/20:00 - pokój hotelowy 249/
Pierwsze co Mulat zrobił to nakrył mnue ręcznikiem. Od razu lepiej. Było mi strasznie zimno. Opatuliłam się miękkim materiałem. Chłopak czekał aż zacznę. Wzięłam głęboki oddech. Jak ja mam mu to powiedzieć?
- Zayn... Chcę ci do cholery wierzyć ale nie mogę. - chciał coś powiedzieć - Wysłuchaj mnie zanim mi przerwiesz. - zamknął usta - Perri do mnie zadzwoniła. Jest z tobą w ciąży. Wysłała mi nawt USG. - spojrzałam w jego oczy - Gratuluję. Zostaniesz ojcem.
Moje oczy zaszkliły się. To bolało. Chciałam do niego wrócić ale nie mogłam. Nie tylko dla tego że bałam się cierpienia, ale też dlatego że będzie ojcem. Wypłynęłam go z mieszkania. Nie wiedziałam co robić, co myśleć... Osunęłam się na podłogę i zaczęłam płakać...
Głośny dzwonek telefonu wyrwał mnie ze snu. Nie chciałam się budzić. Miałam taki piękny sen... Odebrałam nie patrząc ma wyświetlacz.
- Liz? - to była Mona.
- Cześć. - odparła zaspana.
Ziewnęłam.
- O której poszłaś spać?
- Nie wiem. Późno. Ktora godzina?
- 3 p.m.
- O nie... Spóźniłam się na samolot.
- Bądź gotowa za godzinę.
- Ale po co? - zdziwiła mnie.
- Będę punktualnie.
Rozłączyła się. Co ona kombinowała? No dobra. Nie mam wyjścia. Nie ukrywam, że nie mam ochoty na wyjście. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w dżinsy i szarą bokserkę, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Zjadłam szybko śniadanie i byłam gotowa. Poszłam do domu chłopaków modląc się by GO nie było. Otworzył mi blondyn. Przywitał mnie mocny przytulaskiem co odwzajemniłam. Weszłam do środka. Po chwili zobaczyłam Monę. Była ubrana w sukienkę i szpilki.
Pierwsze co Mulat zrobił to nakrył mnue ręcznikiem. Od razu lepiej. Było mi strasznie zimno. Opatuliłam się miękkim materiałem. Chłopak czekał aż zacznę. Wzięłam głęboki oddech. Jak ja mam mu to powiedzieć?
- Zayn... Chcę ci do cholery wierzyć ale nie mogę. - chciał coś powiedzieć - Wysłuchaj mnie zanim mi przerwiesz. - zamknął usta - Perri do mnie zadzwoniła. Jest z tobą w ciąży. Wysłała mi nawt USG. - spojrzałam w jego oczy - Gratuluję. Zostaniesz ojcem.
Moje oczy zaszkliły się. To bolało. Chciałam do niego wrócić ale nie mogłam. Nie tylko dla tego że bałam się cierpienia, ale też dlatego że będzie ojcem. Wypłynęłam go z mieszkania. Nie wiedziałam co robić, co myśleć... Osunęłam się na podłogę i zaczęłam płakać...
Głośny dzwonek telefonu wyrwał mnie ze snu. Nie chciałam się budzić. Miałam taki piękny sen... Odebrałam nie patrząc ma wyświetlacz.
- Liz? - to była Mona.
- Cześć. - odparła zaspana.
Ziewnęłam.
- O której poszłaś spać?
- Nie wiem. Późno. Ktora godzina?
- 3 p.m.
- O nie... Spóźniłam się na samolot.
- Bądź gotowa za godzinę.
- Ale po co? - zdziwiła mnie.
- Będę punktualnie.
Rozłączyła się. Co ona kombinowała? No dobra. Nie mam wyjścia. Nie ukrywam, że nie mam ochoty na wyjście. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w dżinsy i szarą bokserkę, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Zjadłam szybko śniadanie i byłam gotowa. Poszłam do domu chłopaków modląc się by GO nie było. Otworzył mi blondyn. Przywitał mnie mocny przytulaskiem co odwzajemniłam. Weszłam do środka. Po chwili zobaczyłam Monę. Była ubrana w sukienkę i szpilki.
- Tak to ja cię nie puszczę kochana. - powiedziała.
Zabrała mnie do swojego pokoju i kazała ubrać to:
I mega wysokie szpilki na które się nie zgodziłam i założyłam baleriny. Ale sukienka mi się podobała. Była śliczna. Byłam pewna, że Mona kupiła ją specjalnie dla mnie. Schodziłyśmy po schodach. Na szczęście nie dostrzegłam Malika. Wsiedliśmy do auta i po chwili znaleźliśmy się pod klubem? Nie. To było coś innego. Nie wiem. Dopiero gdy weszliśmy zorientowałam się. Można było tańczyć i śpiewać. Był dość duży parkiet. Usiedliśmy przy jednym ze stolików.
- A teraz zatańczą dla was... - powiedział radośnie prowadzący - Oni! - jasne światło mnie oślepiło. Czy to znaczy, że zostałam wybrana? Nie! Dziewczyny mnie popchnęły - Brawo! - dodał, a ja i rudzielec, który stanął na przeciwko zostaliśmy nagrodzeni brawami.
- Nie umiem tańczyć. - uprzedziłam.
- Muzyka cię poniesie. - odparł z uśmiechem.
Chyba go gdzieś widziałam. Zaczęła lecieć piosenka, którą lubiłam, a chłopak zaczął prowadzić. (piosenka (cała) taniec (00:15 - do końca)). Nie wiedziałam, że osoba która nie umie tańczyć (ja) może nawet nieźle się bawić tańcząc. Obłęd.
*Zayn*
Dopiero przyszedłem. Usiadłem koło blondyna z uśmiechem. Popatrzyłem na parkiet.
- O Ed'owi się trafiła jakaś fajna dziewczyna? - spytałam próbując bardziej przyjrzeć się znanej sylwetce jego partnerki.
- No, tańczy z Liz. - odparł z pełnymi ustami blondyn.
- Jak to z Liz? - odparłem zły.
*Elizabeth*
Skończyliśmy. Zaproponowałam Ed'owi (tak poznałam go), żeby się do nas dosiadł. Oczywiście przyjął propozycję. Kiedy szliśmy w stronę naszego stolika stanęłam jak wryta. Malik tam siedział. Na pewno nie! Jeśli taki był ich plan to zawiódł. Z całego serca go nienawidziłam. Naprawdę? Idiotko kochasz go dlatego to sobie wmawiasz! Tak, wiem o tym! Nie chcę tego! Ugh! Dlaczego to jest takie ciężkie?!
- Liz? - spytał rudy.
- Wiesz... pójdę do domu. - odparłam.
- Czemu? - zmarszczył czoło.
Był chyba jedyną osobą, która o tym nie wiedziała. Spojrzałam na Malika koło którego teraz stała Perrie. Wiedziałam. Czyli jednak nie moi przyjaciele to zaplanowali.
- Dlatego. - odparłam i wskazałam tę dwójkę.
- Byłaś z nim. - spojrzał na mnie.
- To dobre stwierdzenie. - odparłam.
- Więc chodź do mnie. Pogadamy.
- Chce ci się?
Mi by się nie chciało. Pomińmy to, że jestem leniwa.
- Rzadko spotykam tak fajne osoby jak ty. Przywitam się i możemy iść.
Podeszliśmy do stolika. Zgarnęłam moją kurtkę. Ed przywitał się ze wszystkimi.
- Idziecie? - Harry uniósł brew.
- Tak. Liz się źle czuje. - można powiedzieć, że Sheeran powiedział prawdę.
- Liz porozmawiajmy. - Zayn zerwał się z krzesła odpychając nieco blondynkę.
- Nie mamy o czym. Zostaw mnie w spokoju.
- Nie zrobię tego.
- Jak chcesz.
Po tej szybkiej wymianie zdań wyszłam. Po chwili pojawił się Ed.
- Widzę, że ostro. - podsumował.
Westchnęłam i przeczesałam ręką włosy.
- Mam już tego dość. On nie chce mi dać spokoju, ok. Wyjeżdżam.
- Dokąd? - uważnie mi się przyjrzał i pociągnął lekko, żebym zaczęła iść.
- Do New York, jutro rano. Co mam do stracenia. Może tam wypromuję moją muzykę.
- Śpiewasz?
- Trochę. Chciałyśmy zacząć z Jami tutaj, ale nasze drogi się muszą rozejść. Tak bywa. Mam nadzieje, że ona sobie poradzi.
Resztę drogi odbyliśmy w ciszy. Po chwili znaleźliśmy się w jego rezydencji. Usiadłam na wygodnej kanapie w salonie. Niedługo potem Ed pojawił się z dwoma parującymi kubkami herbaty.
- Dzięki. - powiedziałam z lekkim uśmiechem odbierając od niego jeden.
Usiadł obok. Pociągnęłam spory łyk nie parząc się przy okazji mimo, że napój był gorący.
- Mogę jechać z tobą do NY? - spytał, a spojrzałam na niego pytająco - Mam coś do załatwienia.
- Jasne. Razem raźniej. - odparłam uśmiechem - A jakie mamy plany na dzisiejszy wieczór?
Uśmiechnął się.
- Filmy?
- Jasne. - odwzajemniłam gest - Tylko pojedźmy jeszcze do hotelu po moje rzeczy. Samolot mamy o 6:00 rano.
*Jasmin*
Wróciliśmy do domu. Zayn ciągle był wściekły i wszystkich wkurzał. Nie dziwiłam mu się z jednej strony. Szkoda mi ich było, ale sami muszą się pogodzić. Postanowiłam na chwilę oderwać się od wszystkiego co złe i pójść na spacer. Co prawda zaczęło padać ale nie przeszkadzało mi to. Zauważyłam Perrie w parku. Rozmawiała przez telefon. Podeszłam trochę bliżej.
- Na razie to łyknęli... - powiedziała z zadowoleniem blondyna - Oczywiście, że nie jestem w ciąży... To nie może się wydać...
Tyle mi starczyło. Kłamała. Muszę to powiedzieć Zaynowi i pojadę z nim do Liz. Przecież jak sam pojedzie to mu nie uwierzy. Biegiem wróciłam do domu. Zastałam tam tylko Lou. przytuliłam się do niego.
- Co jest? - spytał wyczuwając że coś wiem.
- Dzwoń do Malika i karz mu przyjść. - odparłam tylko.
Po jakiejś godzinie pojawił się. Szybko powiedziałam mu to co wiedziałam. Zdziwił się, był wściekły, smutny... Do cholery zamiast przeżywać rusz dupę! Niedługo potem całą trójką staliśmy pod odpowiednim pokojem w odpowiednim hotelu. Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi sprzątaczka.
- Jest może właścicielka pokoju? - spytałam nieco zdenerwowana.
- Godzinę temu jakaś kobieta się stąd wymeldowała. Więcej informacji uzyska pani w recepcji.
Nie było nam potrzebne więcej. Wyjechała. Chciała nas wszystkich zostawić. Wszyscy próbowaliśmy się do niej dodzwonić na darmo. Nie odbierała. Wróciliśmy do domu. Było koło 23. Zayn dzwonił ponownie do Liz. Odebrała.
- Gdzie jesteś Liz? - spytał Mulat - Ed? - widziałam, że jest wściekły.
Zabrałam mu telefon. Nie wiadomo co by mu powiedział. A działa pod wpływem emocji.
- Cześć. - powiedziałam do słuchawki - Gdzie jest Liz?
- U mnie. Chciała zostać bo rano wyjeżdżamy. - odparł spokojnie.
- Jak to?
Co? Ona z nim? Jakim cudem? Nie wierze. On i Zayn - tak, ona i Ed - nie!
- Liz chce wyjechać, a ja się z nią zabieram bo mam coś do załatwienia.
Uspokoił mnie tym.
- Gdzie jedziecie? - chciałam się tego dowiedzieć, żeby temu zapobiec, bo oczywiście nikt nie wiedział gdzie Ed mieszka.
- Odłóż słuchawkę. - usłyszałam zachrypnięty głos Liz.
Po chwili słyszałam już tylko irytujące pikanie.
- I co? - spytali na raz Lou i Malik.
- Wyjeżdżają nie wiadomo dokąd. - po chwili dodałam patrząc na Zayna- Ale nie są razem.
Nikt nie wiedział co robić. Postanowiliśmy jechać rano na lotnisko, tylko co to da?
Obudził mnie Lou lekkim pocałunkiem.
- Przepraszam, że cię budzę. - szepnął - Malik się uparł.
- W porządku. - odparłam i ziewnęłam.
Po chwili już ubrana wsiadłam z nimi do samochodu. Prowadził Zayn więc złamał kilka przepisów, na szczęście nie doprowadził do wypadku (pirat drogowy!). Nie wsiadam z nim więcej do auta, bo pierwszy raz się bałam. Szybko weszliśmy do głównego budynku. Chłopcy spojrzeli na rozpiskę i pobiegli do recepcji.
- Kiedy odlatuje samolot do NY? - spytał Lou.
- Odleciał dokładnie pięć minut temu. - odparł mężczyzna za ladą.
Zayn totalnie się załamał... Co mu się dziwić... Cholerne 5 minut! Chłopak jednak mnie nie obwiniał tylko powiedział, że leci kolejnym. Nie powinien...
*Louis*
Zadzwonił mój telefon. Odebrała Jami. Ja nie byłem w stanie. Ona wyjechała. Nie mogła...
- Louis to do ciebie... lekarz Liz. - powiedziała nieco zdziwiona.
- Mój ojciec. - wytłumaczyłem a ona wszystko zrozumiała.
Na szczęście Malik był daleko. Wziąłem słuchawkę.
- Nie udało mi się. Nie złapałem jej. - powiedziałem cicho.
- Louis proszę znajdź ją. Ona w końcu musi się dowiedzieć. Musi wrócić do domu.
__________________________________
Co o tym myślicie? Oni do siebie wrócą czy nie? Liz może sobie kogoś znajdzie, czy nie? O co chodzi z lekarzem Liz? Hm... Też bym chciała wiedzieć ;)
Do następnego (niebawem)
Nina
PS: wolicie linki do ciuchów czy zdjęcia w rozdziale? ;)
Skończyliśmy. Zaproponowałam Ed'owi (tak poznałam go), żeby się do nas dosiadł. Oczywiście przyjął propozycję. Kiedy szliśmy w stronę naszego stolika stanęłam jak wryta. Malik tam siedział. Na pewno nie! Jeśli taki był ich plan to zawiódł. Z całego serca go nienawidziłam. Naprawdę? Idiotko kochasz go dlatego to sobie wmawiasz! Tak, wiem o tym! Nie chcę tego! Ugh! Dlaczego to jest takie ciężkie?!
- Liz? - spytał rudy.
- Wiesz... pójdę do domu. - odparłam.
- Czemu? - zmarszczył czoło.
Był chyba jedyną osobą, która o tym nie wiedziała. Spojrzałam na Malika koło którego teraz stała Perrie. Wiedziałam. Czyli jednak nie moi przyjaciele to zaplanowali.
- Dlatego. - odparłam i wskazałam tę dwójkę.
- Byłaś z nim. - spojrzał na mnie.
- To dobre stwierdzenie. - odparłam.
- Więc chodź do mnie. Pogadamy.
- Chce ci się?
Mi by się nie chciało. Pomińmy to, że jestem leniwa.
- Rzadko spotykam tak fajne osoby jak ty. Przywitam się i możemy iść.
Podeszliśmy do stolika. Zgarnęłam moją kurtkę. Ed przywitał się ze wszystkimi.
- Idziecie? - Harry uniósł brew.
- Tak. Liz się źle czuje. - można powiedzieć, że Sheeran powiedział prawdę.
- Liz porozmawiajmy. - Zayn zerwał się z krzesła odpychając nieco blondynkę.
- Nie mamy o czym. Zostaw mnie w spokoju.
- Nie zrobię tego.
- Jak chcesz.
Po tej szybkiej wymianie zdań wyszłam. Po chwili pojawił się Ed.
- Widzę, że ostro. - podsumował.
Westchnęłam i przeczesałam ręką włosy.
- Mam już tego dość. On nie chce mi dać spokoju, ok. Wyjeżdżam.
- Dokąd? - uważnie mi się przyjrzał i pociągnął lekko, żebym zaczęła iść.
- Do New York, jutro rano. Co mam do stracenia. Może tam wypromuję moją muzykę.
- Śpiewasz?
- Trochę. Chciałyśmy zacząć z Jami tutaj, ale nasze drogi się muszą rozejść. Tak bywa. Mam nadzieje, że ona sobie poradzi.
Resztę drogi odbyliśmy w ciszy. Po chwili znaleźliśmy się w jego rezydencji. Usiadłam na wygodnej kanapie w salonie. Niedługo potem Ed pojawił się z dwoma parującymi kubkami herbaty.
- Dzięki. - powiedziałam z lekkim uśmiechem odbierając od niego jeden.
Usiadł obok. Pociągnęłam spory łyk nie parząc się przy okazji mimo, że napój był gorący.
- Mogę jechać z tobą do NY? - spytał, a spojrzałam na niego pytająco - Mam coś do załatwienia.
- Jasne. Razem raźniej. - odparłam uśmiechem - A jakie mamy plany na dzisiejszy wieczór?
Uśmiechnął się.
- Filmy?
- Jasne. - odwzajemniłam gest - Tylko pojedźmy jeszcze do hotelu po moje rzeczy. Samolot mamy o 6:00 rano.
*Jasmin*
Wróciliśmy do domu. Zayn ciągle był wściekły i wszystkich wkurzał. Nie dziwiłam mu się z jednej strony. Szkoda mi ich było, ale sami muszą się pogodzić. Postanowiłam na chwilę oderwać się od wszystkiego co złe i pójść na spacer. Co prawda zaczęło padać ale nie przeszkadzało mi to. Zauważyłam Perrie w parku. Rozmawiała przez telefon. Podeszłam trochę bliżej.
- Na razie to łyknęli... - powiedziała z zadowoleniem blondyna - Oczywiście, że nie jestem w ciąży... To nie może się wydać...
Tyle mi starczyło. Kłamała. Muszę to powiedzieć Zaynowi i pojadę z nim do Liz. Przecież jak sam pojedzie to mu nie uwierzy. Biegiem wróciłam do domu. Zastałam tam tylko Lou. przytuliłam się do niego.
- Co jest? - spytał wyczuwając że coś wiem.
- Dzwoń do Malika i karz mu przyjść. - odparłam tylko.
Po jakiejś godzinie pojawił się. Szybko powiedziałam mu to co wiedziałam. Zdziwił się, był wściekły, smutny... Do cholery zamiast przeżywać rusz dupę! Niedługo potem całą trójką staliśmy pod odpowiednim pokojem w odpowiednim hotelu. Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi sprzątaczka.
- Jest może właścicielka pokoju? - spytałam nieco zdenerwowana.
- Godzinę temu jakaś kobieta się stąd wymeldowała. Więcej informacji uzyska pani w recepcji.
Nie było nam potrzebne więcej. Wyjechała. Chciała nas wszystkich zostawić. Wszyscy próbowaliśmy się do niej dodzwonić na darmo. Nie odbierała. Wróciliśmy do domu. Było koło 23. Zayn dzwonił ponownie do Liz. Odebrała.
- Gdzie jesteś Liz? - spytał Mulat - Ed? - widziałam, że jest wściekły.
Zabrałam mu telefon. Nie wiadomo co by mu powiedział. A działa pod wpływem emocji.
- Cześć. - powiedziałam do słuchawki - Gdzie jest Liz?
- U mnie. Chciała zostać bo rano wyjeżdżamy. - odparł spokojnie.
- Jak to?
Co? Ona z nim? Jakim cudem? Nie wierze. On i Zayn - tak, ona i Ed - nie!
- Liz chce wyjechać, a ja się z nią zabieram bo mam coś do załatwienia.
Uspokoił mnie tym.
- Gdzie jedziecie? - chciałam się tego dowiedzieć, żeby temu zapobiec, bo oczywiście nikt nie wiedział gdzie Ed mieszka.
- Odłóż słuchawkę. - usłyszałam zachrypnięty głos Liz.
Po chwili słyszałam już tylko irytujące pikanie.
- I co? - spytali na raz Lou i Malik.
- Wyjeżdżają nie wiadomo dokąd. - po chwili dodałam patrząc na Zayna- Ale nie są razem.
Nikt nie wiedział co robić. Postanowiliśmy jechać rano na lotnisko, tylko co to da?
Obudził mnie Lou lekkim pocałunkiem.
- Przepraszam, że cię budzę. - szepnął - Malik się uparł.
- W porządku. - odparłam i ziewnęłam.
Po chwili już ubrana wsiadłam z nimi do samochodu. Prowadził Zayn więc złamał kilka przepisów, na szczęście nie doprowadził do wypadku (pirat drogowy!). Nie wsiadam z nim więcej do auta, bo pierwszy raz się bałam. Szybko weszliśmy do głównego budynku. Chłopcy spojrzeli na rozpiskę i pobiegli do recepcji.
- Kiedy odlatuje samolot do NY? - spytał Lou.
- Odleciał dokładnie pięć minut temu. - odparł mężczyzna za ladą.
Zayn totalnie się załamał... Co mu się dziwić... Cholerne 5 minut! Chłopak jednak mnie nie obwiniał tylko powiedział, że leci kolejnym. Nie powinien...
*Louis*
Zadzwonił mój telefon. Odebrała Jami. Ja nie byłem w stanie. Ona wyjechała. Nie mogła...
- Louis to do ciebie... lekarz Liz. - powiedziała nieco zdziwiona.
- Mój ojciec. - wytłumaczyłem a ona wszystko zrozumiała.
Na szczęście Malik był daleko. Wziąłem słuchawkę.
- Nie udało mi się. Nie złapałem jej. - powiedziałem cicho.
- Louis proszę znajdź ją. Ona w końcu musi się dowiedzieć. Musi wrócić do domu.
__________________________________
Co o tym myślicie? Oni do siebie wrócą czy nie? Liz może sobie kogoś znajdzie, czy nie? O co chodzi z lekarzem Liz? Hm... Też bym chciała wiedzieć ;)
Do następnego (niebawem)
Nina
PS: wolicie linki do ciuchów czy zdjęcia w rozdziale? ;)
to na początku to jej się śniło, tak? a już chciałam zabijać Perrie, ale potem i tak okazuje sie, że jednak ją zabije!
OdpowiedzUsuńto jest takie interesujące, że nie wiem kiedy kończe czytać, wciąga jak nie wiem!
też bym sobie z Edem potańczyła :D
czekam na następny rozdział :*
zapraszam na nowy do mnie ;)
http://right-now-one-direction.blogspot.com/
Świetny rozdział.
OdpowiedzUsuńJestem bardzo zdezorientowana. Zostawiłaś wiele pytań baz odpowiedzi, a ja bardzo chcę się dowiedziec o co w tym wszystkim chodzi. Więc mam jedną prośbę: dodaj już kolejny rozdział!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ogólnie chodzi o to magiczna że sobie poczekasz na następny ;)
OdpowiedzUsuńA tak na serio to powoli się rozkręcam więc czekajcie a mam nadzieje się nie zawiedziecie
A jeszcze jedno - nie Zayn i Elizabeth (raczej) szybko się nie pogodzą ;) (to do magicznej)