niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 7

To co się dzieje jest straszne. Nienawidzę takiej atmosfery. Jest strasznie sztywno; Zayn cały czas jest w swoim pokoju, Liz się nie odzywa i jeszcze ten idiota Harry nie chce się ode mnie odczepić! Mogę go zabić?
- Rose? - drzwi do mojego pokoju uchyliły się.
Po chwili weszła Jasmin.
- Wolałam iść zanim bym udusiła Stylesa. - wytłumaczyłam.
Dzisiaj przechodził samego siebie. Od samego rana. Wszedł mi nawet do łazienki kiedy brałam kompiel. Ciekawe czy wymyśli coś głupszego. Mam nadzieję że nie.
- Wiem. - brunetka uśmiechnęła się - Odzywała się do ciebie Liz?
- Nie. Słuchaj wiem że może to dziwnie zabrzmieć ale nie powinniśmy się martwić. Ona wróci. I nic jej nie będzie. Przecież wiesz jaka ona jest.
- W teorii... - mruknęła.
Nastała cisza. Zastanawiałyśmy się.  Każda z nas myślała...
- Spadaj! - wydarł się Louis i po chwili on i Harry byli w moim pokoju. Obaj mieli mocno rozczochrane włosy. I obaj byli (nie wiem czemu) na bosaka.
Zaczęli rzucać się moimi ciuchami. Wszystkimi z szafy.
- Zwariowaliście?! - wydarłam się.
- Uuu... Ładna bielizna Rose. - powiedział z uśmiechem Styles trzymając mój czerwony  zestaw.Myślałam że wybuchnę. Jak śmiał powiedzieć coś takiego! Jak śmiał wziąć do ręki moją bieliznę! Nigdy więcej jej nie ubiorę! A to był mój ulubiony komplet! Chyba się rozpłaczę.  On był idiotą! Chyba go.... Ugh!
- Zabije cię!  - wrzasnęłam i zaczęłam go gonić.
Zbiegł po schodach i wybiegł przez drzwi. Pobiegłam za nim. Niech się modli żebym go nie złapała. Bo jak go dopadnę to marny jego los. Byliśmy jakieś 100 metrów od domu. I udało mi się go dogonić.  Napierw skoczyłam mu na plecy. Potem zaczęłam go dusić - tyle że nogami. Jednak (niestety) nue trwało to długo. Nagle oślepiły mnie błyski fleszy i głośne pytania paparazzi. Nie wierzę ale współpracowałam z Hazzą. Szybko razem ze Stylesem przedarliśmy się przez tłum i uciekliśmy do domu. Kiedy byliśmy już "bezpieczni" zaczęłam lać go po głowie. Teraz nue przeżyje!
- Przepraszam! - wykrzyknął w końcu, a ja zawiesiłam broń - Ale to był komplement. - wyszczerzył się ale znów zaczęłam go bić - Dobra już będę cicho. - odparł.
Poszłam do salonu gdzie siedziała reszta. Louis i Jasmin... Byli słodcy. Przytuli się. Coś miedzy nimi musiało być. Poczułam ręce na mojej tali.
- Spadaj Styles bo nie ręczę za siebie. - warknęłam.
- Jesteś słodka jak się złościsz. - mruknął mi do ucha.
A ty jesteś totalnym idiotą. Szczególnie jak się uśmiechasz. Wywróciłam oczami i usiadłam obok blondyna. Loczek usiadł koło mnie. Denerwował mnie. Cały dzień za mną łaził.

*Jasmin*
Sytuacja z Rose i Harrym nieco mnie rozbawiła. Byli uroczy. Rose zawsze spławia chłopaków ale z Harrym nie pójdzie jej tak łatwo. Byłam umówiona na randkę z Louisem, na 18. Chciałam jakoś ładnie wyglądać. Chłopak uprzedził mnie tylko żebym nie zakładała sukienki. Postawiłam na szortu z wysokim stanem i niebieską koszulkę. Włosy spięłam w wysoką kitkę. Zrobiłam lekki makijaż. Spojrzała w lustro. Wyglądałam nawet nieźle. Wzięłam jeszcze skórzaną kurtkę i byłam gotowa. Lou już czekał. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i podszedł do mnie.
- Ślicznie wyglądasz. - mruknął mi do ucha i przelotnie musnął mój policzek.
- Dzięki. - moje usta lekko wykrzywił uśmiech.
Jechaliśmy jego autem w ciszy. Dość długo. Nie byłam pewna gdzie mnie zabierał. W koncu znaleźliśmy się na obrzeżach Londynu. Wtedy Tommo zatrzymał auto. Tak jak na dżentelmena przystało otworzył mi drzwiczki i pomógł wysiąść. Był tam jakiś budynek. Nie wyglądał zachęcająco. Zdałam się na Tomlinsona. Złapał mnie za rękę i weszliśmy do ciemnego budynku. Bałam się lecz po chwili zobaczyłam światło. Dopiero teraz zoriętowałam się ze idziemy po schodach. Po chwili zaniemówiłam. Byliśmy na dachu. Takiego widoku na Londyn jeszcze nia miałam. Teraz zdałam sobie sprawę gdzie byliśmy. Był to opuszczony budynek za Londynem na wzgórzu. Louis przygotował wszystko; koc, coś do jedzenia, wino, świece... Wyglądało cudownie. Jeszcze ten widok na całe miasto. Było rozświetlone przeróżnymi światłami.
- Podoba ci się?  - spytał nie pewnie.
- Czy mi się podoba? - odparłam - To najpiękniejsze miejsce w jakim byłam.
Mocno się do niego przytuliłam co odwzajemnił.

*Rosmary*
Ktoś zadzwonił do drzwi godzinę po wyjściu Jami i Lou. Ponieważ nikomu nie chciało się wstać Horan zrobił wyliczanję i wypadło na mnie. Otworzyłam. Zdzwiło mnie to kogo za nimi zobaczyłam.
- Dobry wieczór. - przywitał się lekarz Liz.
- Dobry wieczór. - odparłam.
Nie wiedziałam co on tu robi. Może miał dla niej jakieś wieści?
- Mogę porozmawiać z panią Elizabeth? - spojrzał za mnie szukając jej.
- Wyjechała. - odparłam.
Jego mina zrzedła. O co chodziło? Czy ja o czymś nie wiem?
- Coś przekazać? - dodałam.
- Nie, nie... Do widzenia.
Szybko odszedł. O co chodziło? I czego on chciał od Liz?
Po chwili poczułam całusa na szyi.
- Styles zabiję cię!  - przeginał.
Odwróciłam się. Stał za mną z bananem na ustach. Jego ręce mocno mnie do siebie przyciągnęły.
- Harry nue wygłupiaj się!  - zaśmiałam się.
Jego mina zmieniła się.
- No tak. Sorry. - uśmiechnął się ale po chwili to znów zniknęło z jego twarzy i teraz wiedziałam że nie żartował.
Nie chciałam wiedzieć jak on się czuł.
- Hazza! - zawołałam podchodząc do niego.
Odwrócił się. Nie mówiąc zbędnych słów pocałowałam go. Był zaskoczony ale po chwili odwzajemnił to. Rose, co ty robisz? Czy ty w ogóle coś do niego czujesz?





------------------
Krótkie wiem!  Mam nadzieję ze was nie zanudziłam... za błędy przepraszam ale piszę z telefonu; kocham was!
Kolejny niedługo (mam nadzieję)
                                  Nina

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział. Fajnie, że wzięłaś pod uwagę moją radę. Ciekawi mnie, czy między Rose i Harrym zrodzi się prawdziwe uczucie.
    PS Też Cię kocham :D

    OdpowiedzUsuń