poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 9

Nie wierzyłem. Stała teraz w moich ramionach. Taka inna... zupełnie. Nie widziałem jej tak ubranej, ale muszę przyznać że wyglądała nieziemsko.
- Daj wytłumaczyć... - zacząłem ale mi przerwała.
- Spadaj BadBoy'u z Bradford. Nie chcę cię widzieć.
To co powiedziała... bolało. Zasłużyłem sobie ale ją kocham do cholery! Chciała mnie wyminąć. Złapałem ją za prawą rękę. Miała bandaż? Odwinąłem go. Miała spuchniętą dłoń. Kostki - zdartą skórę do krwi.
- Co się stało? - spytałem cicho.
- Musiałam przyłożyć jakiemuś idiocie.
Cieszyłem się że to nie byłem ja. Delikatnie ucałowałem jej rękę. Natychmiast ją wyrwała. Tak samo bandaż. Była zamknięta. A raczej chciała się odsunąć ode mnie. Nawet nie patrzyła na mnie. Szybko zwinęła rękę i chciała odejść. Tym razem mocniej ją złapałem. Nie pozwolę ci odejść. Nie teraz.
- To nie tak jak myślisz...
Chciała się wyrwać,  odepchnąć mnie ale byłem silniejszy.
- Nie chcę wiedzieć jak! Zostaw mnie do cholery!
To naprawdę raniło. Serce coraz bardziej bolało. Czy ona nie mogła tego zrozumieć? Ja nadal ją kochałem, a nie Perri.
- Kocham cię. Wtedy to była ona. Chciałem ją odepchnąć. Szukałem cię.
- Nie obchodzi mnie to Zayn. Cholera zawsze muszę trafić na kogoś kto mnie skrzywdzi!
- Co masz na myśli?
O czym ona mówi? Co przede mną ukrywa?
- Najpierw Tomek. Rzucił mnie przez telefon, a teraz chce to naprawić. Teraz ty. Zwalasz całą winę na nią. A prawda jest taka że gdybyś nie chciał nie pocałował byś jej.
Wyrwała się z moich ramion. Byłem zaszokowany. Wiedziałem że to ją zraniło ale nie wiedziałem że aż tak. Muszę zrobić coś żeby mi wybaczyła. Kiedy oprzytomniałem - nie było jej już.

*Louis*
Cholera co ten Malik zrobił? Dlaczego ją ranił? Widziałem jak rozmawiali przed studiem. Ona po prostu chciała go zostawić. To był dla niej zamknięty rozdział - to było widać. W końcu go zostawiła. Złapałem ją kiedy była w drodze do domu. Czy gdziekolwiek mieszkała.
- W porządku? -spojrzałem jej w oczy i położyłem ręce na jej ramiona.
- Tak. - odparła cicho i spuściła wzrok.
- Gdyby coś się stało powiedz mi. Pomogę ci. - mówiłem szczerze.
Zależało mi na niej. Była taka... inna niż wszyscy.
- Dzięki.
Mocno się do mnie przytuliła. Potem pożegnaliśmy się. Wróciłem do Jami. Usiadłem obok niej. Uśmiechnąłem się ale po chwili uśmiech zniknął z moich ust. Była smutna. Jakaś inna.
- Wytłumacz mi co robiłeś z Liz?
O to chodzi... obiecałem że nikomu nie powiem. Ale ona zasługuje na wyjaśnienia.
- Pozwól mi po prostu mówić... - zacząłem.
Kiedy skończyłem była zaskoczona tym co usłyszała. Nie dziwiłem jej się.
- Ale ona nic nie wie? - to ją gnębiło.
- Nie. I póki co nie może się dowiedzieć.
Dodałem. Zrozumiała mnie. Cieszyłem się. Tak bardzo ją kochałem. Mocno ją przytuliłem.

*Elizabeth*
Wpatrywałam się w rozświetlone miasto. Zapaliłam papierosa. Ciągle o nim myślałam. Chciałam to zamknąć ale nie potrafiłam. Cholera! Przystojny Zayn Malik nie chce wyjść z mojej głowy. Jak tak będziesz myśleć to na pewno o nim zapomnisz! Wróciłam do pokoju. Weszłam do łazienki. Nie zważałam na to że jestm ubrana - weszłam do wanny i puściłam gorącą wodę. Usiadłam skulona, a woda spływała po moim ciele. Oparłam głowę o zimne płytki. Co zrobiłam źle? Dlaczego życie mnie nienawidzi? Mój los jest cholernie pokręcony. Usłyszałam pukanie do drzwi. Totalnie to zignorowałam. Kto niby chciałby mnie "odwiedzić"? A poza tym tylko Eric wie gdzie mieszkam. Ktoś wszedł. Mimo wszystko wystraszyłam się. Podniosłam głowę. Co on tu robił?

*Zayn*
Siedziała skulona w wannie. Po jej drobnym ciele spływała woda. Widziałem że zdziwiła się na mój widok. Ponownie jednak skuliła się. Teraz wiem jak bardzo ją kocham.
- Wyjdź. - poprosiłem lecz nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.
Nawet nie drgnęła. Sciagnąłem koszulkę. Miałem zamiar wyciągnąć ją choćby siłą. Powoli zbliżyłem się do niej. Wyłączyłem wodę.
- Idź sobie. - powiedziała cicho.
- Pójdę. Jeśli pojdziesz ze mną. - odparłem uważnie jej się przyglądając.
Podniosła lekko głowę.
- Nie możesz mnie zostawić? Nie chcę już więcej cierpieć. - w jej oczach pojawiły się łzy.
Jeśli ona zacznie płakać ja również. Nie mogę na to pozwolić. Chcę ja chronić.
- Nigdy więcej nie będziesz cierpieć.
Niepewnie na mnie spojrzała,  a ja nie mogłem już wytrzymać. Jej jasna cera, ciemne włosy... Była cała mokra... Po prostu była piękna. Moje usta odnalazły jej. Jej pierwsza reakcja - opierała się. Lecz nie potrfało to długo.  Po chwili moje ręce oplotły jej drobną sylwetkę i wyciągnąłem ją poza wannę i postawiłem na płytkach. Jej ręce przyległy do mojego torsu, lekko mnie odpychając. Spojrzała w moje oczy.
- Zayn ja...
- Przestań. Jak długo chcesz udawać że nic do mnie nie czujesz? Przecież oboje wiemy że to nie prawda.
Nie wiedziałem czy bardziej chcę przekonać siebie czy ją. To było tak cholernie zamotane. Jedna osoba zepsuła nasze życie. Wiem jedno... Poprostu chcę od niej usłyszeć: "Kocham cię.". Czy to tak wiele? Chciałem zamknąć ją w moich ramionach i więcej nie wypuszczać. Już nigdy...
- Posłuchaj mnie. - poprosiła trzęsąc się.
Miałem taki zamiar.

*Rosmary*
Siedziałam w moim pokoju. Czytałam książkę. Po chwili poczułam ciepłe ręce na mojej tali, które przytulały mnie do osoby stającej za mną. Mimowolnie uśmiech wkradł się na moje usta. Odwróciłam się do Harrego. Miał rozczochrane włosy, a jego usta zdobił piękny uśmiech. Był w samych szortach. "Ciekawe" dlaczego?
- Co robisz śliczna? - jego zielone oczy zabłysnęły radością.
Takich patrzałek jeszcze nie widziałam. Przez jego spojrzenie zapomniałam już o tej akcji z rzucaniem się moimi ciuchami (bielizną).
- Aktualnie? Gapię się na ciebie. - ze śmiechem usiadłam na łóżku.
Jego mina była bezcenna. Natychmiast znalazł się obok. Przyciągnął mnie do siebie. Proszę,  Harry nie rób tego. To nie będzie miało Happy End'u. Dlaczego tego nie widzisz? Złączył nasze usta.
- Harry... ja nie wiem czy czuje to do ciebie. - wyszeptałam pomiędzy jego namiętnymi pocałunkami.
- Rose... po prostu pozwól mi być przy tobie. - odparł cicho, a ja wplotłam palce w jego miękkie włosy pozwalając mu na kolejne pocałunki...

*Niall*
Zostałem sam... Zayn poszedł ratować swoją miłość, Liam poszedł do swojej miłości, Louis i Jasmin poszli zająć się swoją miłością,  a Rose i Harry... próbują znaleźć miłość. Ja też muszę zaopiekować się swoimi uczuciami. Poszedłem do kuchni. Wyciągnąłem pizze z zamrażalnika. Zimna miłość... Włożyłem ją do mikrofalówki i odczekałem (dokładnie) 1 minutę i 21 sekund. Kiedy odezwał się irytujący dźwięk zabrałem pożywienie i skierowałem się do salonu. Usiadłem.na.miękkiej, czarnej kanpie i postawiłem pizze na szklanym stoliku.
- I oto ty pozostaniesz moją jedyną miłością. - powiedziałem do kawałka który trzymałem w ręce, a następnie ugryzłem kęs - Smacznego.
- Co ty robisz Nialler? - romantyczną atmosferę przerwał Louis.
Ten to ma wyczucie czasu. Przerwał mi randkę! On i Jami przysiedli się do mnie i razem spędziliśmy miły wieczór póki...
O 22 wrócił Zayn. Był w opłakanym stanie. A przynajmniej ja go w takim stanie widziałem, bo nugdy w takim stanie go jeszcze nie widziałem... Oprócz dzisiaj.
- I co? - spytał Louis.
Szatyn spojrzał na niego po czym usiadł na sofie. Wyglądał na zamyślonego.
- Nie pytaj... - odparł tylko, położył się i tępo spoglądał na ścianę.











-----------------
Nadal krótko ale pojawiły się opisy ;-)
:-*
                                Nina

1 komentarz:

  1. przepraszam, że dopiero teraz komentuje! :*
    rozdział jest boski, jak zwykle.
    super, że piszesz tyloma perspektywami, bo można się dowiedzieć co kto czuje, podoba mi sie to xd
    Zayn, cholera nie wiem co mam Ci chłopie powiedzieć ;P ,,gdybyś nie chciał nie pocałował byś jej.'' coś w tym jest.
    rozczulił mnie Niall na końcu, taki biedaczek sam ze swoją ''miłością'' <3 musisz coś z tym zrobić :D
    ide czytać następny :*

    OdpowiedzUsuń