienia. Czułem jakieś ukłucie tam głęboko w środku gdy widziałem jej smutną twarz.
- Chodź. - mruknąłem cicho.
Podnieśliśmy się z kanapy i ruszyliśmy do pokoju gościnnego. Było już późno nie chciałem, żeby wracała sama do domu. Zapaliłem światło i usiadłem obok niej na miękkim łóżku. Jej głowa opadła na moje ramie. Mimowolnie lekko uśmiechnąłem się. Objąłem ją lekko ramieniem.
- Na pewno wszystko będzie dobrze. - powiedziałem chcąc ją pocieszyć chodź trochę.
- Pewnie masz racje. - spojrzała w moje oczy, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz - Ale ja zawsze martwię się na zapas. - szybko starła łzę z policzka - To głupie. - próbowała się uśmiechnąć.
- Wcale nie. - odparłem.
Spojrzała na mnie zdziwiona. Naprawdę tak myślałem. To, że się martwi wcale nie jest głupie. Po prostu polubiła Rose. To normalne, że się o nią martwi. Przynajmniej dla mnie. Ja zawsze się martwiłem o wszystkich. O Liz i Zayna, o Rose, o Harrego o Jami i Lou. Tak już czasem bywa.
- Śpij dobrze. - wstałem i skierowałem się do drzwi.
Poczułem delikatny uścisk w nadgarstku. Dziewczyna nieśmiało na mnie patrzyła. W jej oczach stały łzy. Widziałem, że była całkiem rozbita.
- Mógłbyś... zostać ze mną? - spytała cicho.
- Jasne. - odparłem uśmiechając się do niej lekko.
Położyłem obie ręce na jej  tali. Natychmiast się we mnie wtuliła. Delikatnie położyłem jedną rękę u dołu jej pleców, a drugą w zgięciu kolan i podniosłem ją. Mocno objęła moją szyję, chowając twarz w moim torsie. Czułem ogromne ciepło wewnątrz mnie gdy była obok. Położyłem ją na łóżku, przytuliłem ją lekko i okryłem nas kołdrą. Szatynka zamknęła oczy i gdy tylko poczuła moją obecność zasnęła. To dziwne, że tak na mnie reagowała. Musiała czuć się przy mnie bezpiecznie skoro zasnęła. To było dla mnie coś nowego. Ona była dla mnie osobą, jakiej do tej pory nie poznałem. Cieszyłem się, że zaproponowałem mamie Liz przyjazd Jess do Londynu. To była jedna z lepszych decyzji mojego życia. Spojrzałem na śpiącą szatynkę. Jej policzki były pokryte delikatnym różem, a obszar wokół oczu był lekko czerwony. Rozczulił mnie ten widok. Była bezbronna. Ucałowałem lekko jej czoło i wtuliłem moją twarz w jej włosy.

*Elizabeth*
Wstałam razem z Zaynem o 8:00. Ubrałam na siebie siwe jeansy i czarną bokserkę, a na to skórzaną kurtkę. Chłopak założył biały opinający jego tors podkoszulek na krótki rękaw, czarne spodnie i czarną kurkę, która swobodnie leżała na jego szerokich barkach. Zeszliśmy na dół zjeść śniadanie. W salonie na kanapie spała Jami i Lou. Wyglądali razem tak słodko. Cieszyłam się, że w końcu znalazła sobie odpowiedniego faceta. Uśmiechnęłam się jeszcze raz na nich spoglądając i poszłam do kuchni. Lou zostawił mi kartkę na stole.
On będzie na ciebie czekał o 9 przed szpitalem, w którym leży  Rose. Prosił, żebyś przyszła sama. 
                                                                                                                      Lou
Pokazałam szatynowi kartkę. Prześledził tekst wzrokiem.
- Zawiozę cię i poczekam w aucie. - odparł z uśmiechem.
Odwzajemniłam jego gest i mocno się do niego przytuliłam. Szybko przyszykowaliśmy kanapki i zjedliśmy  je w ekspresowym tempie, bo zostało nam pół godziny. Sprintem znaleźliśmy się w aucie. Chłopak wysadził mnie przed wejściem do szpitala. Obiecał, że poczeka na parkingu. Oparłam się o zimną ścianę i czekałam w ogromnym napięciu. Czułam mocny uścisk żołądka. Chyba bałam się tego spotkania. Chyba cholernie się bałam. Tak... Cholernie się bałam to dobre stwierdzenie. Tak właśnie było.
- Elizabeth... - usłyszałam miękki głos za sobą i odwróciłam się.
Co? Szczękę będę musiała zbierać z ziemi. Tego się zupełnie nie spodziewałam. Zupełnie...








___________________________________
Nie jest specjalnie długi, ale jest trochę opisów, mam nadzieje, że przypadnie wam do gustu ;)
Oczywiście musiałam przerwać w takim momencie ;)
Jestem pewna, że się domyślacie,
Mam nadzieje, że napiszę coś jeszcze w starym roku, ale jak nie to WYSTRZAŁOWEJ ZABAWY!
                                                                                  Your Dream

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 17

Zadzwonił mój budzik. Nie chciało mi się wstawać, ale miałam mieć dzisiaj rozmowę o pracę. Muszę? Wstałam i podeszłam do szafy. Wisiał tam już mój dzisiejszy strój - biała koszula i czarne spodnie. Ubrałam się szybko. I zeszłam na dół. Był tam tylko Malik w swoich czarnych szortach. Skoczyłam mu na plecy i mocno się przytuliłam. Jego twarz natychmiast rozpromieniła się. Posadził mnie na blacie i pocałował.
- Zdenerwowana? - spytał szykując kanapki.
- Trochę. Jeśli się nie uda to trudno. - westchnęłam i spojrzałam w ziemie.
- Ciebie na pewno będą chcieli. - powiedział opierając ręce po obu stronach mojego ciała.
Spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się.
- Pewny jesteś? - odparłam.
Byłam zdecydowanie w nim zakochana. I wiedziałam że to tej jedyny. Nie było innej opcji.
- Na 100%. - odparł i pocałował mnie.
Zjedliśmy razem śniadanie. Potem Zayn poszedł szybko się ubrać - koniecznie chciał mnie zawieść na rozmowę. Droga autem minęła szybko. Szatyn obiecał, że na mnie poczeka. Kopnął mnie na szczęście. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do budynku. Centrum sportowe. To tu miałam uczyć. Przeszłam długim niebieskim korytarzem do końca i weszłam do gabinetu z plakietkom "DYREKTOR".
- Dzień Dobry. - przywitałam się.
Dyrektorem był niski mężczyzna z małą łysiną. Na nosie miał ogromne okulary. Był naprawdę miły. Pytał o moje doświadczenie, co chciałabym osiągnąć za parę lat i inne rzeczy. Nie spodziewałam się tego co powiedział na końcu.
- Została pani przyjęta. Gratuluję. - uścisnął moją rękę. Byłam w szoku. Zdecydował tak szybko? Przyjął mnie? - Myślę, że na początek będzie pani uczestniczyła w treningach chłopców piłki nożnej. Będzie panią szkolił ich nauczyciel Paul.
W tej chwili do pokoju wszedł chyba on.

Serio? Musi mnie uczyć akurat on? Zayn na pewno będzie wściekły. Kiedyś coś mi mówił, że się pokłócił z przyjacielem i z tego co pamiętam to wyglądał on identycznie jak Paul. Niedobrze.
- Cześć. - przywitałam się - Liz.
- Paul. - odparł i uścisnął moją rękę.
- Kiedy pierwsze zajęcie? - spytałam.
- Jutro od 16 do 18. - odparł Paul - Nie spóźnij się.
Nie mam zamiaru zarozumiały idioto. Nie polubię go. Nie mam mowy.
- Dziękuję. Do widzenia.
Wyszłam stamtąd jak najszybciej. Zayn właśnie zgasił papierosa.
- I co? - spytał.
Denerwował się bardziej niż ja. Uśmiechnęłam się.
- Dobra czy zła wiadomość najpierw? - spytałam przytulając się do niego.
- Dobra.
- Przyjęli mnie.
- Wspaniale!
Pocałował mnie i mocno przytulił. Cieszyłam się z tego.
- A zła? - spytał patrząc mi w oczy.
- Em... Ma mnie uczyć Paul.
Zmarszczyłam brwi oczekując najgorszego. Jednak to nie nastało.
- Jaki Paul? - nie skojarzył.
Naprawdę muszę mu to powiedzieć? Będzie wściekły.
- No twój przyjaciel... były...
Widziałam jak jego twarz się zmieniła. Chyba jednak wybuchnie.
- Nie będziesz tu pracować. - warknął.
- Zayn, proszę daj spokój. To tylko praca.
- Nie Liz. Ten facet będzie robił wszystko żeby tylko mi dokopać! I posłuży się tobą. Na pewno się nie zawaha! - krzyczał mi w twarz.
- Nie rzucę tej pracy tylko dlatego, że pokłóciłeś się z jakimś gościem! - odparłam już wściekła tym samym tonem co on.
- Do cholery chcę cię ochronić, nie rozumiesz?! - złapał mocno mój nadgarstek.
Nie mogłam go w tej chwili poznać. Był zupełnie inny niż mój Zayn. Oślepiły nas blaski fleszy. Paparazzi jeszcze nie wiedzieli, że jesteśmy razem. A może byliśmy?
- Jakoś nie. - odparłam i wyrwałam się z jego uścisku.
Zaczęłam biec tak po prostu. Byle dalej od problemu, który mnie przytłacza,

*Zayn*
Co ty do cholery robisz Malik?! Usiadłem do auta i odjechałem z tamtego miejsca. Byłem zdenerwowany. Liz nie znała tego człowieka. Był w stanie zrobić wszystko żeby dopiąć swego i nigdy nie zapominał. Żałowałem, że się z nią pokłóciłem. Tak bardzo chciałem ją teraz przytulić. Pojechałem nad morze. Plaża wiała pustkami. Wysiadłem z auta i wziąłem głęboki wdech. Musiałem się uspokoić. Usłyszałem cichy szloch. Obróciłam się wokół własnej osi, ale niczego nie zauważyłem. Podążyłem za dźwiękiem. Doszedłem do skraju lasu. Przedarłem się przez krzaki. Po drzewem siedziała ONA. Była skulona. Musiała się mnie wystraszyć. Ja nie chciałem źle. Liz nawet nie dostrzegła, że przyszedłem. Kucnąłem obok niej. Dopiero wtedy podniosła wzrok. Przestraszyła się.
- Spokojnie. - szepnąłem i wziąłem ją w swoje ramiona.
Była teraz bezpieczna. Przy mnie. Wtuliła się we mnie chowając się przed całym światem.
- Przepraszam. - szepnąłem jej do ucha - Nie chciałem się tak zachować. Boję się o ciebie. Znam tego człowieka. Jest bezwzględny. Nie chcę, żeby coś ci zrobił. Kocham cię.
Spojrzała na mnie swoimi zielonymi, załzawionymi oczami. Poczułem ukłucie w sercu. To przeze mnie płakała.
- Ja ciebie też. - szepnęła cicho - Proszę nie kłóćmy się.
- Już nigdy więcej.
Pocałowałem ją. Wtuliła się we mnie i zamknęła oczy. Było już południe. Zaczął wiać mocny wiatr. Okryłem ją swoją kurtką. Oboje nie mieliśmy zamiaru się stamtąd ruszać. Przynajmniej na razie.
- Chodźmy do auta. - poprosiła - Tu jest strasznie zimno.
Zgadzałem się z nią całkowicie.
- Złap mnie za szyję. - powiedziałem.
- Mogę iśc sama. - zaprotestowała.
Trzymała mnie nieco na dystans. To nic. Muszę to naprawic. Nie będziemy się kłócic o Paula o tym po prostu trzeba porozmawiac. Inaczej się nie da. Mocno ją złapałem i uniosłem. Brunetka natychmiast się we mnie wtuliła. Ogarnął nas mocny chłód. Wiało od morza. Wiatr był "mokry". Zaniosłem ją na tylne siedzenie w aucie. Usiadłem obok. Mocno ją przytuliłem. Po chwili leżeliśmy wtuleni w siebie. Potrzebowałem jej. Nie wyobrażałem sobie mojego życia bez niej. Była moim powietrzem, narkotykiem. Jeśli zniknie zwariuję i zapewne wyląduję w psychiatryku. Do szczęścia tylko ona była mi potrzebna. Wpadłem na pewien pomysł.
- Chodź. - poprosiłem, wyciągając rękę, siedząc na fotelu obok niej.
- Na to zimno? - spytała i z niezadowoleniem zmarszczyła brwi.
- Tylko na chwilę. - poprosiłem.
Złapała moją dłoń, a mnie ogarnęło ciepło. Nadal mi ufała. Jedna kłótnia tego nie zmieniła. Wyciągnąłem ją z auta i podszedłem wraz z Liz do ściany lasu. Stanęliśmy przy największym z drzew. Wyciągnąłem scyzoryk i wyskrobałem;
Zayn and Elizabeth
Forever together
Dziewczyna z ogromnym uśmiechem złapała moją rękę i wyciągnęła z niej mały nożyk. Wokół napisów wydrapała serce. Odwzajemniłem jej uśmiech.
- Tak jest idealnie. - przytuliła się do mnie.
- Zawsze tak będzie. To nasze miejsce Liz. Zawsze. - szepnąłem.
Po chwili poczułem, że mimo moich ramion brunetka trzęsie się. Była taka krucha, a jednocześnie taka silna. Była inna niż te wszystkie dziewczyny, które znam.
- Pojedźmy do domu. - zaproponowałem na co przystała.

*Harry*
Siedziałem u Rose. Nie miałem zamiaru się stąd ruszać. Była zbyt bezbronna. Chciałem być przy niej. Nadal miała nienaturalnie bladą cerę. Martwiłem się. Mimo ciągłych zapewnień szatynki, byłem przy niej 24 na dobę. Słodko spała. Niewyobrażałem sobie, jak by to było jeśli nie pojawiłaby się w moim życiu. Schudła przez czas spędzony w szpitalu. Jej policzki się nieco zapadły, a ręce miała jak patyki. To nie wróżyło dobrze. Lekarz nic mi nie mówił ale wiedziałem że nie jest najlepiej. Rose też nic nie chciała mi nic powiedzieć. A jeśli  to coś poważnego? Muszę się dowiedzieć. Powieki szatynki lekko uniósły się. Rozpromieniła się ba mój widok.
- Hej kochanie. - usiadłem obok niej i przytuliłem ją.
- Harry. - mruknęła cicho i wtuliła się we mnie.
Poczułem ciepło. Jej wargi rozchyliły się. Oddychała ustami.
- Rose powiedz mi co się dzieje. Nie jestem dzieckiem. Widzę, że coś jest nie tak.
Spochmurniała. Nie patrzyła na mnie. W jej oczach widziałem że mie chce mi mówić. Tylko dlaczrgo? Powinienem wiedzieć jeśli to coś ważnego. Spojrzała w moje oczy.
- Niky oprócz ciebie ma się nie dowiedzieć. - ostrzegła - Harry ja...

*Jessica*
Zapukałam cicho do drzwi. Usłyszałam ciche proszę. Weszłam do pokoju. Zamyślony blondyn siedział z gitarą na kolanach.
- Przeszkadzam? - spytałam cicho.
Natychmiast na mnie spojrzał a nasze oczy spotkały się.
- Nie. - odparł z uśmiechem.
Spojrzałam na jego gitarę. Zawsze chciałam nauczyć się grać. To było moje marzenie, niestety nie do spełnienia. Nigdy rodzice nie chcieli we mnie inwestować zbyt dużo pieniędzy.
- Chcesz spróbować? - spytał i wyciągnął zachęcająco rękę.
- Nie umiem. - zaprotestowałam.
- Nauczę cię.
Nie mogłam oprzeć się jego oczom. Powoli do niego podeszłam. Usiadłam obok. Chłopak miał jednak inny plan. Usiadł za mną i położył gitarę na moich kolanach. Jego ramiona pokryły się z moimi rękami. Palce lewej ręki ułożył w dziwny sposób na strunach. Prawą delikatnie przyciągnął po strunach ku dółowi. Po pierwszym dźwięku poznałam piosenkę.
- Na koncerci w Berlinie płakałeś. - przypomniało mi się.
- Byłaś? - uśmiechnął się.
- Nie. Widziałam w internecie.
Blondyn ponownie przemiścił moje palcr a prawą ręką przeciągnął do dołu. Te dźwięki były... magiczne?Może to głupie, ale lubię, uwielbiam dźwięk gitary. Szczególnie przy nim. Blondyn spojrzał w moje oczy z ogromnym uśmiechem. Jego twarz była tak blisko. Na wyciągnięcie ręki, a może bliżej.
-Chodźcie na dół!. - zawołał Zayn.
Westchnęłam. Nie chciałam. Oni mnie nie lubią, a wszystko przez Liz, Ja... zmieniłam się przy blondynie.Byłam nieco inna, ale dla Liz zawszę będę taka sama. To nie zmieni się nigdy. Zeszliśmy na dół. Na kanpie siedziała Liz i Zayn. Szatyn leżał, a dziewczyna mocno się do niego przytulała. Muszę przyznać, że wyglądali słodko. Zawsze ona i jakiś chłopak wyglądali słodko. Na drugiej sofie siedziała Jasmine na kolanach Lou. Niall usiadł obok nich i zachęcił mnie do tego samego ruchem ręki. Niepewnie usiadłam obok niego.W telewizji leciał jakiś nudny serial.
- Chcesz piwo? - spytała Liz.
Spojrzałam na nią. Może chciała być miła?
- Chętnie. - odparłam.
Wzięłam od niej butelkę. Otworzyłam i napiłam się. Miło nam się rozmawiało nie spodziewałam się tego. Nasz śmiech przerwał dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Po chwili spotkaliśmy wzrok Harrego. Miał czerwone i spuchnięte oczy. Szybko uciekł i zamknął się w swoim pokoju. O nie... Na prwno coś nie tak z Rose...













___________________________________________
Wiem trochę nudno. Jeszcze raz przepraszam i zapraszam do ankiety, która za chwilę się pojawi ;)

Przepraszam!

Ogromne przeprosiny za opóźniony rozdział. Chciałam wstawić go wam na gwiazdkę, ale nie działa mi wi-fi w telefonie. Myślę, że będziecie wyrozumiali. Postaram się z tym coś zrobić. Więc wracając do gwiazdki;
Życzę wam wszystkiego najlepszego; spędzenia świąt w rodzinnej atmosferze; spełnienia wszystkich marzeń i spotkania swoich idoli ;)
Do następnego ;)
     Nina

wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 16

Wow. Księżyc jasno święcił na niebie oświetlając małą rzeczkę. Rosło nad nią ogromne zielone drzewo. Pod nim był ułożony koc. Dawno nie widziałam tak pięknego widoku. W moją dłoń wślizgnęła się ręka Zayna.
- Podoba ci się? - spytał z uśmiechem.
- Jest idealnie. - odparłam cicho.
Usiedliśmy na kocu. Oparłam się o tors Mulata. Uśmiech nie schodził mi z ust. Pocałował mnie w głowę. Czułam się tak jak wtedy gdy poznawaliśmy się - motylki w brzuchu. To był zdecydowanie dobry pomysł.
- O czym myślisz? - spytałam go.
Bez zastanowienia odparł;
- O tobie.
Odwróciłam się do niego przodem. Na jego ustach był ogromy uśmiech. Księżyc świecił wprost na nas. Nigdy nie myślałam, że spotka mnie coś takiego. Wielka miłośc? Wchodzę w to. Chłopak pocałował mnie...

*Jessica*
Byłam tak strasznie śpiąca. Było koło mocno po północy. Z blondynem ciągle się wygłupialiśmy i śmialiśmy. To był najlepszy wieczór na świecie. Nigdy się tak nie czułam. Przy nim mogłam by sobą. Spojrzałam na niego. Blond włosy okalające jasną twarz. I śliczne niebieskie oczy tak głębokie jak ocean. Niekończące się wody. W tym momencie jego sine ramiona mnie przytulały. Ziewnęłam. Było mi zbyt ciepło i zbyt bezpiecznie.
- Śpij. - powiedział kojącym głosem Niall.
- Nie chcę. - odparłam ponownie ziewając i szerzej otwierając oczy.
Chłopka uśmiechnął się. Lecz po chwili spoważniał. Widziałam, że coś go gryzie. Proszę, żeby nie chodziło o mnie.
- Niall? - spytałam cicho - Coś się stało?
- Nie. - odparł i uśmiechnął się.
Nie wierzyłam.Coś było nie tak. Czemu mi nie ufał? No tak... To przez Liz. To na pewno ona mu coś o mnie powiedziała. Zawsze musi spieprzyc mi życie! Nienawidziłam jej za to. Ją wszyscy zawsze kochali. Ja byłam na końcu. A mi mówiła że jesteśmy przyjaciółkami! Kłamstwa! Po moim policzku zleciała łza.
- Hej... Co jest? - spytał blondyn wycierając mój policzek.
- Liz to straszna świnia. - powiedziałam i przytuliłam się do niego.
- Czemu tak uważasz?
Nadal trzymał mnie w ramionach. Było mi tak dobrze i bezpiecznie. Nigdy się tak jeszcze nie czułam.
- Nagadała ci coś na mnie. Wiem o tym, nie zaprzeczaj.
Byłam pewna, że to sprawka Liz. Nie mogło byc inaczej.
- Słuchaj, wiem, że ty i ona jesteście skłócone. Nie mam pojęcia o co do końca i nie chcę wiedziec. - spojrzał w moje oczy - Liz jest moją przyjaciółką. Doceniam ją za to, że zdobyła się na odwagę powiedziec mi cokolwiek o tobie.
Nie mogłam tego słucha. Zawsze tylko Liz. Chciałam odsuną się od Nialla. Nie pozwolił mi. Nasze oczy znów się spotkały.
- Nie było jej łatwo o tobie mówi i wiem, że do końca nie wiedziała czy robi dobrze. Cieszę się, że powiedziała mi to co chciała. Ale pamiętaj o tym, że biorę pod uwagę zdanie innych, ale nie sugeruję się nimi. Zawsze wychodzę z założenia, że sam powinienem wyrobi sobie o kimś zdanie. Tak jest też z tobą.
Tego się nie spodziewałam. Naprawdę? Chciał się czegoś o mnie dowiedzie? To było coś nowego. Posłał mi lekki uśmiech. Natychmiast odwzajemniłam ten gest. Oparłam głowę na jego ramieniu. Objął mnie ręką przytulając do siebie.
- Śpij dobrze. - szepnął mi do ucha, ale nie zdążyłam odpowiedziec, bo zasnęłam.

*Elizabeth*
Obudziłam się wtulona w Zayna.

Podniosłam się nieco. Chłopak się do mnie uśmiechnął. Po chwili delikatnie pocałował mnie. Ponownie przytuliłam się do niego.
- Nie powinniśmy zostawac tu za długo. - stwierdził.
- Dlaczego? - odparłam i spojrzałam w jego oczy.
- Paparazzi mogą nas znaleźć. Dawno nie było o mnie głośno, a nie chcę żeby zepsuli twoją reputację.
Niedośc, że nie martwił się o siebie to myślał o mnie. To naprawdę było słodkie. Między innymi za to go kochałam. Za to, że byłam przy nim bezpieczna. Byłam dla niego wyjątkowa. Wiedziałam o tym.
- Mają zepsuc mi reputację, bo znajdą nas razem? - spytałam.
- Bo mogą dowiedzie się, że spędziliśmy razem noc. Nie chcę, żeby cię oczerniali. - usiadł na przeciwko mnie.
- Kochany jesteś. - powiedziałam z uśmiechem i pocałowałam go.
Po dłuższym czasie w końcu zebraliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną. Nigdy nie zapomnę tej randki. Była najlepszą na świecie. Każda dziewczyna o takiej marzy - bez wątpienia. Ręka chłopaka splotła się z moją i spoczywała na moich kolanach. Zaczął dzwonic mój telefon. Wywróciłam oczami i odebrałam.
- Tak, Lou?
- Rose potrąciło auto. Jest w szpitalu. Nie wiemy co z nią.
- Co?
Nie mogłam w to uwierzy. Jak to Rose w szpitalu? Nie, to musiała by pomyłka. Na pewno nie. Spojrzałam na Zayna, który wszystko słyszał.
- Który szpital? - spytał szatyn.
- W centrum. Pośpieszcie się. Harry zaraz zapłacze się na śmierc.
Rozłączyłam się. Nadal nie mogłam w to uwierzy.
- Będzie dobrze Skarbie. - powiedział pocieszająco Mulat.
- Chcę w to wierzy. - odparłam cicho.
Niecałe 10 minut później byliśmy na miejscu. Szybko pobiegliśmy na poczekalnie gdzie byli nasi przyjaciele. Harry siedział na jednym z krzeseł i naprawdę nie wyglądał najlepiej. Miał spuchnięte oczy, a do tego był bardzo blady. Musiał naprawdę długo płakac.
 \
- Harry... - podeszłam do niego. Podniósł głowę - Ona jest silna. Nie zostawi cię.
Mocno go przytuliłam.
- Dzięki. - szepnął stłumionym głosem.
Na pewno cię nie zostawi... Da radę. Dla nas wszystkich. To był pierwszy tak poważny wypadek Rose. Bałam się o nią i to bardzo. Próbowałam pocieszy Harrego, ale w końcu zrezygnowałam... Odeszłam od nich kawałek. Czułam się źle, bo nie było mnie przy nich kiedy to się stało. Mimo, że oni mnie nie obwiniali - wiedziałam, że powinnam tam by. Poczułam ciepłe ramiona. Wtuliłam się w Zayna.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - powiedział cicho.
Mimo, że nie mówił w prost wiedziałam, że też się martwi. Polubił Rosmery. To było widac. Chodź często się kłócili.
- Boję się o nią Zayn. Powinnam tam byc... - przerwał mi.
- Nie. Liz nawet gdybyś tam była nic byś nie zmieniła. - spojrzał w moje oczy - Nie zadręczaj się. Ona z tego wyjdzie.
Zamknęłam oczy zdając się na niego...

*2 godziny później*
Nadal z sali operacyjnej nie było żadnych wieści. Nawet Jessica była smutna. Nie dogryzała nikomu. Może polubiła się z Rose? Może... Moja przyjaciółka była zdolna do wszystkiego. Po chwili zauważyłam lekarza, który się mną zajmował podczas mojego pobytu, a za raz za nim wywieźli Rose. Była bardzo blada. Leżała nieruchomo na łóżku. Nigdy jej takiej nie widziałam. To był okropny widok. Tak bardzo się bałam. Lekarz podszedł do nas.
- Zrobiłem co mogłem. - uśmiechnął się smutno i złapał ramie Lou.
Chłopak podziękował mu skinieniem głowy. Wzrok lekarza powędrował do mnie. Znałam go. Zajmował się mną kiedy byłam w szpitalu.
- Ona wie? - usłyszałam cichy szept doktora.
Lou zaprzeczył głową. Moment. Ale wiem o czym? A raczej czego nie wiem? Co tu się dzieje?
- Co z Rose? - spytałam podchodząc do niego.
Westchnął. Nie mógł nam niby udzielić informacji, ale byliśmy jej najbliższym osobami tutaj.
- Jest mocno potłuczona i ma złamaną lewą rękę. Przynajmniej 6 tygodni w gipsie. Musieliśmy jej ją poskładać. Oprócz tego musieliśmy zatamować krwotok wewnętrzny. Wyjdzie z tego, ale będzie potrzebowała opieki. Mogą też wystąpić zaniki pamięci, ale musimy być dobrej myśli.
Wszyscy spojrzeliśmy na Rose. Dlaczego akurat ona? Przecież ona nigdy nie zrobiła nikomu nic złego. To było cholernie nie sprawiedliwe.
- Możemy do niej iść? - spytał Harry stając niepewnie na nogi.
- Tak. Powinna się obudzić najpóźniej za godzinę. - lekarz nas zostawił.
Pozwoliliśmy pójść Loczkowi pierwszemu. Posiedział z nią chwilę. Niedługo potem się obudziła. Harry mocno ją do siebie przytulał i leżał obok niej. Fajnie było widzieć ich razem. Rose ciągle się uśmiechała. Na pewno go pamiętała. Pasowali do siebie bez wątpienia. Weszliśmy do nich.
- Jak się czujesz? - spytałam z lekkim uśmiechem.
Zayn stał za mną i przytulał mnie lekko do siebie. Dodawał mi odwagi. Przy nim wszystko było inne. Może oprócz mnie.
- Dobrze. - odparła - Boli mnie trochę ręka. Ale opowiadajcie jak się wam udała randka?

Ja i mój chłopak spojrzeliśmy po sobie. No co możemy jej odpowiedzieć?
- Było idealnie. - odparłam próbując powstrzymać uśmiech.
- To słodkie. - odparła - Wiesz że się czerwienisz?
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Dobrze, że była sobą i że wszystko pamiętała.
















_________________________________________
Przepraszam, że dawno nie dodawałam; nie było kiedy ;)
Wiem, że dzisiaj 16 (i dzień i rozdział ;) ) ale jeśli chcecie zrobić mi prezent pod choinkę to udostępnijcie mojego bloga u siebie ;) będę wdzięczna
Do następnego ;)

sobota, 6 grudnia 2014

Mikołajki

Wybaczcie że nie ma rozdziału :-)
Wszystkiego najlepszego z okazji Mikołajek, mam nadzieje że Mikołaj do was przyszedł :-D
Do następnego
                                         Nina

sobota, 29 listopada 2014

Kiedy rozdział???

Tak to teraz hejty za ten tydzień. Naprawdę starałam się coś napisać (mam większość rozdziału) ale nie wiem czy dam radę wstawić wam rozdział jeszcze w listopadzie :-) Postaram się ale jeśli się nie uda to postaram się nadrobić to w grudniu. Więc rozdział dzisiaj, jutro albo po pierwszym ;-)
Dzięki za ostatnie komentarze <3

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 15

Kiedy się obudziłam Zayn nadal spał. Nie budząc go wstałam i wciągnęłam na siebie jakieś rurki i niebieską koszulkę. Pocałowałam go w policzek i zeszłam na dół. Przygotowałam sobie śniadanie. Po chwili przyszedł Louis. Wyglądał dobrze jak na ilośc alkoholu, którą wypił.
- Cześc. - przywitałam się.
- Hej. - odparł - Liz, miałaś dac mi odpowiedź po świętach. Przepraszam, że zapomniałem, ale to wszystko dzieje się za szybko. Teledyski i trasa...  Musimy odpocząc.
- W porządku. Ja... Chcę się z nim spotkac. - powiedziałam niepewnie.
Chłopak uśmiechnął się. Ej... Ale w sumie czemu mu tak na tym zależało? Musiałam się tego dowiedziec...
- Ok. Masz dzisiaj czas?
- Nie. Zayn zaprosił mnie na randkę.
- Ooo... To, życzę udanej zabawy. - puścił do mnie oczko i poszedł do góry.
Miałam nadzieje, że Niall już nie śpi. Musiałam z nim pogadac... Umyłam naczynia i poszłam do góry. Przed jego drzwiami zawahałam się. A jeśli on mnie znienawidzi? Trudno... Muszę mu to powiedziec... Zapukałam. Do moich uszu doszło ciche: Proszę. Weszłam. Leżał twarzą w poduszkę i wyglądał trochę jak trup.
- Niall musimy pogadac. - zwróciłam się do niego i usiadłam na łóżku.
Obrócił się na plecy i spojrzał na mnie.
- Ok.
Wzięłam głęboki oddech. Dasz radę Liz. Powoli.
- Niall nie obraź się ale Jess to nie jest dziewczyna dla ciebie. Nie mówię ci tego dlatego, że ty nie jesteś dla niej odpowiedni tylko dlatego, że ona złami ci serce. Tak jak każdemu swojemu facetowi. Ona się tylko nimi bawi.
- Nie wierzę ci Liz. Jak byłem u was na święta była miła i...
- Nawet przy mnie podrywała Zayna. - dodałam.
Zdziwił się. Widziałam, że nie może w to uwierzyc.
- Kiedyś byłyśmy przyjaciółkami. - dodałam - Ale pokłóciłyśmy się. Odbiła mi chłopaka, a potem go rzuciła. Pomyśl o tym.
- Przepraszam, że powiedziałem, że może przyjechac...
Teraz zrozumiał jak ciężko będzie mi przebywac z nią w jednym mieście, domu, pokoju...
- W porządku. Rozumiem. Mam tylko nadzieję, że nie przyjedzie...
Ktoś zadzwonił do drzwi. Szybko ruszyłam, bo ktoś był nachalny i ciągle dzwonił. Pewnie już wszyscy się pobudzili. Szybko otworzyłam drzwi i zaniemówiłam...
- Hej, Liz. - powiedziała Jessica - Twoi rodzice wynajęli mi nie daleko kawalerkę. Będę cię często odwiedzac kuzyneczko.
Przepchnęła się koło mnie. Zgryzłam wargę. Ałc! Za mocno... Zamknęłam drzwi.
- Zayn! - usłyszałam jej przesłodzony głosik.
Po chwili szatyn w samych szortach pojawił się obok mnie. Spojrzał na mnie pytająco.
- Rodzice wynajęli jej kawalerkę niedaleko nas. - odparłam wściekła. Podeszłam pod schody - Nialler, Jess przyjechała! - krzyknęłam i ruszyłam do kuchni.
W salonie Jessica już rozwaliła się na kanapie. Czuła się jak u siebie w domu. Była bezczelna. Nawet jeśli ze mną nie mieszkała, będzie mnie wystarczając donerwowac częstymi odwiedzinami. Zayn przytulił mnie.
- Dasz radę. Dzisiaj i tak nie będzie nas w domu. - cmoknął mnie w szyję.
- A co zamierzasz porwac mnie na całą noc? - uśmiechnęłam się i stanęłam przodem do niego.
- Czemu nie... - wyszczerzył się.
Chciał mnie pocałować, ale między nami przepchnęła się Jessica. Byłam mocno wkurzona.
- Macie coś do jedzenia? - spytała i zajrzała do lodówki.
Ugh... Jak ona jest denerwująca, bezczelna... Mogę wymieniać bez końca. Zayn obrócił mnie przodem do siebie.
- Przygotuj się. Jest - spojrzał na zegarek - 13... O 16 musisz być gotowa. Wyrobisz się?
- Godzin mi starczy. - odparłam z uśmiechem i objęłam jego szyję.
- Wychodzisz gdzieś? - spytała Jess.
Musiała być wtyczką mojej mamy. Więc czemu by nie zezłościć trochę oby dwóch? Z mamą nie widziałam się równie dawno. Nie mogłam być przy narodzinach mojej małej siostrzyczki - Nadii - ponieważ Zayn wyjeżdżał. Chciałam z nim posiedzieć. Do mamy pojechałam niedługo potem. Pokłóciłyśmy się. Od tamtej pory nie było mnie w domu.
- Nie będzie mnie dzisiaj na noc. Jak chłopaki się zgodzą możesz zostać. - powiedziałam i cmoknęłam Zayna po czym poszłam do mojego pokoju.
Spojrzałam na mój telefon. Nikt nie dzwonił. Dobrze... Będę miała spokój. Poczułam ciepłe objęcia.
- Zrobiłaś to specjalnie, prawda? - spytał szatyn i musnął mój policzek ustami.
- Chciałam się na niej w końcu odgryźć. I tak jest 100 razy gorsza. - odwróciłam się do niego - Idź się ubrać. Nie wiadomo co Jess strzeli do głowy.
Wyszczerzył się ukazując rząd białych zębów.
- Jesteś zazdrosna? - objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.
- Może... - moje usta wykrzywił uśmiech.
Po chwili przytuliłam się do niego. Nigdy mi się to nie znudzi. Uwielbiałam jego objęcia... Były takie bezpieczne... Zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz. Pocałował mnie czule w czoło i wyszedł z uśmiechem na ustach. Był niemożliwy... Koło 15 zaczęłam się szykować. Postanowiłam ubrać tą sukienkę. Była taka... idealna.

Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zrobiłam sobie lekki makijaż. Na stopy włożyłam szpilki koloru sukienki (pożyczyłam od Rose ;) ). Założyłam jeszcze skórzaną kurkę. Nie wiedziałam gdzie Mulat chce mnie zabrać. Zeszłam na dół. Zayn też był gotowy. Miał na sobie czarne spodnie i opinający biały podkoszulek, a na jego szerokich barkach swobodnie spoczywała skórzana kurtka.
- Idealnie do siebie pasujecie. - zaśmiała się Rose i w tym momencie Malik na mnie spojrzał.

Zachwyt w jego oczach mówił mi wiele. Po chwili był już obok mnie.
- Wrócicie na noc? - spytał niby od niechcenia Lou.
- Zastanowię się. - powiedział Zayn z cudnym uśmiechem, od którego nie mogłam oderwać oczu.
On również się we mnie wpatrywał. Zagryzłam wargę. Musiał być tak cholernie przystojny? Jego ręce wylądowały na mojej talii. Skradł mi niewinny pocałunek. Znów zastygliśmy wpatrując się w siebie. Dla osoby obcej wyglądało by to dziwnie, ale prawda była taka że brakowało nam czasu żeby nacieszyć się sobą. 
- No idźcie już. - powiedziała Jami.
Oboje z ogromnymi uśmiechami złapaliśmy się za ręce i poszliśmy do auta. To była nasza pierwsza randka. Nie liczyłam tego kiedy chłopak był ze mna w lesie kiedy uciekałam. W samochodzie było zimno. Skuliłam się na fotelu co nie uszło uwadze Zayna. Objął mnie ramieniem. Od razu lepiej. 
- Będziemy dość długo jechać. - uprzedził. 
- To nic. W końcu posiedzimy trochę razem.
- A do tej pory nie siedzieliśmy? - rzucił mi krótkie spojrzenie.
Nie... to nie o to mi chodziło. 
- Źle mnie zrozumiałeś. - zaprzeczyłam szybko - Odkąd się poznaliśmy nie mieliśmy zbyt wiele  czasu żeby posiedzieć sam na sam.
Uśmiechnął się. Jego prawa rękach spoczywała na kierownicy druga trzymała moją. 
- Zgodzę się z tobą. Liz...
Zaczęliśmy opowiadać sobie o naszej przeszłości. On trochę jak minęło mu dzieciństwo i ja jak tęsknilam za tatą. I tak minęła nam cała podróż....

*Jessica*
Dlaczego Liz zawszr musiała mieć faceta który mi się podoba?! Zawsze...! Ugh... nienawidzę jej. Ale po dzisiejszej akcji w salonie. Nie ma szans żebym poderwała Zaya. Nie wiem co on w niej widzi. Spróbuje jeszcze jednego.... może będzie zazdrosny o mnie i blondynka. Ale Niall też musi w to uwierzyć. Siedział  sam w salonie. Usiadłam obok. Rzucił mi krótkie spojrzenie. Po chwili jednak znów patrzył w ekran.
- Jesteś zajęty?  - spytałam.
Nie musiałam być sztucznie miła. On jakoś lubił mnie taką... prawdziwą. To było dziwne. Widziałam że jest ostrożny. Czemu?
- Nie. - odparł. 
Odwrócił się do mnie przodem. Jego wzrok.... nie umiałam nic powiedzieć. Jego wzrok mnie zakneblował. Jakim cudem? Nigdy tak nie reagowałam.
- Obejrzymy film? - spytał z uśmiechem. 
Kusząca propozycja. Uśmiechnęłam sie się w odpowidzi bo nadal nie mogłam wydusić słowa. Poszłam do kuchni i wypiłam szklankę wody. Uspokój się. Przecież dasz radę jak zawsze. Wróciłam do blondyna już opanowana. 










---------------------
Krótki ale musiałam dodać ;-)
Mam nadzieje że wam się podoba :-)
Proszę o komy :-*

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 14

W tym roku widziałam Zayna kilka razy. Chłopcy ciągle muszą gdzieś jeździc. Ostatni raz widzieliśmy się kilka miesięcy temu. Bolała mnie ta rozłąka mino, że codziennie rozmawialiśmy przez telefon. Potrafiłam całą noc siedziec i słuchac jego głosu. Ale ja w porównaniu z Rose to nic. Ona tak naprawdę nigdy nie kochała żadnego faceta. Z Harrym było inaczej. To było widac. Mimo, że przy nas starała się byc silna, wiedziałyśmy że często gdy jest sama płacze. Jasmin też tęskniła, ale ona pozwalała sobie na optymizm typu: Niedługo go zobaczę. I tak miało się stac. Oni mięli niedługo przyjechac. Ale to całe zamieszanie z nowym albumem i teledyskami. Kiedy je oglądałyśmy chciało nam się najczęściej śmiac. Przede wszystkim nie mogłyśmy uwierzyc, że chłopcy zpuścili włosy. Rose ostatnim razem gdy zobaczyła Hazzę w kitce zasłoniła oczy i powiedziała, że mam to wyłączyc. Tęskniłyśmy. Po prostu... Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - powiedziała Rose.
Po chwili usłyszałyśmy jej krzyk. Zerwałyśmy się na równe nogi. Do pokoju wbiegło czterech zakamuflowanych mężczyzn.
- A piąty już obściskuje się z Rose? - spytała Jasmin, a oni zaśmiali się.
Pościągali kominiarki. Nie wierzyłam, że Zayn tak teraz wyglądał:

Mocno go objęłam.
- Zetniesz się prawda? - spytałam z uśmiechem.
- Na razie nie. - odparł i pocałował mnie.
Do tej chwili nie przeżyłam czegoś takiego. Zrobił to tak jakbym była jego powietrzem, które zostało mu zabrane. Tak dawno nie czułam smaku jego ust...
- Nie przy ludziach! - krzyknął Niall.
Zaśmialiśmy się oboje. Louis również zmienił fryzurę:

A na Harrego wolałam nie patrzec. Ale nadal jego i Rose nie było przy nas. Podejrzewam, że zakopią się w jego pokoju na kilka dni, żeby pogadac. Nie dziwiłam im się. Postanowiliśmy trochę posiedziec. Oczywiście chłopcy zaopatrzyli nas w alkohol. Usiadłam na kanapie obok Malika. Mocno mnie do siebie przytulił, a potem objął ramieniem. Podał mi piwo.
- No to opowiadajcie jak tam w wielkim świecie. - zaczęła Jami.
- Szczerze? - spytał Liam.
- Tutaj jest najlepiej. - odparł blondyn wygodnie rozciągając się na kanapie.
Oparłam głowę na ramieniu szatyna.
- Dobrze was w końcu widziec. - uśmiechnęłam się.
- Was też. - dodał Louis z dwa razy większym uśmiechem niż mój.
Zadzwonił mój telefon. Wszyscy umilkli. Odebrałam, bo było to połączenie od mamy.
- Hej. - przywitałam się.
Ciekawe czemu dzwoniła o tak późnej porze? W Polsce była 23. Zastanawiające...
- Cześc Kochanie. Słuchaj... rodzice Jess chcą żeby się wybiła. Dziewczyna nie ma za dużo pieniędzy więc zamieszka z tobą.
Omal nie wyplułam napoju z ust. Co?! Jakim prawem mama jej na to chciała pozwolic?! To moje życie.
- Nie zgadzam się. - odparłam - A poza tym przeprowadziłam się do Zayna.
Nie odpowiedziała. Wiedziałam, że jest wściekła.
- Nie martw się. Widziałam się z nim tylko kilka razy przez ostatni rok. - dodałam.
Nie chciałam sobie wyobrażac co ona teraz myśli i jak bardzo jest na mnie zła. To nie moja wina, że go kocham. Chciałam z nim byc, a ona w końcu musi to zaakceptowac czy jej się to podoba czy nie.
- Podaj mi adres.
Chciała zachowac neutralny ton głosu, ale jej się nie udało. Zbyt dobrze ją znałam. Była... nie mam pojęcia jak to określic. To była wybuchowa mieszanka kilku uczuc.
- Przykro mi mamo. Nie zgadzam się. - byłam nieugięta.
- Czemu nie? No dawaj Liz! - odezwali się chłopcy.
Czy ja o czymś nie wiem? Chyba tylko Niall nie miał dziewczyny? Czy coś uległo zmianie? Oni nie wiedzieli na co się piszą ja tak.
- Mieszkamy na GoldStreet 24. - krzyknął blondyn.
Niby pasuje... Nie! Co on zrobił?! Ja nie chcę żeby ona tu przyjeżdżała. Nie mam najmniejszej ochoty jej znosic.
- Ty się nią zajmujesz Niall. - warknęłam a wszyscy oprócz mnie i niego zaśmiali się.
- Przyjedź po nią do Polski. - powiedziała moja rodzicielka i rozłączyła się.
Co?! Kpiny? Na pewno nie. Ona zostanie w Polsce. Nie obchodzi mnie to, że chce... Wtedy dostrzegłam spojrzenie Niall kiedy opowiadał Liamowi o Jess. On się zakochał. Popełniał ogromny błąd. Ona złamie mu serce i zajmie się innym. Robiła tak z każdym. Wiem, bo kiedyś się przyjaźniłyśmy. Nie chciałam, żeby on cierpiał.
- W porządku? - spytał Zayn uważnie mi się przyglądając.
Nic nie odpowiedziałam tylko wstałam i poszłam do kuchni. Przemyłam twarz wodą. Oparłam dłonie na brzegach zlewu pozwalając kroplą zleciec do umywalki. Silne ręce obróciły mnie. Szatyn delikatnie wytarł moją twarz ręcznikiem.
- Chodzi o Jessice? - spytał patrząc mi w oczy.
- Chodzi o Nialla. Wiem jaka jest Jess, a on się w niej zakochał.
Obróciłam głowę. Nie mogłam wytrzymac jego spojrzenia.
- Czujesz cos do blondyna? - spojrzał w ziemie dopiero potem na mnie.
- Nie. No skąd. - zaprzeczyłam i ujęłam jego twarz w moje dłonie - Po prostu jest dla mnie jak brat. Nie chcę, żeby cierpiał z powodu dziewczyny, która nie jest tego warta.
- Może powinnaś z nim pogadac. - zasugerował obejmując mnie w talii i przyciągając do siebie.
- Sama nie wiem... Nie. Nie będzie takiej potrzeby. Ona tu nie przyjedzie.
W drodze powrotnej do salonu zatrzymałam się. Nie mogłam uwierzyc w to co słyszę.
- Co zrobiłeś?! - spytała podniesionym głosem Jami.
- No... ja zaproponowałem mamie Liz, żeby wysłała do nas Jess. - odparł Niall.
Jak mógł... Mógł. Zakochał się. Co nie zmienia faktu, że jestem wściekła. Zrobił to za moimi plecami. Weszliśmy do pokoju.
- Ty oczywiście wszystko słyszałaś nie? - spytał blondyn i spuścił wzrok.
Pokiwałam głową. Za co moje życie jest takie ciężkie? Usiadłam obok niego.
- To nie jest rozmowa na dzisiaj Nialler. Ale nie gniewam się na ciebie za to co zrobiłeś tylko za to, że za moimi plecami.
- Nie zgodziłabyś się. - popatrzył mi w oczy.
Fakt. Nie zgodziłabym się. Tu miał rację.
- Pogadamy jutro. - cmoknęłam jego policzek.
Znów usiadłam koło Malika, on jednak oplótł moje ciało rękami i posadził mnie sobie na kolanach. Oparłam się o jego klatkę lekko przymykając oczy. Tak bardzo się cieszyłam, że jest obok.

*Harry*
Z dołu dochodziły nas śmiechy i krzyki jednak to nie było ważne. Ona przy mnie była. W końcu. Mocno ją przytulałem. Wygodnie leżeliśmy na miękkim łóżku. Rose przekręciła się na brzuch i spojrzała w moje oczy.
- Jak myśli kiedy ślub?
Ale czyj? Nieco zaskoczyła mnie tym pytaniem.
- Nasz? - wyszczerzyłem się.
- Nie. Nasz za kilka lat, ale Liz i Zayna.
Zamyśliłem się. Biorąc pod uwagę to co mięli za sobą i to co mają przed sobą...
- Rok. - obstawiłem.
- Kurczę! Miałam powiedziec to samo. - udawała, że jest zła.
- Czytam ci w myślach Kochanie. - odparłem i skradłem jej jednego całusa.
Uśmiechnęła się. Cieszyłem się, że byłam w stanie wywołac uśmiech na jej twarzy. To było dla mnie coś nowego. Ona mnie kochała za to jakim jestem naprawdę, a nie za to, że jestem gwiazdą, a zdarzały się takie. Zacząłem wątpic w prawdziwą miłośc puki ona się nie pojawiła...
- O czym myślisz? - spytałem bawiąc się jej włosami.
- O tobie... O nas. - sprostowała.
Uśmiechnąłem się do niej. Tak bardzo mi na niej zależało. Przy niej nawet milcząc byłem szczęśliwy. Co się z tobą stało Styles? Nie chcesz wiedziec...
- Harry... - spojrzała w moje oczy.
- Kocham cię bezgranicznie. - odparłem nim zdążyła skończyc.
Pokiwała z niedowierzaniem głową, a potem namiętnie mnie pocałowała... Była taka słodka.

*Niall*
Liz chyba wiedziała, że podobała mi się jej kuzynka. Po prostu... Chciałem ją lepiej poznac. To źle? Liz nie była zła więc coś tu nie grało. Chyba wiedziała coś o czym powinienem wiedziec.Ok. Ogarnij się Niall. Dobrze. Teraz lepiej. Piłem kolejne piwo z rzędu. Nie wiem, które, ale zbyt dobrze mi się z nimi siedziało. Liam się ulotnił do swojej dziewczyny, a reszta została ze mną. Wyglądali uroczo. Też chcę miec przy sobie drugą połówkę. Wiem, że przyśpieszanie, robienie czegoś na siłę nic nie da. Muszę byc cierpliwy. Westchnąłem.
- Nie martw się. Znajdziesz sobie dziewczynę. - powiedziała pocieszająco Jami.
Uśmiechnąłem się do niej. Już chciałem spytac czy składa mi jakąś propozycję, ale ugryzłem się w język w ostatniej chwili. Louis by mnie za to zabił. Doskonale o tym wiedziałem.
- Poopowiadajcie coś jeszcze. - poprosiła Elizabeth wtulona w mojego przyjaciela.
- Co mamy ci opowiadac? - spytał już nieźle upity Lou - Smutno bez was.
Jami uśmiechnęła się, ale wiedziałem że jest zła na Tommo, że tyle wypił. W końcu zdecydowała się i zabrała go do sypialni bo Tomlinson wręcz spał już na podłodze. Liz i Zayn siedzieli ze mną jeszcze z godzinę, ale byłem tak śpiący, że musiałem położyc się spac. Przeprosiłem ich i bez żadnej kąpieli wskoczyłem do łóżka i prawie natychmiast zasnąłem.

*Zayn*
Kiedy blondyn poszedł Liz zabrała się za sprzątanie. Dokładnie jej się przyjrzałem. Nie zmieniła się. Przynajmniej nie z wyglądu. Zabrałem od niej puste butelki i stanąłem na przeciwko.
- Coś się stało? - spytałem próbując złapac jej wzrok, ale uciekała.
Chciała odejśc. Włożyłem moje ręce w tylne kieszenie jej dżinsów i przyciągnąłem lekko do siebie.
- Za długo cię znam Emeral. - szepnąłem jej do ucha.
Uśmiechnęła się. Wiedziałem, że coś nie gra. I miałem zamiar dowiedziec się co. Przecież byliśmy razem. Mogliśmy sobie ufac. Zawsze. Miałem nadzieje, że ona o tym wie.
- Coś się zmieniło między nami? - spytałem niepewnie.
Nie chciałem chyba znac odpowiedzi na to pytanie, ale musiałem je zadac. Jej bystre oczy spojrzały w moje. Poczułem ciepło rozlewając się po moim ciele. Uwielbiałem jej spojrzenie.
- Nie, Zayn. - objęła moją szyje - Chodzi o to, że byłeś daleko. Tęskniłam.
- Ja też. - odetchnąłem z ulgą wiedząc, że chodzi tylko o to.
Uśmiechnąłem się do niej, a moje ręce błyskawicznie zmieniły pozycje; jedna znalazła się u dołu jej pleców, a druga przy zgięciu jej kolan. Delikatnie ją podniosłem.
- Wariat. - mruknęła ze śmiechem - A kto tu posprząta?
- Rano zmuszę do tego Louisa i Nialla, bo oni wypili najwięcej. Jami była wściekła.
Powoli szedłem w stronę sypialni. Dziewczyna mocniej się do mnie przytuliła. Uwielbiałem to. Wiedziałem, że czuje się przy mnie bezpiecznie.
- Dziwisz jej się? Ja też bym była...
- Ale ja nie piję tyle co oni. Przynajmniej nie przy tobie.
Uniosła brew intensywnie mi się przyglądając. Posadziłem ją na łóżku i zamknąłem drzwi.
- Czy ja o czymś nie wiem, panie Malik? - spytała i stanęła naprzeciwko mnie.
Była tak blisko... Objąłem ją w talii.
- Nie. Wszystko ci mówię. Nie mam przed tobą tajemnic.
Uśmiechnęła się i pocałowała mnie lekko. Jej palce wplotły się w moje włosy. Moje ręce mocniej ją przyciągnęły. Brakowało mi tych chwil obok niej, w których mogłem zapomniec o wszystkim. Liczyliśmy się tylko my i to było najważniejsze... Po chwili wylądowaliśmy na łóżku ze śmiechem.
- Idę wziąc prysznic. - powiedziała i chciała wyplątac się z moich objęc.
Bezskutecznie. Zbyt mocno ją trzymałem. Nie chciałem jej póścic.
- Zayn. - zaśmiała się - To, że ty chcesz iśc śmierdzący spac, nie znaczy, że ja też.
Ja również się zaśmiałem. Przytuliłem ją. Chciałem odetchnąc od bycia gwiazdorem.
- Pójdziemy jutro na randkę? - zaproponowałem.
Widziałem jak jej oczy zabłysnęły radością. Cieszyłem się, że tak zareagowała.
- Gdzie chcesz iśc? - spytała podpierając się na jednej ręce a drugą układając moje włosy.
Wpatrywałem się w nią kiedy zagryzła wargę. Była taka... słodka? Urocza? Idealna... To było to słowo.
- Niespodzianka. - podniosłem się tak, aby moja głowa była na wysokości jej.
Znów uśmiechnęła się. Dzisiejszego wieczoru tak często powtarzała ten gest, że ja robiłem to samo.
- Masz śliczny uśmiech. - odgarnąłem kosmyk jej włosów za ucho.
Dziewczyna spłonęła rumieńcem. Nie wiedziałem, że potrafiła wyglądac tak słodko kiedy się rumieni. Musiałem częściej tak robic, bo wyglądała nieziemsko.
- Zayn, UFO! - powiedziała wskazując za mnie.
Odruchowo odwróciłem wzrok spoglądając za siebie. Jednak kiedy nic nie dojrzałem znów odwróciłem głowę. Zadowolona Liz stała przy wejściu do łazienki.
- Zaraz wrócę. - odparła z uśmiechem i zniknęła za drzwiami.

*Elizabeth*
Ten wieczór był najwspanialszym w moim życiu. Nie spodziewałam się, że będzie tak cudownie. Odepchnęłam się od drzwi i wskoczyłam do kabiny. Wzięłam gorący prysznic. Ponieważ gdy tylko woda przestała leciec zrobiło mi się zimno owinęłam się ręcznikiem. Kiedy wyszłam zauważyłam dopiero, że szatyn stoi oparty o szafkę.
- Wyjdź. Chcę się ubrac. - powiedziałam rozbawiona.
- Tak też ci ładnie. - złapał w dwa palce mokry kosmyk włosów.
Sam był bez koszulki w samych szortach. Po chwili byłam w jego ramionach. Mimo, że miałam mokre włosy schował w nie twarz. Dzisiaj tak wiele razy mnie przytulał i wcale nie miałam tego dośc. Mógłby robic to bez końca... Pocałował mnie w szyję.
- Idź ubrac się do pokoju, ja wezmę prysznic. - poprosił.
Przeszłam do pomieszczenia obok i brałam piżamę. Położyłam się na łóżku. Musiałam sprawdzic maila. Ostatnio wysłałam kilka CV. Chciałam znaleźc pracę. Przecież nie mogę życ jak pasożyt. Otworzyłam pocztę. Po chwili poczułam pocałunek w ramię. Uśmiechnęłam się lekko.
- Co robisz? - spytał siadając za mną i przytulając mnie.
- Muszę coś sprawdzic... - odparłam przeczesując wzrokiem kolejne wiadomości - Jest!
Odpowiedzieli. Z centrum sportu. Miałabym prowadzic zajęcia z koszykówki dla dziewczynek w wieku 11-13 lat. Miałam rozmowę kwalifikacyjną za kilka dni. Byłam taka szczęśliwa. Może to nie szczyt marzeń, ale dobry początek. Odpisałam, że termin mi pasuje. Zamknęłam komputer.
- Dlaczego szukasz pracy? - spojrzał mi w oczy.
- Bo, żyję z twoich pieniędzy Zayn. Nie chcę tego. Jeśli jesteśmy razem oboje powinniśmy coś wnosic do związku. - chciał mi przerwac, ale dodałam - Cicho. Wiem, że ci się to nie podoba, ale to tylko jeden dzień w tygodniu. Dwie godziny. Przeżyjesz.
Miał grymas na twarzy. Po chwili jednak pocałował mnie. To był najsłodszy pocałunek jakim do tej pory mnie obdarzył. Uśmiech wpełzł na jego twarz.
- Kocham cię Liz. Jeśli będziesz szczęśliwa to się zgodzę.
Położyliśmy się. Nie musiałam długo czekac - chłopak opiekuńczo przytulił mnie do siebie.
- Dobranoc Zayn. - szepnęłam.
- Dobranoc Liz. Kolorowych snów. - mruknął mi do ucha.
Nie wiem nawet kiedy, ale zasnęłam czując się bezpiecznie w jego ramionach.








________________________
Trochę dłuższy się udało napisac. Nie umiem wam określic konkretnego dnia dodawania. Piszę wtedy kiedy mam wenę. Ostatnio trochę jej dużo bo napisałam, aż (łącznie z tym) 9 rozdziałów w tym miesiącu. Wiecie raz gorzej, raz lepiej, ale trzymajmy się tego, że jest lepiej ;) w głowie rodzi mi się nowy pomysł, ale powiedziałam sobie: ktoś czyta twojego bloga, postaraj się i dociągnij to do końca. I tak właśnie zrobię. Ale bez zmartwień ;) czeka nas jeszcze przynajmniej 10 rozdziałów więc no stres ;)
Mam nadzieje, że się podobało, zostawcie komentarz ;)

piątek, 21 listopada 2014

Love...

http://www.youtube.com/watch?v=syFZfO_wfMQ
Oni muszą byc tak bardzo przystojni cholera?! ;)

Rozdział 13

Obudziłam się dośc wypoczęta. Była już 10 a ja jeszcze leżałam w łóżku. Musiałam się obudzic, a przede wszystkim pomóc mamie. Szybko ubrałam na siebie jakiś dres i zbiegłam do kuchni. Było bardzo dużo pracy więc kiedy Jessica przyjechała ona również musiała nam pomoc. Skończyliśmy wszystko łącznie z nakryciem stołu koło 17. Jak dobrze. Miałam chwilę dla siebie. Weszłam do pokoju po białą sukienkę w czarne wzorki, rajstopy i bolerko. Szybko przebrałam się w łazience i wróciłam do pokoju. Stanęłam przed lustrem. Włosy tylko rozczesałam. Powieki pomalowałam lekko na brązowo i pociągnęłam rzęsy tuszem. Po chwili do moi uszu dotarła znajoma melodia. Skąd...? Powoli odwróciłam się. Siedział na łóżku. Nic nie mówił. Tylko patrzył. Ale... Co on tu robił? W końcu cicho zaczął śpiewac:

Twoja dłoń pasuje do mojej jakby została stworzona tylko 
dla mnie
Ale zapamiętaj, że to było nam przeznaczone
I łączę kropki z piegami na twoich policzkach
I to wszystko ma dla mnie sens

Przeszedł mnie dreszcz. Lekka chrypka w jego głosie sprawiała, że nie mogłam się ruszyc. Nie mogłam nic zrobic. I nadal nie wierzyłam, że tu przyjechał.

Wiem, że nigdy nie lubiłaś zmarszczek wokół oczu,
gdy się uśmiechasz
Nigdy nie lubiłaś swojego brzucha ani swoich ud
Dołeczków na plecach u dołu twojego kręgosłupa
Ale ja będę kochał je bez końca

Wstał i powoli podszedł do mnie. Jednak nie za blisko. On wiedział, że to jedna z moich ulubionych
piosenek, która wywołuje u mnie silne uczucia.

Nie pozwolę, by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ale jeśli to zrobię to ty
Och, to ty z nimi tworzysz całośc
Jestem zakochany w tobie i tych małych rzeczach.

Nie mogłam wytrzymac jego spojrzenia... uśmiechu. Podszedł bliżej a ja spuściłam wzrok. Jednak jego ręka powędrowała do mojego podbródka, delikatnie unosząc moją głowę. Moje oczy znów napotkały jego...

Nie możesz pójśc do łózka bez filiżanki herbaty
I może to dlatego mówisz przez sen
I te wszystkie rozmowy są sekretami, które skrywam
Mimo, że nie mają dla mnie sensu

Jego ręce ostrożnie dotknęły mojej tali. Widząc, że nie uciekam po prostu tak stał dając mi czas...

Wiem, że nigdy nie lubiłaś swojego głosu na kasecie
Nigdy nie chciałaś wiedziec ile ważysz
Nadal musisz wciskac się w swoje dżinsy
Ale dla mnie jesteś idealna

Uśmiech jeszcze większy niż do tej pory zagościł na jego ustach, a ja nie mogłam przestac się w niego wpatrywac.

Nie pozwolę, by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ale jeśli to zrobię to ty
Och, to ty z nimi tworzysz całośc
Jestem zakochany w tobie i tych małych rzeczach.

Nigdy nie będziesz kochac siebie, choc w połowie tak mocno
jak ja kocham ciebie
Nigdy nie będziesz traktowac siebie odpowiednio, kochanie
Ale chcę, by tak było
Jeśli pokażę ci, że jestem tu dla ciebie
Może pokochasz siebie tak jak ja kocham ciebie

Znów zbliżył się do mnie. Tym razem nasze ciała do siebie przywarły. Nie odepchnęłam go. Nie potrafiłam. Bo właśnie śpiewał jak bardzo mnie kocha...

Właśnie pozwoliłem by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ponieważ to ty, och to ty, to ty... To ty z nimi tworzysz całośc
Jestem w tobie zakochany i w tych małych rzeczach

Jego ręce złapały moje. Zarzucił je sobie lekko na szyję. Jego dłonie ponownie lekko mnie objęły. A ja mogłam tylko patrzec w jego czekoladowe oczy

Nie pozwolę by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ale jeśli to zrobię to ty
Och, to ty z nimi tworzysz całośc

Jego usta odnalazły moje. Nie opierałam się. Zbyt mi na nim zależało. Zbyt go kochałam. Chodź przeczyło to całym ostatnim 3 tygodniom nie obchodziło mnie to. Po chwili uśmiechnął się szeroko.
- Kocham, cię Liz. - mruknął cicho.
Przeszedł mnie przyjemny dreszcz a po moim ciele rozlało się ciepło. Uczucie, którego dawno nie doświadczyłam. Był przy mnie... zależało mu na mnie... Przyjechał aż do Polski...
- Ja ciebie też Zayn. - odparłam patrząc w jego oczy.
Chłopak mocno mnie przytulił. To było trochę jak magia. Bo czułam się jakbym stąpała po wodzie, która chciała mnie zaciągnąc na dno, ale ktoś jej na to nie pozwalał. Nie chciałam, żeby wypuścił mnie ze swoich ramion.
- Liz! Kolacja! - zawołała z dołu mama.
- Już idę. - odparłam - Oczywiście nie uprzedziłeś mojej mamy.
Bardziej to stwierdziłam niż o to spytałam. Ale cóż... Co ja mam jej powiedziec? "No wiesz mamo, chłopak do mnie przyjechał. To nic, że włamał się do naszego domu. Nie, nie wyszedł z więzienia po prostu lubi tatuaże." Ta wersja do mnie nie przemówiła.
- Oczywiście, że nie. - odparł rozbawiony i pocałował mnie czule w czoło.
Uśmiechnęłam się. Cokolwiek o nim pomyślą - ja go kocham. Złapałam go za rękę. Dopiero teraz dostrzegłam, że ma na sobie białą koszulę i marynarkę.
- Nie ściągaj jej proszę. - powiedziałam poprawiając jego ubranie.
- Dlaczego?
Radośc w jego oczach mnie uspokajała, chodź z drugiej strony był naiwny jak dziecko.
- Moja mama... Jakby to powiedziec... Jest staroświecka co do tatuaży.
Zrozumiał. Wyszczerzył się pokazując rząd białych zębów, a ja nie mogłam się powstrzymac i skradłam mu całusa.
- Liz?! - ponowne wołanie mamy.
- Idę!
Znów złapałam jego rękę. Zeszliśmy po schodach. Wiedziałam, że mama może byc niezadowolona wizytą nieznanego gościa. Trudno... Weszliśmy do salonu gdzie była tylko Jess. Wytrzeszczyła oczy kiedy chłopak lekko mnie objął. Za pewne nie wiedziała co się dzieje. No, nic dziwnego. Po chwili pojawiła się mama.
- Och... - przestraszyła się nieco - Liz, przedstawisz nam swojego gościa.
- Em... Przepraszam mamo. Dowiedziałam się niedawno, że Zayn przyjedzie. - odparłam i przegryzłam wargę, a chłopak mocniej mnie przytulił do siebie.
Moje plecy zderzyły się z jego torsem. Nie powiem. W jego towarzystwie czułam się bardzo bezpiecznie.
- W porządku. - uśmiechnęła się ciepło do chłopaka i wyciągnęła rękę - Jestem mamą Liz.
Zayn ją uścisnął ale wątpiłam czy zrozumiał cokolwiek.
- Mamą Zayn nie mówi po polsku. - dodałam.
- Oh... - odparła, po czym znów na jej ustach zatańczył uśmiech - No cóż będzie musiał się nauczyc.
Przekazałam to chłopakowi. Nie był szczególnie zadowolony, ale odkąd powiedziałam, że Zayn mówi po angielsku a nie po chińsku wszyscy prócz mamy rozmawiali z nim w jego ojczystym języku. Po złożeniu sobie życzeń usiedliśmy do kolacji. Zayn trzymał się blisko mnie. Zresztą zupełnie tak jak nie. Nie mięliśmy najmniejszej ochoty się roztawac - chociaż na chwilę. Bardzo długo siedzieliśmy, ale w końcu zdecydowaliśmy się na prezenty. Mięliśmy przejśc do pokoju obok. Zatrzymałam Zayna na korytarzu.
- Mam coś dla ciebie. - szepnęłam.
Moja intuicja rzadko się myli. Zaśmiałam się w duchu. Dałam chłopakowi małe pudełko. Przyjął je z lekkim uśmiechem.
- Ja też coś dla ciebie mam. - wręczył mi pudełeczko mniej więcej tego samego rozmiaru co ja jemu.
Ciekawa otworzyłam prezent. Była w nim połówka serca z literą "Z". Cholera! Trafił. Podobała mi się. Ale czy on musiał kupic mi to samo co ja jemu? Uśmiechnął się nad swoim podarunkiem.
- Podoba ci się? - spytał.
- Bardzo. A tobie? - objęłam jego szyję.
- Również. - odparł i pocałował mnie.
Tak tęskniłam za jego dotykiem i pocałunkami... za nim. Za jego uśmiechem i oczami. To był mój Zayn. Nic tego nie zmieni.
- Egh... - głośno chrząknęła Jess dając nam do zrozumienia, że jest obok.
Chłopak złapał mnie za rękę.
- Ciocia cię woła Liz. - powiedziała patrząc w ziemi, dając mi do zrozumienia, że jest ode mnie ważniejsza.
Kiedy odchodziłam usłyszałam jej przesłodzony głosik;
- Ćwiczysz Zayn?
Nawet w Wigilię musiała podrywac mojego chłopaka? Dlaczego? Po chwili poczułam ciepłe ramiona. Usłyszałam melodyjny śmiech nad uchem.
- Nie przejmuj się nią. Jestem zainteresowany tylko tobą. - szepnął mi do ucha Malik.
Uderzyłam go s uśmiechem w ramie i razem poszliśmy do mamy. Siedziała z Robertem w dużym pokoju przy choince, która świeciła na wiele kolorów.
- Powinnaś przygotowac pokój dla Zayna. - powiedziała zauważając mnie.
- Em... mamo Zayn będzie spał u mnie. - zdziwiłam ją.
Przyjrzała się dobrze szatynowi. Widziałam, że teraz dostrzegła kolczyk w jego prawym uchu.
- Nie. Nie ma mowy.
Wybacz mamo, ale jestem już pełnoletnia.
- Nie chcę się z tobą kłócic w Wigilię. - zaprotestowałam - Uwierz, że jesteśmy odpowiedzialni.
- Nie wątpię. - była nie ugięta.
Jak mogła? Przecież nigdy jej nie zawiodłam.
- Ok. - zwróciłam się teraz do chłopaka - Mama nie zgadza się, żebyś spał w moim pokoju.
Zastanowił się chwilę. Uśmiechnął się do mnie po czym powiedział;
- Nie będziesz zadowolona. - ściągnął marynarkę. On chyba chciał, żeby mama go wywaliła. Stanął przed moją rodzicielką - Mogę byc dla pani dziwakiem, ale dla mnie jest ważne to, że Liz mnie kocha.
Wpadłam w jego ramiona. Natychmiast odwzajemnił uścisk. Uwielbiałam go w takich momentach. Był uroczy. Mama uśmiechnęła się.
- To nie zmienia mojej decyzji. - odparła.
Tak? Ok. Jestem już... Do cholery!
- Wiesz mamo, twoja córka jest już dorosła. Zrozum to, że nie będę już robiła wszystkiego po twojej myśli.
Złapałam chłopaka za rękę i poszliśmy do mojego pokoju. Byłam zła na mamę. Powinna mnie zrozumiec. Tymczasem zabrania mi tego na co tata... też by się nie zgodził? Mniejsza o to. Kocham Zayna. Chcę żeby był blisko, ale moja mama myśli że tylko jedno nam w głowie. Na pewno. I co jeszcze? Stanęłam koło łóżka. Chłopak stanął za mną i przytulił mnie do siebie.
- W porządku? - spytał i pocałował mnie w szyję.
- Tak. - odwróciłam się do niego przodem - Przy tobie.
Wtuliłam się w niego. Zatopił swoją twarz w moich włosach.
- Mama się po prostu o ciebie martwi. - szepnął - Nie ufa mi.
- Raczej mi. Nie ufa własnej córce.
To bolało. Gdy to wymówiłam dopiero to do mnie dotarło.
- Nie mów tak. Nie zna mnie i się boi. Nic na to nie poradzisz.
- Ona musi zrozumiec że jestem dorosła i że gdybym chciała to dawno bym to zrobiła.
- To też jest prawdą.
Spojrzał w moje oczy. Uśmiechnęliśmy się obje. Przy nim czułam się inaczej... lepiej. Chciałam, żeby tak było zawsze. Oparłam mój policzek o jego klatkę. Delikatnie głaskał mnie po włosach. Po chwili usiadł na łóżku i posadził mnie sobie na kolanach.
- Louis mi powiedział, że mój tata żyje. - wypaliłam nie patrząc na niego.
- Naprawdę? - zmarszczył czoło przyglądając mi się - Nie cieszysz się?
- Sama nie wiem. Mam tyle pytań. Przede wszystkim dlaczego pozwolił mi wierzyc, że umarł i czy mama o tym wiedziała.
- Spytaj ją. - musnął mój policzek.
- Ja... chcę, ale z drugiej strony to będzie stresująca rozmowa, a ona jest w ciąży. Nie chcę jej denerwowac.
Mocniej przytulił mnie do siebie.
- Nie martw się tym. Wszystko będzie w porządku.
Pocałował mnie. Wtedy wszystkie problemy zniknęły. Pod wpływem jego dotyku zrobiło mi się ciepło.
- Wierzę ci. - szepnęłam cicho i znów połączyłam nasze usta.












_________________________________________
Piszcie jeśli chcecie dłuższe... ;) mi się wydaje, że nie jest tragicznie, ale wasza opinia się liczy. Myślę, że jeszcze trochę będzie się ciągnęła nasza przygoda więc piszcie mi co o czymś sądzicie bo krytykę przyjmuję na klatę (ale zastanów się zanim skrytykujesz, wiem gdzie mieszkasz ;) )
To na tyle. Myślę, że się podobało i komentujcie (nie uznaję: magiczna: nie chciało mi się)
PS: kto może wchodzi i czyta:
http://badgirlitsme.blogspot.com/
A i jeszcze jedno; klikajcie interakcje pod rozdziałem; to taki: fajne, ciekawe coś tam...
Z góry dzięki ;)

czwartek, 20 listopada 2014

Rozdział 12

Mocno uściskałam mamę i Roberta. W końcu w domu. Zaczęłam teraz zastanawiac się nad tym co powiedział mi Lou. Ale nie chciałam mówic o tym mamie, bo nie chciałam jej denerwowac. Moje rodzeństwo miało narodzic się dokładnie 3 lipca. Tak dużo czasu. Strasznie dużo. No ale muszę byc cierpliwa. Byłąm tak szczęśliwa z przyjazdu, że nawet wesoło przywitałam Tomka. On chyba też zmienił trochę swoje nastawienie w stosunku co do mnie. Usiadłam przy stole.
- Mamuś zaprosiłam kolegę w drugi dzień świąt. - powiedziałam odkrawając kawałek pieroga, które postawiła mi przed nosem mama.
- Kolegę? - udam, że nie usłyszałam tej ironii.
- Tak. Wiesz chłopcy pojadą do swoich dziewczyn w święta nie chciałam, żeby został sam. Poza tym mi też przyda się jakieś towarzystwo.
- Owszem. - odparła z ogromnym uśmiechem - Dlatego zaprosiłam na Wigilię Jessicę.
Zakrztusiłam się jedzeniem.
- Jessicę od wujka Romka? - odparłam i popiłam wodą jedzenie.
- Tak.
O nie! Mama chyba chce mnie zabic. Jessica to demon w ciele aniołka. Jak moja rodzicielka może mi to zrobic? To najgorsza kuzynka na świecie. Kilka razy próbowała poderwac Tomka jak z nim byłam, próbowała przeciągnąc na swoją stronę moje przyjaciółki, próbowała zając moje miejsce na stażu w agencji modelek. Świetna kuzynka. Moja najlepsza! Dobrze, że mama nie zaprosiła cioci Barbary. Zaśmiałam się w duchu. Zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Jami? Odebrałam.
- Hej. Co u ciebie? - spytałam dośc pogodnie.
- A nic. Słyszałam od Horana, że zaprosiłaś go na święta. Masz za dużo jedzenia w lodówce?
Zaśmiałam się. Tak. Cały Niall. Mógłby tylko jeśc.
- Nie. Po prostu wy zabieracie chłopaków do siebie. Pomyślałam, że przyda mi się towarzystwo więc zaprosiłam go do mnie.
- A pomyślałaś, jak z tym się poczuje Zayn?
- To zamknięty rozdział. - odparłam już poważnie.
- Może dla ciebie. Ale on nadal cię kocha. Dlaczego nie uwierzyłaś Louisowi? Perri naprawdę nie jest z nim w ciąży. Ja bym cię nie okłamała.
- Dośc! Nie chcę tego słuchac! Daj sobie spokój, bo ja zrobiłam to już dawno.
- Jak chcesz. Psujesz sobie na siłę życie. - odparła i rozłączyła się.
Żeby ochłonąc wyszłam na spacer. Poszłam do galerii. Musiałam kupic jakieś prezenty. Dla mamy miałam perfumy. Z NY. Ale co kupic Robertowi i Tomkowi? Hmmm... Chodząc po wielu sklepach nie znalazłam niczego co przyciągnęłoby moją uwagę. No może jedynie skuter, ale nie było mnie na niego stac. Przeszłam się jeszcze po mieście i wróciłam do domu, lecz było już tak późno, że tylko wzięłam prysznic i poszłam spac.

*Louis*
Nic specjalnego się nie działo. Szał przed świątecznych zakupów. Chodziłem po galerii szukając czegoś odpowiedniego dla mojej Księżniczki. W sumie tylko jedna rzecz przyciągnęła moją uwagę. Był to pierścionek z kryształem. Nie był zbyt duży ani zbyt mały. Podobno zmieniał kolor w zależności od nastroju. I faktycznie dział. Postanowiłem go kupic. Miałem nadzieje, że Jasmin się spodoba. Gdy wróciłem do domu w salonie była mała imprezka w której uczestniczyli Niall i Liam. Postanowiłem im nie przeszkadzac. Byli już nieco pijani więc tym bardziej pokierowałem się do kuchni. Siedziała tam Jami. Tylko co robiła tu sama?
- Jasmin? - szepnąłem.
Ona wstała i mocno się do mnie przytuliła. Odwzajemniłem jej uścisk.
- Co się stało? - pogładziłem ją po włosach.
- Pokłóciłam się z Liz.

- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. - wytarłem jej poliki.
Uśmiechnęła się lekko.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła Lou? - była trochę bardziej wesoła.
- Zapłakałabyś się na śmierc. - po tych słowach mocno uderzyła mnie w ramie, a raczej pozwoliłem jej tak myślec - Boli. Musisz teraz pocałowac. - poskarżyłem robiąc słodkie oczka.
- Z chęcią. - odparła i pocałowała mnie namiętnie.

*Harry*
Byłem w swoim pokoju. Pakowałem rzeczy. Chciałem już niedługo jechac do rodziców. W końcu za niedługo święta. Ale myślałem tylko o Rose. O jej pięknym uśmiechu, słodkich oczach i pogodnym nastawieniu. Nie potrafiłem jej wyrzucic z głowy. Musiałem coś z tym zrobic. Zakochiwałem się coraz bardziej. Ale czy ona to odwzajemniała? Do tej pory mówiła, że nie, ale ja w to nie wierze. Kiedy ją całuję... Czuję, że między nami coś jest. Coś dużo więcej niż przyjaźń. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Po chwili do pokoju weszła ONA.
- Wyjeżdżasz? - spytała patrząc na walizki.
- Jadę do rodziców. Chcę spędzic z nimi święta. - odparłem i podszedłem do niej.
- Spotkamy się? - spytała patrząc w moje oczy.
- Kiedy? - odparłem i objąłem ją w talii.
Przez chwilę milczała. Uśmiechnąłem się.
- W święta. - dodała.
- Jeśli tylko będziesz chciała. - mruknąłem i musnąłem ustami jej policzek.
Jednak ona nie puściła mnie. Objęła moją szyję. Co ona robiła? Spojrzała w moje oczy.
- Harry... kocham cię. - wyszeptała najciszej jak to było możliwe.
- Ja ciebie też, Rose.
Poczułem ciepło. To uczucie kiedy wiesz, że komuś na tobie zależy. Pocałowałem ją. Teraz oboje wiedzieliśmy, że między nami jest coś więcej niż przyjaźń.

*Elizabeth*
Następnego dnia szybko zjadłam śniadanie i ubrałam się w czarne dżinsy i biały sweterek. Idealny kontrast. Ponieważ w Polsce też napadało sporo śniegu złożyłam czarne kozaki i płaszcz, również czarny. Nikt nie umarł, ale w sumie tak się złożyło, że byłam dzisiaj na czarno nie licząc sweterka. Znów zajrzałam do galerii. Tym razem w oko wpadły mi cygara. Nie wiedziałam czy Robert pali, ale były to niby takie prawdziwe więc postanowiłam je kupic. Został prezent dla Jessici, Tomka i Niallera. Ale zadzwoniła mama i powiedziała, że dla Tomka i Jessici już coś ma. Ok. Postanowiłam, znaleźc coś dla blondyna. W końcu zdecydowałam się na czarną koszulkę z napisem: I love Polish girl!. Nie mogłam się oprzec. Miałam nadzieje, że założy ją kiedyś na koncert. Coś mnie podkusiło, ale... Kupiłam też połówkę serca z literą L. Pierwsza litera mojego imienia. Nie wiedziałam po co mi ta połówka, ale kupiłam ją. W domu zapakowałam wszystkie prezenty i pochowałyśmy je z mamą w moim pokoju. Mi i Tomkowi przypadło ubieranie choinki bo już tylko 3 dni. Mama i Robert zajmowali się jedzeniem, które można już było przygotowac. Jessica miała przyjechac w Wigilię. W sumie może Niall też będzie chciał? Nie... W sumie to on jedzie do swojej rodziny. Ale i tak cieszyłam się, że przyjedzie. Tak minął mi kolejny dzień w domu. Nasze drzewko wyglądało olśniewająco.
Dziś cały dzień sprzątałam; wycierałam kurze, odkurzałam, myłam okna i podłogi. Robiłam wszystko, żeby nasz dom wyglądał idealnie. Nawet Robert z synem rozwiesili lampki na dachu. Powiem, że efekt był śliczny. Nic dodac nic ując. Przygotowałam, też pokój dla Jassici. W końcu musi gdzieś spac. Dla blondyna też. Pościeliłam im łózka i takie tam. Chciałam się wyspac bo jutro Wigilia. Należy coś jeszcze ugotowac i przyszykowac wszystko. Chcę pomóc mamie. Żeby nie robiła wszystkiego sama więc już o 20:30 byłam w łóżku.

*Rosmary*
Dzisiaj wieczorem Harry wyjeżdżał. Ja z resztą też, ale nie mogłam strawic naszego rozstania. Po porostu chciałam byc blisko Stylesa, a musieliśmy rozstac się na kilka dni.
- Uważaj na siebie Rose. - powiedział Harry zanim miałam iśc na odprawę.
- Będę. Obiecaj, że do mnie przyjedziesz.
- Przysięgam. - wyszczerzył się.
Pocałowałam go namiętnie.
- Niedługo się zobaczymy. - szepnęłam i złapałam walizkę, bo gdyby jeszcze coś powiedział zostałabym z nim.
Podróż minęła mi bardzo szybko. W domu przywitała mnie mama i tata. Pewnie znowu zjedzie się cała rodzina, ale trochę za tym zatęskniłam. Chciałam, jeszcze spotkac się z Liz. A w sumie... Nie. Nie powiem jej co zrobi Malik. Niech będzie miała niespodziankę.











_______________________________
Tak wiem krótki ale nie mogłam się powstrzymac i muszę go dodac,
Dzięki za wsparcie. Mam wenę więc może coś jeszcze dzisiaj wstawię, ale dłuższego ;)

Rozdział 11

W końcu. Zostawiłam rzeczy w pokoju. Ed gdzieś poszedł. Ok. Postanowiłam się przespacerować. Jakoś dziwnie nie odstraszały mnie ciemne uliczki. Jednak nimi nie chodziłam. Zaczął podać śnieg. Prawda. Dzisiaj jest 1 grudnia. Spacerowałam parkiem. Obficie padało białym puchem - sięgał mi już do kostek. Szkoda, że z nikim się nie pożegnałam. Nie miałam nawet kiedy... Co oni muszą o mnie myśleć? Nie chciałam tego wiedzieć. Teraz ważne było, żebym w końcu zajęła się sobą.
- Liz? - usłyszałam znajomy głos za plecami.
Odwróciłam się.
- Co ty tu robisz? - spytałam zdziwiona patrząc na niego.

*Louis*
Chciałem przemówić Malikowi do rozsądku. W końcu się udało. Ja miałem jechać do NY. Ok. Może uda mi się ją ściągnąć do domu. Spakowałem się. Do pokoju weszła Jami.
- Louis uważaj na siebie. - powiedziała cicho.
Widziałem jak jest jej ciężko. Ja też nie chciałem się z nią rozstawać, ale ona wiedziała, że Liz była dla mnie kimś więcej niż znajomą.
- Będę. - mocno ją przytuliłem.
Chcąc ją pocieszyć uśmiechnąłem się.

Odwzajemniła to. Pocałowałem ją.
- Ty też na siebie uważaj. - odparłem i popędziłem na lotnisko.
Na samolot zdążyłem w ostatniej chwili. Przez całą długą podróż tylko myślałem; o Jami; o Liz; o Zaynie i Liz. Nawet jeśli nie chciałem, żeby byli razem nie mogłem nic zrobić. Miałem nadzieje, że im się ułoży. Kurczę, wiedziałem, że coś między nimi jest! Musisz ją znaleźć Lou. Liz musi w końcu poznać prawdę. Przez całe życie była nieświadoma, a od 5 lat okłamywana. To niesprawiedliwe. Nie wiem jak mogli jej to zrobić, ale wiem, że jedno chce to naprawić. Byłem na miejscu. NY był zasypany śniegiem. Było dość jasno, lecieliśmy całą noc. Biały puch sięgał mi prawie do kolan. Widziałem, że odśnieżają, ale czy to coś da, skoro ciągle pada? Od czego mam zacząć? Nie wiem gdzie oni są. Zadzwoniłem do Ed'a.
- Cześć. - przywitałem się.
- Hej, Louis. Czemu dzwonisz tak wcześnie? A... inna strefa czasowa. Zapomniałem.
- Nie. Nie o to chodzi. Jestem w NY. Muszę porozmawiać z Liz. Jest gdzieś obok?
- Nie. Wieczorem jej nie było, a jak rano się obudziłem zostawiła mi kartkę, że mam się nie martwić i że wyprowadza się z hotelu.
Co ona kombinowała? Jak by chwilę nie mogła zostać w jednym miejscu!
- Ok. Dzięki Ed. Do zobaczenia.
- Trzymaj się stary.
Odłożyłem telefon do kieszeni. Liz utrudnia mi znalezienie się jak to tylko możliwe. Poszedłem do pobliskiej kawiarni. Byłem głodny, w samolocie nic nie jadłem. Zamówiłem gorącą kawę i tosta z serem. Usiadłem przy oknie. Obok mnie przeszła znajoma sylwetka. Przy następnym stoliku usiadła Liz. Ale masz szczęście Louis!
- Liz. - zawołałem ją.
Dziewczyna nieufnie podeszła i usiadła obok mnie.
- Jesteś sam? - spytała.
- Tak. Liz, wiem, że nie będziesz chciała ale wróć ze mną do Londynu.
- Co? Nie. Louis tak jest dobrze. Zayn będzie miał szczęśliwą rodzinę, a ja zacznę nowe życie tutaj.
- Mówiąc tutaj masz na myśli kawiarnię? - zaśmiałem się cicho.
Spiorunowała mnie wzrokiem.
- Przepraszam. - mruknąłem - Słuchaj nie przyjechałem tu tylko po to, że Zayn chciał, żeby cię ściągnąć. Poza tym Perri nie jest z nim w ciąży. Jami słyszała jej rozmowę.
Widziałem zrezygnowanie na jej twarzy.
- Louis widziałam jej USG. Jest w ciąży bez wątpienia. Dlaczego jeszcze przyjechałeś po mnie?
Ups... Co mam jej powiedzieć? Myśl Lou. Myśl!
- Musisz czegoś dowiedzieć się o swoich rodzicach.
- Wiem wszystko. Tata nie żyje od 5 lat a mama ma narzeczonego w Polsce.
Pokręciłem głową. Ona nic nie rozumiała. To nie było takie proste.
- Liz twój ojciec żyje. - zdziwiłem ją.
- Skąd to wiesz? Jakim cudem? Byłam na jego pogrzebie. - popatrzyła w ziemie.
To musiało być dla niej trudne. Dowiedzieć się po tak długim czasie, że jednak ktoś kto "umarł" żyje... To brzmi jak dobry żart, ale nim nie jest.
- Znam go. Po prostu. Zaufaj mi i wróć do Londynu.
- Lou teraz nie mogę. Muszę przez dwa tygodnie nagrać kilka piosenek, a potem wracam do domu na święta. Obiecałam mamie. Przykro mi... ja... muszę to przemyśleć.
Rozumiałem ją doskonale.
- W porządku. Liz nie śpiesz się, ale daj mi odpowiedź po świętach.
- Ok. Dzięki, że nie naciskasz Louis.
- Nie masz za co. Od czegoś ma się przyjaciół nie?
Przytuliłem ją. Tylko, że jesteś...
- Na razie. - powiedziała.
- Pa Liz. - odparłem cicho.

*Elizabeth*
Całe dwa tygodnie musiałam wcześnie wstawać. O 6:00 musiałam być na nagach. Dzisiaj ostatni dzień. Wypiłam ciepłą herbatę i ruszyłam do studia. Kolejny kawałek dzisiaj. Sponsor chce wydać moją płytę. Cieszyłam się z tego. W końcu stanę na nogi. Przywitałam się ze wszystkimi. Stanęłan przy mikrofonie;

Mówisz o miłości
To śmieszne
Tyle przeżyliśmy
Jednak daleko od siebie
Każdego ranka pięknie kłamałeś
Każdej nocy znowu do tego wracałeś

Nasze życie to nie bajka
Nie będę twoją Julią
Nie będziesz moim Romeo
Już dawno straciliśmy to
Co codziennie widze po drugiej stronie lustra...

Spójrz co ze mną zrobiłeś
Nie jestem zdolna do miłości
Całe moje myśli są zajęte tobą
Chcę rozłożyć skrzydła i wzbić się w powietrze
Jednak jeśli tego chcę mogę
Ale tylko z tobą

Tak wyglądało ostatnie 14 dni. Śpiewanie na pełnych obrotach. Ale uwielbiałam to. Po skończeniu pożegnałam się z całą ekipą. Rozeszli się do domów,  a ja zostałam sama z moim sponsorem.
- Myślę że płyta będzie gotowa za kilka dni. - powiedział z uśmiechem - Masz wielki talent Liz. Nie zmarnuj tego.
- Dzięki Eric. - odwzajemniłam jego gest - A co u reszty? Jami coś nagrywa?
- Tak. Ale nie pali jej się. Chyba chce zrezygnowac.
Zdziwiłam się. Przecież ona od zawsze marzyła o śpiewaniu.
- Dlaczego? - usiadłam na przeciwko niego.
- Pomyśl jak często będzie się widywała z Louisem jak oboje będą mieli trasę. Może dlatego. Nie wiem. Ona mi nic nie mówi odkąd wyjechałaś. Tęsknią wszyscy za tobą. Szczególnie... - przerwałam mu.
- Przestań! To zamknięty rozdział. Nie wracam do tego.
Wzruszył ramionami. O co mu chodzi? Przecież wiem wszystko. Nie chcę pozbawic bezbronnego dziecka ojca. To nie jest wina tego maleństwa. Po dłuższym namyśle po prostu wiem że tak musiało byc i tyle.
- Jak chcesz. Ale on nadal cię kocha. Miłych świąt Liz.
Po wypowiedzeniu tych słów zabrał swoje rzeczy i wyszedł zostawiając mnie z moimi myślami...

*Zayn*
Nadal nie mogłem się pogodzic z tym, że ona wyjechała. Musiałem ją znaleźc. Minęły już trzy tygodnie a ja nawet z nią nie rozmawiałem. Cholera weź się w garśc! Został tydzień do świąt. No dobra. 5 dni. Mam pięc dni na to, żeby dowiedziec się gdzie Liz spędza święta. To może nieco ułatwic mi zadanie.
- Zayn! Piosenka Liz leci w radiu! - zawołał mnie Louis z dołu.
Szybko zebrałem się z łózka i zbiegłem po schodach mało co się nie zabijając. Stanąłem jak wryty. Nie wierzyłem... Nie uwierzę jeśli mi powie, że nic do mnie nie czuje, bo to co słyszałem mówiło samo za siebie:
Spójrz co ze mną zrobiłeś
Nie jestem zdolna do miłości
Całe moje myśli są zajęte tobą
Chcę rozłożyć skrzydła i wzbić się w powietrze
Jednak jeśli tego chcę mogę
Ale tylko z tobą
Cholera, muszę ją znaleźc! Kocham ją. To nigdy się nie zmieni.
- Jami, gdzie Liz spędza święta? - spytałem zdeterminowany.
- Chyba u mamy. W Polsce.
- Jesteś w stanie podac mi dokładny adres? - dociekałem.
Spotkam się z nią. Chcę to wszystko naprawic. To jest ta jedyna. Po prostu to wiem.
- Co ty kombinujesz? - dodał Louis ale go zignorowałem.

*Rosmary*
Z każdym dniem coraz bardziej zbliżałam się do Hazzy. Zaczęłam coraz bardziej dostrzegac jego dobre strony. Siedzieliśmy przytuleni w moim pokoju, odizolowani od innych. Oni wszyscy przejmowali się Liz i Zaynem. Ja wiedziałam, że to wszystko się ułoży. Na to potrzeba czasu. Teraz moje całe myśli zajął Loczek. Nie wiedziałam czemu. Nadal uważałam, że między mną a nim nie ma nic więcej niż przyjaźni. Przynajmniej z mojej strony.
- O czym myślisz? - spytał, a jego ręka błądziła po moich plecach.
- Harry... Czy to wszystko nie zaszło za daleko? - usiadłam na przeciwko niego i spuściłam wzrok.
- Jak to?
Dlaczego nie wie o co mi chodzi? Mógłby trochę ułatwic mi to trudne zadanie.
- No... my. Nie zrozum mnie źle, ale ja nadal... nadal nie wiem czy coś z tego będzie.
Nie wiedziałam jak inaczej mogłabym mu to powiedziec, żeby aż tak bardzo go nie zranic.
- Rose... - mruknął cicho, a po chwili byłam w jego ciepłych ramionach. To ostatnio w tym miejscu czułam się najlepiej - Proszę, nie skreślaj nas jeszcze.
- Nigdy tego nie skreślę. Ale widzisz w tym sens?
Bo ja nie za bardzo. Na razie nie czułam potrzeby angażowania się w jakikolwiek związek.
- Tak. Z każdym dnie coraz bardziej się poznajemy. Z każdym dniem bardziej się w tobie zakochuje. I z każdym dniem widzę, że twoje nastawienie do mnie się zmienia.
- Nie rozumiem.
Co chciał mi przez to powiedziec? Przecież ja... ciągle byłam taka sama. Co on widział we mnie czego ja nie byłam w stanie dojrzec.
- To zrozum. - odparł z uśmiechem.
Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku, a ja nie byłam w stanie się mu oprzec...

*Niall*
Ta... Miłośc wszędzie, nawet na zakręcie. Bo się wykoleiła. Patrząc na to co mnie otacza zastanawiam się czy kiedykolwiek ją znajdę i czy chcę ją znaleźc. To wszystko wydaje mi się nieco dziwne. Na święta jadę do rodziny. Wszyscy chyba tak robimy. Ale później Jami jedzie do Lou, a później Louis jedzie do niej do Polski. Tak samo Liam... Harry i Rose raczej też. Zayn na pewno pogodzi się z Liz. A ja? Jestem sam... Raczej nikt mnie nie zaprosi... Odezwał się mój telefon.
- Halo? - odebrałem zrezygnowany.
- Hej Nialler, tu Liz. - przywitała się wesoło dziewczyna.
Zaskoczyła mnie swoim telefonem, ale jednocześnie rozweseliła.
- Hej, Liz. Co u ciebie? - odparłem wesoło.
- Nic ciekawego. Masz jakieś plany na drugi dzień świąt? Pomyślałam, że może do mnie przyjedziesz. Pokażę ci nieco moje miasto.
Naprawdę? Chciała, żebym przyjechał?
- W sumie... Czemu nie. Brzmi fajnie. To kiedy mam się zjawic?
- Tak! - odparła wesoło - Wiedziałam, że się zgodzisz. Kiedy chcesz. Ale 26 masz byc w moim domu.
- Aj, aj kapitanie.
Zaśmiała się.
- Do zobaczenia.
- Hej Liz.
Zależy komuś na mnie. Ostatnio wszyscy się od siebie odsunęliśmy. Myślę, że święta to czas żeby to naprawic. Tak, Nialler! Ty i te twoje świetne pomysły...







_______________________________________
No to teraz się tłumaczę tak... Eh...
Odpowiedzi na pytania pozostawione pod ostatnim postem pojawiac się będą stopniowo. Ale jak myślicie; co knuje Niall? To będzie coś specjalnego. A i specjalnie na prośbę Ann. Już nie długo blondyn nie będzie samotny, ale więcej nie powiem ;)
A i piszę z kompa na którym nie mogę pisac <- ć
nie chcę mi się tego poproawiac ale mam nadzieje, że się rozczytacie ;) do następnego

wtorek, 18 listopada 2014

News...

Zakochałam się!!!
Słyszeliście?
https://www.youtube.com/watch?v=nGYyTw9RIa8&index=5&list=UUbW18JZRgko_mOGm5er8Yzg
Boskie!!!
A i jeszcze to (dla magicznej, bo wiem, że jak jej nie zmotywuje to nie zobaczy):
https://www.youtube.com/watch?v=yOG-KCj6Q9k&index=15&list=UUbW18JZRgko_mOGm5er8Yzg

Harry:
Who’s that shadow holding me hostage?
I’ve been here for days
Who’s this whisper telling me that I’m never gonna get away?

Zayn:
I know they’ will be coming to find me soon
But I feel I’m getting used to
Being held by you

Harry:
Baby, look what you’ve done to me
Baby, look what you’ve done now
Baby, I’ll never leave
If you keep holding me this way

Wszyscy (Harry):
Baby, look what you’ve done to me
Baby, you’ve got me tied down
Baby, I’ll never leave
If you keep holding me this way

Louis:
Who’s this man that’s holding your hand
And talking ‘bout your eyes?
Used to sing about being free
But now he’s changed his mind

Niall:
I know they’ll be coming to find me soon
But my Stockholm Syndrome is in the room
Yeah, I fell for you

Harry:
Baby, look what you’ve done to me
Baby, look what you’ve done now
Baby, I’ll never leave
If you keep holding me this way

Wszyscy (Harry):
Baby, look what you’ve done to me
Baby, you’ve got me tied down
Baby, I’ll never leave 
If you keep holding me this way

Liam:
All my life I’ve been on my own
I used to like to gather home 
And now together we’re alone
And there’s no other place I’d ever wanna know

Harry:
Baby, look what you’ve done 

Wszyscy (Harry):
Baby, look what you’ve done to me
Baby, look what you’ve done now
Baby, I’ll never leave
If you keep holding me this way

Baby, look what you’ve done to me
Baby, you’ve got me tied down
Baby, I’ll never leave 
If you keep holding me this way

Harry:
Baby, look what you’ve done

Baby, look what you've done to me
Baby, look what you've done to me

Tłumaczenie:
Harry:
Kto jest tym cieniem, trzymającym mnie jak zakładnika? 
Byłem tu wiele dni.
Kto szeptem mówi mi, że nigdy stąd nie ucieknę?

Zayn:
Wiem, że oni niedługo przyjdą mnie odnaleźć,
Obawiam się jednak, że przyzwyczaiłem się do bycia uprowadzonym przez ciebie.

Harry:
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, zobacz, co teraz zrobiłaś.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymała mnie w ten sposób.

Wszyscy (Harry):
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, masz mnie przywiązanego.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymała mnie w ten sposób.

Louis:
Kto jest tym mężczyzną, który trzyma twoją dłoń?
I mówi o twoich oczach?
Śpiewał, o byciu wolnym, 
Ale teraz zmienił zdanie

Niall:
Wiem, że oni przyjdą mnie odnaleźć już niedługo,
Ale mój Syndrom Sztokholmski jest w tym pokoju
Tak, straciłem dla ciebie głowę.

Harry:
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, zobacz, co teraz zrobiłaś.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymała mnie w ten sposób.

Wszyscy (Harry):
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, masz mnie przywiązanego.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymała mnie w ten sposób.

Liam:
Całe czas żyłem na własną rękę,
Kiedyś światło kierowało mnie do domu,
Ale teraz razem jesteśmy samotni,
A na świecie nie ma miejsca, które kiedykolwiek chciałbym odwiedzić.

Harry: 
Kochanie, spójrz, co zrobiłaś

Wszyscy (Harry):
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, zobacz, co teraz zrobiłaś.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymał/a mnie w ten sposób.

Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, masz mnie przywiązanego.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymał/a mnie w ten sposób.

Harry: 
Kochanie, spójrz, co zrobiłaś

Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś,
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.