sobota, 29 listopada 2014

Kiedy rozdział???

Tak to teraz hejty za ten tydzień. Naprawdę starałam się coś napisać (mam większość rozdziału) ale nie wiem czy dam radę wstawić wam rozdział jeszcze w listopadzie :-) Postaram się ale jeśli się nie uda to postaram się nadrobić to w grudniu. Więc rozdział dzisiaj, jutro albo po pierwszym ;-)
Dzięki za ostatnie komentarze <3

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 15

Kiedy się obudziłam Zayn nadal spał. Nie budząc go wstałam i wciągnęłam na siebie jakieś rurki i niebieską koszulkę. Pocałowałam go w policzek i zeszłam na dół. Przygotowałam sobie śniadanie. Po chwili przyszedł Louis. Wyglądał dobrze jak na ilośc alkoholu, którą wypił.
- Cześc. - przywitałam się.
- Hej. - odparł - Liz, miałaś dac mi odpowiedź po świętach. Przepraszam, że zapomniałem, ale to wszystko dzieje się za szybko. Teledyski i trasa...  Musimy odpocząc.
- W porządku. Ja... Chcę się z nim spotkac. - powiedziałam niepewnie.
Chłopak uśmiechnął się. Ej... Ale w sumie czemu mu tak na tym zależało? Musiałam się tego dowiedziec...
- Ok. Masz dzisiaj czas?
- Nie. Zayn zaprosił mnie na randkę.
- Ooo... To, życzę udanej zabawy. - puścił do mnie oczko i poszedł do góry.
Miałam nadzieje, że Niall już nie śpi. Musiałam z nim pogadac... Umyłam naczynia i poszłam do góry. Przed jego drzwiami zawahałam się. A jeśli on mnie znienawidzi? Trudno... Muszę mu to powiedziec... Zapukałam. Do moich uszu doszło ciche: Proszę. Weszłam. Leżał twarzą w poduszkę i wyglądał trochę jak trup.
- Niall musimy pogadac. - zwróciłam się do niego i usiadłam na łóżku.
Obrócił się na plecy i spojrzał na mnie.
- Ok.
Wzięłam głęboki oddech. Dasz radę Liz. Powoli.
- Niall nie obraź się ale Jess to nie jest dziewczyna dla ciebie. Nie mówię ci tego dlatego, że ty nie jesteś dla niej odpowiedni tylko dlatego, że ona złami ci serce. Tak jak każdemu swojemu facetowi. Ona się tylko nimi bawi.
- Nie wierzę ci Liz. Jak byłem u was na święta była miła i...
- Nawet przy mnie podrywała Zayna. - dodałam.
Zdziwił się. Widziałam, że nie może w to uwierzyc.
- Kiedyś byłyśmy przyjaciółkami. - dodałam - Ale pokłóciłyśmy się. Odbiła mi chłopaka, a potem go rzuciła. Pomyśl o tym.
- Przepraszam, że powiedziałem, że może przyjechac...
Teraz zrozumiał jak ciężko będzie mi przebywac z nią w jednym mieście, domu, pokoju...
- W porządku. Rozumiem. Mam tylko nadzieję, że nie przyjedzie...
Ktoś zadzwonił do drzwi. Szybko ruszyłam, bo ktoś był nachalny i ciągle dzwonił. Pewnie już wszyscy się pobudzili. Szybko otworzyłam drzwi i zaniemówiłam...
- Hej, Liz. - powiedziała Jessica - Twoi rodzice wynajęli mi nie daleko kawalerkę. Będę cię często odwiedzac kuzyneczko.
Przepchnęła się koło mnie. Zgryzłam wargę. Ałc! Za mocno... Zamknęłam drzwi.
- Zayn! - usłyszałam jej przesłodzony głosik.
Po chwili szatyn w samych szortach pojawił się obok mnie. Spojrzał na mnie pytająco.
- Rodzice wynajęli jej kawalerkę niedaleko nas. - odparłam wściekła. Podeszłam pod schody - Nialler, Jess przyjechała! - krzyknęłam i ruszyłam do kuchni.
W salonie Jessica już rozwaliła się na kanapie. Czuła się jak u siebie w domu. Była bezczelna. Nawet jeśli ze mną nie mieszkała, będzie mnie wystarczając donerwowac częstymi odwiedzinami. Zayn przytulił mnie.
- Dasz radę. Dzisiaj i tak nie będzie nas w domu. - cmoknął mnie w szyję.
- A co zamierzasz porwac mnie na całą noc? - uśmiechnęłam się i stanęłam przodem do niego.
- Czemu nie... - wyszczerzył się.
Chciał mnie pocałować, ale między nami przepchnęła się Jessica. Byłam mocno wkurzona.
- Macie coś do jedzenia? - spytała i zajrzała do lodówki.
Ugh... Jak ona jest denerwująca, bezczelna... Mogę wymieniać bez końca. Zayn obrócił mnie przodem do siebie.
- Przygotuj się. Jest - spojrzał na zegarek - 13... O 16 musisz być gotowa. Wyrobisz się?
- Godzin mi starczy. - odparłam z uśmiechem i objęłam jego szyję.
- Wychodzisz gdzieś? - spytała Jess.
Musiała być wtyczką mojej mamy. Więc czemu by nie zezłościć trochę oby dwóch? Z mamą nie widziałam się równie dawno. Nie mogłam być przy narodzinach mojej małej siostrzyczki - Nadii - ponieważ Zayn wyjeżdżał. Chciałam z nim posiedzieć. Do mamy pojechałam niedługo potem. Pokłóciłyśmy się. Od tamtej pory nie było mnie w domu.
- Nie będzie mnie dzisiaj na noc. Jak chłopaki się zgodzą możesz zostać. - powiedziałam i cmoknęłam Zayna po czym poszłam do mojego pokoju.
Spojrzałam na mój telefon. Nikt nie dzwonił. Dobrze... Będę miała spokój. Poczułam ciepłe objęcia.
- Zrobiłaś to specjalnie, prawda? - spytał szatyn i musnął mój policzek ustami.
- Chciałam się na niej w końcu odgryźć. I tak jest 100 razy gorsza. - odwróciłam się do niego - Idź się ubrać. Nie wiadomo co Jess strzeli do głowy.
Wyszczerzył się ukazując rząd białych zębów.
- Jesteś zazdrosna? - objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.
- Może... - moje usta wykrzywił uśmiech.
Po chwili przytuliłam się do niego. Nigdy mi się to nie znudzi. Uwielbiałam jego objęcia... Były takie bezpieczne... Zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz. Pocałował mnie czule w czoło i wyszedł z uśmiechem na ustach. Był niemożliwy... Koło 15 zaczęłam się szykować. Postanowiłam ubrać tą sukienkę. Była taka... idealna.

Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zrobiłam sobie lekki makijaż. Na stopy włożyłam szpilki koloru sukienki (pożyczyłam od Rose ;) ). Założyłam jeszcze skórzaną kurkę. Nie wiedziałam gdzie Mulat chce mnie zabrać. Zeszłam na dół. Zayn też był gotowy. Miał na sobie czarne spodnie i opinający biały podkoszulek, a na jego szerokich barkach swobodnie spoczywała skórzana kurtka.
- Idealnie do siebie pasujecie. - zaśmiała się Rose i w tym momencie Malik na mnie spojrzał.

Zachwyt w jego oczach mówił mi wiele. Po chwili był już obok mnie.
- Wrócicie na noc? - spytał niby od niechcenia Lou.
- Zastanowię się. - powiedział Zayn z cudnym uśmiechem, od którego nie mogłam oderwać oczu.
On również się we mnie wpatrywał. Zagryzłam wargę. Musiał być tak cholernie przystojny? Jego ręce wylądowały na mojej talii. Skradł mi niewinny pocałunek. Znów zastygliśmy wpatrując się w siebie. Dla osoby obcej wyglądało by to dziwnie, ale prawda była taka że brakowało nam czasu żeby nacieszyć się sobą. 
- No idźcie już. - powiedziała Jami.
Oboje z ogromnymi uśmiechami złapaliśmy się za ręce i poszliśmy do auta. To była nasza pierwsza randka. Nie liczyłam tego kiedy chłopak był ze mna w lesie kiedy uciekałam. W samochodzie było zimno. Skuliłam się na fotelu co nie uszło uwadze Zayna. Objął mnie ramieniem. Od razu lepiej. 
- Będziemy dość długo jechać. - uprzedził. 
- To nic. W końcu posiedzimy trochę razem.
- A do tej pory nie siedzieliśmy? - rzucił mi krótkie spojrzenie.
Nie... to nie o to mi chodziło. 
- Źle mnie zrozumiałeś. - zaprzeczyłam szybko - Odkąd się poznaliśmy nie mieliśmy zbyt wiele  czasu żeby posiedzieć sam na sam.
Uśmiechnął się. Jego prawa rękach spoczywała na kierownicy druga trzymała moją. 
- Zgodzę się z tobą. Liz...
Zaczęliśmy opowiadać sobie o naszej przeszłości. On trochę jak minęło mu dzieciństwo i ja jak tęsknilam za tatą. I tak minęła nam cała podróż....

*Jessica*
Dlaczego Liz zawszr musiała mieć faceta który mi się podoba?! Zawsze...! Ugh... nienawidzę jej. Ale po dzisiejszej akcji w salonie. Nie ma szans żebym poderwała Zaya. Nie wiem co on w niej widzi. Spróbuje jeszcze jednego.... może będzie zazdrosny o mnie i blondynka. Ale Niall też musi w to uwierzyć. Siedział  sam w salonie. Usiadłam obok. Rzucił mi krótkie spojrzenie. Po chwili jednak znów patrzył w ekran.
- Jesteś zajęty?  - spytałam.
Nie musiałam być sztucznie miła. On jakoś lubił mnie taką... prawdziwą. To było dziwne. Widziałam że jest ostrożny. Czemu?
- Nie. - odparł. 
Odwrócił się do mnie przodem. Jego wzrok.... nie umiałam nic powiedzieć. Jego wzrok mnie zakneblował. Jakim cudem? Nigdy tak nie reagowałam.
- Obejrzymy film? - spytał z uśmiechem. 
Kusząca propozycja. Uśmiechnęłam sie się w odpowidzi bo nadal nie mogłam wydusić słowa. Poszłam do kuchni i wypiłam szklankę wody. Uspokój się. Przecież dasz radę jak zawsze. Wróciłam do blondyna już opanowana. 










---------------------
Krótki ale musiałam dodać ;-)
Mam nadzieje że wam się podoba :-)
Proszę o komy :-*

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 14

W tym roku widziałam Zayna kilka razy. Chłopcy ciągle muszą gdzieś jeździc. Ostatni raz widzieliśmy się kilka miesięcy temu. Bolała mnie ta rozłąka mino, że codziennie rozmawialiśmy przez telefon. Potrafiłam całą noc siedziec i słuchac jego głosu. Ale ja w porównaniu z Rose to nic. Ona tak naprawdę nigdy nie kochała żadnego faceta. Z Harrym było inaczej. To było widac. Mimo, że przy nas starała się byc silna, wiedziałyśmy że często gdy jest sama płacze. Jasmin też tęskniła, ale ona pozwalała sobie na optymizm typu: Niedługo go zobaczę. I tak miało się stac. Oni mięli niedługo przyjechac. Ale to całe zamieszanie z nowym albumem i teledyskami. Kiedy je oglądałyśmy chciało nam się najczęściej śmiac. Przede wszystkim nie mogłyśmy uwierzyc, że chłopcy zpuścili włosy. Rose ostatnim razem gdy zobaczyła Hazzę w kitce zasłoniła oczy i powiedziała, że mam to wyłączyc. Tęskniłyśmy. Po prostu... Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - powiedziała Rose.
Po chwili usłyszałyśmy jej krzyk. Zerwałyśmy się na równe nogi. Do pokoju wbiegło czterech zakamuflowanych mężczyzn.
- A piąty już obściskuje się z Rose? - spytała Jasmin, a oni zaśmiali się.
Pościągali kominiarki. Nie wierzyłam, że Zayn tak teraz wyglądał:

Mocno go objęłam.
- Zetniesz się prawda? - spytałam z uśmiechem.
- Na razie nie. - odparł i pocałował mnie.
Do tej chwili nie przeżyłam czegoś takiego. Zrobił to tak jakbym była jego powietrzem, które zostało mu zabrane. Tak dawno nie czułam smaku jego ust...
- Nie przy ludziach! - krzyknął Niall.
Zaśmialiśmy się oboje. Louis również zmienił fryzurę:

A na Harrego wolałam nie patrzec. Ale nadal jego i Rose nie było przy nas. Podejrzewam, że zakopią się w jego pokoju na kilka dni, żeby pogadac. Nie dziwiłam im się. Postanowiliśmy trochę posiedziec. Oczywiście chłopcy zaopatrzyli nas w alkohol. Usiadłam na kanapie obok Malika. Mocno mnie do siebie przytulił, a potem objął ramieniem. Podał mi piwo.
- No to opowiadajcie jak tam w wielkim świecie. - zaczęła Jami.
- Szczerze? - spytał Liam.
- Tutaj jest najlepiej. - odparł blondyn wygodnie rozciągając się na kanapie.
Oparłam głowę na ramieniu szatyna.
- Dobrze was w końcu widziec. - uśmiechnęłam się.
- Was też. - dodał Louis z dwa razy większym uśmiechem niż mój.
Zadzwonił mój telefon. Wszyscy umilkli. Odebrałam, bo było to połączenie od mamy.
- Hej. - przywitałam się.
Ciekawe czemu dzwoniła o tak późnej porze? W Polsce była 23. Zastanawiające...
- Cześc Kochanie. Słuchaj... rodzice Jess chcą żeby się wybiła. Dziewczyna nie ma za dużo pieniędzy więc zamieszka z tobą.
Omal nie wyplułam napoju z ust. Co?! Jakim prawem mama jej na to chciała pozwolic?! To moje życie.
- Nie zgadzam się. - odparłam - A poza tym przeprowadziłam się do Zayna.
Nie odpowiedziała. Wiedziałam, że jest wściekła.
- Nie martw się. Widziałam się z nim tylko kilka razy przez ostatni rok. - dodałam.
Nie chciałam sobie wyobrażac co ona teraz myśli i jak bardzo jest na mnie zła. To nie moja wina, że go kocham. Chciałam z nim byc, a ona w końcu musi to zaakceptowac czy jej się to podoba czy nie.
- Podaj mi adres.
Chciała zachowac neutralny ton głosu, ale jej się nie udało. Zbyt dobrze ją znałam. Była... nie mam pojęcia jak to określic. To była wybuchowa mieszanka kilku uczuc.
- Przykro mi mamo. Nie zgadzam się. - byłam nieugięta.
- Czemu nie? No dawaj Liz! - odezwali się chłopcy.
Czy ja o czymś nie wiem? Chyba tylko Niall nie miał dziewczyny? Czy coś uległo zmianie? Oni nie wiedzieli na co się piszą ja tak.
- Mieszkamy na GoldStreet 24. - krzyknął blondyn.
Niby pasuje... Nie! Co on zrobił?! Ja nie chcę żeby ona tu przyjeżdżała. Nie mam najmniejszej ochoty jej znosic.
- Ty się nią zajmujesz Niall. - warknęłam a wszyscy oprócz mnie i niego zaśmiali się.
- Przyjedź po nią do Polski. - powiedziała moja rodzicielka i rozłączyła się.
Co?! Kpiny? Na pewno nie. Ona zostanie w Polsce. Nie obchodzi mnie to, że chce... Wtedy dostrzegłam spojrzenie Niall kiedy opowiadał Liamowi o Jess. On się zakochał. Popełniał ogromny błąd. Ona złamie mu serce i zajmie się innym. Robiła tak z każdym. Wiem, bo kiedyś się przyjaźniłyśmy. Nie chciałam, żeby on cierpiał.
- W porządku? - spytał Zayn uważnie mi się przyglądając.
Nic nie odpowiedziałam tylko wstałam i poszłam do kuchni. Przemyłam twarz wodą. Oparłam dłonie na brzegach zlewu pozwalając kroplą zleciec do umywalki. Silne ręce obróciły mnie. Szatyn delikatnie wytarł moją twarz ręcznikiem.
- Chodzi o Jessice? - spytał patrząc mi w oczy.
- Chodzi o Nialla. Wiem jaka jest Jess, a on się w niej zakochał.
Obróciłam głowę. Nie mogłam wytrzymac jego spojrzenia.
- Czujesz cos do blondyna? - spojrzał w ziemie dopiero potem na mnie.
- Nie. No skąd. - zaprzeczyłam i ujęłam jego twarz w moje dłonie - Po prostu jest dla mnie jak brat. Nie chcę, żeby cierpiał z powodu dziewczyny, która nie jest tego warta.
- Może powinnaś z nim pogadac. - zasugerował obejmując mnie w talii i przyciągając do siebie.
- Sama nie wiem... Nie. Nie będzie takiej potrzeby. Ona tu nie przyjedzie.
W drodze powrotnej do salonu zatrzymałam się. Nie mogłam uwierzyc w to co słyszę.
- Co zrobiłeś?! - spytała podniesionym głosem Jami.
- No... ja zaproponowałem mamie Liz, żeby wysłała do nas Jess. - odparł Niall.
Jak mógł... Mógł. Zakochał się. Co nie zmienia faktu, że jestem wściekła. Zrobił to za moimi plecami. Weszliśmy do pokoju.
- Ty oczywiście wszystko słyszałaś nie? - spytał blondyn i spuścił wzrok.
Pokiwałam głową. Za co moje życie jest takie ciężkie? Usiadłam obok niego.
- To nie jest rozmowa na dzisiaj Nialler. Ale nie gniewam się na ciebie za to co zrobiłeś tylko za to, że za moimi plecami.
- Nie zgodziłabyś się. - popatrzył mi w oczy.
Fakt. Nie zgodziłabym się. Tu miał rację.
- Pogadamy jutro. - cmoknęłam jego policzek.
Znów usiadłam koło Malika, on jednak oplótł moje ciało rękami i posadził mnie sobie na kolanach. Oparłam się o jego klatkę lekko przymykając oczy. Tak bardzo się cieszyłam, że jest obok.

*Harry*
Z dołu dochodziły nas śmiechy i krzyki jednak to nie było ważne. Ona przy mnie była. W końcu. Mocno ją przytulałem. Wygodnie leżeliśmy na miękkim łóżku. Rose przekręciła się na brzuch i spojrzała w moje oczy.
- Jak myśli kiedy ślub?
Ale czyj? Nieco zaskoczyła mnie tym pytaniem.
- Nasz? - wyszczerzyłem się.
- Nie. Nasz za kilka lat, ale Liz i Zayna.
Zamyśliłem się. Biorąc pod uwagę to co mięli za sobą i to co mają przed sobą...
- Rok. - obstawiłem.
- Kurczę! Miałam powiedziec to samo. - udawała, że jest zła.
- Czytam ci w myślach Kochanie. - odparłem i skradłem jej jednego całusa.
Uśmiechnęła się. Cieszyłem się, że byłam w stanie wywołac uśmiech na jej twarzy. To było dla mnie coś nowego. Ona mnie kochała za to jakim jestem naprawdę, a nie za to, że jestem gwiazdą, a zdarzały się takie. Zacząłem wątpic w prawdziwą miłośc puki ona się nie pojawiła...
- O czym myślisz? - spytałem bawiąc się jej włosami.
- O tobie... O nas. - sprostowała.
Uśmiechnąłem się do niej. Tak bardzo mi na niej zależało. Przy niej nawet milcząc byłem szczęśliwy. Co się z tobą stało Styles? Nie chcesz wiedziec...
- Harry... - spojrzała w moje oczy.
- Kocham cię bezgranicznie. - odparłem nim zdążyła skończyc.
Pokiwała z niedowierzaniem głową, a potem namiętnie mnie pocałowała... Była taka słodka.

*Niall*
Liz chyba wiedziała, że podobała mi się jej kuzynka. Po prostu... Chciałem ją lepiej poznac. To źle? Liz nie była zła więc coś tu nie grało. Chyba wiedziała coś o czym powinienem wiedziec.Ok. Ogarnij się Niall. Dobrze. Teraz lepiej. Piłem kolejne piwo z rzędu. Nie wiem, które, ale zbyt dobrze mi się z nimi siedziało. Liam się ulotnił do swojej dziewczyny, a reszta została ze mną. Wyglądali uroczo. Też chcę miec przy sobie drugą połówkę. Wiem, że przyśpieszanie, robienie czegoś na siłę nic nie da. Muszę byc cierpliwy. Westchnąłem.
- Nie martw się. Znajdziesz sobie dziewczynę. - powiedziała pocieszająco Jami.
Uśmiechnąłem się do niej. Już chciałem spytac czy składa mi jakąś propozycję, ale ugryzłem się w język w ostatniej chwili. Louis by mnie za to zabił. Doskonale o tym wiedziałem.
- Poopowiadajcie coś jeszcze. - poprosiła Elizabeth wtulona w mojego przyjaciela.
- Co mamy ci opowiadac? - spytał już nieźle upity Lou - Smutno bez was.
Jami uśmiechnęła się, ale wiedziałem że jest zła na Tommo, że tyle wypił. W końcu zdecydowała się i zabrała go do sypialni bo Tomlinson wręcz spał już na podłodze. Liz i Zayn siedzieli ze mną jeszcze z godzinę, ale byłem tak śpiący, że musiałem położyc się spac. Przeprosiłem ich i bez żadnej kąpieli wskoczyłem do łóżka i prawie natychmiast zasnąłem.

*Zayn*
Kiedy blondyn poszedł Liz zabrała się za sprzątanie. Dokładnie jej się przyjrzałem. Nie zmieniła się. Przynajmniej nie z wyglądu. Zabrałem od niej puste butelki i stanąłem na przeciwko.
- Coś się stało? - spytałem próbując złapac jej wzrok, ale uciekała.
Chciała odejśc. Włożyłem moje ręce w tylne kieszenie jej dżinsów i przyciągnąłem lekko do siebie.
- Za długo cię znam Emeral. - szepnąłem jej do ucha.
Uśmiechnęła się. Wiedziałem, że coś nie gra. I miałem zamiar dowiedziec się co. Przecież byliśmy razem. Mogliśmy sobie ufac. Zawsze. Miałem nadzieje, że ona o tym wie.
- Coś się zmieniło między nami? - spytałem niepewnie.
Nie chciałem chyba znac odpowiedzi na to pytanie, ale musiałem je zadac. Jej bystre oczy spojrzały w moje. Poczułem ciepło rozlewając się po moim ciele. Uwielbiałem jej spojrzenie.
- Nie, Zayn. - objęła moją szyje - Chodzi o to, że byłeś daleko. Tęskniłam.
- Ja też. - odetchnąłem z ulgą wiedząc, że chodzi tylko o to.
Uśmiechnąłem się do niej, a moje ręce błyskawicznie zmieniły pozycje; jedna znalazła się u dołu jej pleców, a druga przy zgięciu jej kolan. Delikatnie ją podniosłem.
- Wariat. - mruknęła ze śmiechem - A kto tu posprząta?
- Rano zmuszę do tego Louisa i Nialla, bo oni wypili najwięcej. Jami była wściekła.
Powoli szedłem w stronę sypialni. Dziewczyna mocniej się do mnie przytuliła. Uwielbiałem to. Wiedziałem, że czuje się przy mnie bezpiecznie.
- Dziwisz jej się? Ja też bym była...
- Ale ja nie piję tyle co oni. Przynajmniej nie przy tobie.
Uniosła brew intensywnie mi się przyglądając. Posadziłem ją na łóżku i zamknąłem drzwi.
- Czy ja o czymś nie wiem, panie Malik? - spytała i stanęła naprzeciwko mnie.
Była tak blisko... Objąłem ją w talii.
- Nie. Wszystko ci mówię. Nie mam przed tobą tajemnic.
Uśmiechnęła się i pocałowała mnie lekko. Jej palce wplotły się w moje włosy. Moje ręce mocniej ją przyciągnęły. Brakowało mi tych chwil obok niej, w których mogłem zapomniec o wszystkim. Liczyliśmy się tylko my i to było najważniejsze... Po chwili wylądowaliśmy na łóżku ze śmiechem.
- Idę wziąc prysznic. - powiedziała i chciała wyplątac się z moich objęc.
Bezskutecznie. Zbyt mocno ją trzymałem. Nie chciałem jej póścic.
- Zayn. - zaśmiała się - To, że ty chcesz iśc śmierdzący spac, nie znaczy, że ja też.
Ja również się zaśmiałem. Przytuliłem ją. Chciałem odetchnąc od bycia gwiazdorem.
- Pójdziemy jutro na randkę? - zaproponowałem.
Widziałem jak jej oczy zabłysnęły radością. Cieszyłem się, że tak zareagowała.
- Gdzie chcesz iśc? - spytała podpierając się na jednej ręce a drugą układając moje włosy.
Wpatrywałem się w nią kiedy zagryzła wargę. Była taka... słodka? Urocza? Idealna... To było to słowo.
- Niespodzianka. - podniosłem się tak, aby moja głowa była na wysokości jej.
Znów uśmiechnęła się. Dzisiejszego wieczoru tak często powtarzała ten gest, że ja robiłem to samo.
- Masz śliczny uśmiech. - odgarnąłem kosmyk jej włosów za ucho.
Dziewczyna spłonęła rumieńcem. Nie wiedziałem, że potrafiła wyglądac tak słodko kiedy się rumieni. Musiałem częściej tak robic, bo wyglądała nieziemsko.
- Zayn, UFO! - powiedziała wskazując za mnie.
Odruchowo odwróciłem wzrok spoglądając za siebie. Jednak kiedy nic nie dojrzałem znów odwróciłem głowę. Zadowolona Liz stała przy wejściu do łazienki.
- Zaraz wrócę. - odparła z uśmiechem i zniknęła za drzwiami.

*Elizabeth*
Ten wieczór był najwspanialszym w moim życiu. Nie spodziewałam się, że będzie tak cudownie. Odepchnęłam się od drzwi i wskoczyłam do kabiny. Wzięłam gorący prysznic. Ponieważ gdy tylko woda przestała leciec zrobiło mi się zimno owinęłam się ręcznikiem. Kiedy wyszłam zauważyłam dopiero, że szatyn stoi oparty o szafkę.
- Wyjdź. Chcę się ubrac. - powiedziałam rozbawiona.
- Tak też ci ładnie. - złapał w dwa palce mokry kosmyk włosów.
Sam był bez koszulki w samych szortach. Po chwili byłam w jego ramionach. Mimo, że miałam mokre włosy schował w nie twarz. Dzisiaj tak wiele razy mnie przytulał i wcale nie miałam tego dośc. Mógłby robic to bez końca... Pocałował mnie w szyję.
- Idź ubrac się do pokoju, ja wezmę prysznic. - poprosił.
Przeszłam do pomieszczenia obok i brałam piżamę. Położyłam się na łóżku. Musiałam sprawdzic maila. Ostatnio wysłałam kilka CV. Chciałam znaleźc pracę. Przecież nie mogę życ jak pasożyt. Otworzyłam pocztę. Po chwili poczułam pocałunek w ramię. Uśmiechnęłam się lekko.
- Co robisz? - spytał siadając za mną i przytulając mnie.
- Muszę coś sprawdzic... - odparłam przeczesując wzrokiem kolejne wiadomości - Jest!
Odpowiedzieli. Z centrum sportu. Miałabym prowadzic zajęcia z koszykówki dla dziewczynek w wieku 11-13 lat. Miałam rozmowę kwalifikacyjną za kilka dni. Byłam taka szczęśliwa. Może to nie szczyt marzeń, ale dobry początek. Odpisałam, że termin mi pasuje. Zamknęłam komputer.
- Dlaczego szukasz pracy? - spojrzał mi w oczy.
- Bo, żyję z twoich pieniędzy Zayn. Nie chcę tego. Jeśli jesteśmy razem oboje powinniśmy coś wnosic do związku. - chciał mi przerwac, ale dodałam - Cicho. Wiem, że ci się to nie podoba, ale to tylko jeden dzień w tygodniu. Dwie godziny. Przeżyjesz.
Miał grymas na twarzy. Po chwili jednak pocałował mnie. To był najsłodszy pocałunek jakim do tej pory mnie obdarzył. Uśmiech wpełzł na jego twarz.
- Kocham cię Liz. Jeśli będziesz szczęśliwa to się zgodzę.
Położyliśmy się. Nie musiałam długo czekac - chłopak opiekuńczo przytulił mnie do siebie.
- Dobranoc Zayn. - szepnęłam.
- Dobranoc Liz. Kolorowych snów. - mruknął mi do ucha.
Nie wiem nawet kiedy, ale zasnęłam czując się bezpiecznie w jego ramionach.








________________________
Trochę dłuższy się udało napisac. Nie umiem wam określic konkretnego dnia dodawania. Piszę wtedy kiedy mam wenę. Ostatnio trochę jej dużo bo napisałam, aż (łącznie z tym) 9 rozdziałów w tym miesiącu. Wiecie raz gorzej, raz lepiej, ale trzymajmy się tego, że jest lepiej ;) w głowie rodzi mi się nowy pomysł, ale powiedziałam sobie: ktoś czyta twojego bloga, postaraj się i dociągnij to do końca. I tak właśnie zrobię. Ale bez zmartwień ;) czeka nas jeszcze przynajmniej 10 rozdziałów więc no stres ;)
Mam nadzieje, że się podobało, zostawcie komentarz ;)

piątek, 21 listopada 2014

Love...

http://www.youtube.com/watch?v=syFZfO_wfMQ
Oni muszą byc tak bardzo przystojni cholera?! ;)

Rozdział 13

Obudziłam się dośc wypoczęta. Była już 10 a ja jeszcze leżałam w łóżku. Musiałam się obudzic, a przede wszystkim pomóc mamie. Szybko ubrałam na siebie jakiś dres i zbiegłam do kuchni. Było bardzo dużo pracy więc kiedy Jessica przyjechała ona również musiała nam pomoc. Skończyliśmy wszystko łącznie z nakryciem stołu koło 17. Jak dobrze. Miałam chwilę dla siebie. Weszłam do pokoju po białą sukienkę w czarne wzorki, rajstopy i bolerko. Szybko przebrałam się w łazience i wróciłam do pokoju. Stanęłam przed lustrem. Włosy tylko rozczesałam. Powieki pomalowałam lekko na brązowo i pociągnęłam rzęsy tuszem. Po chwili do moi uszu dotarła znajoma melodia. Skąd...? Powoli odwróciłam się. Siedział na łóżku. Nic nie mówił. Tylko patrzył. Ale... Co on tu robił? W końcu cicho zaczął śpiewac:

Twoja dłoń pasuje do mojej jakby została stworzona tylko 
dla mnie
Ale zapamiętaj, że to było nam przeznaczone
I łączę kropki z piegami na twoich policzkach
I to wszystko ma dla mnie sens

Przeszedł mnie dreszcz. Lekka chrypka w jego głosie sprawiała, że nie mogłam się ruszyc. Nie mogłam nic zrobic. I nadal nie wierzyłam, że tu przyjechał.

Wiem, że nigdy nie lubiłaś zmarszczek wokół oczu,
gdy się uśmiechasz
Nigdy nie lubiłaś swojego brzucha ani swoich ud
Dołeczków na plecach u dołu twojego kręgosłupa
Ale ja będę kochał je bez końca

Wstał i powoli podszedł do mnie. Jednak nie za blisko. On wiedział, że to jedna z moich ulubionych
piosenek, która wywołuje u mnie silne uczucia.

Nie pozwolę, by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ale jeśli to zrobię to ty
Och, to ty z nimi tworzysz całośc
Jestem zakochany w tobie i tych małych rzeczach.

Nie mogłam wytrzymac jego spojrzenia... uśmiechu. Podszedł bliżej a ja spuściłam wzrok. Jednak jego ręka powędrowała do mojego podbródka, delikatnie unosząc moją głowę. Moje oczy znów napotkały jego...

Nie możesz pójśc do łózka bez filiżanki herbaty
I może to dlatego mówisz przez sen
I te wszystkie rozmowy są sekretami, które skrywam
Mimo, że nie mają dla mnie sensu

Jego ręce ostrożnie dotknęły mojej tali. Widząc, że nie uciekam po prostu tak stał dając mi czas...

Wiem, że nigdy nie lubiłaś swojego głosu na kasecie
Nigdy nie chciałaś wiedziec ile ważysz
Nadal musisz wciskac się w swoje dżinsy
Ale dla mnie jesteś idealna

Uśmiech jeszcze większy niż do tej pory zagościł na jego ustach, a ja nie mogłam przestac się w niego wpatrywac.

Nie pozwolę, by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ale jeśli to zrobię to ty
Och, to ty z nimi tworzysz całośc
Jestem zakochany w tobie i tych małych rzeczach.

Nigdy nie będziesz kochac siebie, choc w połowie tak mocno
jak ja kocham ciebie
Nigdy nie będziesz traktowac siebie odpowiednio, kochanie
Ale chcę, by tak było
Jeśli pokażę ci, że jestem tu dla ciebie
Może pokochasz siebie tak jak ja kocham ciebie

Znów zbliżył się do mnie. Tym razem nasze ciała do siebie przywarły. Nie odepchnęłam go. Nie potrafiłam. Bo właśnie śpiewał jak bardzo mnie kocha...

Właśnie pozwoliłem by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ponieważ to ty, och to ty, to ty... To ty z nimi tworzysz całośc
Jestem w tobie zakochany i w tych małych rzeczach

Jego ręce złapały moje. Zarzucił je sobie lekko na szyję. Jego dłonie ponownie lekko mnie objęły. A ja mogłam tylko patrzec w jego czekoladowe oczy

Nie pozwolę by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ale jeśli to zrobię to ty
Och, to ty z nimi tworzysz całośc

Jego usta odnalazły moje. Nie opierałam się. Zbyt mi na nim zależało. Zbyt go kochałam. Chodź przeczyło to całym ostatnim 3 tygodniom nie obchodziło mnie to. Po chwili uśmiechnął się szeroko.
- Kocham, cię Liz. - mruknął cicho.
Przeszedł mnie przyjemny dreszcz a po moim ciele rozlało się ciepło. Uczucie, którego dawno nie doświadczyłam. Był przy mnie... zależało mu na mnie... Przyjechał aż do Polski...
- Ja ciebie też Zayn. - odparłam patrząc w jego oczy.
Chłopak mocno mnie przytulił. To było trochę jak magia. Bo czułam się jakbym stąpała po wodzie, która chciała mnie zaciągnąc na dno, ale ktoś jej na to nie pozwalał. Nie chciałam, żeby wypuścił mnie ze swoich ramion.
- Liz! Kolacja! - zawołała z dołu mama.
- Już idę. - odparłam - Oczywiście nie uprzedziłeś mojej mamy.
Bardziej to stwierdziłam niż o to spytałam. Ale cóż... Co ja mam jej powiedziec? "No wiesz mamo, chłopak do mnie przyjechał. To nic, że włamał się do naszego domu. Nie, nie wyszedł z więzienia po prostu lubi tatuaże." Ta wersja do mnie nie przemówiła.
- Oczywiście, że nie. - odparł rozbawiony i pocałował mnie czule w czoło.
Uśmiechnęłam się. Cokolwiek o nim pomyślą - ja go kocham. Złapałam go za rękę. Dopiero teraz dostrzegłam, że ma na sobie białą koszulę i marynarkę.
- Nie ściągaj jej proszę. - powiedziałam poprawiając jego ubranie.
- Dlaczego?
Radośc w jego oczach mnie uspokajała, chodź z drugiej strony był naiwny jak dziecko.
- Moja mama... Jakby to powiedziec... Jest staroświecka co do tatuaży.
Zrozumiał. Wyszczerzył się pokazując rząd białych zębów, a ja nie mogłam się powstrzymac i skradłam mu całusa.
- Liz?! - ponowne wołanie mamy.
- Idę!
Znów złapałam jego rękę. Zeszliśmy po schodach. Wiedziałam, że mama może byc niezadowolona wizytą nieznanego gościa. Trudno... Weszliśmy do salonu gdzie była tylko Jess. Wytrzeszczyła oczy kiedy chłopak lekko mnie objął. Za pewne nie wiedziała co się dzieje. No, nic dziwnego. Po chwili pojawiła się mama.
- Och... - przestraszyła się nieco - Liz, przedstawisz nam swojego gościa.
- Em... Przepraszam mamo. Dowiedziałam się niedawno, że Zayn przyjedzie. - odparłam i przegryzłam wargę, a chłopak mocniej mnie przytulił do siebie.
Moje plecy zderzyły się z jego torsem. Nie powiem. W jego towarzystwie czułam się bardzo bezpiecznie.
- W porządku. - uśmiechnęła się ciepło do chłopaka i wyciągnęła rękę - Jestem mamą Liz.
Zayn ją uścisnął ale wątpiłam czy zrozumiał cokolwiek.
- Mamą Zayn nie mówi po polsku. - dodałam.
- Oh... - odparła, po czym znów na jej ustach zatańczył uśmiech - No cóż będzie musiał się nauczyc.
Przekazałam to chłopakowi. Nie był szczególnie zadowolony, ale odkąd powiedziałam, że Zayn mówi po angielsku a nie po chińsku wszyscy prócz mamy rozmawiali z nim w jego ojczystym języku. Po złożeniu sobie życzeń usiedliśmy do kolacji. Zayn trzymał się blisko mnie. Zresztą zupełnie tak jak nie. Nie mięliśmy najmniejszej ochoty się roztawac - chociaż na chwilę. Bardzo długo siedzieliśmy, ale w końcu zdecydowaliśmy się na prezenty. Mięliśmy przejśc do pokoju obok. Zatrzymałam Zayna na korytarzu.
- Mam coś dla ciebie. - szepnęłam.
Moja intuicja rzadko się myli. Zaśmiałam się w duchu. Dałam chłopakowi małe pudełko. Przyjął je z lekkim uśmiechem.
- Ja też coś dla ciebie mam. - wręczył mi pudełeczko mniej więcej tego samego rozmiaru co ja jemu.
Ciekawa otworzyłam prezent. Była w nim połówka serca z literą "Z". Cholera! Trafił. Podobała mi się. Ale czy on musiał kupic mi to samo co ja jemu? Uśmiechnął się nad swoim podarunkiem.
- Podoba ci się? - spytał.
- Bardzo. A tobie? - objęłam jego szyję.
- Również. - odparł i pocałował mnie.
Tak tęskniłam za jego dotykiem i pocałunkami... za nim. Za jego uśmiechem i oczami. To był mój Zayn. Nic tego nie zmieni.
- Egh... - głośno chrząknęła Jess dając nam do zrozumienia, że jest obok.
Chłopak złapał mnie za rękę.
- Ciocia cię woła Liz. - powiedziała patrząc w ziemi, dając mi do zrozumienia, że jest ode mnie ważniejsza.
Kiedy odchodziłam usłyszałam jej przesłodzony głosik;
- Ćwiczysz Zayn?
Nawet w Wigilię musiała podrywac mojego chłopaka? Dlaczego? Po chwili poczułam ciepłe ramiona. Usłyszałam melodyjny śmiech nad uchem.
- Nie przejmuj się nią. Jestem zainteresowany tylko tobą. - szepnął mi do ucha Malik.
Uderzyłam go s uśmiechem w ramie i razem poszliśmy do mamy. Siedziała z Robertem w dużym pokoju przy choince, która świeciła na wiele kolorów.
- Powinnaś przygotowac pokój dla Zayna. - powiedziała zauważając mnie.
- Em... mamo Zayn będzie spał u mnie. - zdziwiłam ją.
Przyjrzała się dobrze szatynowi. Widziałam, że teraz dostrzegła kolczyk w jego prawym uchu.
- Nie. Nie ma mowy.
Wybacz mamo, ale jestem już pełnoletnia.
- Nie chcę się z tobą kłócic w Wigilię. - zaprotestowałam - Uwierz, że jesteśmy odpowiedzialni.
- Nie wątpię. - była nie ugięta.
Jak mogła? Przecież nigdy jej nie zawiodłam.
- Ok. - zwróciłam się teraz do chłopaka - Mama nie zgadza się, żebyś spał w moim pokoju.
Zastanowił się chwilę. Uśmiechnął się do mnie po czym powiedział;
- Nie będziesz zadowolona. - ściągnął marynarkę. On chyba chciał, żeby mama go wywaliła. Stanął przed moją rodzicielką - Mogę byc dla pani dziwakiem, ale dla mnie jest ważne to, że Liz mnie kocha.
Wpadłam w jego ramiona. Natychmiast odwzajemnił uścisk. Uwielbiałam go w takich momentach. Był uroczy. Mama uśmiechnęła się.
- To nie zmienia mojej decyzji. - odparła.
Tak? Ok. Jestem już... Do cholery!
- Wiesz mamo, twoja córka jest już dorosła. Zrozum to, że nie będę już robiła wszystkiego po twojej myśli.
Złapałam chłopaka za rękę i poszliśmy do mojego pokoju. Byłam zła na mamę. Powinna mnie zrozumiec. Tymczasem zabrania mi tego na co tata... też by się nie zgodził? Mniejsza o to. Kocham Zayna. Chcę żeby był blisko, ale moja mama myśli że tylko jedno nam w głowie. Na pewno. I co jeszcze? Stanęłam koło łóżka. Chłopak stanął za mną i przytulił mnie do siebie.
- W porządku? - spytał i pocałował mnie w szyję.
- Tak. - odwróciłam się do niego przodem - Przy tobie.
Wtuliłam się w niego. Zatopił swoją twarz w moich włosach.
- Mama się po prostu o ciebie martwi. - szepnął - Nie ufa mi.
- Raczej mi. Nie ufa własnej córce.
To bolało. Gdy to wymówiłam dopiero to do mnie dotarło.
- Nie mów tak. Nie zna mnie i się boi. Nic na to nie poradzisz.
- Ona musi zrozumiec że jestem dorosła i że gdybym chciała to dawno bym to zrobiła.
- To też jest prawdą.
Spojrzał w moje oczy. Uśmiechnęliśmy się obje. Przy nim czułam się inaczej... lepiej. Chciałam, żeby tak było zawsze. Oparłam mój policzek o jego klatkę. Delikatnie głaskał mnie po włosach. Po chwili usiadł na łóżku i posadził mnie sobie na kolanach.
- Louis mi powiedział, że mój tata żyje. - wypaliłam nie patrząc na niego.
- Naprawdę? - zmarszczył czoło przyglądając mi się - Nie cieszysz się?
- Sama nie wiem. Mam tyle pytań. Przede wszystkim dlaczego pozwolił mi wierzyc, że umarł i czy mama o tym wiedziała.
- Spytaj ją. - musnął mój policzek.
- Ja... chcę, ale z drugiej strony to będzie stresująca rozmowa, a ona jest w ciąży. Nie chcę jej denerwowac.
Mocniej przytulił mnie do siebie.
- Nie martw się tym. Wszystko będzie w porządku.
Pocałował mnie. Wtedy wszystkie problemy zniknęły. Pod wpływem jego dotyku zrobiło mi się ciepło.
- Wierzę ci. - szepnęłam cicho i znów połączyłam nasze usta.












_________________________________________
Piszcie jeśli chcecie dłuższe... ;) mi się wydaje, że nie jest tragicznie, ale wasza opinia się liczy. Myślę, że jeszcze trochę będzie się ciągnęła nasza przygoda więc piszcie mi co o czymś sądzicie bo krytykę przyjmuję na klatę (ale zastanów się zanim skrytykujesz, wiem gdzie mieszkasz ;) )
To na tyle. Myślę, że się podobało i komentujcie (nie uznaję: magiczna: nie chciało mi się)
PS: kto może wchodzi i czyta:
http://badgirlitsme.blogspot.com/
A i jeszcze jedno; klikajcie interakcje pod rozdziałem; to taki: fajne, ciekawe coś tam...
Z góry dzięki ;)

czwartek, 20 listopada 2014

Rozdział 12

Mocno uściskałam mamę i Roberta. W końcu w domu. Zaczęłam teraz zastanawiac się nad tym co powiedział mi Lou. Ale nie chciałam mówic o tym mamie, bo nie chciałam jej denerwowac. Moje rodzeństwo miało narodzic się dokładnie 3 lipca. Tak dużo czasu. Strasznie dużo. No ale muszę byc cierpliwa. Byłąm tak szczęśliwa z przyjazdu, że nawet wesoło przywitałam Tomka. On chyba też zmienił trochę swoje nastawienie w stosunku co do mnie. Usiadłam przy stole.
- Mamuś zaprosiłam kolegę w drugi dzień świąt. - powiedziałam odkrawając kawałek pieroga, które postawiła mi przed nosem mama.
- Kolegę? - udam, że nie usłyszałam tej ironii.
- Tak. Wiesz chłopcy pojadą do swoich dziewczyn w święta nie chciałam, żeby został sam. Poza tym mi też przyda się jakieś towarzystwo.
- Owszem. - odparła z ogromnym uśmiechem - Dlatego zaprosiłam na Wigilię Jessicę.
Zakrztusiłam się jedzeniem.
- Jessicę od wujka Romka? - odparłam i popiłam wodą jedzenie.
- Tak.
O nie! Mama chyba chce mnie zabic. Jessica to demon w ciele aniołka. Jak moja rodzicielka może mi to zrobic? To najgorsza kuzynka na świecie. Kilka razy próbowała poderwac Tomka jak z nim byłam, próbowała przeciągnąc na swoją stronę moje przyjaciółki, próbowała zając moje miejsce na stażu w agencji modelek. Świetna kuzynka. Moja najlepsza! Dobrze, że mama nie zaprosiła cioci Barbary. Zaśmiałam się w duchu. Zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Jami? Odebrałam.
- Hej. Co u ciebie? - spytałam dośc pogodnie.
- A nic. Słyszałam od Horana, że zaprosiłaś go na święta. Masz za dużo jedzenia w lodówce?
Zaśmiałam się. Tak. Cały Niall. Mógłby tylko jeśc.
- Nie. Po prostu wy zabieracie chłopaków do siebie. Pomyślałam, że przyda mi się towarzystwo więc zaprosiłam go do mnie.
- A pomyślałaś, jak z tym się poczuje Zayn?
- To zamknięty rozdział. - odparłam już poważnie.
- Może dla ciebie. Ale on nadal cię kocha. Dlaczego nie uwierzyłaś Louisowi? Perri naprawdę nie jest z nim w ciąży. Ja bym cię nie okłamała.
- Dośc! Nie chcę tego słuchac! Daj sobie spokój, bo ja zrobiłam to już dawno.
- Jak chcesz. Psujesz sobie na siłę życie. - odparła i rozłączyła się.
Żeby ochłonąc wyszłam na spacer. Poszłam do galerii. Musiałam kupic jakieś prezenty. Dla mamy miałam perfumy. Z NY. Ale co kupic Robertowi i Tomkowi? Hmmm... Chodząc po wielu sklepach nie znalazłam niczego co przyciągnęłoby moją uwagę. No może jedynie skuter, ale nie było mnie na niego stac. Przeszłam się jeszcze po mieście i wróciłam do domu, lecz było już tak późno, że tylko wzięłam prysznic i poszłam spac.

*Louis*
Nic specjalnego się nie działo. Szał przed świątecznych zakupów. Chodziłem po galerii szukając czegoś odpowiedniego dla mojej Księżniczki. W sumie tylko jedna rzecz przyciągnęła moją uwagę. Był to pierścionek z kryształem. Nie był zbyt duży ani zbyt mały. Podobno zmieniał kolor w zależności od nastroju. I faktycznie dział. Postanowiłem go kupic. Miałem nadzieje, że Jasmin się spodoba. Gdy wróciłem do domu w salonie była mała imprezka w której uczestniczyli Niall i Liam. Postanowiłem im nie przeszkadzac. Byli już nieco pijani więc tym bardziej pokierowałem się do kuchni. Siedziała tam Jami. Tylko co robiła tu sama?
- Jasmin? - szepnąłem.
Ona wstała i mocno się do mnie przytuliła. Odwzajemniłem jej uścisk.
- Co się stało? - pogładziłem ją po włosach.
- Pokłóciłam się z Liz.

- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. - wytarłem jej poliki.
Uśmiechnęła się lekko.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła Lou? - była trochę bardziej wesoła.
- Zapłakałabyś się na śmierc. - po tych słowach mocno uderzyła mnie w ramie, a raczej pozwoliłem jej tak myślec - Boli. Musisz teraz pocałowac. - poskarżyłem robiąc słodkie oczka.
- Z chęcią. - odparła i pocałowała mnie namiętnie.

*Harry*
Byłem w swoim pokoju. Pakowałem rzeczy. Chciałem już niedługo jechac do rodziców. W końcu za niedługo święta. Ale myślałem tylko o Rose. O jej pięknym uśmiechu, słodkich oczach i pogodnym nastawieniu. Nie potrafiłem jej wyrzucic z głowy. Musiałem coś z tym zrobic. Zakochiwałem się coraz bardziej. Ale czy ona to odwzajemniała? Do tej pory mówiła, że nie, ale ja w to nie wierze. Kiedy ją całuję... Czuję, że między nami coś jest. Coś dużo więcej niż przyjaźń. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Po chwili do pokoju weszła ONA.
- Wyjeżdżasz? - spytała patrząc na walizki.
- Jadę do rodziców. Chcę spędzic z nimi święta. - odparłem i podszedłem do niej.
- Spotkamy się? - spytała patrząc w moje oczy.
- Kiedy? - odparłem i objąłem ją w talii.
Przez chwilę milczała. Uśmiechnąłem się.
- W święta. - dodała.
- Jeśli tylko będziesz chciała. - mruknąłem i musnąłem ustami jej policzek.
Jednak ona nie puściła mnie. Objęła moją szyję. Co ona robiła? Spojrzała w moje oczy.
- Harry... kocham cię. - wyszeptała najciszej jak to było możliwe.
- Ja ciebie też, Rose.
Poczułem ciepło. To uczucie kiedy wiesz, że komuś na tobie zależy. Pocałowałem ją. Teraz oboje wiedzieliśmy, że między nami jest coś więcej niż przyjaźń.

*Elizabeth*
Następnego dnia szybko zjadłam śniadanie i ubrałam się w czarne dżinsy i biały sweterek. Idealny kontrast. Ponieważ w Polsce też napadało sporo śniegu złożyłam czarne kozaki i płaszcz, również czarny. Nikt nie umarł, ale w sumie tak się złożyło, że byłam dzisiaj na czarno nie licząc sweterka. Znów zajrzałam do galerii. Tym razem w oko wpadły mi cygara. Nie wiedziałam czy Robert pali, ale były to niby takie prawdziwe więc postanowiłam je kupic. Został prezent dla Jessici, Tomka i Niallera. Ale zadzwoniła mama i powiedziała, że dla Tomka i Jessici już coś ma. Ok. Postanowiłam, znaleźc coś dla blondyna. W końcu zdecydowałam się na czarną koszulkę z napisem: I love Polish girl!. Nie mogłam się oprzec. Miałam nadzieje, że założy ją kiedyś na koncert. Coś mnie podkusiło, ale... Kupiłam też połówkę serca z literą L. Pierwsza litera mojego imienia. Nie wiedziałam po co mi ta połówka, ale kupiłam ją. W domu zapakowałam wszystkie prezenty i pochowałyśmy je z mamą w moim pokoju. Mi i Tomkowi przypadło ubieranie choinki bo już tylko 3 dni. Mama i Robert zajmowali się jedzeniem, które można już było przygotowac. Jessica miała przyjechac w Wigilię. W sumie może Niall też będzie chciał? Nie... W sumie to on jedzie do swojej rodziny. Ale i tak cieszyłam się, że przyjedzie. Tak minął mi kolejny dzień w domu. Nasze drzewko wyglądało olśniewająco.
Dziś cały dzień sprzątałam; wycierałam kurze, odkurzałam, myłam okna i podłogi. Robiłam wszystko, żeby nasz dom wyglądał idealnie. Nawet Robert z synem rozwiesili lampki na dachu. Powiem, że efekt był śliczny. Nic dodac nic ując. Przygotowałam, też pokój dla Jassici. W końcu musi gdzieś spac. Dla blondyna też. Pościeliłam im łózka i takie tam. Chciałam się wyspac bo jutro Wigilia. Należy coś jeszcze ugotowac i przyszykowac wszystko. Chcę pomóc mamie. Żeby nie robiła wszystkiego sama więc już o 20:30 byłam w łóżku.

*Rosmary*
Dzisiaj wieczorem Harry wyjeżdżał. Ja z resztą też, ale nie mogłam strawic naszego rozstania. Po porostu chciałam byc blisko Stylesa, a musieliśmy rozstac się na kilka dni.
- Uważaj na siebie Rose. - powiedział Harry zanim miałam iśc na odprawę.
- Będę. Obiecaj, że do mnie przyjedziesz.
- Przysięgam. - wyszczerzył się.
Pocałowałam go namiętnie.
- Niedługo się zobaczymy. - szepnęłam i złapałam walizkę, bo gdyby jeszcze coś powiedział zostałabym z nim.
Podróż minęła mi bardzo szybko. W domu przywitała mnie mama i tata. Pewnie znowu zjedzie się cała rodzina, ale trochę za tym zatęskniłam. Chciałam, jeszcze spotkac się z Liz. A w sumie... Nie. Nie powiem jej co zrobi Malik. Niech będzie miała niespodziankę.











_______________________________
Tak wiem krótki ale nie mogłam się powstrzymac i muszę go dodac,
Dzięki za wsparcie. Mam wenę więc może coś jeszcze dzisiaj wstawię, ale dłuższego ;)

Rozdział 11

W końcu. Zostawiłam rzeczy w pokoju. Ed gdzieś poszedł. Ok. Postanowiłam się przespacerować. Jakoś dziwnie nie odstraszały mnie ciemne uliczki. Jednak nimi nie chodziłam. Zaczął podać śnieg. Prawda. Dzisiaj jest 1 grudnia. Spacerowałam parkiem. Obficie padało białym puchem - sięgał mi już do kostek. Szkoda, że z nikim się nie pożegnałam. Nie miałam nawet kiedy... Co oni muszą o mnie myśleć? Nie chciałam tego wiedzieć. Teraz ważne było, żebym w końcu zajęła się sobą.
- Liz? - usłyszałam znajomy głos za plecami.
Odwróciłam się.
- Co ty tu robisz? - spytałam zdziwiona patrząc na niego.

*Louis*
Chciałem przemówić Malikowi do rozsądku. W końcu się udało. Ja miałem jechać do NY. Ok. Może uda mi się ją ściągnąć do domu. Spakowałem się. Do pokoju weszła Jami.
- Louis uważaj na siebie. - powiedziała cicho.
Widziałem jak jest jej ciężko. Ja też nie chciałem się z nią rozstawać, ale ona wiedziała, że Liz była dla mnie kimś więcej niż znajomą.
- Będę. - mocno ją przytuliłem.
Chcąc ją pocieszyć uśmiechnąłem się.

Odwzajemniła to. Pocałowałem ją.
- Ty też na siebie uważaj. - odparłem i popędziłem na lotnisko.
Na samolot zdążyłem w ostatniej chwili. Przez całą długą podróż tylko myślałem; o Jami; o Liz; o Zaynie i Liz. Nawet jeśli nie chciałem, żeby byli razem nie mogłem nic zrobić. Miałem nadzieje, że im się ułoży. Kurczę, wiedziałem, że coś między nimi jest! Musisz ją znaleźć Lou. Liz musi w końcu poznać prawdę. Przez całe życie była nieświadoma, a od 5 lat okłamywana. To niesprawiedliwe. Nie wiem jak mogli jej to zrobić, ale wiem, że jedno chce to naprawić. Byłem na miejscu. NY był zasypany śniegiem. Było dość jasno, lecieliśmy całą noc. Biały puch sięgał mi prawie do kolan. Widziałem, że odśnieżają, ale czy to coś da, skoro ciągle pada? Od czego mam zacząć? Nie wiem gdzie oni są. Zadzwoniłem do Ed'a.
- Cześć. - przywitałem się.
- Hej, Louis. Czemu dzwonisz tak wcześnie? A... inna strefa czasowa. Zapomniałem.
- Nie. Nie o to chodzi. Jestem w NY. Muszę porozmawiać z Liz. Jest gdzieś obok?
- Nie. Wieczorem jej nie było, a jak rano się obudziłem zostawiła mi kartkę, że mam się nie martwić i że wyprowadza się z hotelu.
Co ona kombinowała? Jak by chwilę nie mogła zostać w jednym miejscu!
- Ok. Dzięki Ed. Do zobaczenia.
- Trzymaj się stary.
Odłożyłem telefon do kieszeni. Liz utrudnia mi znalezienie się jak to tylko możliwe. Poszedłem do pobliskiej kawiarni. Byłem głodny, w samolocie nic nie jadłem. Zamówiłem gorącą kawę i tosta z serem. Usiadłem przy oknie. Obok mnie przeszła znajoma sylwetka. Przy następnym stoliku usiadła Liz. Ale masz szczęście Louis!
- Liz. - zawołałem ją.
Dziewczyna nieufnie podeszła i usiadła obok mnie.
- Jesteś sam? - spytała.
- Tak. Liz, wiem, że nie będziesz chciała ale wróć ze mną do Londynu.
- Co? Nie. Louis tak jest dobrze. Zayn będzie miał szczęśliwą rodzinę, a ja zacznę nowe życie tutaj.
- Mówiąc tutaj masz na myśli kawiarnię? - zaśmiałem się cicho.
Spiorunowała mnie wzrokiem.
- Przepraszam. - mruknąłem - Słuchaj nie przyjechałem tu tylko po to, że Zayn chciał, żeby cię ściągnąć. Poza tym Perri nie jest z nim w ciąży. Jami słyszała jej rozmowę.
Widziałem zrezygnowanie na jej twarzy.
- Louis widziałam jej USG. Jest w ciąży bez wątpienia. Dlaczego jeszcze przyjechałeś po mnie?
Ups... Co mam jej powiedzieć? Myśl Lou. Myśl!
- Musisz czegoś dowiedzieć się o swoich rodzicach.
- Wiem wszystko. Tata nie żyje od 5 lat a mama ma narzeczonego w Polsce.
Pokręciłem głową. Ona nic nie rozumiała. To nie było takie proste.
- Liz twój ojciec żyje. - zdziwiłem ją.
- Skąd to wiesz? Jakim cudem? Byłam na jego pogrzebie. - popatrzyła w ziemie.
To musiało być dla niej trudne. Dowiedzieć się po tak długim czasie, że jednak ktoś kto "umarł" żyje... To brzmi jak dobry żart, ale nim nie jest.
- Znam go. Po prostu. Zaufaj mi i wróć do Londynu.
- Lou teraz nie mogę. Muszę przez dwa tygodnie nagrać kilka piosenek, a potem wracam do domu na święta. Obiecałam mamie. Przykro mi... ja... muszę to przemyśleć.
Rozumiałem ją doskonale.
- W porządku. Liz nie śpiesz się, ale daj mi odpowiedź po świętach.
- Ok. Dzięki, że nie naciskasz Louis.
- Nie masz za co. Od czegoś ma się przyjaciół nie?
Przytuliłem ją. Tylko, że jesteś...
- Na razie. - powiedziała.
- Pa Liz. - odparłem cicho.

*Elizabeth*
Całe dwa tygodnie musiałam wcześnie wstawać. O 6:00 musiałam być na nagach. Dzisiaj ostatni dzień. Wypiłam ciepłą herbatę i ruszyłam do studia. Kolejny kawałek dzisiaj. Sponsor chce wydać moją płytę. Cieszyłam się z tego. W końcu stanę na nogi. Przywitałam się ze wszystkimi. Stanęłan przy mikrofonie;

Mówisz o miłości
To śmieszne
Tyle przeżyliśmy
Jednak daleko od siebie
Każdego ranka pięknie kłamałeś
Każdej nocy znowu do tego wracałeś

Nasze życie to nie bajka
Nie będę twoją Julią
Nie będziesz moim Romeo
Już dawno straciliśmy to
Co codziennie widze po drugiej stronie lustra...

Spójrz co ze mną zrobiłeś
Nie jestem zdolna do miłości
Całe moje myśli są zajęte tobą
Chcę rozłożyć skrzydła i wzbić się w powietrze
Jednak jeśli tego chcę mogę
Ale tylko z tobą

Tak wyglądało ostatnie 14 dni. Śpiewanie na pełnych obrotach. Ale uwielbiałam to. Po skończeniu pożegnałam się z całą ekipą. Rozeszli się do domów,  a ja zostałam sama z moim sponsorem.
- Myślę że płyta będzie gotowa za kilka dni. - powiedział z uśmiechem - Masz wielki talent Liz. Nie zmarnuj tego.
- Dzięki Eric. - odwzajemniłam jego gest - A co u reszty? Jami coś nagrywa?
- Tak. Ale nie pali jej się. Chyba chce zrezygnowac.
Zdziwiłam się. Przecież ona od zawsze marzyła o śpiewaniu.
- Dlaczego? - usiadłam na przeciwko niego.
- Pomyśl jak często będzie się widywała z Louisem jak oboje będą mieli trasę. Może dlatego. Nie wiem. Ona mi nic nie mówi odkąd wyjechałaś. Tęsknią wszyscy za tobą. Szczególnie... - przerwałam mu.
- Przestań! To zamknięty rozdział. Nie wracam do tego.
Wzruszył ramionami. O co mu chodzi? Przecież wiem wszystko. Nie chcę pozbawic bezbronnego dziecka ojca. To nie jest wina tego maleństwa. Po dłuższym namyśle po prostu wiem że tak musiało byc i tyle.
- Jak chcesz. Ale on nadal cię kocha. Miłych świąt Liz.
Po wypowiedzeniu tych słów zabrał swoje rzeczy i wyszedł zostawiając mnie z moimi myślami...

*Zayn*
Nadal nie mogłem się pogodzic z tym, że ona wyjechała. Musiałem ją znaleźc. Minęły już trzy tygodnie a ja nawet z nią nie rozmawiałem. Cholera weź się w garśc! Został tydzień do świąt. No dobra. 5 dni. Mam pięc dni na to, żeby dowiedziec się gdzie Liz spędza święta. To może nieco ułatwic mi zadanie.
- Zayn! Piosenka Liz leci w radiu! - zawołał mnie Louis z dołu.
Szybko zebrałem się z łózka i zbiegłem po schodach mało co się nie zabijając. Stanąłem jak wryty. Nie wierzyłem... Nie uwierzę jeśli mi powie, że nic do mnie nie czuje, bo to co słyszałem mówiło samo za siebie:
Spójrz co ze mną zrobiłeś
Nie jestem zdolna do miłości
Całe moje myśli są zajęte tobą
Chcę rozłożyć skrzydła i wzbić się w powietrze
Jednak jeśli tego chcę mogę
Ale tylko z tobą
Cholera, muszę ją znaleźc! Kocham ją. To nigdy się nie zmieni.
- Jami, gdzie Liz spędza święta? - spytałem zdeterminowany.
- Chyba u mamy. W Polsce.
- Jesteś w stanie podac mi dokładny adres? - dociekałem.
Spotkam się z nią. Chcę to wszystko naprawic. To jest ta jedyna. Po prostu to wiem.
- Co ty kombinujesz? - dodał Louis ale go zignorowałem.

*Rosmary*
Z każdym dniem coraz bardziej zbliżałam się do Hazzy. Zaczęłam coraz bardziej dostrzegac jego dobre strony. Siedzieliśmy przytuleni w moim pokoju, odizolowani od innych. Oni wszyscy przejmowali się Liz i Zaynem. Ja wiedziałam, że to wszystko się ułoży. Na to potrzeba czasu. Teraz moje całe myśli zajął Loczek. Nie wiedziałam czemu. Nadal uważałam, że między mną a nim nie ma nic więcej niż przyjaźni. Przynajmniej z mojej strony.
- O czym myślisz? - spytał, a jego ręka błądziła po moich plecach.
- Harry... Czy to wszystko nie zaszło za daleko? - usiadłam na przeciwko niego i spuściłam wzrok.
- Jak to?
Dlaczego nie wie o co mi chodzi? Mógłby trochę ułatwic mi to trudne zadanie.
- No... my. Nie zrozum mnie źle, ale ja nadal... nadal nie wiem czy coś z tego będzie.
Nie wiedziałam jak inaczej mogłabym mu to powiedziec, żeby aż tak bardzo go nie zranic.
- Rose... - mruknął cicho, a po chwili byłam w jego ciepłych ramionach. To ostatnio w tym miejscu czułam się najlepiej - Proszę, nie skreślaj nas jeszcze.
- Nigdy tego nie skreślę. Ale widzisz w tym sens?
Bo ja nie za bardzo. Na razie nie czułam potrzeby angażowania się w jakikolwiek związek.
- Tak. Z każdym dnie coraz bardziej się poznajemy. Z każdym dniem bardziej się w tobie zakochuje. I z każdym dniem widzę, że twoje nastawienie do mnie się zmienia.
- Nie rozumiem.
Co chciał mi przez to powiedziec? Przecież ja... ciągle byłam taka sama. Co on widział we mnie czego ja nie byłam w stanie dojrzec.
- To zrozum. - odparł z uśmiechem.
Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku, a ja nie byłam w stanie się mu oprzec...

*Niall*
Ta... Miłośc wszędzie, nawet na zakręcie. Bo się wykoleiła. Patrząc na to co mnie otacza zastanawiam się czy kiedykolwiek ją znajdę i czy chcę ją znaleźc. To wszystko wydaje mi się nieco dziwne. Na święta jadę do rodziny. Wszyscy chyba tak robimy. Ale później Jami jedzie do Lou, a później Louis jedzie do niej do Polski. Tak samo Liam... Harry i Rose raczej też. Zayn na pewno pogodzi się z Liz. A ja? Jestem sam... Raczej nikt mnie nie zaprosi... Odezwał się mój telefon.
- Halo? - odebrałem zrezygnowany.
- Hej Nialler, tu Liz. - przywitała się wesoło dziewczyna.
Zaskoczyła mnie swoim telefonem, ale jednocześnie rozweseliła.
- Hej, Liz. Co u ciebie? - odparłem wesoło.
- Nic ciekawego. Masz jakieś plany na drugi dzień świąt? Pomyślałam, że może do mnie przyjedziesz. Pokażę ci nieco moje miasto.
Naprawdę? Chciała, żebym przyjechał?
- W sumie... Czemu nie. Brzmi fajnie. To kiedy mam się zjawic?
- Tak! - odparła wesoło - Wiedziałam, że się zgodzisz. Kiedy chcesz. Ale 26 masz byc w moim domu.
- Aj, aj kapitanie.
Zaśmiała się.
- Do zobaczenia.
- Hej Liz.
Zależy komuś na mnie. Ostatnio wszyscy się od siebie odsunęliśmy. Myślę, że święta to czas żeby to naprawic. Tak, Nialler! Ty i te twoje świetne pomysły...







_______________________________________
No to teraz się tłumaczę tak... Eh...
Odpowiedzi na pytania pozostawione pod ostatnim postem pojawiac się będą stopniowo. Ale jak myślicie; co knuje Niall? To będzie coś specjalnego. A i specjalnie na prośbę Ann. Już nie długo blondyn nie będzie samotny, ale więcej nie powiem ;)
A i piszę z kompa na którym nie mogę pisac <- ć
nie chcę mi się tego poproawiac ale mam nadzieje, że się rozczytacie ;) do następnego

wtorek, 18 listopada 2014

News...

Zakochałam się!!!
Słyszeliście?
https://www.youtube.com/watch?v=nGYyTw9RIa8&index=5&list=UUbW18JZRgko_mOGm5er8Yzg
Boskie!!!
A i jeszcze to (dla magicznej, bo wiem, że jak jej nie zmotywuje to nie zobaczy):
https://www.youtube.com/watch?v=yOG-KCj6Q9k&index=15&list=UUbW18JZRgko_mOGm5er8Yzg

Harry:
Who’s that shadow holding me hostage?
I’ve been here for days
Who’s this whisper telling me that I’m never gonna get away?

Zayn:
I know they’ will be coming to find me soon
But I feel I’m getting used to
Being held by you

Harry:
Baby, look what you’ve done to me
Baby, look what you’ve done now
Baby, I’ll never leave
If you keep holding me this way

Wszyscy (Harry):
Baby, look what you’ve done to me
Baby, you’ve got me tied down
Baby, I’ll never leave
If you keep holding me this way

Louis:
Who’s this man that’s holding your hand
And talking ‘bout your eyes?
Used to sing about being free
But now he’s changed his mind

Niall:
I know they’ll be coming to find me soon
But my Stockholm Syndrome is in the room
Yeah, I fell for you

Harry:
Baby, look what you’ve done to me
Baby, look what you’ve done now
Baby, I’ll never leave
If you keep holding me this way

Wszyscy (Harry):
Baby, look what you’ve done to me
Baby, you’ve got me tied down
Baby, I’ll never leave 
If you keep holding me this way

Liam:
All my life I’ve been on my own
I used to like to gather home 
And now together we’re alone
And there’s no other place I’d ever wanna know

Harry:
Baby, look what you’ve done 

Wszyscy (Harry):
Baby, look what you’ve done to me
Baby, look what you’ve done now
Baby, I’ll never leave
If you keep holding me this way

Baby, look what you’ve done to me
Baby, you’ve got me tied down
Baby, I’ll never leave 
If you keep holding me this way

Harry:
Baby, look what you’ve done

Baby, look what you've done to me
Baby, look what you've done to me

Tłumaczenie:
Harry:
Kto jest tym cieniem, trzymającym mnie jak zakładnika? 
Byłem tu wiele dni.
Kto szeptem mówi mi, że nigdy stąd nie ucieknę?

Zayn:
Wiem, że oni niedługo przyjdą mnie odnaleźć,
Obawiam się jednak, że przyzwyczaiłem się do bycia uprowadzonym przez ciebie.

Harry:
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, zobacz, co teraz zrobiłaś.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymała mnie w ten sposób.

Wszyscy (Harry):
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, masz mnie przywiązanego.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymała mnie w ten sposób.

Louis:
Kto jest tym mężczyzną, który trzyma twoją dłoń?
I mówi o twoich oczach?
Śpiewał, o byciu wolnym, 
Ale teraz zmienił zdanie

Niall:
Wiem, że oni przyjdą mnie odnaleźć już niedługo,
Ale mój Syndrom Sztokholmski jest w tym pokoju
Tak, straciłem dla ciebie głowę.

Harry:
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, zobacz, co teraz zrobiłaś.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymała mnie w ten sposób.

Wszyscy (Harry):
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, masz mnie przywiązanego.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymała mnie w ten sposób.

Liam:
Całe czas żyłem na własną rękę,
Kiedyś światło kierowało mnie do domu,
Ale teraz razem jesteśmy samotni,
A na świecie nie ma miejsca, które kiedykolwiek chciałbym odwiedzić.

Harry: 
Kochanie, spójrz, co zrobiłaś

Wszyscy (Harry):
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, zobacz, co teraz zrobiłaś.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymał/a mnie w ten sposób.

Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.
Kochanie, masz mnie przywiązanego.
Kochanie, nigdy cię nie opuszczę, jeśli będziesz trzymał/a mnie w ten sposób.

Harry: 
Kochanie, spójrz, co zrobiłaś

Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś,
Kochanie, zobacz, co mi zrobiłaś.

Rozdział 10

/20:00 - pokój hotelowy 249/
Pierwsze co Mulat zrobił to nakrył mnue ręcznikiem. Od razu lepiej. Było mi strasznie zimno. Opatuliłam się miękkim materiałem. Chłopak czekał aż zacznę. Wzięłam głęboki oddech. Jak ja mam mu to powiedzieć?
- Zayn...  Chcę ci do cholery wierzyć ale nie mogę. - chciał coś powiedzieć - Wysłuchaj mnie zanim mi przerwiesz. - zamknął usta - Perri do mnie zadzwoniła. Jest z tobą w ciąży. Wysłała mi nawt USG. - spojrzałam w jego oczy - Gratuluję. Zostaniesz ojcem.
Moje oczy zaszkliły się. To bolało. Chciałam do niego wrócić ale nie mogłam. Nie tylko dla tego że bałam się cierpienia, ale też dlatego że będzie ojcem. Wypłynęłam go z mieszkania. Nie wiedziałam co robić,  co myśleć... Osunęłam się na podłogę i zaczęłam płakać...
Głośny dzwonek telefonu wyrwał mnie ze snu. Nie chciałam się budzić. Miałam taki piękny sen... Odebrałam nie patrząc ma wyświetlacz.
- Liz? - to była Mona.
- Cześć. - odparła zaspana.
Ziewnęłam.
- O której poszłaś spać?
- Nie wiem. Późno. Ktora godzina?
- 3 p.m.
- O nie... Spóźniłam się na samolot.
- Bądź gotowa za godzinę.
- Ale po co? - zdziwiła mnie.
- Będę punktualnie.
Rozłączyła się. Co ona kombinowała? No dobra. Nie mam wyjścia. Nie ukrywam, że nie mam ochoty na wyjście. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w dżinsy i szarą bokserkę, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Zjadłam szybko śniadanie i byłam gotowa. Poszłam do domu chłopaków modląc się by GO nie było. Otworzył mi blondyn. Przywitał mnie mocny przytulaskiem co odwzajemniłam. Weszłam do środka. Po chwili zobaczyłam Monę. Była ubrana w sukienkę i szpilki.
- Tak to ja cię nie puszczę kochana. - powiedziała.
Zabrała mnie do swojego pokoju i kazała ubrać to:
I mega wysokie szpilki na które się nie zgodziłam i założyłam baleriny. Ale sukienka mi się podobała. Była śliczna. Byłam pewna, że Mona kupiła ją specjalnie dla mnie. Schodziłyśmy po schodach. Na szczęście nie dostrzegłam Malika. Wsiedliśmy do auta i po chwili znaleźliśmy się pod klubem? Nie. To było coś innego. Nie wiem. Dopiero gdy weszliśmy zorientowałam się. Można było tańczyć i śpiewać. Był dość duży parkiet. Usiedliśmy przy jednym ze stolików.
- A teraz zatańczą dla was... - powiedział radośnie prowadzący - Oni! - jasne światło mnie oślepiło. Czy to znaczy, że zostałam wybrana? Nie! Dziewczyny mnie popchnęły - Brawo! - dodał, a ja i rudzielec, który stanął na przeciwko zostaliśmy nagrodzeni brawami.
- Nie umiem tańczyć. - uprzedziłam.
- Muzyka cię poniesie. - odparł z uśmiechem.
Chyba go gdzieś widziałam. Zaczęła lecieć piosenka, którą lubiłam, a chłopak zaczął prowadzić. (piosenka (cała) taniec (00:15 - do końca)). Nie wiedziałam, że osoba która nie umie tańczyć (ja) może nawet nieźle się bawić tańcząc. Obłęd.

*Zayn*
Dopiero przyszedłem. Usiadłem koło blondyna z uśmiechem. Popatrzyłem na parkiet.
- O Ed'owi się trafiła jakaś fajna dziewczyna? - spytałam próbując bardziej przyjrzeć się znanej sylwetce jego partnerki.
- No, tańczy z Liz. - odparł z pełnymi ustami blondyn.
- Jak to z Liz? - odparłem zły.

*Elizabeth*
Skończyliśmy. Zaproponowałam Ed'owi (tak poznałam go), żeby się do nas dosiadł. Oczywiście przyjął propozycję. Kiedy szliśmy w stronę naszego stolika stanęłam jak wryta. Malik tam siedział. Na pewno nie! Jeśli taki był ich plan to zawiódł. Z całego serca go nienawidziłam. Naprawdę? Idiotko kochasz go dlatego to sobie wmawiasz! Tak, wiem o tym! Nie chcę tego! Ugh! Dlaczego to jest takie ciężkie?!
- Liz? - spytał rudy.
- Wiesz... pójdę do domu. - odparłam.
- Czemu? - zmarszczył czoło.
Był chyba jedyną osobą, która o tym nie wiedziała. Spojrzałam na Malika koło którego teraz stała Perrie. Wiedziałam. Czyli jednak nie moi przyjaciele to zaplanowali.
- Dlatego. - odparłam i wskazałam tę dwójkę.
- Byłaś z nim. - spojrzał na mnie.
- To dobre stwierdzenie. - odparłam.
- Więc chodź do mnie. Pogadamy.
- Chce ci się?
Mi by się nie chciało. Pomińmy to, że jestem leniwa.
- Rzadko spotykam tak fajne osoby jak ty. Przywitam się i możemy iść.
Podeszliśmy do stolika. Zgarnęłam moją kurtkę. Ed przywitał się ze wszystkimi.
- Idziecie? - Harry uniósł brew.
- Tak. Liz się źle czuje. - można powiedzieć, że Sheeran powiedział prawdę.
- Liz porozmawiajmy. - Zayn zerwał się z krzesła odpychając nieco blondynkę.
- Nie mamy o czym. Zostaw mnie w spokoju.
- Nie zrobię tego.
- Jak chcesz.
Po tej szybkiej wymianie zdań wyszłam. Po chwili pojawił się Ed.
- Widzę, że ostro. - podsumował.
Westchnęłam i przeczesałam ręką włosy.
- Mam już tego dość. On nie chce mi dać spokoju, ok. Wyjeżdżam.
- Dokąd? - uważnie mi się przyjrzał i pociągnął lekko, żebym zaczęła iść.
- Do New York, jutro rano. Co mam do stracenia. Może tam wypromuję moją muzykę.
- Śpiewasz?
- Trochę. Chciałyśmy zacząć z Jami tutaj, ale nasze drogi się muszą rozejść. Tak bywa. Mam nadzieje, że ona sobie poradzi.
Resztę drogi odbyliśmy w ciszy. Po chwili znaleźliśmy się w jego rezydencji. Usiadłam na wygodnej kanapie w salonie. Niedługo potem Ed pojawił się z dwoma parującymi kubkami herbaty.
- Dzięki. - powiedziałam z lekkim uśmiechem odbierając od niego jeden.
Usiadł obok. Pociągnęłam spory łyk nie parząc się przy okazji mimo, że napój był gorący.
- Mogę jechać z tobą do NY? - spytał, a spojrzałam na niego pytająco - Mam coś do załatwienia.
  - Jasne. Razem raźniej. - odparłam uśmiechem - A jakie mamy plany na dzisiejszy wieczór?
Uśmiechnął się.
- Filmy?
- Jasne. - odwzajemniłam gest - Tylko pojedźmy jeszcze do hotelu po moje rzeczy. Samolot mamy o 6:00 rano.

*Jasmin*
Wróciliśmy do domu. Zayn ciągle był wściekły i wszystkich wkurzał. Nie dziwiłam mu się z jednej strony. Szkoda mi ich było, ale sami muszą się pogodzić. Postanowiłam na chwilę oderwać się od wszystkiego co złe i pójść na spacer. Co prawda zaczęło padać ale nie przeszkadzało mi to. Zauważyłam Perrie w parku. Rozmawiała przez telefon. Podeszłam trochę bliżej.
- Na razie to łyknęli... - powiedziała z zadowoleniem blondyna - Oczywiście, że nie jestem w ciąży... To nie może się wydać...
Tyle mi starczyło. Kłamała. Muszę to powiedzieć Zaynowi i pojadę z nim do Liz. Przecież jak sam pojedzie to mu nie uwierzy. Biegiem wróciłam do domu. Zastałam tam tylko Lou. przytuliłam się do niego.
- Co jest? - spytał wyczuwając że coś wiem.
- Dzwoń do Malika i karz mu przyjść. - odparłam tylko.
Po jakiejś godzinie pojawił się. Szybko powiedziałam mu to co wiedziałam. Zdziwił się, był wściekły, smutny... Do cholery zamiast przeżywać rusz dupę! Niedługo potem całą trójką staliśmy pod odpowiednim pokojem w odpowiednim hotelu. Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi sprzątaczka.
- Jest może właścicielka pokoju? - spytałam nieco zdenerwowana.
- Godzinę temu jakaś kobieta się stąd wymeldowała. Więcej informacji uzyska pani w recepcji.
Nie było nam potrzebne więcej. Wyjechała. Chciała nas wszystkich zostawić. Wszyscy próbowaliśmy się do niej dodzwonić na darmo. Nie odbierała. Wróciliśmy do domu. Było koło 23. Zayn dzwonił ponownie do Liz. Odebrała.
- Gdzie jesteś Liz? - spytał Mulat - Ed? - widziałam, że jest wściekły.
Zabrałam mu telefon. Nie wiadomo co by mu powiedział. A działa pod wpływem emocji.
- Cześć. - powiedziałam do słuchawki - Gdzie jest Liz?
- U mnie. Chciała zostać bo rano wyjeżdżamy. - odparł spokojnie.
- Jak to?
Co? Ona z nim? Jakim cudem? Nie wierze. On i Zayn - tak, ona i Ed - nie!
- Liz chce wyjechać, a ja się z nią zabieram bo mam coś do załatwienia.
Uspokoił mnie tym.
- Gdzie jedziecie? - chciałam się tego dowiedzieć, żeby temu zapobiec, bo oczywiście nikt nie wiedział gdzie Ed mieszka.
- Odłóż słuchawkę. - usłyszałam zachrypnięty głos Liz.
Po chwili słyszałam już tylko irytujące pikanie.
- I co? - spytali na raz Lou i Malik.
- Wyjeżdżają nie wiadomo dokąd. - po chwili dodałam patrząc na Zayna- Ale nie są razem.
Nikt nie wiedział co robić. Postanowiliśmy jechać rano na lotnisko, tylko co to da?
Obudził mnie Lou lekkim pocałunkiem.
- Przepraszam, że cię budzę. - szepnął - Malik się uparł.
- W porządku. - odparłam i ziewnęłam.
Po chwili już ubrana wsiadłam z nimi do samochodu. Prowadził Zayn więc złamał kilka przepisów, na szczęście nie doprowadził do wypadku (pirat drogowy!). Nie wsiadam z nim więcej do auta, bo pierwszy raz się bałam. Szybko weszliśmy do głównego budynku. Chłopcy spojrzeli na rozpiskę i pobiegli do recepcji.
- Kiedy odlatuje samolot do NY? - spytał Lou.
- Odleciał dokładnie pięć minut temu. - odparł mężczyzna za ladą.
Zayn totalnie się załamał... Co mu się dziwić... Cholerne 5 minut! Chłopak jednak mnie nie obwiniał tylko powiedział, że leci kolejnym. Nie powinien...

*Louis*
Zadzwonił mój telefon. Odebrała Jami. Ja nie byłem w stanie. Ona wyjechała. Nie mogła...
- Louis to do ciebie... lekarz Liz. - powiedziała nieco zdziwiona.
- Mój ojciec. - wytłumaczyłem a ona wszystko zrozumiała.
Na szczęście Malik był daleko. Wziąłem słuchawkę.
- Nie udało mi się. Nie złapałem jej. - powiedziałem cicho.
- Louis proszę znajdź ją. Ona w końcu musi się dowiedzieć. Musi wrócić do domu.








__________________________________
Co o tym myślicie? Oni do siebie wrócą czy nie? Liz może sobie kogoś znajdzie, czy nie? O co chodzi z lekarzem Liz? Hm... Też bym chciała wiedzieć ;)
Do następnego (niebawem)
                                                  Nina
PS: wolicie linki do ciuchów czy zdjęcia w rozdziale? ;)