Już tydzień jestem w domu. Chłopcy już wyjechali. Nie obchodzi mnie to. Teraz jestem inna. Taka zanim poznałam dziewczyny. Ubrałam czarne obcisłe spodnie i czarny top, który odkrywał dużą cześć brzucha i był bez ramiączek. Do tego wzięłam najwyższe czarne szpilki jakie miałam. Teraz makijaż; pomalowałam oczy na ciemny brąz i czerń. Zrobiłam kreskę i pomalowałam rzęsy. Nałożyłam trochę podkładu i czerwony błyszczyk na usta. Ok. Nieźle. Włosy tylko rozczesałam. Wzięłam skórzaną kurtkę.
- Wychodzę, mam klucze. Nie czekaj z kolacją! - powiedziałam na tyle głośno żeby mama usłyszała.
Stanęła w drzwiach kuchni i uważnie mi się przyjrzała.
- Gdzie idziesz tak ubrana? - jeszcze była spokojna.
- Nie denerwuj się. W twoim stanie to nie zdrowo. - odparłam.
- Elizabeth gdzie ty idziesz?! - właśnie o tym mówiłam.
Miała się nie denerwować. A jednak była zła.
- Idę się rozerwać. Pa. - wyszłam nie zważając na jej protesty.
Szłam w stronę jakiegoś klubu. Miałam zamiar niedługo przenieść się z powrotem do Londynu. Tylko na trochę żeby dokończyć robotę z muzyką, a potem chcę wyjechać do USA. Tu nic mnie nie trzyma. Tylko mama. Będę ją często odwiedzać. Bardzo ją kochałam. Ale muszę zacząć samodzielne życie. Sama. Bez facetów. Oni są do bani. Weszłam do zatłoczonego lokalu. Sporo osób tańczyło, ale jeszcze więcej siedziało przy barze. Usiadłam na jednym z krzeseł. Podszedł do mnie barman.
- Co podać śliczna? - puścił do mnie oczko.
- Cole. - uśmiechnęłam się do niego.
Po chwili dostałam zamówienie.
- Na koszt firmy. - dodał.
- Dzięki. - odparła i odeszłam z napojem.
Usiadłam w kącie na skórzanej kanapie. Upiłam łyk napoju. Dosiadł się do mnie wysoki szatyn. Miał piwo w ręce. Czułam od niego papierosy.
- Cześć, śliczna. Zatańczysz? - uśmiechnął się.
- Jasne. - odwzajemniłam jego uśmiech.
Stanęliśmy na parkiecie. Ponieważ nie było dużo osób mieliśmy pole do popisu.
- Nieźle się ruszasz. - stwierdził.
- To był komplement?
- Był.
Serio? To nie brzmiało jak komplement. To brzmiało tak jakby chciał zrobić mi krzywdę. Byłam czujna.
- Chodź. - złapał mnie za rękę.
Poszliśmy dość szybkim krokiem do strefy VIP. Siedziało tam kilka osób (facetów) a na rurze tańczyła skąpo ubrana dziewczyna.
- Nowa? - spytał jeden, który wyglądał na szefa.
Ten co był ze mną kiwnął tylko głową. Ten "szef" podszedł do mnie i mocno złapał moją rękę ciągnąc mnie w stronę rury.
Stanęła w drzwiach kuchni i uważnie mi się przyjrzała.
- Gdzie idziesz tak ubrana? - jeszcze była spokojna.
- Nie denerwuj się. W twoim stanie to nie zdrowo. - odparłam.
- Elizabeth gdzie ty idziesz?! - właśnie o tym mówiłam.
Miała się nie denerwować. A jednak była zła.
- Idę się rozerwać. Pa. - wyszłam nie zważając na jej protesty.
Szłam w stronę jakiegoś klubu. Miałam zamiar niedługo przenieść się z powrotem do Londynu. Tylko na trochę żeby dokończyć robotę z muzyką, a potem chcę wyjechać do USA. Tu nic mnie nie trzyma. Tylko mama. Będę ją często odwiedzać. Bardzo ją kochałam. Ale muszę zacząć samodzielne życie. Sama. Bez facetów. Oni są do bani. Weszłam do zatłoczonego lokalu. Sporo osób tańczyło, ale jeszcze więcej siedziało przy barze. Usiadłam na jednym z krzeseł. Podszedł do mnie barman.
- Co podać śliczna? - puścił do mnie oczko.
- Cole. - uśmiechnęłam się do niego.
Po chwili dostałam zamówienie.
- Na koszt firmy. - dodał.
- Dzięki. - odparła i odeszłam z napojem.
Usiadłam w kącie na skórzanej kanapie. Upiłam łyk napoju. Dosiadł się do mnie wysoki szatyn. Miał piwo w ręce. Czułam od niego papierosy.
- Cześć, śliczna. Zatańczysz? - uśmiechnął się.
- Jasne. - odwzajemniłam jego uśmiech.
Stanęliśmy na parkiecie. Ponieważ nie było dużo osób mieliśmy pole do popisu.
- Nieźle się ruszasz. - stwierdził.
- To był komplement?
- Był.
Serio? To nie brzmiało jak komplement. To brzmiało tak jakby chciał zrobić mi krzywdę. Byłam czujna.
- Chodź. - złapał mnie za rękę.
Poszliśmy dość szybkim krokiem do strefy VIP. Siedziało tam kilka osób (facetów) a na rurze tańczyła skąpo ubrana dziewczyna.
- Nowa? - spytał jeden, który wyglądał na szefa.
Ten co był ze mną kiwnął tylko głową. Ten "szef" podszedł do mnie i mocno złapał moją rękę ciągnąc mnie w stronę rury.
- Zapomnij. - warknęłam i sprzedałam mu prawy sierpowy.
Uciekłam stamtąd. Co za bezczelni goście. Wyszłam z tamtego klubu. Więcej tam nie pójdę. Ruszyłam w stronę innego. Tam przez całą noc tańczyłam. Faceci kręcili się koło mnie ale miałam ich gdzieś. Wcale nie zmęczona wróciłam nad ranem. Czas coś ze sobą zrobić Liz. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w czarne rurki i niebieską bokserkę. Do tego czarne szpilki.Wzięłam moją spakowaną walizkę i napisałam mamie kartkę;
Kochana Mamo,
postanowiłam zmienić coś w swoim życiu.
Chciałabym, żebyś to zaakceptowała.
Wyjeżdżam. Będę Cię odwiedzać, naprawdę często.
Chcę wyjechać... znaleźć swoje miejsce.
Kocham cię,
Liz
Zabrałam swoje rzeczy i zamknęłam drzwi. Wzięłam głęboki wdech. Kolejny rozdział twego życia Liz.
* * *
Zameldowałam się w hotelu. To było najlepsze wyjście. Poszłam do studia. Siedział tam przybity Eric. Wyglądał na zamyślonego.
- Hej. - przywitałam się.
Uniósł brew w niemym pytaniu. Coś było nie tak? Czemu nie odpowiedział?
- Znam panią? - zamurowało mnie.
Nie poznał mnie. Aż tak bardzo zmieniłam swój zewnętrzny wygląd? To tylko makijaż i stare ciuchy. Mógł mnie nie poznać. Nie winiłam go, chodź zrobiło mi się nieco przykro.
- To ja, Liz. - uśmiechnęłam się lekko.
- O mój Boże! - wydarł się - Dziewczyno, Malik od zmysłów odchodzi! Gdzieś ty była?!
Wow... Takiej reakcji się nie spodziewałam. Co on do cholery mówił?! Nie obchodzi mnie Malik. Ma swoją księżniczkę, blondynkę - to niech sobie ją ma. Ale bez mojego udziału. Nie dam się skrzywdzić kolejny raz. Tacy jak on nie widzą takich jak ja.
- U mamy. Bądź tak łaskawy i nie wygadaj się całemu światu, że wróciłam.
- Ale, oni wszyscy się martwią. - gorączkowo zaprotestował.
Pokręciłam głową i westchnęłam. Co on myśli, że ja ich nie znam?
- Tylko oni. Dziewczyny wiedzą, że nic mi nie jest - usłyszałam ich głosy - Proszę schowaj mnie! - przestraszyłam się.
Miało ich nue być a poza tym nie chciałam się z nimi widzieć. Na pewno nie teraz. Eric pomyślał chwilę po czym powiedział;
- Pod biurko.
W ostatniej chwili wskoczyłam tam. Skuliłam się bardziej, słysząc jak wchodzą do pomieszczenia. Uff... Udało ci się Liz. Szczęściaro! Wszyscy przywitali się.
- Jakieś wieści od Liz? - spytał Niall.
- Nie. - odparł Eric.
Przyłożyłam dłoń do twarzy, a moje usta wykrzywił grymas. On nie umiał kłamać! Albo nie chciał... Trzymajmy się pierwszej wersji żebym go nie zamordowała.
- Co ci powiedziała, gdzie jest? - usłyszałam tak dobrze znany mi głos.
On martwił się o mnie? Czemu? A jego blondasek, co na to? Nie Liz! Uszczypnęłam się w rękę i ledwo co stłumiłam jęk. Mocno zabolało, ale musiałam się obudzić. Nie wciągnę się w to znowu. Koniec! Malik dla mnie nie istnieje!
- Nic mi nie powiedziała. -odparł Eric - Jest w Londynie.
Zabiję go! Co on myślał?! Prosiłam go!
- Gdzie? - spytała Jami.
- Nie wiem. Nie powiedziała mi. - odparł - A wy co tu robicie?
- Już idziemy. - odparł zrezygnowany Lou.
Wyszli. Zostałam sama. Wzięłam głęboki wdech. Stanęłam przy mikrofonie;
Dlaczego ja?
Pytanie z ust wyrwało się...
Na skrzydłach burzy wiatr poniesie je...
Nigdy więcej nie mow mi że kochasz -
Nie jest tak!
Nigdy więcej nie mów że
Czegoś ci brak.
Burza rozpętana w sercu
Kolce róż wbija w nie.
Nigdy więcej nie mów ze kochasz mnie...
Bo nigdy więcej nie
Uwierzę w kłamstwo te...
Skonczyłam. Łza zakręciła mi się w oku. Szybko ją starłam. Wyszłam stamtąd. Napisałam do Erica że umówimy się kiedy mam kończyć nagrania. Kiedy wychodziłam wpadłam na kogoś. Spojrzałam na jego twarz i zaniemówiłam...
------------------------
Tak wiem że przynudzam... pisałam głównie z telefonu więc sorrki za błędy komy mile widziane :-)
wcale nie przynudzasz, wręcz przeciwnie :P
OdpowiedzUsuńrozdział jest ciekawy, czytałam go z wielką przyjemnością xd
na kogo mogła wpaść? hmm,, nie zastanawiam się, czekam na rozdział :*
Dzięki :-*
UsuńKolejny postaram się zrobić dłuższy ;-)
Fajny ,czekam na następny wpadnij do mnie na Pięć serc jedno bicie 1D ponad życie
OdpowiedzUsuń